kobiety w polsce
© Adobe Stock

Polska to nie kraj dla prawdziwych kobiet

23 udostępnień
23
0
0

Kobiety w Polsce są niewidzialne. W społecznej świadomości funkcjonuje jakieś wyobrażenie, kim kobieta ma być, ale nikt nie jest zainteresowany dostrzeżeniem, kim ona jest naprawdę. Niewidzialnego nie ma. Niewidzialne nie ma praw. Niewidzialne można lekceważyć.

Sporą furorę robi od niedawna w sieci kampania biżuterii Yes pt. „Jestem kobietą” autorstwa agencji 180heartbeats + Jung v Matt, w której udział wzięły: Katarzyna Zillmann – wioślarka i wicemistrzyni olimpijska wraz z partnerką Julią Walczak,  Aleksandra Żebrowska – bizneswoman, mama trojga dzieci, Aleksandra Wiederek-Barańska, od ponad pięciu lat zachęcająca kobiety do badań i profilaktyki nowotworów piersi, Christina Flagmeier, która została modelką w wieku 74 lat oraz modelka plus size Bogna Golec.

Okazało się, że jedynie słuszna telewizja (TVP) odmówiła Yes emisji spotu, nie chcąc gorszyć widzów kwestiami, do których reklama nawiązuje, m.in. mastektomią, karmieniem piersią czy związkiem lesbijskim. Pomijając już wielce pokrętne tłumaczenia TVP dla Onet, że ta nie mogła odmówić emisji, skoro reklamodawca tej emisji nie zlecił, a nie zlecił po otrzymaniu od TVP sugestii o gorszących treściach, reakcja TVP dość wyraźnie obrazuje, jak Polska (a przynajmniej znaczna jej część) postrzega kobiety.

Kobieta przestaje być kobietą, kiedy nie ma piersi. Jednak nie jest też nią także wtedy, gdy tę pierś ma i jej używa, np. karmiąc nią dziecko w miejscu publicznym. Nie są kobietami te, które mają inną niż hetero orientację seksualną. Nieszczególnie też mają prawo czuć się nimi te, które noszą rozmiar XXL lub są w wieku 70 plus.

Warto przeczytać historię Kasi, która pokonała raka, a potem założyła szczęśliwą rodzinę: Rak to nie wyrok. Po raku można pięknie żyć

Kim zatem jest kobieta? Kobieta jest służką mężczyzny. Ma mieć piersi, żeby ten mógł się czymś podniecić. Jak tych piersi nie ma, staje się aseksualna. Owe piersi mają być przeznaczone do oglądu danego mężczyzny, a nie wystawiane na widok publiczny. Fetyszu trzeba przecież strzec, by się nie opatrzył i nie zaczął nudzić. Kobiece piersi mogą być używane przez mężczyznę i ewentualnie do wykarmienia jego potomków. Byle się przy tym za bardzo nie zdeformowały, bo wtedy już fuj i kobiecość jest zagrożona. Nie daj bóg, jak kobieta wymyka się standardowej roli męskiej nałożnicy i uczucia wraz z seksualnym popędem lokuje w innej kobiecie. Dla męskiego ego to potwarz. Męskie ego uznaje coś takiego za wynaturzenie i jest przekonane, że jakby taką kobietę dobrze przerżnąć, to wówczas wróciłaby na jedynie słuszną ścieżkę obsługiwania mężczyzny. Jak za gruba, to też już nie teges, bo mało wizerunkowa, a kobieta ma przecież sprawdzać się w funkcji reprezentacyjnej mężczyzny. Jak stara, to w ogóle zapomnij. Ani to reprezentacyjne, ani podniecające, ani reprodukcyjne, zatem całkowicie dla męskiego świata bezużyteczne.

Podsumowując, w świecie stworzonym przez mężczyzn i dla mężczyzn, kobiety służą do obsługi tychże oraz ich interesów. Możemy oczywiście robić zasłonę dymną i udawać, że jest inaczej, że przecież nie wszyscy mężczyźni tacy są, że wielu mężczyzn szanuje swoje żony, córki, matki, koleżanki, dostrzegając ich podmiotowość. Ale wystarczy rozejrzeć się wokół, by zobaczyć, że to gówno prawda. Bo kobiety w innym kontekście w naszym społeczeństwie (w świadomości większości mężczyzn, ale też wielu kobiet) po prostu nie istnieją.

Gdyby bowiem istniały, nie doszłoby w tym kraju do uchwalenia haniebnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Nie doszłoby też zapewne do śmierci 30-letniej Izabeli z Pszczyny. Postać taka jak Kaja Godek nie miałaby wstępu na salę sejmową. A Kościół w Polsce nie miałby w sprawach istotnych dla obywateli żadnego głosu.

Kobieta w Polsce jest tylko pewnym konstruktem. Nie jest jednak człowiekiem. Reakcja na kampanię Yes pokazuje, że jeśli kobieta utraci te lansowane przez męski świat atrybuty kobiecości, w zasadzie przestaje być kimkolwiek. „Świat” traci nią zainteresowanie. Odstawia ją na półkę jak zepsuty przedmiot. Bo do czego taka kobieta bez atrybutów kobiecości temu światu może się przydać? Tylko zajmuje miejsce, gorszy i budzi niesmak. W tym świecie nie ma miejsca dla „niekobiecych” kobiet. Nie ma dla nich innych ról niż te stricte związane z atrybutami kobiecości, choć kobiety systematycznie starają się tę przestrzeń dla siebie wywalczyć.

Kiedy jednak to robią, męski świat dziwi się i oburza, że kobiety chcą być widoczne, że chcą mieć prawa należne ludziom.

„Te wściekłe, wrzeszczące feministki są doprawdy ordynarne. Czego one właściwie chcą? Ktoś im krzywdę robi czy co? Ewidentnie chłopa im potrzeba” – można usłyszeć głosy z owego świata.

Ten świat stworzyli kobietom mężczyźni, ale dziś w równym stopniu co mężczyźni, również kobiety odpowiadają za to, że ów świat nadal trwa. Te, które się przeciw temu światu nie buntują, które go umacniają dla doczesnych korzyści, które się na niego godzą, bo tak jest łatwiej, które bojkotują ruchy działające na rzecz zmiany, które zasłaniają oczy, gdy widzą cierpienie innych kobiet lub udają, że ono ich nie dotyczy, które nie jednoczą się w siostrzeństwie i nie wspierają innych kobiet.

Dziś mówienie: „Nie jestem feministką”, zwłaszcza w obecnej Polsce, to dokładanie cegiełki do budowy Gileadu. Dziś może Ty nie jesteś Izabelą z Pszczyny, ale jutro może nią być twoja córka. Dziś może masz dwie piękne piersi, ale jutro możesz zostać amazonką, a mąż wymieni Cię na niewybrakowany model i nikt mu z tego powodu złego słowa nie powie. Może sama nigdy nie zakochasz się w kobiecie, ale Twoje dzieci mogą okazać się homoseksualne. Może po menopauzie przytyjesz i poczujesz się napiętnowana, nieatrakcyjna, odrzucona, a jak dożyjesz starości doświadczysz społecznego wyautowania. Być może wtedy zrozumiesz, o co kilka czy kilkanaście lat wcześniej walczyły feministki, wobec których się tak mocno dystansowałaś – tyle że wtedy nie będziesz już miała prawa głosu. Gilead stanie się faktem.

Dziś Polska to nie kraj dla prawdziwych kobiet, kobiet-ludzi. To raczej kraj dla publicznych Maryjek i domowych ladacznic. Ze zbiorową świadomością przesiąkniętą spermą i testosteronem. Lepki i brudny jak narkomańska melina. Coraz mniej w nim powietrza, coraz więcej smrodu i zgnilizny.

Najgorsze jednak w tym wszystkim to, że coraz mniej też nadziei, że uda się w tej melinie otworzyć okno. Coraz większe za to są szanse, że wygrają głosy tych, którzy mówią: „Po co otwierać okna, na razie jeszcze da się wytrzymać, przynajmniej jest ciepło, niech śmierdzi”.

Aż w końcu nas w tej melinie zamurują.

Warto przeczytać: Marta Frej: Chcę znaleźć swoją żeńską drużynę, swój babski gang

może Ci się spodobać

Wszystko jest ściemą

W dobie fake newsów, deepfake’ów, manipulacji informacjami i sterowania naszą aktywnością przez cyfrowych gigantów, coraz częściej pada pytanie…
wątpliwości

Pożytki z wątpliwości

Często zastanawiam się, jak to jest być czegoś pewnym. Być pewnym tak, że nie jest to w żaden…
równowaga

Równowaga

„Równowaga”, jak każde słowo, stanowi jedynie szkielet, na którym umysł nadbudowuje mięsiwo, materię złożoną z własnych chciejstw, wyobrażeń…

Feminatywy – woda na młyn snoba

Naukowczyni, architektka, biolożka – skandal! Jak można tak mówić czy pisać?! Użycie feminatywu dyskwalifikuje cały tekst. Już nic…

Wspierajmy się!

Dziś, w pandemicznych czasach – być może jak nigdy wcześniej za naszego życia – wartości nabiera współdziałanie. Życzliwość…