nomus krwawa patriotka
© NOMUS/Facebook, fot. Bogna Kociumbas

NOMUS – nowe życie sztuki współczesnej na Pomorzu

16 udostępnień
16
0
0

W Gdańsku brakowało muzeum sztuki współczesnej i otwarto właśnie jedyne na całym Pomorzu – NOMUS. Nowe podkreśla już neon na dachu obiektu – dzieło Elżbiety Jabłońskiej – symbolizujący „Nowe Życie”.

NOMUS to muzeum wyjątkowe z wielu powodów.

Po pierwsze dlatego, że znajduje się na terenie Stoczni Gdańskiej i powstało w bezpośrednim sąsiedztwie żyjących tam stoczniowców, w miejscu dawnej szkoły zawodowej. Od razu też weszło z mieszkańcami w dialog – poprzez śniadania na otwarcie i bezpośrednie nawiązania w pokazywanych dziełach do samej stoczni jako miejsca pracy, ale też jako metafory zmiany systemu.

Po drugie, to podatnicy są właścicielami dzieł sztuki, które tam się znajdują. Trzon kolekcji NOMUS-u stanowi Gdańska Kolekcja Sztuki Współczesnej, zgromadzona przez miasto i przekazana w depozyt Muzeum Narodowemu w Gdańsku od 2017 roku. Mało tego, co roku miasto Gdańsk ogłasza konkurs otwarty i każdy – czy to artysta, czy kolekcjoner – może zgłosić do niego swoje prace!

Po trzecie, NOMUS skupia się na sztuce po roku 1980, co odróżnia placówkę od np. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, które ma w swoich zbiorach prace powstałe dekady wcześniej.

I po czwarte, NOMUS jest działem Muzeum Narodowego w Gdańsku, ale ma własną siedzibę. Fakt, że jest częścią bardzo dużej instytucji powoduje, że dzieła sztuki traktowane są tu jako zbiory muzealne i podlegają szczególnym formom opracowania (naukowego i badawczego) – co w przypadku gdańskiej sceny artystycznej jest wspaniałą wiadomością, bo opracowań jest mało, a to środowisko z unikatową w skali kraju, wielowymiarową historią. 

Po piąte, NOMUS jest w posiadaniu wyjątkowo dużej kolekcji dzieł artystek, co nie jest bez znaczenia, bo nie ma w Polsce żadnego muzeum sztuki kobiet. Są plany, żeby powstało w Krakowie, jak na razie jednak to tylko plany. Za to NOMUS pokazuje obecnie rekordową wręcz liczbę prac utalentowanych artystek w ramach wystawy „Kolekcja w działaniu” (wystawa otwarta do 23 października 2022 roku) – część z nich mieszka i tworzy nad Bałtykiem.

Sztuka kobiet

„Kolekcję w działaniu” stworzyła Aneta Szyłak, pełnomocniczka i autorka koncepcji NOMUS Nowego Muzeum Sztuki, kuratorka i teoretyczka sztuki.

NOMUS ma ambicje stać się miejscem otwartym, w którym nie tylko pokazuje się sztukę współczesną czy edukuje, ale też zapewnia ciekawe miejsca do przebywania, tworzenia wokół tego miejsca wspólnoty. Kolejna praca, która od razu przykuwa wzrok na wejściu mieści się przy sali konferencyjnej – jest to długi neon autorstwa Anny Witkowskiej „Znajomi znad morza”, ofiarowany NOMUS przez Instytut Kultury Miejskiej, inną kultową placówkę kulturalną w Trójmieście.

Poniżej subiektywny wybór prac artystek prezentowanych na wystawie (w porządku alfabetycznym) ze wspomnieniami ich autorek z tworzenia prac. Zazwyczaj prace artystów oceniają krytycy sztuki – posłuchajmy dla odmiany samych autorek.

Wszystkie podchodzą krytycznie do spraw płci, ciała, konwenansów i opresji, a także kwestii przemijania i braku jako kategorii egzystencjalnej, odczuwanej szczególnie przez kobiety.

Zuzanna Janin

Pokolenia z lat 60. i 70. znają ją z kultowej telewizyjnej adaptacji „Szaleństwa Majki Skowron” Aleksandra Minkowskiego. Dziś Zuzanna Janin to jedna z najwybitniejszych polskich artystek.

– Rzeźba SHAME powstała w 2016 roku, przedstawia wielką kulę ze smołą pokrytą pierzem. „Smoła i pierze” to metoda kary, zawstydzania, wykluczania, piętnowania, znana od wieków.

Rzeźba SHAME powstała w czasie, który był kumulacją mojego borykania się z patologiczną sytuacją życia. Życia, w którym czułam się uwięziona w niemocy, jak w toczącej się niekontrolowanie kuli, na której oblepiała się przemoc, zawstydzanie, krzywda i ból, ale także szerszej obserwacji tego, w czym tkwimy globalnie w kontekście narzędzi kontroli, szczególnie nad kobietami, mniejszościami, nienormatywnym wyglądem czy sposobem życia – mówi artystka. – Obserwacji opresji i patologii świata, a dokładnie tego, co jest obecnie krytycznie podważane, na drodze zbudowania nowoczesnej męskości, a co kiedyś wydawało się normą, czyli świata skrojonego na wygodę i potrzeby męskiego białego, dominatywnego mężczyzny, któremu przyznano kulturowe, ekonomiczne i społeczne, a nawet prawne pozycje dominacji. Jednym z narzędzi obrony słuszności tej dominacji (wątpliwej i w naturalny sposób kwestionowanej dziś) jest np. shaming, często zalegalizowany religią, obyczajem oraz łatwizną powtarzalności konserwatywnej narracji o relacjach międzyludzkich, pozycji jednostek i grup, czy generalnie ludzi na świecie. Kontrola i manipulacja uwidaczniają się nawet na platformach społecznościowych, choćby w historii Facebooka. Shaming jest formą i elementem przemocy.

Z jednej strony to bardzo intymna praca, osobiste doznanie shamingu w życiu prywatnym, na poziomie własnego życia domowego, ośmieszania, poniżania, lekceważenia i przemocy, ale z drugiej to obserwacja uniwersalnego, globalnego problemu wstydu, jako narzędzia eliminującego głos ofiar, represjonowanych, jako podpory ochrony sprawców przemocy. Robiłam też inne prace o wstydzie jak „Czerwona ze wstydu”, z tryptyku „Selfie”, w którym kolory czerwony, niebieski i czarny wizualizują i symbolizują filary systemowego wspierania przemocy i zagłuszania głosów ofiar, w tym Surwiwalek, czyli kobiet które doświadczyły przemocy domowej (do których należę). SHAME odnosi się do cybershamigu, bodyshamingu, raceshamingu, gendershamingu i wielu innych aspektów wstydu, stosowanego jako narzędzie władzy i dominacji.

SHAME jest też nazwą algorytmu, za pomocą którego można wykazać wyższy poziom świadomości społeczeństwa. Tej jego części, która ma większy dostęp do kultury. Ale i odwrotnie – za jego pomocą można też wykazać słabą świadomość społeczną, część z niskim dostępem do kultury. W tym aspekcie jest więc to praca kontestująca, a sprzeciw, krytyka to także jedno z najważniejszych zadań sztuki i muzeum. Dlatego wspaniale, że znalazła się ona na wystawie otwierającej NOMUS – mówi Zuzanna Janin.

Kolejna praca artystki „Przepowiednia z przyszłości . Notatki z seansu spirytystycznego, który odbył się 1.11.1917 w Warszawie”(2017 r.) bazuje na pamięci o dokumentach, które autorka odnalazła po śmierci ciotki w jej pełnym zabytkowych rzeczy mieszkaniu na Mokotowskiej w Warszawie.

– Były to pożółkłe kartki papieru zapisane maczkiem przez moją ciotkę Stefanię Czarnecką Kloss, (portretowaną przez samego Brunona Schulza – co odkryłam dopiero później!), w czasie seansu spirytystycznego na początku XX wieku, w klasztorze w Laskach koło Warszawy – wspomina artystka. – Jedna z sióstr zakonnych była podobno mistyczką i medium. Zapis był apokaliptyczną przepowiednią przyszłości, wojen, zagrożeń, z odniesieniami do religii. Niestety po przeprowadzce do nowego domu plik kartek zaginął, dlatego postanowiłam go odtworzyć z pamięci, na papierze firmowym męża Stefanii – Juliusza Klossa, adwokata (postaci o tyle ciekawej, że z powodu numerus clausus na UW w Warszawie ukończył studia w Szwajcarii, gdzie zetknął się z bohemą lat 20. i 30. XX wieku w Zurychu).

W mojej pracy jednak treścią nie jest wizja wojen, ale cytaty wypowiedzi myślicieli, naukowców, poetów i artystów XX wieku, którzy tworzyli kulturę, filozofię i komentowali świat w XX i XXI wieku, tak więc są tu teksty Hanny Arendt, Susan Sontag, Marii Janion, Michaela Newmana czy Zofii Nałkowskiej, a także teksty piosenek Benjamina Clementine, Leonarda Cohena, Niny Simone, Dawida Bowie, ponadto hasła „Guerrilla Girls” czy „Żubrzyce Mówimy Nie” z plakatów i marszów protestacyjnych oraz autocytaty, wybrane z moich tekstów i wywiadów. Zapis „Przepowiedni z przyszłości” jest drukowany w „Hipotezach Awangardowych”, pod redakcją Anety Szyłak.

Całość ujęłam w formę wizualną podobną do zapamiętanego oryginału, w którym moja ciotka między „wizjami”, zapisywała także zachowanie medium, zmianę jej mimiki czy głosu. W mojej pracy w pewnym sensie przejmuję rolę medium, zapisując głosy, które wibrują wokół nas, choć są one różne od oryginału sprzed wieku, subwersywnie „wędrują” z przeszłości w przyszłość i z powrotem, ponieważ „Przepowiednia z przyszłości” nie jest apokaliptycznym zapisem zabobonu, strachu, wizji wojen i zagłady, ale kultury i myśli, czyli tego, co naprawdę kształtowało czasy nie-wojenne i powojenne w nauce i kulturze XX i XXI wieku.

Inne prace artystki, które obecnie można obejrzeć to „Solaris (Hommage a St. Lem)”, rzeźba z cegieł i skarpet na  nowej ekspozycji w Kolekcji XX i XXI wieku Muzeum Narodowego w Krakowie, „Pomiędzy. Matki i córki”, wideo na  wystawie „ Moja matka. moja córka/My Mother, My Daughter” w BWA Krosno oraz multiinstalację STUDENTKA/SHE-STUDENT w Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego.

Dorota Nieznalska

Znad bałtyckiego wybrzeża pochodzi Dorota Nieznalska, wybitna artystka, szeroko znana dzięki kuriozalnej, niemal 10-letniej batalii sądowej o pracę pt. „Pasja”, w której to rzekomo obraziła uczucia religijne (głównie prawicowych fanatyków). Na szczęście po prawomocnym wyroku sąd uznał, że nie doszło do obrażania innych osób.

Praca Nieznalskiej prezentowana w NOMUS to „Heimatvertriebene” (niem. wypędzeni z ziem ojczystych), której tematem jest uchodźstwo oraz cierpienie.

– Temat wypędzeń przerabiałam na kilka sposobów przez wiele lat, ta praca jest jedną z kilku – inne są w kolekcjach MOCAKA w Krakowie czy Pawilonu Czterech Kopuł we Wrocławiu – mówi artystka.

Jest to instalacja z wideo z 2014 roku.

– Oryginalne wewnętrzne drzwi „poniemieckie” pochodzą z terenów tzw. Ziem Odzyskanych. Zawsze kiedy montuję tę instalację, czuję wzruszenie. Tak było w Polsce, Niemczech, w Dreźnie – opowiada artystka. – Jednak w przypadku „Heimatvertriebene” wzruszenie jest większe, bo praca ta zawiera wątek osobisty. Moi Dziadkowie zostali wysiedleni w ramach Akcji „Wisła” na tereny tzw. Ziem Odzyskanych i chociaż to trochę inny wątek historii, bo rok 1947, to w zestawie drzwi z instalacji znajdują się jedne z ich domu, który zasiedlili po niemieckiej rodzinie. Dziadkowie zostali osiedleni w byłych Prusach Wschodnich (obecnie Warmia i Mazury).

Wzruszenie i emocje towarzyszą mi zawsze, kiedy mam kontakt z tą pracą, bo dotyczy ona przemocy, utraty domu/HEIMATU, przymusowej migracji.

Pod relacją z wystawy Nieznalskiej ktoś napisał na Facebooku: „I koło się zamyka – zajęli ich miejsce wypędzeni z ziem ojczystych…”. Dzisiejszy kontekst sprawia, że praca jest jeszcze bardziej poruszająca.

Na stronie artystki nieznalska.com można obejrzeć dwie ostatnie jej prace – „170 cm wzrostu”, które były inspirowane momentem ogłoszenia przez Lecha Wałęsę podpisania Porozumień Sierpniowych i formą upamiętnienia w ten sposób lidera Solidarności oraz „Patronki” – cierniowe tiary powstałe co prawda z inspiracji ubiegłorocznymi Czarnymi Marszami, lecz równie dobrze komentujące obecną sytuację kobiet w Polsce.

Anna Orbaczewska

W „Kolekcji w działaniu” znajduje siępraca „Bez tytułu(2021 r.) w formie pieca. Wykonany tradycyjną techniką majoliki piec grzeje dzięki nowoczesnej technologii. Z daleka pokrywają go piękne motywy, z bliska to, co przedstawiają malunki, szokuje.

– Dlaczego piec? Już malując na talerzach szukałam formy przekazu, który współgrałby z tematem związków, rodziny, hipokryzji i tabu, wszystkimi rzeczami zamiatanymi pod dywan – tłumaczy artystka. – W każdym mieszczańskim domu był zwykle obrus, serwis i… piec, który stojąc w centrum, symbolizował rodzinne ciepło, ognisko domowe.

Moje „niebieskie” talerze są inspirowane stylem fajansu holenderskiego i ten sam motyw biało-niebieski chciałam powielić na piecu, inspirując się rodzimymi obiektami obecnymi na Pomorzu. Piec jest czymś dużym, pokaźnym, nie da się go schować jak talerz do kredensu… trzeba go zobaczyć.

Wszystko udało się dzięki technice majoliki, której musiałam się nauczyć, żeby wykonać tę pracę i to też był bardzo ciekawy, ale niezwykle trudny proces twórczy. Mozolność tworzenia oddaje świetnie to, co chciałam przekazać – żeby powiedzieć coś trudnego, muszę się zebrać w sobie, a pochodzę z domu, w którym nie było otwartości na trudne tematy. W ogóle rodzina to dla mnie źródło i siły, i cierpienia. Piec ma grzać i wykrzyczeć to, czego nie jestem w stanie wyrazić słowami. Patrząc na kolejne kafle możemy odkrywać pokłady hipokryzji, jakie zalegają nasze domostwa, że jesteśmy w szponach konwenansów, jak sztywne i przemocowe są role kobiety i mężczyzny, co nas udupia, krzywdzi, wszystkie te pozy i nieprawdy.

Cały czas widzę jak działa wyparcie u ludzi… coś, co niewygodne, co wymaga reakcji, jeśli zostanie zauważone budzi wyparcie… płaczesz, a ktoś Ci mówi, że chyba pada deszcz. I dlatego szukam formy w swojej sztuce, która zmusi do widzenia.

Najnowszy cykl dzieł artystki można też oglądać na solowej wystawie „Pułapki i przynęty” w Centrum Sztuki Współczesnej ŁAŹNIA w Gdańsku do 9 stycznia 2022 roku. Artystka dotyka podobnych wątków, które przedstawione są na piecu w NOMUS, tu prezentuje jednak obrazy olejne i rysunki tuszem na papierze.

Warto przeczytać: Pani Kropka – najlepiej opłacana artystka na świecie

Katarzyna Swinarska

Praca „Dygresyjna tożsamość” (2016 r.) w reżyserii (i wykonaniu) Katarzyny Swinarskiej powstała jako jednorazowy performens dokamerowy zainspirowany postacią Olgi Boznańskiej, pierwszej słynnej polskiej malarki. Teraz jako wideo prezentowana jest w NOMUS.

– Nie jestem performerką i do stworzenia tej pracy potrzebowałam pretekstu, jakim okazała się rezydencja artystyczna Anny Baumgart w Sopocie, podczas której artystka realizowała film o sopockich artystach i każdą/każdego prosiła o wykonanie własnego performensu do filmu „Ciemna materia sztuki” – wyjaśnia artystka. – To była dla mnie okazja, żeby zmierzyć się z problemem, który prześladował mnie od pewnego czasu. Mimo że regularnie realizuję prace wideo, uważam się za malarkę i bardzo cenię tę dziedzinę sztuki jako indywidualną ścieżkę rozwoju, jednak kiedyś było powodem drwin mojego najbliższego otoczenia.

Wyjściowym tematem był kostium Boznańskiej, a konkretnie długa, staroświecka suknia i biały fartuch, które nosiła w pracowni malarskiej. Wypożyczyłam suknię z teatru i zainscenizowałam w mieszkaniu sytuację przypominającą paryską pracownię artystki. Niepraktyczna, obfita suknia, która była przestarzałym strojem już wtedy, gdy fotografowano malarkę w pracowni, miała być pretekstem do zmierzenia się z problematyką starzenia się medium, jakim jest malarstwo.

Jednak obecność widzów w trakcie performensu i narastające napięcie sprowokowały mnie do rozważań dotyczących cielesności i agresywnego, oceniającego spojrzenia. Monolog był całkowicie improwizowany. Materiał został nakręcony przez Andrzeja Wojciechowskiego pod koniec 2014 roku, a zmontowałam go prawie rok później, dzięki historyczce sztuki Agacie Jakubowskiej, która zainteresowała się moją koncepcją wcielania się w role artystek, obecną też w pracy doktorskiej.

Wideo artystki pt. „Niewinne kolonie” będzie pokazywane na wystawie „Niewidoczne. Historie warszawskich służących” w Muzeum Warszawy od 18 listopada 2021 roku do 20 marca 2022 roku.

Agata Zbylut

„Kawiorowa Patriotka” (2014 r.) to wielka suknia balowa, uszyta z szalików kibiców reprezentacji Polski.

– Pomyślałam o nieobecności kobiet jako liderek marszów niepodległości i na stadionach. Wszędzie tam, gdzie wspólne świętowanie zostało zastąpione przez rozróbę, chamstwo, przemoc. Gdy zastanawiałam się, jak ma wyglądać moja praca, wpisałam w wyszukiwarkę: „najpiękniejsza suknia świata”. Jej krój jest klasyczny, zachowawczy, a wręcz konserwatywny. Taki miał być, tak jakby za tą konserwatywną formą stała zapomniana matriarchalna tradycja kobiecych przywódczyń. Tradycyjna forma wymyka się też nacjonalistycznemu hejtowi, bo kto odważyłby się skrytykować kostium patriotycznej księżniczki, która upycha się w rozmiar 34? – wspomina swoją pracę artystka. – Użycie biało-czerwonych szalików ma też znaczenie w kontekście tego, jak w ostatnich latach kojarzą nam się barwy narodowe. Zostały zawłaszczone przez nacjonalistów i coraz rzadziej pojawiały się na marszach organizowanych przez lewą stronę. Miałam wrażenie, że czujemy się z nimi coraz gorzej, że kojarzą się z absolutnym brakiem współodczuwania, z przemocą wobec osób LGBTQ+, osób uchodźczych czy szacunku dla świata zwierząt. Nie zgadzam się na to, aby całkowicie zawładnęli nimi nacjonaliści. Wydaje mi się, że suknia spełniła moje oczekiwania. Zanim znalazła się w kolekcji NOMUS, była pokazywana kilka razy m.in. w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, a później w poznańskim Arsenale. Po każdym pokazie znajdowałam w social mediach zdjęcia osób, które za nią pozowały i ustawiając się za nią dodawały jej swoją twarz. A słowo „kawiorowa” znalazło się w tytule po tym, gdy usłyszałam jak jeden z posłów nazwał „kawiorową feministką” starszą koleżankę, gdy wyprzedziła go w staraniach o stanowisko polityczne. Oczywiście miało to pejoratywny wydźwięk, oznaczało, że kobieta ta nie należy do tzw. zwykłych kobiet. Mężczyźni często nas w ten sposób dyskredytują, gloryfikując mityczne „zwykłe kobiety” i stawiając nas jako ich przeciwieństwo, przeciwieństwo kobiet, które zostają w domach i ułatwiają swoim mężom budowanie karier, zapominając o własnych potrzebach i ambicjach.

W najbliższym czasie prace Agaty Zbylut będzie można zobaczyć m. in. na Play Poland Film Festiwal w Edynburgu od 11 do 25 listopada 2021 roku („Pamiętaj o obietnicy lepszego jutra”) i na webinarium PHOTO IS:RAEL 20.11 o 20.30, 9th International Photography Festival w Tel Avivie (Pańcia) – obie prace będą dostępne online.

Agata Zbylut jest również wykładowczynią akademicką i jako wykładowczyni sztuki na Akademii Sztuki w Szczecinie tak tłumaczy znaczenie kobiecej kolekcji w NOMUS:

– Powstawanie instytucji kultury i kolekcji, które traktują sztukę jako narzędzie edukacji, dialogu, pogłębiania wrażliwości i współodczuwania jest niezwykle ważne. Artystki i artyści konfrontują nas z tym, czego czasem nie chcemy widzieć, a czasem po prostu nie umiemy zobaczyć, nazwać, rozpoznać. Bardzo ważne jest również to, że NOMUS koncentruje się na sztuce współczesnej, opowiada historie, które dzieją się tu i teraz, które nas bezpośrednio dotyczą. I podczas gdy rządy konserwatywne, autorytarne, totalitarne zazwyczaj odwołują się do swojej domniemanej wielkiej historii lub świetlanej przyszłości, to tylko rozmowa o tym, co dookoła nas daje nam możliwość prowadzenia prawdziwego dialogu, który ma szansę rozwiązywać nasze realne problemy.

Sztuka współczesna jest bogata wizualnie, niczym w kalejdoskopie pokazuje, jak zmieniały się środki wyrazu po 1980 roku. Jest też niepokojąca. Wyzwala emocje, których do końca nie da się wyrazić – muszą być uzupełnione intelektualnym dyskursem. Dlatego bardzo cieszy, że NOMUS jest w gruncie rzeczy placówką muzealną – dzieła pod jego dachem z pewnością przetrwają, jeśli nie na wystawie, to na pewno w postaci opracowań naukowych.

PS. Oprócz „Kolekcji w działaniu”, w NOMUS otwarto również kosmopolityczną wystawę twórczości irackich Kurdów zatytułowaną „Niech poprzedza cię płomień”.

Tej autorki: Hokusai w Krakowie

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

7 obrazów Anny Bilińskiej

W warszawskim Muzeum Narodowym możemy podziwiać wystawę „Artystka. Anna Bilińska 1854–1893”. Kuratorkami wystawy są Renata Higersberger i Agnieszka…

Banksy – anonimowy geniusz

Trudno chyba znaleźć osobę, która nie słyszała o Banksym – Brytyjczyku niezwykle trafnie interpretującym otaczającą nas rzeczywistość, komentującym…
tsunami hokusai

Hokusai w Krakowie

Nie lada gratka dla miłośników japońskich drzeworytów. W krakowskim Muzeum Narodowym otwarto wystawę czasową „Hokusai. Wędrując…”, na której…