fot. archiwum prywatne

Paulina, Stacy i Jaxson: Życie w tęczowej bańce

6 udostępnień
6
0
0

Poznały się na Jamajce, zakochały w sobie. Mieszkają w Polsce i wspólnie wychowują dziecko. Marzą o ślubie i spokojnym, zwyczajnym życiu.

Monika Ksieniewicz-Mil: Jak się poznałyście?

Paulina Pilch: Poznałyśmy się, kiedy byłam na wakacjach na Jamajce, w Negril.

Stacy Ann Russell: Ja akurat przyjechałam do Negril z Kingston, gdzie mieszkałam. Przyjechałam służbowo, ale gdy już byłam po pracy, pomyślałam, że skoro jestem tak daleko od domu i bez dziecka, i to w turystycznej miejscowości na plaży, to warto z tego skorzystać – pozwiedzać i zabawić się (śmiech).

P.: Umówiłyśmy się na Tinderze i poszłyśmy razem na kolację. Od razu między nami zaskoczyło. Ponieważ zostawałam jeszcze 10 dni w Jamajce, zasugerowałam Stacy, że mogłybyśmy się jeszcze spotkać. Pięć dni później byłam w Kingston w jej mieszkaniu. Poznałam jej syna Jaxsona, który miał wtedy rok. Potem wyjechałam, niemniej byłyśmy ze sobą w codziennym kontakcie – na WhatsAppie i innych apkach ułatwiających wideorozmowy. Dwa miesiące później spotkałyśmy się w Nowym Jorku i planowałyśmy wspólną przyszłość. Potem ja znów poleciałam na Jamajkę na dwa miesiące, a następnie jesienią Stacy przyleciała do Polski, zobaczyć jak tu jest.

I jakie były Twoje pierwsze wrażenia, Stacy? Bo to chyba była Twoja pierwsza wizyta w Europie?

S.: Tak, to był mój pierwszy raz w Europie. A w Polsce? Przyjaciele Pauliny żartowali, że ona wszystko zaaranżowała na tip-top, żebym tylko dobrze się tu poczuła. Niestety, jednej rzeczy załatwić jej się nie udało – pogody. Była koszmarna (śmiech).

P.: Przyleciałyśmy na początku października. W Polsce temperatura wynosiła 3 stopnie Celsjusza. Było zimno i lało jak z cebra. Stacy na zdjęciach z tamtego okresu wszędzie występuje w zimowej kurtce.

S.: Zanim dotarłyśmy do Polski, najpierw odwiedziłyśmy Niemcy, akurat w czasie Oktoberfest. Europa z jej krajobrazami, architekturą, zorganizowaniem bardzo mi się spodobała. Choć pogoda w porównaniu z Jamajką pozostawiała wiele do życzenia, cieszyłam się, że się tu przeprowadzę.

P.: Po tej podróży do Polski jeszcze na trzy miesiące wróciłyśmy na Jamajkę, żeby Stacy pozałatwiała wszystko, co trzeba (m.in. wizę) i mogła się przeprowadzić. Planowałyśmy przylecieć w kwietniu, ale przez pandemię utknęłyśmy tam na pół roku. Dopiero jak zelżał pierwszy lockdown, dostałyśmy się na pierwszy osiągalny lot. Podróż trwała pięć dni, już nawet nie pamiętam iloma środkami transportu się przemieszczałyśmy.

Lockdown dał się Wam we znaki?

P.: Szczerze? Dla mnie to był wyjątkowo szczęśliwy czas! Ponieważ tylko supermarkety były otwarte, wychodziłam z domu jedynie na zakupy spożywcze i na krótkie spacery z Jaxsonem. Poza tym praktycznie cały marzec i kwiecień spędziłyśmy w domu gotując, a kiedy Jaxson zasypiał – robiłyśmy sobie imprezę (śmiech).

Dla ciebie, Stacy, decyzja o zamieszkaniu w Polsce pewnie nie była łatwa?

S.: Wpewnym momencie przeraziła mnie. „Co ja robię?” – pytałam sama siebie. – „Zostawiam wszystko, co mam i lecę do Polski?”. Pytałam też Paulinę: „Jesteś pewna, że chcesz, żebym się do Ciebie na stałe przeprowadziła?”. „W życiu nic nie jest pewne” – odpowiedziała. – „Po prostu trzeba spróbować”. Ta jej odpowiedź mnie uspokoiła. Więc spróbowałyśmy.

Przyleciał z Wami także Jaxon. Jego biologiczny ojciec zgodził się na ten wyjazd?

S.: Z tatą Jaxona omówiliśmy wszystkie za i przeciw, i zgodził się, że dla syna wyjazd do Europy to szansa. Nie powiedziałam mu jedynie, że z Pauliną jesteśmy parą.

P.: Ale teraz już wie, bo Jaxson wszystko mu mówi (śmiech). A Stacy napisała książkę dla dzieci o współrodzicielstwie (My Two Rooms (Adventures of Jaxson Flynn), 2021 – przyp. red.).

S.: Mój syn jest planowanym dzieckiem i w ogóle chciałam mieć więcej dzieci! Ale z racji mojej pracy i studiów zaszłam w ciążę, dopiero gdy miałam 35 lat. Związek z tatą Jaxona nam nie wyszedł, a potem poznałam Paulinę. Stworzyłyśmy wspólnie rodzinę, ale nie znaczy to, że Jaxon nie ma kontaktu z tatą. Ma, jego tata planuje wkrótce odwiedzić syna w Polsce, a Jaxon będzie pewnie za jakiś czas latał też w odwiedziny do taty na Jamajkę. Na razie mają ze sobą regularny kontakt, tyle że na dystans.

Za to Ty, Paulino, w ogóle chyba nie planowałaś w swoim życiu dzieci?

P.: Nigdy, naprawdę nigdy nie chciałam mieć dzieci. Jak spotykałam się z jakąś dziewczyną i ona przebąkiwała coś o dzieciach, w ogóle nie byłam zainteresowana. Kiedy poznałyśmy się ze Stacy miałam 45 lat. Informacja od niej, że ma syna, którą przekazała mi już w pierwszych minutach naszego spotkania, chyba w ogóle do mnie nie dotarła. „I co z tego?” – przeszło mi przez myśl. – „Co mnie to obchodzi? W sumie to ma być przecież jedynie wakacyjna przygoda”.

Tymczasem na przygodzie się nie skończyło…

P.: A Jaxson okazał się bonusem w pakiecie (śmiech).

Jak Wam idzie wychowywanie syna w tęczowej rodzinie?

S.: Tu nie płeć, ale rasa ma większe znaczenie. Paulina nie wie, jak pielęgnować włosy Jaxsona, jak zrobić mu warkoczyki, które są bardzo popularne wśród czarnych chłopców i mężczyzn (śmiech). Ale mówiąc poważnie, na razie Jaxson jest jeszcze zbyt mały, by kwestie rasy czy płci stanowiły jakiś problem. Ma świadomość, że się różnimy, widzi nasze różnice w kolorze skóry, ale fakt wychowywania przez dwie kobiety nie zaprząta mu głowy. Dla nas i dla niego inne sprawy są aktualnie ważniejsze. Choćby to, że podejrzewamy, że Jaxon może mieć zespół Aspergera. Świadczą o tym różne sygnały: jest bardzo energiczny, uparty, ma różne obsesje. Dlatego właśnie idziemy z nim na badanie do psychologa.

P.: Ma też problemy w kontaktach społecznych, z innymi dziećmi. Jest też wyjątkowo uzdolniony, np. już w wieku dwóch lat znał alfabet, teraz czyta w obu językach – po angielsku oczywiście lepiej, ale po polsku też, co odkryłam niedawno podczas spaceru. Idziemy i on mówi „pyszne”, pytam: „Co pyszne?”, a on pokazuje palcem na piekarnię o takiej nazwie. I te jego obsesyjne zainteresowania jakąś dziedziną – teraz jest to Układ Słoneczny, wcześniej był alfabet, słowa. Ale chyba największy problem to kontakt społeczny i upór.

S.: Co prawda jest bardzo przyjacielski i otwarty, ale ma takie momenty, że musi być tak jak on chce i koniec. Jak się uprze, to nie przetłumaczysz mu. Staje się wtedy bardzo agresywny i nie do okiełznania. Nie słucha żadnych komend, sugestii, nie słucha ani nauczycieli, ani dzieci w przedszkolu. Już parę razy z powodu jego zachowania byłyśmy wzywane do przedszkola. Pierwsza diagnoza pokazała, że jego intelekt jest na wysokim poziomie, ale nie nadąża za tym jego rozwój emocjonalny.

Obie jesteście wyoutowane – czy wychowanie dziecka w takiej parze w Polsce jest trudne?

P.: My żyjemy w doskonałej bańce – gdybym powiedziała, że mamy jakieś problemy, bo wychowujemy we dwie syna, to byłaby przesada. Gdziekolwiek pójdziemy i mówię, że jestem drugą mamą, wszyscy się uśmiechają i mówią: „O, jak miło”. Jaxson chodzi do prywatnego, angielskojęzycznego przedszkola. A chodzi do takiego, bo późno zaczął w ogóle mówić i to na dodatek po angielsku, wtedy jeszcze nie mówił po polsku, więc nie mogłyśmy go wrzucić do publicznej placówki. U lekarza też nikogo to nie dziwi, nikt nie zadaje pytań. Ale wiemy, że w końcu coś nas dopadnie. Stacy już dała mi pełnomocnictwo na wszelki wypadek, bo formalnie nie mam do Jaxsona żadnych praw. Formalnie jest dla mnie obcym dzieckiem. Spodziewamy się jednak problemów później – szczególnie jak pójdzie do publicznej szkoły, ale na razie jest super. Niemniej zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy uprzywilejowane, bo stać nas na to, by w tej bezpiecznej bańce się obracać.

S.: Prowadzimy normalne życie. Ja pracuję, Paulina pracuje, Jaxson chodzi do przedszkola. Jemy obiad, sprzątamy, robimy pranie – nie ma nic dziwnego w naszym życiu. Tak się złożyło, że jesteśmy rodziną składającą się z dwóch kobiet wychowujących syna. Mamy szczęście, bo Paulina jest super silna, niezwykle uporządkowana, ja zresztą też. Po równo się nim zajmujemy, na przemian robimy śniadanie, ubieramy go, odprowadzamy go do placówki, gotujemy obiady. Czy byłoby inaczej, lepiej, gdyby to była tradycyjna rodzina, gdzie ojciec pracuje i nie zajmuje się dzieckiem? A tak Jaxson ma dwoje zaangażowanych rodziców, akurat u nas dwie mamy. Kolega Pauliny z Niemiec, kiedy zobaczył na wakacjach, jak się nim zajmujemy, skomentował: „Najlepiej mieć dwie mamusie”.

P.: Z perspektywy Jaxsona jestem cały czas w jego życiu. Ze Stacy poznałyśmy się, kiedy miał rok i odtąd jestem w jego świecie. Jasne, że ze Stacy łączy ich dodatkowo biologiczna więź, ale sądzę, że dla Jaxsona jestem po prostu ważnym i oczywistym elementem naszej rodziny.

S.: Wy macie swoje własne rzeczy np. ćwiczycie razem, opowiadacie sobie historie, lubicie chodzić razem na plac zabaw, spacerować, jeździć na rowerze. Ja robię szarlotkę i niestety, w tym układzie to jestem tym złym policjantem. Dla Jaxsona teraz najważniejsze jest, że wie, iż wszyscy go kochamy – dwie mamy, tata, babcie, niania, którą uwielbia. On czuje, że jest wyjątkowy.

Warto przeczytać: Z Teheranu do Tehranu – perski smak, polska wolność

Dlaczego właściwie zdecydowałyście się zamieszkać w Polsce? Dlaczego nie na Jamajce?

S.: Jednym z powodów było to, jak na Jamajce traktowane są osoby LGBT+. Tam nie mogłybyśmy żyć w taki sposób, jak żyjemy tutaj. Nie bylibyśmy bezpieczni. Kiedy w czasie lockdownu mieszkałyśmy razem z Pauliną, ukrywałyśmy prawdę o naszym związku – nie było mowy o chodzeniu za rączkę w miejscu publicznym!

P.: Homofobia w byłych koloniach brytyjskich jest poważnym problemem. Na Jamajce jest zinstytucjonalizowana, coś jak rasizm w Stanach. Dodatkowo jest to wspomagane przez Kościół protestancki, zielonoświątkowców. Kiedy jakieś „liberalne” media opublikują coś na temat LGBT, wszystkie komentarze pod tekstem są w stylu: „dobrze, że u nas tego nie ma”, „to grzech”, „Jamajka jest normalna” itp.

S.: W mediach można poczytać, że np. dwóch mężczyzn siłą usunięto z ich mieszkania, bo ktoś zauważył, że są parą. Co prawda zdarzyło się to w getcie rządzonym przez gangi, ale nie mamy gwarancji, że na nas też by ktoś w końcu nie doniósł, mimo że moje mieszkanie było w lepszej dzielnicy i nikt w nas nie rzucał kamieniami. Niemniej, zdarzyło się, że parę osób nie odpowiadało na nasze „dzień dobry”. Znane są historie z Jamajki o atakach na pary tej samej płci, gdzie wezwana policja eskortowała takie osoby do więzienia, zamiast im pomóc! Były przypadki hate crime – przestępstw z nienawiści, wymierzonych w osoby homoseksualne.

W Polsce nie spotkały Was rasistowskie incydenty?

P.: Od niedawna Jaxson nie jest już jedynym dzieckiem w przedszkolu, którego kolor skóry nie jest biały. Jest Lea, której tata jest czarnoskóry, a mama Polką. Nie, wprost nie spotkały nas żadne nieprzyjemności, choć Stacy źle znosi, jak ktoś się na nią gapi.

Może się gapią, bo Stacy jest wyjątkowo atrakcyjną kobietą?

S.: To właśnie ciągle powtarza moja koleżanka, że jestem taka egzotyczna i piękna, ale to chyba nie to. Gdyby ktoś się gapił i powiedział „Hej” i zagadał, chciał mnie poznać, zapytać skąd pochodzę, to OK, ale nie takie uporczywe gapienie się jak na Obcego, aż czuję się nieswojo.

P.: Wyobraź sobie warszawskie metro – kobieta siedzi, czyta, podnosi wzrok na nas i gapi się tak, jakby zobaczyła UFO. Choć czasami faktycznie ludzie się gapią, bo widać, że Stacy ich oczarowała, potem wyglądają na zawstydzonych swoją reakcją, jak dzieci.

S.: Kocham, jak dzieci na mnie reagują, szczególnie jak jedziemy gdzieś na wieś, gdzie pewnie po raz pierwszy widzą na oczy czarnoskórą osobę. Ale kiedy gapią się dorośli i to w dużej europejskiej stolicy, to naprawdę dziwne.

Stacy, a jak wyglądała Twoja adaptacja w Polsce?

S.: Kiedy tu zamieszkałam, zakochałam się w Polsce. I nawet pogoda wydała mi się super. Pierwsza zima też – śnieg, słońce, miałam w końcu odpowiednie ubranie, choć do dziś ubieram się na cebulę i dopiero wtedy jest mi ciepło (śmiech). Dużo podróżowałyśmy po Polsce. Byłyśmy we Wrocławiu, Krakowie…

P.: Nie podróżowałam tyle po Polsce od czasów szkolnych!

A tęsknota za Jamajką się nie pojawia?

S.: Im było bliżej do rocznicy mojego pobytu w Polsce, zaczęłam tęsknić za swoim domem. Ludzie mnie ostrzegali, że tak będzie. Mimo że jestem w kontakcie z przyjaciółmi z Jamajki, mimo że mam tu dostęp do produktów żywnościowych ze sklepów afrykańskich itp., tęsknię za ojczyzną – jakkolwiek patetycznie by to nie brzmiało.

Uderzyło mnie to któregoś dnia na lunchu z koleżanką, która zapytała jak się czuję, a ja powiedziałam, że tęsknię za domem. Paulina była zszokowana. Och, gdybyś wtedy zobaczyła jej twarz. Pewnie pomyślała, że mi się tu już nie podoba i chcę wracać, ale to nie było to. Mimo że wiem, iż na Jamajce gejom jest ciężko, to i tak tęsknię za domem – żyłam tam całe swoje życie! Dodatkowo teraz wchodzimy w czas zimowy – a na Jamajce jest ciągle słońce, cały rok! 30–40 stopni, zielono, wszędzie plaże. Ta świadomość nie pomaga w aklimatyzacji tutaj… Mentalnie jakoś to ogarniam, ale… odczuwam tęsknotę.

P.: Musimy po prostu kupić bilet na Jamajkę na styczeń.

A może trudno Ci, bo nie zdążyłaś jeszcze zdobyć swoich własnych przyjaciół tu na miejscu? Takich, którzy byliby Twoi, a nie Pauliny?

S.: Staram się o to. Znam już parę osób, wczoraj np. spotkałam się z nową grupą ekspatów na występie komediowym i narzekaliśmy na życie w Polsce (śmiech).

P.: Rzeczywiście, na razie wszyscy przyjaciele Stacy to moja grupa, ale rozmawiamy o tym, że będzie lepiej, jak znajdzie swoich własnych.

S.: Znam już kilka osób z Jamajki w Warszawie, jest nas troje. Wczoraj spotkałam się ze studentem, który przy aurze 7 stopni Celsjusza przyszedł na spotkanie ze mną ubrany w sam T-shirt! Od razu zdjęłam z siebie pierwszą warstwę odzieży i mu dałam, bo nie miał nawet kurtki! Już ustaliłyśmy z Pauliną, że zaopiekujemy się nim, bo on jest totalnie zagubiony!

Mówisz, że w Polsce masz utrudniony dostęp do różnych produktów afrykańskich, ale widzę, że nosisz dredy. Masz tutaj wszystko, żeby je utrzymać?

S.: To akurat żaden problem, bo sama umiem je robić. Ale są tu salony fryzjerskie dla ekspatów i do takiego właśnie chodzi Jaxson.

P.: Znalazłyśmy nawet salon, który dba o dredy osób czarnych, bo to zupełnie inny rodzaj włosów. Ale znamy też jednego studenta z Jamajki, który przyjechał do Warszawy do fryzjera aż z Opola.

S.: Za to z innych kwestii urodowych, w polskich sklepach brakuje podkładu do twarzy dla mnie. Dopiero w Sephorze w końcu znalazłam mój odcień! W drogeriach w Niemczech mają większy wybór.

O czym marzycie jako para?

S.: Chcemy wziąć ślub, zestarzeć się razem i żyć normalnie jak każda para.

P.: Czekamy na papiery i zamierzamy się pobrać w Portugalii.

S.: Marzymy o nudnym, spokojnym życiu.

P.: Ty chcesz nudne. Od dwóch lat słyszę, że czekasz, aż ono w końcu będzie nudne. Nasza koleżanka skwitowała to zdaniem: „No to się chyba nie doczekasz, bo z Pauliną nie ma nudy”. Niedawno wróciłyśmy z Pragi, zaraz lecimy na Maltę. Ja ciągle coś organizuję – podróże, rozrywki, nawet w czasie pandemii robiłyśmy mikropodróże – godzinę od Warszawy, żeby coś zobaczyć.

S.: Tymczasem ja jestem domatorką, lubię gotować, jestem typem takiej Marthy Steward. Ale Paulina z Jaxsonem chcą skakać z klifów i robić inne zwariowane rzeczy. Więc moje marzenia o nudzie w rodzinie mają małe szanse na spełnienie (śmiech).

P.: Kiedy się poznałyśmy, uprzedzałam Stacy że jestem podróżniczką, byłam w ponad 100 krajach i nie jestem typem all inclusive. A Stacy skwitowała tak: „OK, wy z Jaxsonem sobie skaczcie z klifów, a ja będę patrzeć na te wasze wyczyny z leżaczka” (śmiech).

A o czym marzycie każda osobno?

S.: Marzę, żeby w końcu mówić poprawnym polskim. I chciałabym być „Tą Jamajką w Polsce” – mieć swoją restaurację, żeby ludzie wchodząc do niej, czuli atmosferę i kulturę mojego kraju.

Super, bo jak na razie jedyne skojarzenie Jamajki dla Polaka to Bob Marley.

S.: Niedawno robiłyśmy jamajskie przyjęcie na 25 osób, ugotowałam autentyczne jamajskie potrawy, wszystkim się podobało. Piliśmy najlepszy rum na świecie Appleton, który można dostać np. w Auchan.

P.: Moim marzeniem jest, żeby wszyscy naziści zniknęli z Polski, żebyśmy mogły spokojnie żyć. Mam wizje, że będzie tak źle, iż będziemy musiały stąd uciekać. Gdyby nie moja praca (Paulina ma własną kancelarię prawniczą – przyp. red.), już dawno byłybyśmy w Berlinie.

A Wasz sposób na relaks?

S: Siedzimy na sofie z lampką wina i oglądamy „Sukcesję”. Mamy też guilty pleasure na YouTube – oglądamy show pewnej Niemki, która przyjechała na Jamajkę jako bardzo młoda matka z dwojgiem małych dzieci – uwielbiamy śledzić jej perypetie z nowymi partnerami Jamajczykami, jak została okradziona, jak prowadziła marinę na północy wyspy itp. Teraz jest już starszą panią, wychowała czwórkę dzieci, ale nadal mieszka na Jamajce.

A Jaxson?

S.: On lubi tańczyć. Teraz chce być lekarzem, który jednocześnie jest baletmistrzem.

Warto przeczytać: Azjatki o Polsce: To świetny kraj!

może Ci się spodobać
Stoik Piotr Stankiewicz

Być jak stoik

Czy warto być stoikiem? Czy każdy może nim zostać? Czym jest współcześnie rozumiany stoicyzm? Czy stoicyzm może nam…
miłość nie ma płci

Miłość nie ma płci

Nie trzyma ich przy sobie nic, co powszechnie uważane jest za spoiwo związku. Nie mają ślubu, nie mają…