© Adobe Stock

Nie każdy może zostać asystentką, nie każdy menadżerem

18 udostępnień
18
0
0
Chyba wszyscy znamy hollywoodzki obraz człowieka sukcesu. Człowiek sukcesu to: prezes, dyrektor lub menadżer. Ale asystentka?

Personel wyższego szczebla – zabiegany, wiecznie z telefonem w dłoni. Biedacy mają tyle pracy. Filmy obfitują w sceny, gdzie „człowiek sukcesu” kroczy żwawo korytarzem, za nim ledwie nadąża jego asystentka, notując wydawane polecenia bądź odczytując plan dnia, nierzadko też słucha obelg lub dostaje rykoszetem, bo szef ma zły dzień albo jest zwyczajnie kapryśny. Klasyk. Cóż, ciężko od twórców w Hollywood oczekiwać, że pokażą świat korporacji takim, jaki on jest. W końcu twórcy Hollywood pracują w Hollywood.

Z pewnością w jednej kwestii mają jednak rację. Gdy ten rajd po korytarzu z asystentką się skończy, zazwyczaj szef zatrzaskuje za sobą drzwi i tyle go widzieli. Jak często można zobaczyć prezesa przechadzającego się po korytarzu?

– Czym się zajmujesz?
– Jestem najważniejszą osobą w biurze.
– Czyli kim?
– Asystentką prezesa.

Firma firmie nierówna, prezes prezesowi także. Nie chodzi tutaj o przeprowadzenie rzetelnej analizy dynamiki relacji między szeroko rozumianym szefostwem i szeroko rozumianą resztą świata. Spróbujmy jednak obalić mit menadżera jako synonimu sukcesu.

Kierownik brzmi dumnie

Gdy ciocia pyta podczas wigilijnej kolacji: „A czym ty się, Zbysiu, zajmujesz?” Chciałoby się odpowiedzieć „Jestem kierownikiem, ciociu”. O, kierownik. Ten to coś osiągnął. Czym i kim kieruje, nieistotne. Jak kieruje? Nieważne. Za ile? Nie wypada pytać. Gdyby odpowiedzieć cioci, że jest się testerem gier komputerowych, właścicielem firmy prowadzącej social media albo instruktorem jogi online – ciocia nie zrozumie. A już na pewno nie opowie koleżankom, że Zbyszek to człowiek sukcesu. Podczas gdy nasz Zbyszek:

  • Ma własny biznes.
  • Jest osobą przedsiębiorczą.
  • Zarabia więcej niż niejeden kierownik w niejednej korporacji.
  • Robi to, co kocha.
  • Tu można wpisać inne korzyści Zbyszka z tego, że nie jest menadżerem: ………………..

Duża część osób urodzonych w latach 80. i 90. XX w. została wychowana na typowe korpo-trybiki. Rodzice kazali uczyć się dużo, pracować ciężko. Skończyć studia, najwięcej studiów, ile się da. Pokazać dyplom na rozmowie kwalifikacyjnej i dostać dobrą pracę. Potem już tylko wystarczy robić to, co się robi i czekać, aż sztabki złota zaczną sypać się na głowę z sufitu.

Niejeden taką sztabką złota dostał w głowę i wie, że może być to bardzo bolesne. Pamiętacie, co mama mówiła? Że jak nie będziesz się uczyć, to:

  1. Nie dostaniesz się na studia.
  2. Będziesz myć kible w pociągach.
  3. Będziesz zamiatać ulice.

O ile mycie publicznych toalet faktycznie wydaje się dość zniechęcające, to już groźba niepójścia na studia sama w sobie może się okazać trochę… pusta w środku. Bo gdzie jest napisane, że uczeń szkoły podstawowej marzy o tym, by pójść na studia? On raczej marzy, by zostać policjantem. Albo księżniczką. Niektóre dzieci, gotowe podważać serwowane im prawdy, mogą być zdumione tym, że jedyna praca dla ludzi bez edukacji to zamiatanie ulicy. Możliwe, że ich rodzice nie mieli wyższego wykształcenia, a mimo to posiadali inne, nierzadko ciekawe zajęcia. Może to zamiatanie ulicy to jest coś, co mamy wymyślają, żeby straszyć dzieci? Jak ta słynna „pani”, która „zabierze cię, jak będziesz niegrzeczny”.

W świecie, który oczekuje od tak zwanej „ogarniętej osoby”, że ta zostanie kierownikiem, żeby mama wreszcie była dumna, powstały pasje. Wszystko to, co rzeczywiście kochało się robić, w końcu robić było można, ale jedynie pod przykrywką tychże i w dodatku za darmo.

I tak wiele talentów nie doczekało się własnego biznesu, bo kto by żył z fotografowania? A spróbujmy przypomnieć sobie tego pana, który przychodził do szkoły i robił dzieciom zdjęcia. On żył z fotografowania. Nauczycielki nie wytykały go wszak palcami i nie mówiły „Patrzcie, dzieci, jak nie będziecie się uczyć, skończycie jak on!”.

Lider – to dopiero fucha!

A skoro już mowa o talentach. Bycie liderem (dobrym liderem) – to dopiero jest talent! Mimo to oczekuje się, że każdy go posiadł. Co więcej – typowa „podręcznikowa” ścieżka kariery wygląda tak, że najpierw jest się specjalistą w jakiejś dziedzinie (jak już skończy się studia i skończy mrzonki o karierze fotografa). Następnie, gdy specjalista spisuje się dobrze i dostarcza wyniki, nie zostaje nic innego, jak mianować go menadżerem. Niestety, ta ścieżka pochodzi z nieaktualnego podręcznika. To błędne założenie, że dobry specjalista będzie dobrym kierownikiem, zaprowadziło niejedną firmę w niebezpieczne rejony. A niejednego specjalistę zniechęciło raz na zawsze do zawodu, który przecież lubił. Jak to możliwe?

Otóż bycie specjalistą, dajmy na to, w programowaniu, to zupełnie inny talent niż bycie liderem. Zdarzają się i tacy, którzy posiedli oba talenty. Chwała im za to. Jednak albo jest się kierownikiem, albo jest się programistą. Albo pracuje się na dwa etaty.

Wiele firm w swoich ścieżkach kariery i innych formach wsparcia rozwoju pracownika gloryfikuje rolę menadżera, namawiając młodych pracowników, by dążyli w tym kierunku, choćby nie wiem co. Przecież w hollywoodzkich filmach menadżerowie mają fajne samochody. A kto chce wiecznie dojeżdżać do pracy na hulajnodze? Lideromania – taki kierunek może okazać się szkodliwy nie tylko dla naszego Zbyszka, ale także dla całej organizacji. Istnieją firmy, w których więcej niż połowa zatrudnionych pracowników nosi dumne słowo „manager” w nazwie stanowiska. Zastanawiające, kim zarządzają? Chciałoby się tutaj przywołać Króla z „Małego Księcia”, rządzącego planetą, której był jedynym mieszkańcem.

A gdyby tak zachęcać specjalistów, by byli coraz lepsi w swojej pracy? A gdyby pomóc im rozwijać już posiadane skile, tak by stali się prawdziwymi mózgami i byli w stanie zrobić dla nas dużo więcej? A gdyby najlepszego specjalistę w naszym dziale, który ma świetne podejście do ludzi i nie boi się wystąpień publicznych, poprosić, aby przedstawił prezesowi nasz projekt? (Zamiast kierownika, który duka jak potłuczony i zanudza słuchaczy). A gdyby tak wybrać spośród specjalistów kogoś, kto doskonale potrafi wytłumaczyć, czym się zajmujemy i tę osobę uczynić odpowiedzialną za szkolenie nowych pracowników? Dróg jest wiele, warunek tylko jeden – trzeba dostrzec w ludziach ich prawdziwy talent. Aha, i zapłacić mu za ten talent.

– Znacie może kogoś ogarniętego w tym dziale?
– Ja znam menadżera.
– Gdybym potrzebowała menadżera, to bym spytała o menadżera, a ja potrzebuję kogoś ogarniętego.

Doceńmy różnorodność

Czy ktoś widział kiedyś menadżera, który używa kserokopiarki? Nie. Ciekawe dlaczego? Bo nie potrafi. Jesteśmy tacy pięknie różnorodni. Jedni z nas bez problemu konfigurują ustawienia w smartfonie, a drudzy potrafią stworzyć wieloletnią strategię dla organizacji. Jedni wiedzą, jak skomponować smaczne menu na wigilijnego śledzika, drudzy wiedzą jak zmanipulować budżetem, by na to menu wystarczyło pieniędzy. Dlaczego nie chcemy dostrzegać, że wszystkie te talenty są cenne?

Każdy szanujący się dyrektor ma asystentkę. Właśnie dlatego, że organizacja potrzebuje osób, które są operatywne, zorganizowane, potrafią budować relacje, gasić pożary i przede wszystkim mają „to coś”. Co to jest? To szósty zmysł, magiczna moc, kombinacja predyspozycji i cech charakteru, które sprawiają, że ta osoba jest stworzona, by być asystentką. Dobry asystent to prawdziwy skarb.

Gdyby firmę porównać do małego amerykańskiego miasteczka z komiksu, gdzie rolę burmistrza gra prezes, rolę szeryfa policji – dyrektor finansowy, to w tym świecie asystentka jest superbohaterem. Działa trochę w ukryciu, dyskretnie ratuje świat i wyciąga innych z opresji, a do tego ciepło się uśmiecha. Niestety, nie zawsze może liczyć na chwałę i pieniądze. Świat postanowił uznać ten zawód za coś przejściowego między studiami a „poważną pracą” lub pierwszy etap jakiejś dłuższej drogi. Podczas gdy dużo dobrego osiągnęlibyśmy, doceniając unikalne umiejętności wymagane do tego zajęcia, a także worek korzyści, które niosą. Co za strata, gdy na stanowisku księgowej lub dyrektora kreatywnego marnuje się osoba wręcz stworzona, by być asystentką! Ale biorąc pod uwagę średnie zarobki asystentów, trudno się dziwić, że szukają szczęścia (a przynajmniej pieniędzy…) gdzie indziej.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Asystentka – fach nie dla każdego

Piastuję stanowiska asystenckie przeszło 15 lat. Byłam asystentką biura, asystentką specjalistów, dyrektorów i prezesów. W tym czasie objęłam…

Na DESKterze online

Pracując z domu warto zadbać o ergonomiczny sprzęt, dzięki któremu pozycja siedząca przy komputerze nie wpędzi nas w…