Patriotyzm w chocholim transie

0 udostępnień
0
0
0
Prawicowa obsesja niepodległościowa nie ma nic wspólnego z miłością do ojczyzny. Obsesja karmi się lękiem, miłość zaś buduje na zaufaniu – twierdzi Marcin Napiórkowski, autor dostępnej już w księgarniach książki „Turbopatriotym”.

Tytułowy turbopatriotyzm to patriotyzm „uprawiany” przez polską prawicę. Wyrósł na buncie wobec softpatriotyzmu, charakterystycznego dla środowisk liberalno-lewicowych. Różnica między jednym a drugim jest jak kontrast między soft i hard porno. To pierwsze jeszcze da się jakoś oglądać, choć szybko nudzi, drugie zaś od nudy jest dalekie, tyle że oglądanie grozi trwałą traumą.

Turbodoładowani

Fundamentem turbopatriotyzmu jest poczucie upokorzenia. Cechuje go niechęć do zmiany, pesymizm i lęk przed przyszłością. Dopuszcza przemoc jako formę zagospodarowania gniewu związanego z nierównościami. Aspiracje zastępuje dumą, przyszłość – historią, konflikty klasowe obrazem wspólnoty, wyobrażonej na wzór oblężonej przez wrogów twierdzy, zaś tożsamość dowartościowuje pogardą dla innych. Choć sprzedaje się jako walczący z nierównościami, tych w zasadzie nie usuwa, a jedynie maskuje różnego rodzaju mitologiami, typu: „honor, pamięć, czystość etniczna”. Jeśli już redystrybuuje jakieś dobra, to wyłącznie z pozycji „przywracania godności”. Jego celem nadrzędnym jest natomiast „przywrócenie naturalnego porządku rzeczy”, który to porządek – według niego – powstał kiedyś, w zamierzchłej, aczkolwiek lepszej przeszłości.

Turbopatrioci uważają się za herosów nieustannie walczących z chaosem o stabilność kosmosu, o ład świata. Sprzeciw dodaje im siły i usztywnia pancerz ich tożsamości. W sercu turbopatriotyzmu znajdują się: synchroniczne defilowanie, jednoczenie sił w obliczu odwiecznego wroga i dbałość o czystość kategorii, tak by biel i czerwień nigdy nie zlały się w róż, ani – nie daj Bóg – rozproszyły w tęczy. Ponieważ według turbopatriotyzmu rzeczywistość społeczna ma charakter mechaniczny, ten nadaje sobie prawo do ograniczania decyzji jednostki dla… jej własnego dobra. Żeby uniknąć roztopienia w „multi-kulti”, turbopatriotyzm uważa, iż trzeba otoczyć się murem, postawić tamę zalewającej Polskę obcości.

Sortowanie uczuć

W 2016 r. turbopatrioci, nokautując softpatriotów, przejęli władzę w państwie. Szok. Niedowierzanie. Jak mogło do tego dojść?! – dziwili się znokautowani.

Według Marcina Napiórkowskiego, turbopatriotyczny nokaut to efekt zaślepienia softpatriotów obsesją postępu. Zadowoleni z życia w demokratycznym, wolnorynkowym państwie popadli w samozachwyt, zakleszczyli się w swojej bańce, lekceważąc obsesje innych, żyjących poza nią. Tymczasem wyrosłe z poczucia krzywdy i tłumionego gniewu opętanie tych innych okazało się potężną bombą o sile, która zmiotła ze sceny czekoladowego orła softpatriotów, przywracając wizerunkowi godła narodowego „normalność”.

Zapatrzeni w przyszłość softpatrioci zignorowali dziedzictwo przeszłości i ładunek narodowych traum oraz lęków, jakie nieustannie oddziałują na współczesne polskie społeczeństwo. Zignorowali fakt, że polska kultura polityczna tworzyła się w warunkach permanentnej rewolucji, nie mając szans wytworzyć wzorów działania w „czasie zwykłym”. Że to właśnie wtedy, pod zaborami, ukształtowała się dominanta polskiego patriotyzmu – obsesja niepodległości, wiecznie zagrożonej przez obcych, zarówno wewnątrz, jak i z zewnątrz. W czasie, gdy europejskie państwa obywatelskie partycypacyjnie rozwijały rozumienie patriotyzmu i tożsamości, my, pod okiem zaborców, nie mogliśmy wypracować podobnie niezależnych, demokratycznych rytuałów narodowych. Budowaliśmy więc, wzorując się starych. Raczej na mitach niż na realnych instrukcjach. Wyszedł z tego naród hardy, choć do głębi skrzywdzony, zalękniony i zakompleksiony, który nie za bardzo potrafi kochać swój kraj, ale ma wdrukowaną pokoleniowo obsesję, by tego kraju bronić. To naród, który nie umie żyć bez wroga. Potrafi być razem, ale jedynie przeciw komuś. Na ulice wychodzi nie po to by świętować, lecz tylko po to, by protestować. Doskonale ma się wówczas, gdy jest niezadowolony. Za to z sukcesem czuje się obco, nieswojo i zaraz szuka w nim drugiego dna.

I tego wszystkiego właśnie, wpatrzeni w Zachód softpatrioci, zdawali się nie zauważać. Patrzyli w dal, nie widząc, co mają tuż obok, pod swoim nosem. A naród polski, niczym skrzywdzony dzieciak, którego rodzice chwalą dzieci sąsiadów, a nie dostrzegają zalet i potrzeb własnego potomstwa, wybaczyć tego softpatriotom nie mógł.

Bolesne wnioski

Rzeczywiście softpatrioci skrewili, i to porządnie. Z pewnością muszą odrobić lekcję z uważności i pokory. Mimo wszystko, to właśnie oni, a nie turbopatrioci są nadzieją na uleczenie narodowych traum i budowę nowego „ja” polskości. Proponowane przez turbopatriotów obwarowywanie się murem przed wrogiem nic nie da, skoro główny wróg trawi nas od środka. Równie absurdalny wydaje się turbopatriotyczny nacisk na kult przeszłości, w której niby znajdować ma się matryca „zasad i norm”. Pytanie tylko, gdzie? Przecież człowiek stworzony jest do rozwoju, a nie do cofania się. Z przeszłości może czerpać naukę lub nie, to kwestia wyboru, która nie może zostać odgórnie narzucona, zwłaszcza gdy przeszłość zieje patologią. Rozwiązania siłowe, włącznie z wojną, które akceptują turbopatrioci do osiągnięcia swoich celów, to miecz obosieczny, a i celu tym nie osiągną, bo przemoc rodzi chaos, a nie ujarzmia go.

Żeby lepiej zrozumieć procesy społeczne, zachodzące obecnie w Polsce pod rządami turbopatriotów, warto zajrzeć do książki Napiórkowskiego. Jak przyznaje autor, który deklaruje się softpatriotą, ogląd procesów, jakie w niej przedstawia, zapewne nie jest całkowicie neutralny. Mimo wszystko lektura to ważka, ciekawa, napisana przystępnym językiem i z pewnością przybliżająca odpowiedź na pytanie: „co się w tej Polsce, do cholery, wyprawia?”.

Marcin Napiórkowski, „Turbopatriotyzm”, Wydawnictwo Czarne 2019

reklama
reklama
może Ci się spodobać
programy ekologiczne

BBC – w trosce o planetę

11 marca BBC Earth rozpoczyna cykl programów o tematyce ekologicznej. Ale już w niedzielę 7 marca, cztery dni…