Pomagając innym pomagasz sobie

0 udostępnień
0
0
0
„To stało się zupełnie przypadkiem. Teraz jest naszym życiem”, „Nie mogłam nic nie zrobić” – mówią ludzie, na których drodze pojawił się ktoś potrzebujący. Dziś wiedzą, że pomagając innym pomogli sobie.

Pomagać można na miliony sposobów. Czasem wymaga to wielu godzin, a nawet lat. Ale czasem wystarczy pomóc staruszce przejść przez ulicę, powiedzieć komuś coś miłego, albo nie wstając nawet od komputera wesprzeć fundację, która z pomagania uczyniła misję. Jak udowodniła prof. Mariola Łaguna z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, pomagając innym pomagasz sobie.

W jej eksperymencie badani studenci mieli przez tydzień codziennie zapisywać, czy tego dnia komuś pomogli, a w drugim tygodniu zaplanować, co mogą zrobić następnego dnia, żeby komuś pomóc. Chodziło o to, by sprawdzić, jak różne zmienne psychologiczne wpływają na zachowania prospołeczne i jaka jest dynamika tych zależności. Jak się okazało osoby pozytywnie nastawione do życia, z niższym poziomem tzw. afektu negatywnego (lęku, złości czy przygnębienia) i wyższym poziomem afektu pozytywnego (radości, entuzjazmu) pomagają innym częściej niż osoby z mniej pozytywnym nastawieniem. Co jednak ciekawe, okazało się też, że osoby z afektem negatywnym w miarę wykonywania zadań związanych z pomaganiem w kolejnych dniach obserwowały u siebie często wzrost satysfakcji z życia, spadek negatywnego i wzrost pozytywnego afektu.

Wieś walczy o serce

„Na aukcję wystawiam mojego męża. Chłop obrotny jest. Wszystko zreperuje, dzieci popilnuje” – pisała na aukcji „Zbiórka na operację serduszka Ignasia – pomóżmy mu żyć” jedna z mieszkanek Woli Uhruskiej (woj. lubelskie), niewielkiej gminy przy granicy z Ukrainą.

Ignaś to uśmiechnięty, ruchliwy chłopiec, którego – dzięki zbiórce – znają wszyscy w jego gminie. Gdy się na niego patrzy, nie widać, że urodził się z połową serca i choć ma dopiero cztery lata przeszedł już trzy poważne operacje. A przed nim kolejna – ta najważniejsza. Według zaleceń kardiologów Ignaś powinien ją przejść już kilka miesięcy temu. Jednak w Polsce czeka się na nią kilka lat. Dlatego mama chłopca i jej sąsiedzi postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i wysłać syna na operację do Niemiec. Ta niestety kosztuje; i to słono, bo 180 tys. zł.

– Ignaś odchodził kilka razy. Kilka dni po urodzeniu przeszedł pierwszą operację na otwartym sercu. Niestety, operacja nie udała się. Serce Ignasia nie wytrzymywało wysiłku. Słabł, zamykał oczy, a aparatura wariowała. Po dwóch miesiącach dr Andrzej Kansy wraz ze swoim zespołem, otwierając jeszcze niezagojoną klatkę piersiową naszego synka, przeprowadził kolejną operację. Wola walki o życie, jaką wykazał się nasz syn, wprawiła w zdumienie nawet personel lekarski – opowiada mama Ignasia Agnieszka Szpyrka.

Serce Ignasia

Przez pierwsze pięć miesięcy swojego życia Ignaś nie opuścił szpitala.

– Pierwszy rok jego życia to był koszmar. Syn non stop płakał z bólu, jadł tylko przez sondę, ciągle wymiotował. Był bardzo chudy i słaby. Jak zjadł 10 ml mleka, byliśmy szczęśliwi – opowiada Agnieszka.

Po roku chłopiec doczekał się kolejnej z serii niezbędnych do życia operacji. Od tamtej pory rozwija się dobrze, jest wesoły, żywiołowy, lgnie do ludzi. Jego życie nie wygląda jednak normalnie. Nie może się wysilać. Gdy się zmęczy, jego skóra nabiera śliwkowego koloru, a oddech robi się ciężki. Zwykłe przeziębienie czy gorączka mogą skończyć się u niego szpitalem. Musi stale przyjmować leki, a wkrótce przejść kolejną z zaplanowanych operacji – Fontana. Według kardiochirurgów najlepszy moment na nią to wiek 3,5 roku. Tymczasem w Polsce, z uwagi na długie kolejki pacjentów, brak lekarzy i złe rozwiązania systemowe, jest ona przeprowadzana zwykle u dzieci w wieku 8–9, a nawet ponad 10 lat.

Jak wziąć sprawy w swoje ręce?

Rodzice chłopca postanowili zasięgnąć porady jednego z najlepszych specjalistów na świecie, prof. Edwarda Malca z Kliniki Uniwersyteckiej w Münsterze w Niemczech.

– Otrzymaliśmy już decyzję o zakwalifikowaniu Ignasia do operacji. Ponieważ jej koszt to 180 tys. zł, zaczęliśmy na gwałt zbierać pieniądze. Najpierw po rodzinie i znajomych, później zgłosiliśmy się do fundacji na rzecz dzieci z wadami serca Cor Infantis. W ten sposób udało nam się zebrać 30 tys. zł. Czas jednak leci nieubłaganie. Nie umiem prosić, ale w końcu przemogłam się i poprosiłam o pomoc mieszkańców mojej wsi – opowiada Agnieszka Szpyrka.

Sprawą zbiórki funduszy zajęła się Monika Szostak, lokalna społeczniczka, zaangażowana m.in. w Szlachetną Paczkę. Przy okazji wieczoru kolęd w jeden dzień zebrała datki w wysokości 2 tys. zł. Jednak do 180 tys. zł to jeszcze daleko.

– Musieliśmy wymyślić coś innego, bardziej skutecznego – opowiada Monika. – Nie mając innych możliwości, wpadliśmy na pomysł, by wykorzystać Facebook. Zaczęliśmy wrzucać różne rzeczy: rzeźby, książki, miski, prace dzieci, maskotki, biżuterię, wypieki, miód, dosłownie wszystko, co mogłoby mieć dla kogoś jakąkolwiek wartość. Efekty przerosły nasze oczekiwania – dodaje.

Dziecięcy pasek z serduszkiem, w sklepie warty może 10 zł, sprzedał się za 390 zł, dwa słoiki miodu za 300 zł, kolacja za 600 zł. Wszystko, by ratować życie małego mieszkańca Woli Uhruskiej.

W ludziach siła

– Z czasem w akcję zaczęło włączać się coraz więcej ludzi, także spoza naszej wsi – relacjonuje Szostak. – Jedna pani z Warszawy ofiarowała jazdę terenowym samochodem. Starosta powiatu włodawskiego zaproponował dwie kolacje ze sobą – sprzedały się za 600 zł. Inni wpłacali pieniądze albo oddawali 1 proc. podatku.

Czytaj też: „Dobre duchy z Gostynina”

Na koncie fundacji Cor Infantis znalazło się tym sposobem ponad 50 tys. zł. Wliczając inne darowizny, jest na nim już 130 tys. zł. Brakuje kolejnych 50 tys. Wieś dalej walczy i jej mieszkańcy zapowiadają, że nie spoczną, dopóki nie osiągną zamierzonego celu.

– Cały czas walczymy. Cieszę się, że robimy to razem. Mam wrażenie, że od kiedy ruszyła ta akcja, jakoś lepiej nam się tu żyje. Pomaganie jest fajne, ale, uwaga, uzależnia – podsumowuje z uśmiechem Monika.

Pomóż – poczujesz się lepiej

W 2013 roku na łamach pisma „BMC Public Health” ukazały się badania, z których wynika, że osoby uczestniczące np. w wolontariacie cieszą się lepszym zdrowiem psychicznym – rzadziej cierpią na depresję i mają większą satysfakcję z życia, a także dłużej żyją. Pomagając innym zyskujemy też poczucie przynależności do małej grupy, społeczności ludzi, którzy mają podobne cele i zainteresowania. Jest to korzystne dla naszej psychiki. Pomysłów na pomaganie może być mnóstwo, wystarczy się tylko rozejrzeć.

może Ci się spodobać

Stołówka marzeń

Działalność Gośki Mazur, szkolnej intendentki z Leżajska, to nie tyle przykład urzeczywistnienia kuchennych pasji, co dowód na to,…

Marlene Dietrich oczami swojej córki

Jej udziałem było ponad 30 głównych kreacji filmowych. Najsłynniejsze to: „Błękitny anioł”, „Maroko”, „Szanghaj Ekspres”, „Destry znowu w…
uchodźcy niechciani

Niechciani

– W dorosłym życiu chcę być pogranicznikiem – postanawia nastoletnia Khava, jedna z siedmiorga dzieci Mainy, czeczeńskiej uchodźczyni.…

Fortuna z sałaty

Trzeba mieć głowę na karku i smykałkę biznesową, żeby zbić fortunę na… uprawie sałaty.  Udało się to Arturowi…
Anna Bilinska-Bohdanowiczowa 1887 autoportret

Anna Bilińska: portret w drodze

Wybiła się w zdominowanym przez mężczyzn artystycznym świecie, a jej talent zamykał usta mizoginom. Portrety u niej zamawiał…