polka na zanzibarze

Polka na Zanzibarze

41 udostępnień
39
0
2
Żyjesz na Zanzibarze od kilku lat. Nie ciągnie cię do dalszych podróży?

Zanzibar to w sumie mała wyspa (archipelag wysp), ale ja ciągle się po niej kręcę i każde wyjście, czy to do lokalnego sklepu, czy innej wioski jest dla mnie jakąś nieomal turystyczną wyprawą. Tu nie brakuje mi podróżowania, nie tęsknię za samolotem. Uświadomiłam sobie, niedawno, że w 2020 roku w ogóle nie wsiadłam do samolotu i nawet tego szczególnie nie odnotowałam. Wszystko co tu mam w pełni mnie satysfakcjonuje, chociaż tęsknię za przedwiośniem w Polsce, za rodziną i przyjaciółmi.

Odwiedzasz ich czasem?

Ostatni raz byłam w Polsce w 2019 roku u mamy, ona częściej bywa u mnie. Bardzo mnie porusza, gdy czytam o tym, co dzieje się w Polsce, jeśli chodzi o politykę czy przyrodę. Ale wtedy jeszcze bardziej cieszę się, że jestem na Zanzibarze. Oczywiście tutaj też jest dużo bolesnych rzeczy. Bardzo silne wejście chińskie do Afryki, zmieniające charakter Zanzibaru. Budowa dróg na wyspie w zamian za dostęp do oceanu i przemysłowe odławianie ryb. Skończy się to prawie na pewno przełowieniem i wyeksploatowaniem środowiska. Myślę, że ludzie tu nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie to będzie niosło dla ich egzystencji.

Z Polski brakuje mi kultury. Teatr, kino, muzeum to sprawy, za którymi tęsknię bardzo. Mam też teorię, że ludzie z zimniejszego klimatu są sprawniejsi intelektualnie (bo muszą). Tu łatwo się żyje. Łatwo sobie coś uzbierać, złowić, wyhodować. Sama u siebie obserwuję objawy „przytępienia”. Moje jarzenie, kojarzenie zdecydowanie spadło pod wpływem tropikalnego klimatu. Do tego stopnia, że obserwuję u siebie momenty przebłysku intelektu dopiero wtedy, gdy przebywam w chłodnych pomieszczeniach. Mam na to szanse w tzw. cool room, czyli tych miejscach restauracji, gdzie przechowuje się żywność. Temperatura w nich wynosi 10–14 stopni Celsjusza, co jest sporą różnicą w stosunku do trzydziestu kilku na zewnątrz. Sama się z tego śmieję, ale coś w tym jest.

Może zainteresuje Cię: Rzucić wszystko i… wyjechać do Szwajcarii

Macie na Zanzibarze coś takiego jak sezonowość?

Tu sezon oznacza porę deszczową i suchą. Mam sezon pt. liście na baobabie albo baobab bez liści. Jest sezon na ananasa, na mango czy na duriana. Teraz przykładowo są na wyspie takie ananasy, jakich nie ma nigdzie na świecie.

Brakuje mi natomiast polskiego przedwiośnia. Ja bardzo lubię takie napięcie w przyrodzie, pachnącą ziemię, która się budzi. Jeszcze nie ma żadnych innych znaków, ale wiadomo, że to zaraz wybuchnie. Polski marzec uwielbiam właśnie za obietnicę tego, co się zaraz zacznie. Samo wydłużanie się dnia, pewność, że już idzie ku lepszemu. I nawet te kaprysy pogody, krótkie powroty zimy. Tego mi tu brakuje.

Jak myślę Milena na Zanzibarze, zaraz za tym idzie kolejne skojarzenie: durian. Jesteś chyba wielką miłośniczką tego owocu, choć większość ludzi na sam jego zapach się wykrzywia.

Uwielbiam duriana i zwykle udaje mi się przekonać ludzi, żeby go spróbowali. Choć ostatnio popłynęłam z dwoma przyjaciółkami na sąsiednią wyspę z durianem właśnie i… niestety skończyłam z nim sama (śmiech). Nie podpasował im, ale jak na święta zrobiłam lody z durianem, z dumą mogę powiedzieć, iż zeszło jedenaście porcji. Nie spodziewałam się, że się uda.


Co najczęściej jada się na Zanzibarze, co ty gotujesz?

Ja bardzo lubię kuchnię wegańską, ale tu jest duże zapotrzebowanie na mięsne dodatki, szczególnie owoce morza. Wprowadzam też polskie elementy. Dziś były mielone z mizerią i ziemniakami, wiadomo, wielu gości z Polski. Generalnie Zanzibar to owoce morza, warzywa, owoce. Społeczność lokalna je ugali, zrobiony z mąki kukurydzianej ulep, który trawi się chyba z tydzień. Je to się z różnymi dodatkami jak polentę i trzeba to spożywać, jak jest gorące, bo gdy stygnie twardnieje. Lubię za to tutejszą sałatkę, która nazywa się kaczumbari: z drobno pokrojonych pomidorów, cebuli, zielonej papryki z dużą ilością soku z limonek.W tutejszych restauracjach przesmaża się ryby na wiór, z czym usilnie walczę. Czasem jednak, gdy chcę gościom zafundować dobre rybne smaki, zabieram ich na „jedzeniowe safari/ chakula safari” np. do Spice Girls bistro na Big Body spice farm, gdzie ryba przygotowywana jest w dużych kawałkach, w wysokiej temperaturze, dzięki czemu na wierzchu staje się chrupiąca, a w środku zachowuje soczystość.

Przyprawy. Zanzibar zawsze z nich słynął. Jak się je uprawia? To wielkie monokulturowe pole czy małe poletka wplecione w inne?

Tu raczej nie ma monokulturowych upraw. Przynajmniej jeszcze. Przyprawy uprawia się na małych kawałkach ziemi, najczęściej uprawę pieprzu przeplatając goździkami czy gałką muszkatołową, a także drzewami owocowymi i bananowcami. Niedawno byłam w takim gaju gałki muszkatołowej i to było niesamowite doświadczenie. Wszystko kwitło i nieprawdopodobnie pachniało. Te rośliny trzeba też umieć rozpoznać…

Fakt, my w Polsce nawet nie wiemy jak na żywo wygląda taka uprawa. Znamy przyprawy z paczuszek z supermarketu, ale jak rozpoznać na żywo pieprz czy goździki w fazie wzrostu, to już czarna magia. Na koniec zapytam planujesz osiąść na Zanzibarze na stałe, czy jednak to tymczasowy przystanek?

Nie potrafię w tej chwili na to pytanie odpowiedzieć. Nie potrafiłam w 2017 roku, ani teraz w 2021. Należę do osób, które płyną z prądem. Być może tak, jak pojechałam w podróż dookoła świata na moje 40. urodziny, w kolejną drogę wybiorę się w wieku 50 lat? Tym razem nie z plecakiem, ale z walizką. Żyję więc trochę tą wizją. Ale muszę poczuć flow.


Przepis na pulled pork z jackfruita

jackfruit pulled pork
fot. archiwum prywatne

Z nadzieją, że znajdziecie plaster jackfruita w Polsce, podaję Wam przepis na wegańską, szarpaną wieprzowinę:

  • 1 plaster jackfruita (około 500 g)
  • 3 małe czerwone cebule
  • 1 główka fioletowego czosnku
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki wegańskiego sosu BBQ
  • łyżeczka chilli
  • łyżeczka cynamonu w proszku
  • łyżeczka wędzonej słodkiej papryki
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • szklanka wody
  • pieprz
  • sól

Jackfruita obrać cienko (tylko kolce odciąć, tak żeby skóra została), pokroić w pasy usuwając pestki (można je upiec, wcześniej nakłuwając, aby nie wybuchły), natrzeć owoc sypkimi przyprawami. Cebulę pokroić w kostkę, podsmażyć na złoto, dodać czosnek. Połączyć jackfruita z cebulką, chwilę posmażyć wszystko razem, dodać resztę składników i dusić na małym ogniu przez godzinę, aż cały jackfruit będzie miękki i rozpadający się na cząstki. Można dolać więcej wody, jeśli wyparuje. Kończymy gotować, kiedy sos jest już gęsty, o ciemnobrązowym kolorze.

Bułkę przekroić, wewnętrzną stronę podsmażyć na oliwie aż do zrumienienia, nałożyć do środka ciepłą wegańską wieprzowinę. Podawać z pieczonymi nasionami jackfruita i chipsami z kasawy, ale równie dobrze mogą być ziemniaczane frytki i sałatka z białej kapusty.

Chakula chema! Smacznego!

reklama
reklama
może Ci się spodobać
biodanza

Tańcz i poczuj życie w pełni

Biodanza, czyli taniec życia (w dosłownym tłumaczeniu „bios” z greckiego znaczy życie, „danza” – ruch pełen ekspresji) to…