Nowe technologie można wykorzystać do czynienia dobra

1 udostępnień
1
0
0

– Odpowiedzialność społeczna, społeczna sprawiedliwość to nie jest coś, co możesz „załatwić” w weekend podpisaniem petycji online czy daniem lajka pod ważkim postem na Facebooku. To zadanie na całe życie – o istocie aktywizmu, aktywizmie w dobie nowych technologii, wolności słowa rozmawiamy z Esra’ą Al Shafei, bahrańską działaczką na rzecz praw człowieka i założycielką Majal.org, sieci platform cyfrowych, które wzmacniają głosy osób i grup marginalizowanych w świecie.

Izabela Marczak: Dlaczego zajęła się pani działalnością na rzecz praw człowieka, której celem jest dawanie głosu marginalizowanym?

Esra’a Al Shafei: Żyjąc w Bahrajnie (państwo wskazywane przez organizacje typu Amnesty International jako jedno z najbardziej łamiących prawa człowieka – red.), widziałam wiele niesprawiedliwości, szczególnie w stosunku do społeczności pracowników migracyjnych. I po prostu czułam odpowiedzialność, by o tym mówić, bo nie chciałam być współwinna tych nadużyć. Widziałam, jak ci ludzie są odczłowieczani, prześladowani, dyskryminowani, atakowani. Dlatego postanowiłam działać, dokumentować nadużycia i robić to w taki sposób, aby społeczeństwo nie mogło już przymknąć na nie oczu lub ich zignorować.

Chciałabym jednak podkreślić, że tu nie chodzi o dawanie komuś głosu. Ten głos każdy już ma. Głos i swoją historię. Chodzi raczej o to, by one zostały wzmocnione, zauważone, usłyszane.

Głos jakich marginalizowanych grup obecnie najbardziej potrzebuje wzmocnienia?

W regionie MENA (Middle East and North Africa; Bliski Wschód i Afryka Północna – red.) widzimy wiele zagrożeń dla społeczności LGBTQ+, na przykład. Szalona cenzura i inwigilacja uniemożliwiają ludziom dostęp do kluczowych informacji i wiedzy. Władze wielu z państw karzą ludzi takich jak my, działających na rzecz praw człowieka i wolności słowa. Karzą nas za tworzenie treści ujawniających prawdę, ale karzą też innych za samo wyszukiwanie tego typu informacji.

Niestety, w tej pracy coraz trudniej pozostać anonimowym. Działając na rzecz sprawiedliwości społecznej wielu z nas wiele ryzykuje. Z narażaniem życia włącznie.

Dlaczego wolność słowa jest tak ważna i co właściwie oznacza? Czy w wolności słowa zawiera się również przyzwolenie na hejt? W końcu niektórzy tak właśnie rozumieją ten termin – że w sieci, w mediach mogą mówić to, co myślą, bez żadnej cenzury.

Wolność słowa w rozumieniu organizacji, w której działam, oznacza w szczególności możliwość krytykowania władzy, rządu, ujawniania korupcji bez obawy o nasze życie.

Sądzę, że dostęp do takiej wolności jest znacznie ważniejszy niż na przykład kłótnia o to, czy usunięcie rasistowskiego komentarza z jakiegoś prywatnego fanpage’a na Facebooku to łamanie czyjegoś prawa do „wolności słowa”.

Poza tym każda platforma internetowa ma swoje Warunki świadczenia usług, w których określa, jakie treści są dla niej akceptowalne, a jakie nie. To prywatne firmy, a nie przestrzeń publiczna, gdzie możesz mówić, co chcesz, bez ponoszenia odpowiedzialności lub konsekwencji, w szczególności jeśli są to groźby lub niebezpieczna/oszczercza dezinformacja.

Możemy się skarżyć, że tak się dzieje, może nas to frustrować, możemy myśleć, że to okropne, że np. jakaś platforma usuwa post o sytuacji w Kurdystanie z powodu uprzedzeń, co często zdarza się np. na Facebooku, ale nadal ta prywatna organizacja ma do tego prawo.

Jeśli się nam to nie podoba, to by obejść tego typu trudności zawsze możemy tworzyć własne platformy, które będą działać na naszych zasadach, zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

Pracując od lat w mediach, wielokrotnie spotkałam się z sytuacją, gdy redakcja cenzurowała czyjąś wypowiedź, bo uznała, że będzie szkodliwa społecznie lub dlatego, że ta nie szła po linii poglądowej danego medium. Jak takie manipulowanie informacjami ma się do wolności słowa?

W dzisiejszych czasach to my – konsumenci – decydujemy o sile mediów. Możemy dać im władzę lub jej je pozbawić. Obecnie tyle rozmaitych rzeczy może kwalifikować się jako medium. Z tak wielu źródeł możemy czerpać informacje: z tweedów, z blogów, niezależnych platform internetowych typu Medium czy Substack, gdzie nie ma centralnego zarządzania. Rola „dużych mediów” nie jest więc obecnie tak znacząca jak wcześniej, a ich wpływy nie są już tak potężne, ponieważ konkurują z wieloma mniejszymi podmiotami informacyjnymi na rynku.

Dziś w zasadzie każdy z nas znajdzie w internecie jakąś przestrzeń dla siebie, daleką od głównych mediów, choćby kilka stron czy profili w social mediach spójnych z jego poglądami, ale także wspierających jego uprzedzenia i może się ich trzymać, nie jest skazany wyłącznie na jeden przekaz.

A jeśli ktoś nie chce być manipulowany, po prostu musi podchodzić do wszystkich informacji bardziej krytycznie. Weryfikować je. Nie jest jednak tak, że możemy wymusić na jakimś medium, by przestało manipulować. Po prostu szukajmy alternatyw.

Od dawna mówi się, że dostęp do informacji daje władzę. Nie ma pani jednak wrażenia, że dziś dostęp do informacji ma coraz więcej ludzi, ale władza z tym związana jest monopolizowana, zaś ludzi ilość informacji ogłupia?

Tak, przytłaczająca ilość danych, które każdy użytkownik musi przesiewać, zdecydowanie stanowi wyzwanie w dzisiejszym świecie. Choć weryfikacja informacji jest trudna, użytkownicy powinni wybierać i wspierać te miejsca, które stawiają na rzetelność.

I chociaż bardzo trudno jest o rzetelną weryfikację, na szczęście powstaje dziś wiele społeczności, które tropią nieprawidłowości, wyłapują błędy, nieścisłości, za pomocą nowych narzędzi weryfikują dane. Dużą rolę odgrywają w tym wszystkim projekty oparte na współpracy, takie jak np. Wikipedia.

Obecnie sieć przejęta przez wielkie korporacje decyduje o tym czy istniejesz, czy nie istniejesz w przestrzeni internetowej. Media, uzależnione od zysków z reklam, piszą pod dyktando reklamodawców, wielkie firmy internetowe konfigurują algorytmy tak, by zbierać coraz więcej danych o użytkownikach i promować jedynie wygodne dla swoich interesów informacje. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na wolność, na niezależność?

Myślę, że byłabym bardzo bogata, gdybym umiała odpowiedzieć na to pytanie (śmiech). To bardzo trudne, ponieważ mamy tu do czynienia ze strukturami wspieranymi przez miliardy dolarów. Możemy podejmować małe kroki, aby przejąć kontrolę nad własnymi historiami, głosami, platformami, ale nie możemy kontrolować tego, jak zachowuje się sieć w ogóle. Jedyne, co możemy zrobić, to przyczynić się do zdrowszej sieci, czyli budować alternatywne przestrzenie dla informacji, współpracy, budowania społeczności i tworzenia sieci, bez oddawania zbyt dużej władzy tylko niewielkiej części firm, które monopolizują nasze dane.

Jak zatem tworzyć bardziej wolne media?

Nie ma chyba jednej właściwej odpowiedzi na to pytanie. Odpowiedź zależna jest od wielu czynników, np. od tego, jak ludzie definiują słowo „wolny”, a pewnie każdy ma na ten temat nieco inne zdanie.

Dla mnie najważniejsze wydaje się to, by mieć wolność wyboru i pole do wyrażania siebie. Nie zawsze musisz używać do tego platform stworzonych przez innych. Buduj własne, twórz własne niszowe społeczności, nie dawaj się zastraszyć, że musisz stworzyć kolejnego Twittera. Nie potrzebujesz społeczności składającej się z setek milionów użytkowników, aby coś zmienić. Wręcz przeciwnie, czasami więcej możesz osiągnąć, działając w bezpośrednim otoczeniu, jeśli tworzysz małe społeczności, skupione wokół jasnego celu i wizji.

Jak użytkownicy internetu mogą wykorzystać dostęp do sieci, by wspierać dobre praktyki, np. działać na rzecz praw człowieka czy grup marginalizowanych?

To od użytkowników zależy, co, jak i ile zrobią. Możemy zachęcać ludzi do pozytywnych praktyk, ale ostatecznie to od nich zależy, czy poczują odpowiedzialność, by zabrać głos, czy wesprą już istniejące społeczności, by te nie czuły się przytłoczone i samotne. Wspierać można na różne sposoby. Można zapytać te organizacje, grupy, społeczności, użytkowników, jak pomóc im w działaniach na rzecz zmiany, by było bardziej sprawiedliwie, by czuli się bezpieczniej. Może przydadzą im się umiejętności, które posiadasz. Na przykład jeśli jesteś programistą, być może możesz wspierać narzędzia open source dla projektów związanych z bezpieczeństwem i prywatnością, jeśli jesteś dziennikarzem, możesz pisać o historiach, które domagają się ujawnienia, jeśli jesteś użytkownikiem sieci, możesz wspierać innych w zgłaszaniu nadużyć itp.

Czy użytkownicy sieci mogą mieć realny wpływ na zmianę świata?

Tak, absolutnie, ale wymaga to budowania prawdziwej społeczności, oddolnego poparcia i ciężkiej pracy. To nie jest tak łatwe, jak podpisanie petycji online i pójście dalej. Sprawiedliwość społeczna to zobowiązanie na całe życie, a nie coś, co ludzie mogą zrobić w weekend, pojedynczymi aktami. To codzienne organizowanie się z innymi, wspieranie innych, chronienie ich, rozwijanie i dzielenie się zasobami, wspieranie w zasięgu, pozyskiwanie nowych zwolenników i wiele więcej. Wszyscy możemy coś zrobić. Ale aby zobaczyć jakąkolwiek znaczącą zmianę, potrzeba silnej współpracy wielu osób.

Jak pani zdaniem technologie cyfrowe zmienią świat?

Technologie cyfrowe mają plusy i minusy, jak wszystko inne. Już dziś widzimy negatywne skutki tego rozwoju, jak technologia rozpoznawania twarzy, narzędzia do śledzenia, które służą inwigilacji, cenzurze i stopowaniu zmian. Ale nowe technologie mogą też być wykorzystane pozytywnie, wspierać efektywną współpracę ponad granicami – budowanie nowych narzędzi, tworzenie silnych społeczności, łączenie się z odpowiednimi zasobami i wiele więcej.

Musimy korzystać z nich odpowiedzialnie. Mając świadomość ich ograniczeń i tego, jakie zagrożenie mogą stanowić źle użyte. Dotyczy to zwłaszcza tego, czym dzielimy się online na platformach, które nie szanują naszych cyfrowych praw i godności.

O tym, jakie są najważniejsze wyzwania ludzkości oraz czym jest demokracja przeczytasz w wywiadzie z Małgorzatą Bonikowską TUTAJ

Esra’a Al Shafei – zasiada w Global Future Council on Human Rights and Technology na Światowym Forum Ekonomicznym oraz pełni funkcję Director’s Fellow w MIT Media Lab. Była Senior TED Fellow, Echoing Green Fellow i Shuttleworth Foundation Fellow. W 2017 roku została wybrana do Rady Powierniczej Fundacji Wikimedia, organizacji non profit, która jest gospodarzem Wikipedii. Wcześniej zasiadała w Radzie Dyrektorów Access Now, międzynarodowej organizacji non profit zajmującej się otwartym i bezpłatnym Internetem. 

Esra’a Al. Shafei jest laureatem Nagrody Berkmana, przyznanej przez Berkman Center for Internet and Society za wybitny wkład w Internet i jego wpływ na społeczeństwo w ciągu ostatniej dekady, Monaco Media Prize, która potwierdza innowacyjne zastosowania mediów do doskonalenia ludzkości i „Najodważniejsze środki przekazu” (nagroda od Free Press Unlimited). W 2014 roku otrzymała Human Rights Tulip Prize, przyznawaną corocznie przez holenderskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych organizacjom lub osobom, które w innowacyjny sposób wspierają prawa człowieka. Jest laureatką nagrody Global Trailblazer Award od Vital Voices w 2018 roku. W 2019 roku została wybrana jako Young Global Leader przez Światowe Forum Ekonomiczne oraz jako Young Leader przez Asia Society.

Z Esra’ą Al Shafei można się będzie spotkać podczas konferencji Masters&Robots (21–22 września).

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
żałoba

Jak poradzić sobie z żałobą?

„Jedynym sposobem na odnalezienie spokoju jest pozwolenie przeszłości na bycie przeszłością” – mawiała dr Elisabeth Kübler-Ross, autorka książki…