olimpiada tokyo

Olimpijskie wyoutowania, drużyna uchodźców i majtkowy bunt – czyli sensowne oblicze sportowej komercji

22 udostępnień
22
0
0

Wydarzenia sportowe ostatnich tygodni pokazały, że gros zawodowych sportowców i sportsmenek decyduje się wykraczać poza przypisaną im rolę dostarczania masowemu odbiorcy rozrywki poprzez rywalizację z innymi zawodnikami w danej dyscyplinie. Sławę i sukces wykorzystują, by prezentować idee, przekonania, walczyć z dyskryminacją, nierównościami i zwracać uwagę na istotne problemy globalne. Wreszcie w tej całej machinie komercji widać przebłyski sensu.

Oglądanie i emocjonowanie się sportowymi wydarzeniami to czynności zupełnie mi obce. Nie rozumiem potrzeby rywalizacji, a już kompletnie nie kumam czerpania przyjemności z oglądania rywalizujących ze sobą jednostek czy drużyn. A jednak w ostatnich tygodniach kilka pojawiających się wiadomości sportowych przykuło moją uwagę. Bynajmniej nie chodziło w nich jednak o wyniki czy osiągi, lecz to, co działo się niejako obok nich.

Sportowcy zaczęli wychodzić ze swojej bańki i dostrzegać, że poza nią jest mnóstwo innych ważnych i ważniejszych spraw, których mogą być głosem. Jako osoby, które stoją na scenie przed wielomilionową widownią, mogą zdecydowanie sensowniej wykorzystać ściągnięty na siebie blask fleszy i uwagę tłumów, niż tylko zaspokajając rozrywkowe potrzeby patrzących czy potrzeby marketingowe firm, które zapłaciły im za reklamę na ciuchach, jakie noszą czy sprzęcie, jakim posługują się w trakcie zawodów. Mogą być głosem tych, których nikt nie chce słuchać, mogą kierować wzrok widza tam, gdzie ten nie chce patrzeć, zwracać uwagę na problemy, które próbuje się zamiatać pod dywan.

Zdrowie

Zacząć warto od Cristiano Ronaldo i jego czerwcowego wystąpienia na konferencji Euro 2020, gdzie piłkarz odsunął ze stołu postawione przed nim butelki coca-coli i zachęcił, by zamiast słodzonych napojów pić wodę. Potem, w ramach tych samych igrzysk, tylko na innej konferencji i inny piłkarz, Paul Pogba, usunął z konferencyjnego stołu butelki z piwem Heineken.

Zrobiło się aferalnie, bo jako sponsorzy mistrzostw Europy w piłce nożnej obie marki miały prawo do lokowania swoich produktów przy okazji rozmaitych wydarzeń z tymi mistrzostwami związanych, więc zawodnicy powinni uwzględniać ich wymagania, skoro koncerny te sponsorują ich występy, a nie narażać je podobnymi gestami na gigantyczne straty finansowe.

Z drugiej strony, właśnie takie gesty sportowców są ważne, by zwracać uwagę na rozmiar hipokryzji, jaki towarzyszy komercyjnej sportowej machinie.

A hipokryzji jest w niej niemało. Teoretycznie sport ma służyć zdrowiu. W praktyce ten komercyjny ani nie służy zdrowiu samych sportowców, ani nie promuje zdrowego stylu życia. Sponsorowanie imprez sportowych przez koncerny przyczyniające się do pogłębiania się problemu otyłości (producenci słodzonych i bezwartościowych odżywczo napojów) czy takie, których produkty zachęcają do fundowania sobie stanu nietrzeźwości (producenci napojów alkoholowych) jest co najmniej kontrowersyjne, a mówiąc wprost niemoralne. Tym bardziej stawianie sportowca takiego jak Ronaldo, który sam w sobie jest marką, w sytuacji, w której jako sportowiec ma zachęcać ludzi do szprycowania się cukrem czy alkoholem, wydaje się potwarzą. Wszystko to próbuje się ograć zgrabną retoryką o regułach gry (fair play), choć w zasadzie pod spodem tkwi przekaz: „Kupiliśmy cię, więc masz być lojalny i grać do naszej bramki”. Idea „sportu dla zdrowia” wydaje się w tej całej machinie tym bardziej śmieszna, że fan futbolu najczęściej ogląda mecz siedząc na tyłku przed telewizorem z miską chipsów na stole i z puszką piwa w garści.

Tak czy inaczej gesty Ronaldo czy Pogby’ego zwróciły uwagę na wiele nieuczciwych aspektów komercyjnych wydarzeń sportowych, ale też w zakresie promocji zdrowych nawyków żywieniowych zapewne zrobiły więcej niż od lat udaje się zrobić lekarzom, dietetykom czy naukowcom WHO, krzyczącym o szkodliwości spożywania niektórych produktów.

Równość

Znów czysto teoretycznie sport daje wszystkim równe szanse zaprezentowania swoich umiejętności i stanięcia na podium. W praktyce nierówności, dyskryminacji i zagrywek nie fair jest w zawodowym sporcie bez liku. Niby już nie ma segregacji rasowej, niby kobiety dopuszczane są do większości dyscyplin sportowych, niby nie można sztucznie się wspomagać, by podrasować osiągi, ale…

W wielu dyscyplinach kobiety zarabiają w sporcie mniej niż mężczyźni.

„(…) przykładowo w skokach narciarskich panie nadal są wynagradzane nieco gorzej” – pisze Marcin Cielec w sportwinter.pl. – „(…) za zdobycie złotego medalu na MŚ w narciarstwie klasycznym w konkurencji mężczyzn do zgarnięcia było 27 000 euro, a u kobiet o 7000 euro mniej. W Pucharze Świata panie mają do zdobycia o wiele mniej nagród (…). W sezonie 2015/2016 zwycięzca PŚ mężczyzn Peter Prevc zarobił na skoczniach 248 800 franków szwajcarskich, zaś Sara Takanashi – triumfatorka PŚ kobiet – jedynie 48 300 franków. Różnica to bagatela 200 000, a warto zaznaczyć, że Takanashi całkowicie zdominowała poprzedni sezon”.

Segregacja w sporcie ze względu na płeć wciąż ma się dobrze.

W raporcie polskiego RPO z 2019 roku cytowane są wyniki badań, które dowodzą, że dominująca pozycja mężczyzn w sporcie uwarunkowana jest kulturowo.

„Aktywność taka jest tradycyjnie wiązana z cechami postrzeganymi jako męskie – siłą fizyczną, odpornością, szybkością, gotowością do współzawodnictwa i konfrontacji. Te stereotypowe przekonania wciąż negatywnie oddziałują na sytuację dziewcząt i kobiet w sporcie. Np. chłopcy i mężczyźni stanowią 94,2% ćwiczących piłkę nożną w Polsce; dziewcząt i kobiet jest tylko 5,8%. Stanowią zaś one 53,8% ćwiczących piłkę siatkową i ponad 40% ćwiczących sporty zimowe i wodne”.

Niedziwne więc, że ruch emancypacyjny i równościowy rozkręca się w komercyjnej sportowej machinie.

Niedawno głośnym echem w mediach rozniosła się akcja norweskich zawodniczek, biorących udział w mistrzostwach Europy w piłce ręcznej plażowej kobiet w bułgarskiej Warnie. Norweżki w rozgrywce o trzecie miejsce w turnieju z Hiszpankami, zamiast w kusych majtkach, jak nakazywały przepisy, postanowiły wystąpić w szortach, które nie odkrywały pośladków. Za nieregulaminowy strój EHF (European Handball Federation) ukarała je grzywną w wysokości 1500 euro – po 150 euro na głowę.

„Jestem dumna z Norweżek za protestowanie przeciwko bardzo seksistowskim zasadom dotyczących ich ubioru. EHF powinna zostać ukarana za seksizm. Brawo dla Was, drogie Panie. Chętnie zapłacę za Was grzywnę. Tak trzymać”– zabrała głos po tym wydarzeniu amerykańska piosenkarka Pink (Alecia Beth Moore).

Ale sportowcy i sportowczynie wychodzą też poza tę całą sportową bańkę i wskazują na rozmaite formy dyskryminacji i nierówności poza nią.

Coming out

Na facebookowym profilu magazynu Replika poświęconym społeczności LGBTQiA od początku tegorocznych igrzysk w Tokio można śledzić newsy o kolejnych olimpijskich wyoutowaniach. Oczywiście sensacją są coming outy polskich sportsmenek czy może raczej sportowczyń, bo to Polska ma wciąż z kwestią orientacji seksualnej niemały zgryz i to u nas wiadomość o tym, że ktoś ma partnera tej samej płci urasta do rozmiarów obyczajowego i narodowego skandalu.

To dlatego takie gesty, jak ten polskiej wioślarki Katarzyny Zillmann, która wraz z Marią Sajdak, Martą Wieliczko i Agnieszką Kobus zdobyły srebro w czwórce podwójnej, przynosząc pierwszy medal dla polskiej reprezentacji w Tokio, nabierają niebagatelnego znaczenia.

Zillmann na antenie TVP, uznawanej za telewizję reżimową, zwalczającą osoby LGBT+, otwarcie pozdrowiła i podziękowała za wsparcie swojej dziewczynie Julii Walczak.

Tym samym, jak uznała Replika: „Stała się trzecią polską wyoutowaną sportowczynią w Tokio – razem z Aleksandrą Jarmolińską (strzelectwo) oraz razem z żeglarką Jolą Ogar-Hill”.

Choć może wyoutowanie w wypadku Zillmann to zbyt wiele powiedziane, bo przecież wioślarka już wcześniej brała udział w akcji „Sport przeciwko homofobii”, więc zasadniczo ze swoją orientacją nigdy się nie kryła.

Tak czy inaczej tego typu „podkreślenia”, nienatrętne, ale jasne deklaracje ludzi sportu, jakie podczas tegorocznej olimpiady dają polskie zawodniczki to ważny krok w stronę społecznego zaangażowania. Wykorzystania komercji do tego, by służyła ona budowaniu ogólnoludzkich wartości.

Sportowcy i sportowczynie mówią tym samym niejako: „Uprawiamy sport. To nasz zawód. Ale przede wszystkim jesteśmy ludźmi”.

Człowieczeństwo

Niewątpliwie jednak najjaskrawszym symbolem tego, o czym część cywilizowanego, bogatego świata nie chce mówić, czego nie chce widzieć i co najchętniej zamiotłaby pod dywan, pławiąc się w hedonistycznych rozrywkach, jest stworzona w 2016 roku, a teraz występująca na olimpiadzie po raz drugi, Reprezentacja Uchodźców. Ona bardziej niż wszyscy inni rozproszeni po różnych dyscyplinach i reprezentacjach narodowych pojedynczy sportowcy komunikuje światu, że za każdym sportowcem, za każdym uchodźcą, za każdym gejem czy lesbijką, kobietą czy mężczyzną, bezbarwnym czy kolorowym, wierzącym czy niewierzącym, stoi przede wszystkim człowiek.

A za każdym z ludzi, wchodzących w skład liczącej w tym roku już 29 zawodników drużyny uchodźców, kryje się wstrząsająca ludzka historia:

Yusry Mardini z Damaszku, która w czasie wojny domowej w Syrii straciła dom i jako 17-latka musiała uciekać z kraju, a przeprawiając się zepsutym pontonem z 20 innymi uchodźcami z Turcji do Grecji, ratowała siebie i innych przez trzy godziny pchając go w wodzie siłą własnych mięśni, aby wszyscy bezpiecznie dotarli do brzegu.

Kimii Alizadeh z Karaju w Iranie, która od siódmego roku życia zaczęła trenować taekwondo, marząc o „życiu innym życiem” niż to, jakie fundował jej kraj kobietom. I która po wolność sięgnęła w 2020 roku, uciekając ze swojego kraju i nazywając siebie „jedną z milionów uciskanych i traktowanych jak narzędzia irańskich kobiet”.

Popole’a Misengi, znalezionego w dżungli, po której błąkał się samotnie ponad osiem dni, gdy w wojnie domowej w Demokratycznej Republice Konga stracił rodzinę.  W sierocińcu, gdzie potem go umieszczono, odnalazł coś, co jak mówi uratowało mu życie – judo.

– Kiedy jesteś dzieckiem, musisz mieć rodzinę, która da ci instrukcje, co masz robić, a ja takiej nie miałem. Judo pomogło mi, dając mi spokój, dyscyplinę, zaangażowanie – wszystko – powie po latach.

Choć również to judo najpierw mocno go zniewoli. Bo trenerzy w Kinszasie będą się nad nim znęcać, za słabe wyniki więzić w klatce i głodzić, nim podczas turnieju w Brazylii nie ucieknie i nie poprosi o azyl.

Reprezentacja Uchodźców to te i 26 innych postaci z dramatyczną przeszłością, dla których sport stał się przepustką do wolności.

Dla nas olimpiada to igrzyska, dla nich życie. Oni swoim życiem pokazują nam, siedzącym na trybunach czy przed telewizorami i kibicującym zwłaszcza swoim narodowym reprezentantom, że nie jest ważne skąd pochodzisz, pod jaką flagą występujesz, a także jaki wynik zdobędziesz. Najważniejsze jest człowieczeństwo: żyć, być wolnym i móc podążać za marzeniami.

Tej autorki: Masz talent? Lepiej się nie wychylaj

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Rozwód – kres złudzeń

– Wszyscy wkoło się rozwodzą! – dzieli się ze mną spostrzeżeniem koleżanka, której znajomi kolejno odkrywają, że jednak…
jak być uczciwym

I jak tu być uczciwym?

– Wszyscy kłamią – twierdził serialowy doktor House, zgrabnie dystansując się tym twierdzeniem od własnej nieuczciwości. Łatwo wytykać…
cisza, kominek, skarpetki, kubek

Zanurz się w ciemności i ciszy

Okres przedświąteczny nie sprzyja wyciszeniu… Zewsząd migoczące lampki, grające głośno kolędy i świąteczne przeboje, szał zakupów (nawet jeśli…

Trzy oblicza czasu

Odkąd pamiętam, byłam z czasem na wojnie. Deptał mi po piętach, poganiał, dyszał za plecami, że za wolno,…

Wojna?

Na ulicach, w mediach, w sieci wybrzmiewają obecnie hasła: „To jest wojna!”, „To rewolucja!”, a my w SiedemÓsmych…
depresja

Depresja – gdy życie traci sens

W głośnym wywiadzie z parą royalsów Megan Markle przyznała się do myśli samobójczych. W ostatnich dniach serwisy plotkarskie…