po co nam poezja
Agnieszka Herman i Beata Pawłowicz

Poezja? A po co nam ona?

110 udostępnień
110
0
0

Poezja kojarzy mi się z egzaltacją. Kiedy więc słyszę o pomyśle dwóch „robiących w słowie” dziewczyn Agnieszki Herman i Beaty Pawłowicz, żeby stworzyć w Podkowie Leśnej poetyckie czwartki, przewracam oczami i wzdycham. „A po co?” – pytam. – „Po co ludziom poezja?”. Postanawiają mi to wyjaśnić.

Spotykamy się w podkowiańskiej kawiarni-galerii „Bluszcz”. Miejsce to niezwykłe, stworzone przez prawniczkę Aleksandrę Widziewicz, w odrestaurowanej przez nią zabytkowej willi, wybudowanej w latach 30. XX wieku dla Poli Gojawiczyńskiej (tej od „Rajskiej jabłoni” i „Dziewcząt z Nowolipek”). Galeria nazwą nawiązuje do powstałego jeszcze w XIX wieku postępowego czasopisma dla kobiet „Bluszcz”, do którego zresztą Gojawiczyńska pisywała. To tutaj właśnie w każdy pierwszy czwartek miesiąca miłośnicy poezji będą spotykać się na wieczorkach zatytułowanych „Poetycki Bluszcz”. Klimat miejsca z pewnością będzie sprzyjać uniesieniom. Taras galerii wychodzi bowiem na przepiękny ogród, w którym prym wiedzie, a jakże by inaczej, mięsisty i wszechobecny bluszcz.

Czuję się tu trochę jak słoń w składzie porcelany lub może bardziej nawet jak Wyspiańszczyźniany cham, więc w takim właśnie stylu wkraczam w rozmowę z dwiema poetkami i inicjatorkami poetyckich czwartków, pytając wprost:

Izabela Marczak: Po kiego grzyba nam poezja?!

Beata Pawłowicz: Odpowiem… tak: wychowywałam się w domu, w którym na podłodze było linoleum, na ścianach lamperia, a na stole cerata. W tym domu w ogóle nie było ładnie, ojciec był w depresji po swoich przejściach wojennych, a mama piła, bo była dzieckiem, które urodziło się na Zamojszczyźnie i było świadkiem niewyobrażalnych dla nas zbrodni, ludobójstwa. Często przychodził do nas wuj matki, który przeżył wojnę, gdy jego czterej bracia zginęli w lesie w oddziałach AK.

Czymś, co mnie w tym świecie ratowało, była półeczka w moim pokoju, na której miałam stary, japoński, porcelanowy czajniczek od dziadka i tomik wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Baczyński w swoich wierszach pisał o tym wszystkim, o czym nieustannie rozmawiali albo o czym milczeli moi bliscy: o wojnie, o śmierci, o trupach, o zagładzie, ale też o miłości i rozstaniu. Baczyński mówił jednak inaczej, mówił o śmierci i grozie tak, jak mówi ten, kto kocha. W tym mówieniu była ogromna duchowa miłość do tych, którzy zginęli. Mówił pięknie. I to piękno oczyszczało ich z tego, co nieludzkie, a co im zrobiono, z cierpienia, krwi i brudu wojny. Oprawcy chcieli ich zniszczyć w ich ludzkiej godności, a on im na to nie pozwolił. Zwracał zamordowanym godność, zwracał im dusze, a więc i nieśmiertelność.

Agnieszka Herman: W moim domu rodzinnym tomiki wierszy były normalnością. Tata był dumny, kiedy w wieku sześciu lat pisałam wierszyki – prezentował je na przyjęciach. Gorzej było z mamą – ganiła mnie za częstochowski rym. Ale poważne zainteresowanie poezją również przyszło od Baczyńskiego.Któregoś pierwszego sierpnia, jeszcze w podstawówce, usłyszałam Elegię o chłopcu polskim. Zakochałam się w tej poezji bezgranicznie. Przez długi czas czytałam tylko Baczyńskiego. Jego metafory, obrazowanie, melodia dotykały czegoś, do czego na co dzień człowiek nie ma dostępu, więc pozostaje nieutulone, osamotnione. Potem sama zaczęłam pisać już bardziej świadomie. Myślę, że właśnie po to, by spotykać się z tymi emocjami, które w nas głęboko drzemią, spróbować je oswoić i nazwać.

Wydaje mi się, że ludzie, zwłaszcza w okresie pandemii, zaczęli do poezji wracać – jako formy samorealizacji, ale też w poszukiwaniu wrażliwego i czułego słowa. Zresztą może to nie tylko kwestia pandemii, jeśli specjaliści od lat wyliczają liczbę piszących wiersze w Polsce na 600 tysięcy?

Warto przeczytać: Po co nam stare historie?

Mnie się poezja kojarzy głównie sentymentalnie, ckliwie.

A.H.: My nie mówimy o poezji sztambuchowej, ale o poezji dobrze skonstruowanej, świadomej siebie. Pierwszego lipca na naszym wieczorze poetyckim gościć będzie Robert Kania, którego poezja, wywodząca się z haiku, jest niezwykle konkretna, zdystansowana, pozornie chłodna. Aktorzy, chcąc poruszyć widza, umiejętnie wstrzymują płacz – to widz ma się rozpłakać, nie oni. Podobnie jest w poezji – panujący nad słowem twórca wie jak poruszyć w czytelniku odpowiedni nerw, jak opowiedzieć o świecie, żeby stało się to wspólnym doświadczeniem.

może Ci się spodobać

Góry nagradzają przygotowanych

W dzikich górskich przestrzeniach można odnaleźć kojące widoki i świadomość, że potrafimy być niezależni od cywilizacyjnych udogodnień. Jednak…

Chuck Norris – symbol męskości?

10 marca urodził się Chuck Norris. Tego samego dnia obchodzimy w Polsce Dzień Mężczyzny. Przypadek? Dlaczego aktor popularnych…