Po co nam stare historie?

0 udostępnień
0
0
0

 

Ostatnimi czasy polski rynek wydawniczy raczy nas książkami o podróżach i podróżnikach z lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Po co nam takie zamierzchłe opowieści o ludziach ze starych zdjęć? Dorota Grochala, współautorka książki Ekspedycja pierwszego Polaka automobilem dookoła świata, odpowiada na to pytanie.

Beata Pawłowicz: Kim był Jerzy Jeliński i jak w ogóle natrafiliście na tę postać?

Dorota Grochala: Zaczęło się od zdjęcia. Przeglądaliśmy z Darkiem, moim mężem, katalog wystawy z Muzeum Historii Fotografii w Krakowie i naszą uwagę zwróciła w nim jedna fotografia. Przedstawiała polskich harcerzy na Hawajach w roku 1927. To było dziwne: skąd oni się tam wzięli i to z samochodem? Najpierw pomyśleliśmy, że to pewnie amerykańscy harcerze polskiego pochodzenia.

Coś nam jednak nie dawało spokoju, dlatego zaczęliśmy szukać informacji o bohaterach z tego zdjęcia. Okazało się, że są to uczestnicy podróży dookoła świata. W 1926 roku czterej polscy harcerze, dorośli już mężczyźni, wyruszyli z Warszawy przez Europę, Afrykę, Stany Zjednoczone, Japonię…

W tamtych latach byli tacy podróżnicy? W automobilu i z lilijkami?

Byli! I wśród nich był Jerzy Jeliński, który nas zafascynował. Bo to on jako jedyny z tej czwórki pokonał wyznaczoną na wstępie trasę, przywożąc z niej masę pamiątek oraz dziennik z wpisami najznamienitszych ludzi tamtej epoki.

W tamtych czasach osiągnięcie tego, czego dokonał, nie było proste. Było niezwykłe! Czuliśmy złość, że ktoś taki jak Jeliński został zapomniany. On był celebrytą, przyjmowanym przez prezydentów i koronowane głowy, był zapraszany do radia, miał odczyty, pisały o nim wszystkie gazety – i to na pierwszych stronach. Tymczasem dziś w Polsce nikt o nim nie pamięta.

Nie ma nawet ulicy jego imienia w rodzinnej, podwarszawskiej Starej Miłosnej.

Właśnie. Teraz, kiedy mówimy o podróży samochodem dookoła świata, to już w zasadzie na nikim nie robi wrażenia, ale w 1926 roku, gdy Jeliński i trzech jego towarzyszy wyruszyli na taką wyprawę, to było coś! W tamtych czasach samochodów było niewiele, a stacji benzynowych w ogóle. Asfaltowe drogi prawie nie istniały, nawet bite stanowiły rzadkość. Cała ich podróż wiodła więc przez piach, błoto i koleiny. Ruszenie w taką ekspedycję stanowiło nie lada wyzwanie. A ruszyli w nią fordem T, nie najnowocześniejszym modelem tej marki, bo wtedy pojawił się już na rynku ford A. Ale była to dobra decyzja, bo ford T miał wyższe zawieszenie, dzięki czemu łatwiej pokonywał wertepy. Swoje auto przygotowali do podróży w warszawskiej firmie C.W.S. Nadwozie było pięknie zaprojektowane i przypominało gondolę sterowca.

Kiedy dziś w trasie zepsuje się nam samochód, stanowi to dla nas kłopot. Strach pomyśleć, co to oznaczało kiedyś…

To było wydarzenie ekstremalne, a ich podróż w wiele takich obfitowała. Jedno z nich zdarzyło się na Sycylii. Tam drogi na pewnych odcinkach były tak niebezpieczne, że zamykano je na noc. Chodziło o przewyższenia. Auta z takich przewyższeń jechały z góry na łeb na szyję. Ale Jelińskiemu i jego kompanom na tyle się spieszyło, że postanowili złamać zakaz przejazdu nocą. Wjechali na jedną z takich dróg i… w ich aucie puściły hamulce. Warto wiedzieć, że ich ford T miał tylko jedne drzwi i to wcalenie od strony kierowcy, ale od strony pasażera.

Nie było nawet jak wyskoczyć?

Dokładnie, a samochód bez hamulców toczył się z ogromną prędkością w dół. Jedynym ratunkiem wydawało się właśnie to, o czym pani wspomniała. Trzeba było opuścić pojazd, bo inaczej wszyscy by zginęli. Auto zmierzało w przepaść. Aby ratować życie, trzech z nich zaczęło ewakuację przez te jedne drzwi. Jednak Jelińskiemu, który kierował autem, nie udałoby się wyskoczyć. Musiałby puścić kierownicę, a wówczas samochód w ogóle straciłby sterowanie. Gdy już wszystko wskazywało na to, że śmierć jest blisko, nagle na podjeździe udało mu się wyhamować.

Casablanca, 22 lipca 1927 roku, źródło: archiwumharcerskie.pl

Mieli szczęście?

Nazwałam to motoryzacyjnym palcem bożym. Drugi raz ten palec czuwał, gdy Jeliński był w Ameryce. Ford T nie przeżył trudów podróży po Azji i Afryce. Żeby móc kontynuować wyprawę, Jeliński musiał zdobyć inne auto. Nie miał jednak na nie pieniędzy, nie miał też żadnego sponsora wyprawy. Mobil One finansował jedynie paliwo na podróż, ale nie samą wyprawę.


może Ci się spodobać