permakultura
© Adobe Stock

Permakultura – odklej się od systemu, twórz żywność, zmieniaj świat

41 udostępnień
41
0
0

„Największą zmianą, której musimy dokonać jest przejście od konsumpcji do produkcji, nawet na małą skalę, w naszych własnych ogrodach.” – twierdził Bill Mollison, twórca terminu permakultura (od permanent – stały, trwały, niezmienny; culture – kultura, uprawa).

Bill Mollison dzieciństwo spędził w bajkowej krainie lasów Tasmanii i Nowej Zelandii. Jako dorosły już człowiek nieprzerwanie walczył o ochronę naturalnego środowiska tych miejsc. Równie uparcie powtarzał, że ratunek przyrody, ale też uzdrowienie ludzkich społeczeństw, leży w naśladowaniu i współpracy z naturą. Grabieżcze traktowanie, „uczłowieczanie” przyrody to podcinanie gałęzi, na której siedzimy. Mollison rozumiał, że nie wystarczy zmienić fragmentu rzeczywistości, na przykład samego rolnictwa, by nastała pożądana, globalna zmiana. Dlatego z czasem permanent agriculture (trwałe rolnictwo) zmieniła się w jego koncepcji w permanent culture (permakultura), obejmującą wszelkie aspekty życia: edukację, ekonomię i kulturę. Dowodził w niej, że mniej napięć, przemocy, stresu daje nam więcej szans na pokojowe istnienie społeczeństw. Przykładem może być starożytna cywilizacja Indii (przed najazdem muzułmanów), trwająca we względnej homeostazie z naturą kilka tysięcy lat. Podobnie jak taoistyczna kultura Chin przed walkami o zjednoczenie Cesarstwa.

Zmiana zaczyna się od głowy

Kluczowa zasada permakultury, która sprawdza się we wszystkich dziedzinach życia brzmi:

Im mniej hierarchii, nietolerancji, idącej za nią przemocy, tym lepiej dla całych ekosystemów, ludzkich, zwierzęcych, roślinnych. Tym bogatsze i bardziej różnorodne środowisko powstaje.

Geoff Lawton, kolejny guru permakultury, twierdził, że wszystkie problemy świata można rozwiązać w ogrodzie, choć proces ten zaczyna się w głowie. Permakultura bowiem to tak naprawdę zmiana świadomości. Od zagarniania i kumulowania do wdzięczności. Do przekonania, że człowiek potrzebuje niewiele, ale żeby zasobów wystarczyło dla wszystkich i na dłużej, musi oszczędzać. Nie da się kroczyć ścieżką permakultury bez rezygnacji z symboli statusu. Trzeba zapomnieć o wspinaniu się po drabinie społecznej, o dążeniu ku wygodzie i posiadaniu. Początek to zadanie sobie prostych pytań i udzielenie na nie uczciwej odpowiedzi. Czy potrzebuję tego? Czy potrzebuję naprawdę? A jeśli tak, to czy mogę to zrobić sam lub przetworzyć „stare” rzeczy, by to coś uzyskać?

Warto przeczytać: Istoty roślinne – Anna Zajdel o szacunku do Matki Ziemi i feminizmie

Permakultura zakłada pełniejszy rozwój jednostki, osobisty i duchowy. I widzi społeczeństwo jako zbiór jednostek. Bez realnej przemiany na tym poziomie nie może być mowy o przemianie społeczności i jej kultury. Podstawą jest zdrowa, organiczna żywność, idealnie hodowana w obrębie rodziny. Posiadanie własnego ogrodu zmienia świadomość – wie to każdy, kto sadził i pielęgnował coś własnymi rękami.

Praktyczny wymiar permakultury

W gospodarstwach permakulturowych gleba nie jest przekopywana, tylko zaściełana. Zaściełanie nie niszczy jej struktury, nie dewastuje siedliska żyjących w niej organizmów. Ludzie żyjący w duchu permakultury żyją w domach zbudowanych z naturalnych materiałów, takich jak drewno, kamień, cegła, słoma, glina, piasek, wapno itp.

Bardzo ważny aspekt stanowi tu również organizacja małych, lokalnych kooperatyw w postaci połączonych gospodarstw, alternatywnych społeczności czy ekowiosek. Kooperatywy powstają często w dużych miastach, przykładem są spożywcze kooperatywy w: Warszawie (K.Dobrze), Elblągu (K.Żuławy), Częstochowie (KS w Częstochowie), Lublinie (K.Lubelska), Gliwicach (K.Tomata) czy Łodzi (KS w Łodzi). Członkowie takich wspólnot deklarują własny, określony udział pracy w produkcji żywności, samodzielnie transportują i sprzedają plony. Ilość takich inicjatyw rośnie, a to pod wpływem kryzysów ekonomicznych, zatrważającej perspektywy zmian klimatycznych, a ostatnio także pandemii COVID-19.

Jeśli prawdziwe są dane zakładające konieczność podwojenia produkcji żywności do roku 2050, w którym to liczba ludności na świecie ma osiągnąć prawie 10 miliardów, to na rolnictwo potrzebujemy podwójnej powierzchni Indii.

Zakładając model wielkoprzemysłowego rolnictwa, używającego niewyobrażalnych ilości sztucznych nawozów, pestycydów, degradującego glebę, zabijającego miriady owadów i „nieprzydatnych” ludziom istot, trującego rzeki oraz wody podziemne, a w konsekwencji także oceany, staje się jasne, że zmierzamy ku katastrofie. Musi nastąpić zmiana. Coraz głośniej mówi się więc o alternatywach, będących odpowiedzią na wyniszczający model wiecznego wzrostu, takich jak: uprawy ekologiczne, agroekologiczne, urban farming (ogrodnictwo miejskie) czy właśnie permakultura.

Na rodzimym gruncie

W Polsce siedliska permakulturowe bazują na założeniu minimalizowania ingerencji w teren, na którym żyjemy i na którym uprawiamy rośliny. Uwzględniają uwarunkowania takie jak: nasłonecznienie, źródła wody, rosnące już na danym terenie rośliny i zamieszkujące go zwierzęta. W siedliskach tych sporo czasu zajmuje projektowanie domu czy też ogrodu, bo to ma także ograniczać ludzki nakład pracy w późniejszym czasie. W realizacji permakulturowych przedsięwzięć wykorzystuje się lokalne materiały, materiały recyklingowe (np. uzyskane z rozbiórek okna, szkło z butelek, drewno etc.), w myśl zasady minimalizacji kosztów i nienapędzania rynku dewastującego naturalne środowisko. W gospodarstwach permakulturowych daje się hodować żywność na konarach, kostkach słomy, wałach z obornika, na darni. Większość tych gospodarstw nie stosuje orki, bronowania, żadne nie używa chemii.

Polecamy również: Uzdrowić ekonomię, zbudować nowy, lepszy świat

Permakultura to przyszłość

Permakultura jest pozawyznaniowym, międzynarodowym ruchem społecznym zmierzającym do samowystarczalności i eliminującym pośredników w łańcuchu wzajemnych zależności. Jak łatwo przewidzieć nie jest lubiana przez wielki przemysł, koncerny, a w szczególności monopole. Ale permakulturowe siedliska są jedną z nadziei na przyszłość. Na świecie istnieje ponad 570 milionów farm, ponad 90 procent z nich to gospodarstwa prowadzone przez rodziny lub indywidualnych właścicieli. Produkują 80 procent żywności. I to one stopniowo mogą zacząć przechodzić na bardziej zrównoważony sposób żywienia świata. Tak przynajmniej twierdzi Ronald Vargas, zajmujący się ziemią i glebą w FAO (Food and Agriculture Organisation – Organizacja Narodów Zjednoczonych ds Wyżywienia i Rolnictwa).

To co robią osoby zajmujące się permakulturą, to najważniejsze działanie na planecie…

– dodaje David Suzuki, twórca telewizyjnych programów o nauce i przyrodzie, działacz ruchu ochrony środowiska. Wyróżniony ponad 40 honorowymi stopniami naukowymi przez uniwersytety w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Australii. W 1990 roku David Suzuki założył fundację. Jej cel to „znalezienie sposobów, żeby społeczeństwo mogło żyć w równowadze ze światem naturalnym, który nas utrzymuje”.

Kalpapāda – Pokazowe Siedlisko Permakulturowe

Akademia Siedliska Pod Lipami

Ogrodnicza Obsesja

Matka Natura

Permakultura-Projekty Gospodarstwo pod Kuklaczem

może Ci się spodobać

Wrzód na Ziemi

W ciągu najbliższych dekad z powierzchni Ziemi zniknie blisko milion gatunków istot – mówi klimatyczny raport ONZ. Dla…