yayoi kusama
© Susanne Nilsson/Flickr

Pani Kropka – najlepiej opłacana artystka na świecie

68 udostępnień
68
0
0

– Matka robiła mi rzeczy straszne. Ja jednak przekształciłam swoją traumę w sztukę – wyznała w dokumencie artystka.

Możliwe, że tylko kolorowe wielkie formy były w stanie „zamazać” w jej głowie czarne przeżycia z dzieciństwa, z czasów II wojny światowej i z domu, i ostatecznie uczyniły z niej walczącą pacyfistkę.

Nie sposób nie zauważyć, że częstymi motywami w pracach Kusamy są dynia, kwiaty i rośliny. To także efekt jej wczesnych przeżyć. Yayoi urodziła się w 1929 roku w prefekturze Nagano, w bogatej rodzinie, która handlowała nasionami kwiatów (mimo bogatego domu, jako dziecko wojny, w wieku 13 lat dziewczynka szyła w fabryce spadochrony). Stodoła wypełniona dyniami to jej wspomnienia z dzieciństwa. W czasie wojny te dynie zapewniały całej wiosce pożywienie, ale musiały też wryć się w pamięć małej Yayoi na tyle mocno, że później już jako dorosła artystka wielokrotnie je reprodukowała w różnych kolorach i rozmiarach.

Warto przeczytać: Kobieta, która zmieniła siebie w eksponat

Kiedy Kusama studiowała tradycyjne malarstwo w konserwatywnym Kioto, na jej drugiej autorskiej wystawie, gdzie pokazała ponad 200 prac, pojawił się doktor psychiatrii Shino Nishimaru. Od razu dostrzegł geniusz Yayoi, ale też i coś jeszcze… chorobę psychiczną. Został lekarzem artystki (zresztą pełni tę rolę do dziś) i to on, poznawszy specyfikę jej rodzinnego domu, namówił ją, by całkowicie odseparowała się od rodziców. Za namową doktora Kusama postanowiła wyemigrować do Seattle, USA, gdzie – w przeciwieństwie do Kioto – na akademiach uczono „sztuki nowoczesnej”. Wyruszyła z walizką 2000 sztuk rysunków i 60 kimonami (dzięki nim przeżyła chude czasy), tak samo jak jej koleżanka Yoko Ono (rocznik 1933), z którą Yayoi dzieliła nawet przez chwilę stancję, zanim w końcu trafiła do Nowego Jorku.

Pani Kropka

Głównym tematem sztuki Yayoi Kusamy jest zmysłowość i nieskończoność. Znakiem rozpoznawczym zaś… kropki. Skąd te kropki? To swoiste idée fixe artystki, związane z jej postrzeganiem Ziemi w kosmicznym układzie. Ziemia jest małą kropką w oceanie planet, a ludzie to jeszcze mniejsze kropki, które się po tym naszym globie poruszają. Kropki wtargnęły w sztukę Kusamy, gdy ta pojawiła się w Nowym Jorku. Gdy nie miała zajęcia, godzinami obserwowała ludzi z okna nowojorskiego mieszkania. Ci wyglądali jak małe punkciki – tego obrazu Yayoi nie mogła się pozbyć nawet po zamknięciu oczu, więc… przetworzyła go na sztukę. Od tamtej pory artystka pokrywa kropkami każde zaprojektowane przez siebie dzieło. Wielkie kolorowe dynie w kropki, instalacje w kropki – to jej znaki rozpoznawcze. Z tego powodu nazywana jest często „Ms Polka Dot” – Pani Kropka.

Niewątpliwie inna wyrazista cecha twórczości Kusamy to obsesyjność. Już jako młoda artystka zaczęła malować powtarzalne kształty, co pozwalało jej odegnać natrętne myśli i halucynacje.

– Gdyby nie sztuka, dawno bym się zabiła – mówi artystka, dla której domem od ponad 40 lat jest szpital psychiatryczny.

Na szczęście sztuka znakomicie potrafi pomieścić świat spoza ram tzw. normalności. Co więcej, potrafi fascynować i inspirować.

Oryginał w męskim tyglu kopistów

Choć jako prekursorów pop-artu wymienia się Roya Lichtensteina czy Andy’ego Warhola i można by pomyśleć, że oni inspirowali Kusamę, której sztuka przejawia wiele popartowskich cech, rzecz ma się odwrotnie. To twórczość Japonki była natchnieniem i dla Lichtensteina, zafascynowanego dwuwymiarowymi kropkami Kusamy, i dla Warhola, który niestety bez zgody artystki naśladował jej pomysły – np. powielił słynną krowę na tapecie (pierwotnie użyła jej Kusama), wykorzystując również jej technikę powielania, choć Kusama wyraźnie się temu sprzeciwiła.

Jej sztuką inspirowali się, choć dziś powiedzielibyśmy raczej plagiatowali, również Claes Oldenburg czy Lucas Samaras. Ten pierwszy podpatrzył u Yayoi miękkie rzeźby. I mimo że wcześniej wyśmiewał próby Kusamy i kobiece rzemiosło, to następnie ten koncept wykorzystał w swojej twórczości. Na wernisażu otwierającym wystawę Oldenburga, jego żona Patty Mucha podeszła do Yayoi i powiedziała „Przepraszam Cię za niego”. Najbardziej bezczelny był jednak Lucas Samaras, który skopiował jej pokoje z lustrami w swoich instalacjach, co spowodowało, że Kusama wpadła w depresję, aż w końcu postanowiła porzucić Amerykę.

Powrót do domu

Yayoi doskonale poznała uczucie odrzucenia. Najpierw w rodzinnym domu, potem w Ameryce, gdzie doświadczyła dyskryminacji związanej z nienawiścią ówczesnych Amerykanów do Japończyków. Dyskryminacja, ignorowanie jej jako artystki i plagiatowanie jej twórczości kompletnie rozbiły ją psychicznie, ale ostatecznie decyzję o powrocie do Japonii przypieczętowała śmierć jej przyjaciela Josepha Cornella.

Josepha Cornella Kusama poznała przez marszanda sztuki. Podobnie jak ona Cornell również był aseksualny, o 26 lat od niej starszy, dużo wyższy i mieszkał z zaborczą matką. W piwnicy jej domu robił małe dzieła sztuki w pudełkach za szkłem. Mówiła o ich związku: „On nie lubił seksu i ja nie lubiłam seksu, więc go nie uprawialiśmy!”. Za to obsypywał ją podarunkami, pisał wiersze, wspierał i otaczał atencją, jakiej potrzebowała. Był jej przyjacielem i najbliższą duchowo osobą. Jego śmierć bardzo przeżyła.

Gdy Yayoi postanowiła wrócić do Japonii, przez kilka lat bez sukcesów próbowała zajmować się handlem dziełami sztuki. W końcu jednak życie z chorobą stało się na tyle nieznośne, że zdecydowała się na leczenie psychiatryczne. Dosłownie (dobrowolnie) w latach 70. zamieszkała w szpitalu psychiatrycznym w Tokio, który znany był ze stosowania artoterapii. Trafiła tam z rozpoznaniem i diagnozą stanów lękowych, nerwicą obsesyjno-kompulsywną, nerwicą natręctw i halucynacjami (depersonalizacja jak powiedzieli jej lekarze). W szpitalu również usiłowała popełnić samobójstwo, ale terapia awersyjna w końcu zadziałała.

Tam też napisała autobiografię, wydała tomik poezji i kilka powieści, które zdobyły uznanie w Japonii (wcześniej jako skandalistka nie miała dobrej prasy, szczególnie po areszcie za happening na targu rybnym Tsukiji). Zagrała nawet wróżkę w filmie „Tokyo Decadence” Ryu’a Murakamiego (fragmenty można obejrzeć na YouTube). Tylko w samym 1998 roku miała ponad 30 wystaw na całym świecie. A w 2017 roku niedaleko szpitala, w którym żyje i ma pracownię, ufundowała własne muzeum. W muzeum nawet toalety są w kropki i zawsze goszczą w nim tłumy.

Prekursorka, performerka, aktywistka

Kusama wykraczała poza statyczne malarstwo – urządzała happeningi i performance, na których malowała po ciałach nagich ludzi, co oczywiście szokowało, ale jej samej pomagało uporać się ze wstrętem do seksu. I jak na tamte czasy było niesamowicie innowacyjne (wiele lat przed tym zanim pojawił się bodypainting). Ten sam motor (wstręt do stosunków płciowych) popchnął ją do stworzenia w 1963 roku jednej z jej najsłynniejszych prac – gipsowej instalacji z tysiącami fallusów.

Nie przypadkiem jej happeningi były też aktami politycznymi – w liście otwartym do prezydenta USA zaproponowała ówcześnie panującemu prezydentowi Nixonowi seks w zamian za zakończenie wojny w Wietnamie („Niech miłość zwycięży nad wojną” – pisała, a wiele lat później Donald Tusk zrobi z tego hasła jądro swojej kampanii prezydenckiej).

Zanim na poważnie zaczęto mówić w Ameryce o prawach gejów, Kusama urządzała im śluby homoseksualne. Oprócz happeningów i performansów nagrywała filmy i sama w nich występowała (dziś zakwalifikowalibyśmy je do soft porno).

Multiplikacja, powielanie i stałe motywy – to szybko stało się jej znakiem rozpoznawczym. Ale płótno, nawet największe, zawsze było ograniczeniem w wyrażeniu nieskończoności, która stała się kolejną jej obsesją. W 1965 roku po raz pierwszy użyła luster, żeby zmultiplikować motyw ciał – do dziś jest to centralny punkt jej wystaw w najróżniejszej formie. Można powiedzieć, że stosowała efekt 3D, zanim ten w ogóle się pojawił.

yayoi kusama
© Kristoffer Trolle/Flickr

Jest mistrzynią autokreacji – zawsze chodziła ekscentrycznie ubrana, a dziś też nie przypomina statecznej starszej pani po dziewięćdziesiątce: nosi czerwoną lub pomarańczową  perukę w stylu bob oraz sukienki i rajstopy zwykle pokryte motywami z jej obrazów.

Kiedy nie zaproszono jej oficjalnie na Biennale w Wenecji, wprosiła się tam sama, urządzając podczas wydarzenia odważny happening. Rozpisywała się o nim międzynarodowa prasa i tak… Kusama stała się pierwszą japońską artystką wystawiającą w Wenecji.

Zawsze była też outsiderką: najpierw we własnym kraju, potem w Ameryce, jedną z niewielu kobiet tworzących sztukę w świecie zdominowanym przez mężczyzn (w tamtych czasach kobiety były raczej muzami czy modelkami), ale paradoksalnie świetnie się odnalazła w świecie psychodelii lat 60. Szybko stała się hipisowską ikoną, pacyfistką i rzeczniczką ruchu wyzwolenia – nie tylko kobiet, bo mniejszości też. Walczyła z tradycyjnymi wartościami, seksizmem i tym żyła, mimo że ani razu publicznie nie nazwała się „feministką”.

Niewątpliwie na tle Japonii, kraju z wyjątkowo opresyjną dla kobiet kulturą, gdzie kobietom trudno się artystycznie wyrazić, Kusama stanowiła i stanowi do dziś prawdziwą awangardę. Podbiła Nowy Jork, potem świat, a na koniec wróciła do Japonii. Kiedy w 2002 roku odbyła się retrospektywna wystawa jej prac w jej rodzinnym Matsumoto, powiedziała rodzicom: „Przyniosłam Wam koronę”.

Pop super star

Kusama stała się częścią kultury popularnej. W 2012 roku współpracowała z Louisem Vuittonem (dzięki Marcowi Jacobsowi), co przyniosło jej niebywałe zyski. Współpracowała również z koncernem Lancome (zaprojektowała m.in. opakowania kultowych błyszczyków Juicy Cubes 2010) i Coca-Colą – charakterystyczne automaty na napoje w otoczeniu ławki i kosza na śmieci były dosłownie oblegane, bo każdy chciał mieć czerwoną puszkę w białe kropki. Do dziś tę „instalację” można podziwiać w Matsumoto City Gallery of Art. Po Matsumoto jeździ też specjalny autobus, zwany „Sztuką na kółkach” – biały bus w czerwone kropki. Samo muzeum jest również bajecznie zaprojektowane przez autorkę i przed budynkiem znajduje się duża wystawa jej rzeźb – kwiatów. Swego czasu również autobus dalekobieżny na trasie Matsumoto – Shinjuku (Tokio) nosił motywy sztuki Kusamy.

Wcześniej, w 1993 roku, zgodziła się na współpracę z Peterem Gabrielem do teledysku „Love Town”, gdzie pojawiły się wszystkie jej obsesje – kropki, sieci, jedzenie i oczywiście seks.

Jednym z pierwszych kolekcjonerów, który nabył jej prace, a potem sprzedał ze zwielokrotnionym zyskiem był Frank Stella, malarz znany z kolorowych geometrycznych figur (jego wystawę o dawnych synagogach można było oglądać w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin w Warszawie).

W listopadzie 2016 roku w gabinecie figur woskowych Madame Tussaud w Hongkongu otwarto „pierwszą strefę sztuki”, gdzie figura Kusamy przysiadła w pomieszczeniu o żółtych ścianach pomalowanych w wielkie czarne kropki. Całość nawiązuje do balonowej instalacji artystki „Obsesja kropek” z 2000 roku.

Yayoi Kusama – kiedyś odrzucona, teraz celebrowana, jest ikoną pop-artu, awangardy i niesamowitej siły witalnej oraz zwycięstwa sztuki nad szaleństwem.

A w Muzeum Narodowym w Warszawie można oglądać wystawę pracy Anny Bilińskiej – sylwetkę artystki prezentujemy TUTAJ

może Ci się spodobać

Psy zmniejszają ryzyko schizofrenii

Doktor Robert Yolken, kierownik Stanley Division of Pediatric Neurovirology i profesor neurowirologii w pediatrii w Centrum Dziecięcym Johns…

Będzie drożej i gorzej

Paliwo, energia elektryczna, gaz, żywność, leki, koszty kredytów – wszystko jest droższe. Każda wizyta w sklepie uświadamia, że…