© Adobe Stock

Po co ludzie chodzą do wróżki?

1 udostępnień
1
0
0

– Dziś korzystanie z porad wróżki lub tarocistki to nie tylko poszukiwanie rozwiązań swoich problemów i ciekawość tego, co przyniesie przyszłość. To coraz częściej kolejny element samorozwoju, chęć zrozumienia praw rządzących światem – tłumaczy Katarzyna, profesjonalna tarocistka.

Anna Kmieć: Jak zaczęła się Twoja przygoda z wróżeniem?

Katarzyna: Karty pewnego dnia wpadły mi w ręce i tak się zaczęło. Od kiedy sięgam pamięcią – czyli już od szkoły podstawowej – zajmuję się wróżeniem z kart tarota. Skąd mam tę wiedzę? Trudno to opisać, ja po prostu wiem. Później czytałam różne książki na ten temat, ale nie odkryłam w nich nic nowego. Zatem karty towarzyszyły mi od zawsze, ale z tą przestrogą, że nie wolno stawiać ich sobie. Robiłam to zatem wszystkim dookoła, wszystkim, którzy mieli problem. I, o dziwo, wracali do mnie. Jak widać, ciągła praktyka czyni mistrza (śmiech). Zawsze mam wrażenie, że to wszystko jest w mojej głowie. Dziś wiem, że to jest intuicja, która podsuwa mi słowa, obrazy, rozjaśnia spojrzenie, bym mogła sięgać w przyszłość. To rodzaj daru. Spoglądam ludziom w oczy i już dzięki temu mogę się dużo o nich dowiedzieć. Gdy rozkładam karty, przychodzą szczegóły. Z czasem zaczęłam też szukać książek o chiromancji, czyli wróżeniu z dłoni.

Jaka motywacja kierowała Tobą, by rozwijać tę wiedzę?

To była raczej chęć okiełznania natarczywego głosu tak, by móc odróżnić swoje obawy i lęki od podszeptów intuicji – a to naprawdę nie jest łatwe. Można się pogubić. Dziś jest to dla mnie zdolność – każdy ma przecież jakieś zdolności, umiejętności. Pomagam bliskim i znajomym, nieczęsto i bardzo ostrożnie wychodzę z tym dalej, ponieważ uważam, że to nie jest zabawa. Zarabianie na tym też nie leży w moim charakterze. Po prostu, jeśli jest potrzeba – to pomagam, a jeśli ktoś wynagrodzi mnie za mój poświęcony mu czas, jestem wdzięczna.

Kto korzysta z Twoich porad?

Kiedyś to byli ludzie, którzy chcieli sprawdzić, na ile jest prawdą to, co widzę, czyli znajomi i ich znajomi. Dla nich wtedy był to rodzaj zabawy. Potem zaczęły przychodzić głównie kobiety, bardzo różne. Najczęściej jednak takie, które miały wszystko prócz miłości: mądre, piękne, dobrze zarabiające. Czyli silne, a zarazem zbyt słabe, by przyznać się przed sobą, że źle lokują uczucia. Zazwyczaj lokowały je w tych mężczyznach, którzy nie są ich warci. Same z czasem przyznawały, że za mało patrzą sercem, a za dużo szukają tych, którzy są z tych samych sfer co one.

A jak jest teraz? Czy to się zmienia?

Dziś zaglądają do mnie również ludzie, którzy interesują się szeroko pojętym tematem samorozwoju, New Age, jogini, ludzie zainteresowani ezoteryką. Coraz częściej również tacy, którzy chcą zrozumieć siebie i prawa natury. Kładą przy tym duży nacisk na samorozwój, chcą zrozumieć swoje „ja”, doskonalić się. Wiemy już, że karma wraca i że to dość prosty rachunek: ile dasz z siebie i w jaki sposób, to do ciebie wróci. Naprawdę to proste i nie ma w tym żadnej magii, a jedynie zwykle dobro i zło. Jaki jesteś, takie plony zbierzesz, a czas determinuje tylko, kiedy to zrozumiesz i zobaczysz. Oni są tego w pełni świadomi.

Ciągle przychodzą też ci, którzy już byli wszędzie i nie potrafią zrozumieć, dlaczego wciąż mają te same problemy. Wykształcenie, zasobność portfela i pozycja społeczna nie mają w ich wypadku żadnego znaczenia. Zwykle są to ludzie, którzy są zmęczeni swoim życiem lub szukają odpowiedzi na dręczące ich pytania, a zdrowy rozsądek (to określenie stosowane przez moich klientów) zawodzi.

O co najczęściej pytają?

Pytają zwykle o miłość, pieniądze, pracę, zdrowie swoje i bliskich. Czasem zdarzają się także pytania o przeszłość. To coś, czego nie da się odwrócić, a jednak często chcemy poznać dokładne przyczyny naszych błędów, by przeanalizować coś raz jeszcze, pod innym kątem i po raz kolejny tego nie powtarzać. Wiele osób pyta czy może coś dodatkowo zrobić, by było lepiej. Czasem podsuwam im pomysły, podpowiadam ścieżki, jakimi mogą podążać, by znaleźć dobre rozwiązania.

A jaką rolę odgrywają tu talizmany lub inne przedmioty o magicznej mocy?

Talizmany, amulety… to duże słowa. Jeśli rozmawiam z kimś, kto jest daleki od ezoterycznego świata, to raczej doradzam mu po prostu biżuterię lub inny drobiazg z jakiegoś minerału, roślinę. Coś, co będzie mniej magiczne i wyda się bardziej przyziemne, a zarazem zachęci lub da nadzieję, że coś się zmieni albo poprawi. Niektórzy pytają o jakieś magiczne akcesoria, ale te są zarezerwowane dla osób, które są zaawansowane w tej kwestii. Nie polecam ich ludziom, którzy nie są dobrze zaznajomieni z tematem ezoteryki. Zawsze myślę o tym, by nie szkodzić i nie mieszać nikomu w głowie. Mam pomóc, a nie pogmatwać. Jeśli zostanę poproszona wyraźnie o pomoc w doborze czy wręcz o wykonanie czegoś, to owszem mam takie możliwości i umiejętności, by wytworzyć talizman lub amulet. Ale musze mieć wyraźny sygnał, że są takie chęci.

W jakim wieku są Twoi rozmówcy? Jest na to jakaś reguła?

Tu jest pełen przekrój, nie ma na to naprawdę żadnej reguły. Ale młodzież i osoby do 20. roku życia staram się odgonić. To są ludzie, którzy mają całe życie przed sobą i muszą najpierw same siebie zrozumieć i poznać. Często nie są to też osoby stabilne emocjonalnie. Wiedza, jaką ode mnie uzyskają, może być dla nich niezrozumiała. Mogą też nieprawidłowo zinterpretować to, o czym mówię. Najczęściej jednak przychodzą ludzie w wieku 30+. Tacy, którzy już coś osiągnęli, ale często nie wiedzą, co dalej.

Jak ludzie reagują na to, co im mówisz?

Na początku trudno przyjmują to, co mówię o nich samych i o ich życiu. Niektórzy wiele kwestii wypierają, zaprzeczają. Po jakimś czasie dostaję SMS lub inną wiadomość, w której przyznają mi, że jednak miałam rację. Nikt się nigdy nie zachował wobec mnie agresywnie, ale ma to może związek z tym, że często przychodzą do mnie osoby z polecenia innych albo takie, które znam, choćby pośrednio. Zazwyczaj nie są to zatem osoby całkowicie mi obce. Ci, którzy przychodzą i są całkowicie oderwani od ezo-świata, początkowo są zwykle sceptyczni, ale z czasem się otwierają. Taka wizyta rozpoczyna się od wielkiego dystansu, a kończy na sporej komitywie.

W jaki sposób pomagasz?

Ja nie daję gotowych rozwiązań. Pokazuję raczej, gdzie jest problem, co i jak można z nim zrobić. Wybór pozostaje zawsze po stronie osoby, która przyszła. Są więc tacy, którzy wiele razy wracają z tą samą sprawą, bo liczą na to, że znajdę im inne rozwiązanie niż to, które doradziłam na samym początku. Dlaczego? Bo z jakiegoś powodu jest ono dla nich niekomfortowe. W rzeczywistości niestety często jest tak, że zbyt długo zwlekają z decyzjami i sprawy przybierają jeszcze gorszy obrót. Wtedy nie da się już nic zrobić.

Jestem tu kimś pomiędzy przyjacielem a psychologiem. Lepiej usłyszeć i przyjąć to, że źle ułożę coś z gwiazd albo liczb w horoskopie, niż to, że ktoś jest np. za mało asertywny lub wręcz słaby. Podaje taką prawdę delikatniej. Mówię np., że coś się dzieje dlatego, że czyjaś mama w dzieciństwie coś nieodpowiedniego mówiła albo coś źle robiła. Łatwiej też im zrozumieć, to co w ich życiu się dzieje, gdy dowiadują się, że już na starcie, wraz z datą urodzenia, mają przypisane pewne rzeczy. Że liczby w dacie urodzenia i nadane imię już na początku nadają im jakieś cechy, które potem z czasem się w nich kształtują w różne strony. Lepiej i łatwiej jest ludziom czasem  wierzyć, że mają pakiet startowy, którego sami nie wybierali, ale teraz sami muszą go rozgryźć i wykorzystać swoje mocne i słabe strony. Prawda jest taka, że zło i dobro jest w każdym człowieku w tej samej ilości i tylko od nas zależy, co wybierze, czemu da większą moc.

Jak dziś postrzegane są w społeczeństwie wróżki?

Słowo „wróżka” źle mi się kojarzy. Zdecydowanie wolę określenie „doradca duchowy” lub „osoba wiedząca”. Dziś prawdziwy tarocista czy doradca duchowy nie ma czarnego kota i chatki na kurzej nóżce. To ktoś, kto potrafi wykorzystać słowa, intuicję i spostrzeżenia, by pomagać.

Rozmowę z numerolożką znajdziesz tutaj: Numerologia – tajemnice ukryte w liczbach

może Ci się spodobać