joga twarzy
© Adobe Stock

Olga Szemley o zabiegach pielęgnacyjnych, jodze twarzy i grzechach przeciw urodzie

90 udostępnień
89
0
1

Skąd w ogóle pomysł na zajęcie się tematem odmładzania twarzy?

Zaczęło się od tego, że w wieku dwudziestu kilku lat poszłam do kosmetyczki i tam dowiedziałam się, że mam cerę delikatną, jasną z piegami, czyli taką, która ma tendencję do tworzenia się na niej siateczek drobnych zmarszczek i szybkiego wysuszania się. Kosmetyczka postraszyła mnie wizją szybkiego starzenia się skóry na mojej twarzy i zaproponowała mi różne inwazyjne metody zatrzymania tego procesu, m.in. kazała iść zrobić botoks. Spanikowana poddałam się tym poradom. Po botoksie miałam bóle głowy, a potem jak szerzej poczytałam o jego skutkach ubocznych, to się przeraziłam. Później, a było to 16 lat temu, zaczęłam podróżować po świecie. Mieszkałam w siedmiu krajach na trzech kontynentach, a dodatkowo objeżdżałam inne części globu. Na początku pojechałam do Włoch. W Polsce zabiegi medycyny estetycznej nie były wtedy tak popularne, ale Włoszki regularnie już korzystały z jej bogatej oferty. Patrząc na tamte kobiety utwierdziłam się jednak w przekonaniu, że to nie moja bajka, że mnie bardziej pociąga to, co naturalne. Przemierzając kolejne kraje, takie jak Algieria, Indie (Azja mnie fascynowała) uczyłam się fantastycznych technik pielęgnacji urody, które na Zachód docierają dopiero dziś. Jako córka naukowców, mimo że wówczas w Europie nie było jeszcze boomu na naturalność, zaczęłam odkrywać i spisywać te poznawane zabiegi/metody i prowadzić regularne badania nad ich skutecznością, nie wiedząc jeszcze, co z nich wyniknie. Po prostu jeździłam i uczyłam się, np. trafiałam do małej wioski, gdzie jak słyszałam, jakaś lekarka szeptucha robi coś fantastycznego dla urody, nakłada takie i takie papki. Po dziewięciu latach tego typu podróży los rzucił mnie do Cambridge. Tam trwały właśnie szeroko zakrojone badania nad fizjologią i psychologią jogi, ale brakowało im materiałów dotyczących jogi twarzy i automasażu. Kiedy pokazałam, jakimi informacjami dysponuję, od razu przyjęto mnie do zespołu. Miałam wspaniałą okazję skorzystać z aparatury i doświadczenia innych naukowców i podzielić się zdobytą w trakcie własnych badań wiedzą. Dzięki temu powstała metoda Yogattractive.

Również w swojej książce Rytuały piękna… dzielisz się tą wiedzą zdobytą na pięciu kontynentach. Które z nich najbardziej Cię urzekły, przekonały, zaskoczyły?

Na przykład w krajach arabskich, takich jak Algieria, jest wspaniały rytuał hammamu. U nas w spa jest on wielce ograniczony, a tam stanowi długi proces. Algierki myją się czarnym mydłem, nakładają na ciało różne glinki, poddają się parówce, wielu różnym masażom. W Algierii poznałam sztukę uciskania różnych punktów w ciele, niwelujących np. ból głowy czy udrażniających zatoki. Skuteczne, naturalne sposoby redukcji napięć, bólu poprzez dotyk bez chemicznego obciążania organizmu.

A w Indiach, bo te wydają się mekką jogi?

Tam prym wiedzie ajurweda, czyli przebogaty system medyczny i kosmetyczny, praktykowany przez Hindusów od tysięcy lat. W Indiach masaż, także w formie automasażu, jest rzeczą powszechną, oczywistą, codzienną. Kobiety masują skórę głowy, swoje twarze, swoje dzieci. Nie ma matki, która nie masowałaby dzieci. Hinduski potrafią być zjawiskowo zadbane i to bez używania syntetycznych, chemicznych środków. Do pielęgnacji wykorzystują oleje, zioła i magię dotyku. Masaż ajurwedyjski jest cudowny, ale też joga jako system ruchowy stanowi część ajurwedy, promuje to, co obecnie i dla nas jest coraz bardziej oczywiste, a mianowicie że bez ruchu człowiek nie ma szans być zdrowym. W ramach jogi od wieków praktykowano również ćwiczenia twarzy i to nie tylko w związku z urodą. Cokolwiek robimy z twarzą, bezpośrednio działamy na mózg, na korę mózgową.

Jak jawi Ci się Zachód na tle wschodniego podejścia do dbania o ciało?

Nie wchodząc w kwestie ideologiczne, trzeba uwzględnić fakt, że filozofia i religijne podejście Zachodu przez wieki traktowały ciało jako coś, o co nie należy za bardzo dbać, bo mogłoby to stanowić przeszkodę w rozwoju duchowym. W Azji podejście jest holistyczne i jak dla mnie jedyne logiczne, czyli że ciało jest świątynią, wehikułem i dbając o nie rozwijam się dalej i głębiej.

W Polsce również powoli zwracamy wzrok w stronę rozmaitych praktyk ze Wschodu, zastanawiam się tylko czy joga twarzy też już się rozgościła?

Osobiście obserwuję u nas lawinowy wręcz wzrost zainteresowania tą metodą.

Niestety, Polki są bardzo krytyczne w stosunku do swoich twarzy. Zapewne niemały udział w tym mają media, lansujące zupełnie nierealny model piękna i dojrzałości. W efekcie wielu kobietom trudno zaakceptować, że piękno dojrzałe musi być inne od piękna 20- czy 30-latki. Można być przepiękną po 40., 50., 60. roku życia. Jednak jeśli nawet potrafimy się takimi dojrzałymi kobietami zachwycić, u siebie tropimy każdą oznakę wieku. Tymczasem pigułki na wieczną młodość prawdopodobnie nie wynajdzie nikt. Na swoich zajęciach z Polkami staram się poskromić ten ich ogromny samokrytycyzm. Pracujemy nad akceptacją dojrzałego piękna i dbaniem o nie, zamiast usilnymi staraniami powrotu do tego, do czego wrócić się nie da.

Czym się ten autokrytycyzm Polek przejawia, na jakie problemy z twarzami zwracają uwagę?

Spory problem dostrzegają w swoim owalu twarzy. Wiele uskarża się na zaciśniętą szczękę, na tzw. dolinę łez, na zwiotczenia, worki pod oczami, lwią zmarszczkę, problemy trądzikowe i duże przeładowanie cery chemią. Wydaje się, że mamy dziś w drogeriach specyfiki niemal na wszystko, tymczasem w wielu kremach, balsamach jest mnóstwo wypełniaczy, substancji poślizgowych, które dają idealną konsystencję, a niekoniecznie dużo składników aktywnych.

Czy proponowana przez ciebie metoda Yogattractive jest dla każdego?

Zdecydowanie tak. I nigdy nie jest na nią za późno. Na ćwiczenia Yogaattractive zgłasza się dużo kobiet 60- i 70-letnich. Moja najstarsza kursantka ma 83 lata. Jednak wyrabianie dobrych nawyków pielęgnacyjnych warto zacząć w młodym wieku. Azjatki już jako dziewczynki uczą się np. uspokajać mimikę, nie marszczyć czoła i przygotować skórę tak, żeby ta zachowała swój najlepszy stan jak najdłużej.

Yogęatracttive adresujemy do kobiet, ale na zajęciach tą metodą pojawia się także coraz więcej mężczyzn.

Gdybyś miała podać swoje top 5 w kwestii pielęgnacji urody, co byś umieściła na tej liście?

Regularny automasaż, 5–7 minut dziennie, najlepiej jeżykami do akupresury. One wchodzą bardzo głęboko i panie widzą to ujędrnienie skóry bardzo szybko, już w ciągu tygodnia. Cudowny jest również masaż lodem, którego jestem wielbicielką. Następnie, ćwiczenia na twarz. Znowu 5–7 minut. Trzecia rzecz to pielęgnacja – ja używam tylko substancji czynnych mieszanych w zagłębieniu dłoni, bo gotowe mieszanki musimy mocniej zakonserwować. Stosuję też suplementację eliksirem dla pięknej cery, który jest miksem wysokodawkowego europejskiego rybiego kolagenu. Choć jestem weganką, w przypadku kolagenu robię wyjątek.

Dlaczego?

Dlatego, że gdyby sproszkować naszą skórę i wyściółkę jelita, która jest kluczowa dla stanu skóry to kolagen stanowiłby aż 75 proc. składu. Około 35. roku życia produkcja naturalna kolagenu w ludzkim organizmie zwalnia, a po czterdziestce wręcz hamuje, co naturalnie skutkuje zwiotczeniem i osłabieniem skóry. Jeśli nie podamy tego, co potrzeba organizmowi do utrzymania zdrowia z zewnątrz, z pustego nie naleje. Kolagen służy jelitom i stawom. Połączony z siarką działa silnie przeciwzapalnie. Warto go też wspomagać cynkiem, biotyną (dla włosów), kwasem hialuronowym, kwasami omega-3, witaminami D oraz K2. Ten kompleks składników odżywczych (bez cukrów, sztucznych wypełniaczy itd.), stanowi klucz do właściwej pielęgnacji naszej skóry. Jeśli dodatkowo zadbamy jeszcze o odpowiedni poziom żelaza, a na koniec o ruch i zdrowe odżywianie, mamy w sumie wszystko, co potrzebne do profilaktyki zdrowotnej i pielęgnacji urody.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać