poświęcenie
© Adobe Stock

Poświęcenie

7 udostępnień
7
0
0

Czym jest poświęcenie? Czy warto poświęcać się dla innych? A jeśli tak, to w jakim stopniu, dla kogo lub czego?

Wydarzenia ostatnich dni wywołały sporo dyskusji o poświęceniu. Śmierć Jana Lityńskiego, który zginął, ratując tonącego w rzece psa, u niektórych wywołała konsternację: „Jak można oddać życie za psa?”. Wraz ze śmiercią Aleksandra Doby, który zmarł wchodząc na Kilimandżaro, powróciły pytania, rodzące się za każdym razem, gdy ginie ktoś, kto straci życie z racji poświęcania się swojej pasji: „Jak można być tak nierozważnym – ryzykować życie w pogoni za marzeniami, ambicjami?”.

Z drugiej strony, w naszym specyficznym, mocno osadzonym w katolicyzmie, kraju na każdym kroku jawnie lub milcząco oczekuje się poświęcenia. Tak jak Chrystus, który poświęcił życie na krzyżu dla zbawienia człowieka, tak człowiek, poświęcając swoje życie dla innych, wykazuje się przecież najwyższą cnotą. Tymi innymi muszą być oczywiście ludzie, a nie np. psy – istoty człowiekowi poddane, więc za oddanie życia za zwierzę uznanie się nie należy.

Zapewne przysługuje ono kobietom, które poświęcają całe swoje życie niepełnosprawnym dzieciom – można by przypuszczać. Ale i tu nie do końca. Moja znajoma poświęciła 37 lat życia na to, by codziennie przewijać, myć i karmić swojego syna z ciężkim porażeniem mózgowym. Powinno to skutkować wyniesieniem jej na ołtarze, i to w trybie pilnym, tymczasem dla świadomości społecznej postać ta praktycznie nie istnieje. Znajoma żyła ze swoim dzieckiem, i żyje teraz po jego śmierci, sama jak palec, opuszczona przez tych, którym nie w smak było zadawać się z kimś, kto stale miał obok siebie śliniącego się i bełkoczącego człowieka. Tak więc z jednej strony oczekiwało się od niej jako matki poświęcenia, z drugiej nawet jej za to szczególnie nie szanowano, bo „przecież mogła oddać do zakładu”, „sama wybrała sobie taki los”, „chciała, to ma”.

Na podobnej zasadzie funkcjonuje zresztą oczekiwanie od kobiet tego, że poświęcą swoje życie i zdrowie na rzecz płodu albo że, „dla dobra rodziny”, będą milczeć, gdy padną ofiarą przemocy domowej, w tym także gwałtu.

Społeczny nacisk na poświęcenie jest ogromny. Trudno się dziwić, skoro wychowuje się nas na „świętych” bohaterach. Tych, którzy poświęcili swoje życie dla wiary: Chrystus, Maryja, święci męczennicy lub tych, którzy poświęcili je dla ludzi, np. Kolbe czy Korczak.

Teoretycznie poświęcenie jawi się nam szalenie szlachetnie, w praktyce… dobrze, gdy nie dotyczy nas samych. Teoretycznie szanujemy tych, którzy oddają swoje życie za innych, za wiarę czy wzniosłą ideę, w praktyce mamy ich w nosie i w głębi ducha uważamy za niespełna rozumu. Bo przecież czy życie nie jest najcenniejszą wartością? Jak zatem można tę wartość poświęcić dla kogokolwiek czy czegokolwiek? A jeśli można, to może życie wcale nie jest najważniejsze?

Cena życia

Aleksander Doba, prawdopodobnie w ostatnim wywiadzie, jakiego udzielił przed śmiercią, powiedział: „Życie jest najważniejsze, niczego lepszego nie wymyślono”. A potem wyjechał do Afryki, by zrealizować kolejne ze swoich marzeń: wejść na szczyt Kilimandżaro. Żywy już z niego nie zszedł. Jeśli tak cenił życie, dlaczego ryzykował? Dlaczego ryzykował wchodząc do lodowatej Narwi Jan Lityński? Dlaczego moja znajoma oddała najlepsze lata swojego życia dziecku? Dlaczego 31-letnia francuska piosenkarka Faustine Nogherotto niedawno z życia zrezygnowała, poddając się eutanazji?

Choć to kilka, zdawałoby się całkowicie różnych przykładów, łączy je to, że ich bohaterowie mniej lub bardziej świadomie zdecydowali o swoim losie. Coś innego od samego tylko istnienia było dla nich ważniejsze. Czym jest to coś? Wydaje się, iż jest to to, co nadaje naszemu życiu sens. Dla jednego człowieka będzie to pasja, doświadczanie, ciekawość świata, dla innego miłość – czy to do drugiego człowieka, czy boga, czy do zwierzęcia, dla jeszcze innego – jak w przypadku Faustine Nogherotto – brak bólu. Coś, co decyduje o jakości egzystencji, a nie egzystencja sama w sobie.

Oczywiście wielu z nas instynkt podpowiada, żeby kurczowo trzymać się życia. Lęk przed śmiercią bywa potężniejszy nawet niż życie bez sensu. A jednak wielu też, którzy ów sens życia tracą, decyduje się samodzielnie zakończyć własny żywot i wówczas nawet ten osławiony instynkt traci prawo głosu. Cierpienie, czy to fizyczne, czy psychiczne, podważa wartość życia, mimo że prawnie – w krajach demokratycznych – zwykło się tej wartości nie kwestionować. Niestety, prowadzi to do pewnych kuriozów, bo w krajach takich jak nasz, gloryfikujących cierpienie (to wszak uszlachetnia), trzeba chronić życie pod każdą postacią i za wszelką cenę, nawet jeśli tą ceną jest męka jednej czy nawet wielu osób. Dochodzi do tego, że życie wymaga ofiar. Trzeba się poświęcić dla życia.

Cena poświęcenia

Istotą poświęcenia jest rezygnacja z czegoś dla dobra innej istoty, dobra ogólnego lub jakiejś sprawy. O wielkości poświęcenia decyduje wielkość rezygnacji, czyli wartość tego, co decydujemy się oddać. Zasadniczo godzimy się z tym, że najwyższą wartością jest życie, więc za największe poświęcenie uznajemy akt ofiarowania właśnie jego. Aczkolwiek wymienione powyżej przykłady i dyskusje, które one wywołały, pokazują, że liczy się coś poza samym aktem, a mianowicie wartość sprawy, za którą owe życie oddajemy (za psa jest mniej szlachetnie niż za człowieka).

Dlaczego oddanie życia za psa jest mniej wartościowe niż za człowieka? Albo poświęcenie życia dla pasji mniej szlachetne niż poświęcenie go dla dziecka?

Wartościując sam akt śmierci „za coś”, sami niejako deprecjonujemy wartość życia, na pierwszy plan wysuwając szlachetność pobudek, które owemu aktowi towarzyszyły. Czyli z jednej strony myślimy „życie jest najważniejsze, nie można go poświęcać dla byle czego”, z drugiej nadajemy wyższą wartość pobudkom niż samemu życiu.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
starość

O doświadczeniu starości

Prawdopodobnie jestem stara. Pierwszy raz pomyślałam o tym kilkanaście lat temu. Dziś jednak muszę przełknąć tę żabę. W…
Polska szkoła niszczy dzieci i nauczycieli

Fabryka małp

„Koniec. Dłużej nie mogę. Nie mam już siły do tego obłąkanego systemu. Przemoc, hierarchizacja, zabijanie inicjatywy, wolnomyślicielstwa, dociekliwości.…

Trzy oblicza czasu

Odkąd pamiętam, byłam z czasem na wojnie. Deptał mi po piętach, poganiał, dyszał za plecami, że za wolno,…
rozwojowe porażki

Rozwojowe porażki

Masz za sobą kilka lat terapii, niezliczoną ilość szkoleń, sesji coachingowych, przeczytanych poradników i zasubskrybowanych kanałów rozmaitych mówców…