czuła przewodniczka

Natalia de Barbaro – Czuła przewodniczka

28 udostępnień
28
0
0

Męczennica jest typem wyjątkowo dobrze rozwijającym się w Polsce. Poświęcić się, dać z siebie wszystko, a nawet więcej – to motyw przewodni Męczennicy. Pracuje ponad siły dla innych, celując zwłaszcza w tych, którzy wcale nie zgłaszali, że potrzebują jakiegoś wsparcia. Owi inni stają się dla niej całym światem, a kiedy ten „świat” znika, odrzuca jej wsparcie lub proponuje, by zajęła się sobą, życie traci dla niej sens.

Poradnik dla kobiet, które pragną zmian znajdziesz TUTAJ

Według de Barbaro w domu, szkole, kościele jest częstokroć więcej zgody na kobietę, która ratuje innych, niż taką, która stając po swojej stronie, ratuje siebie. Ten schemat powtarzany jest przez pokolenia, trudno go przerwać, bo z czasem staje się tradycją. Wiele kobiet nie widzi innej drogi niż rola Męczennicy. Rola to o tyle kusząca, że daje możliwość lub przynajmniej poczucie kontroli nad bliskimi. Tyle że kontrola ta oparta jest na wzbudzaniu w innych poczucia winy, na serwowaniu im niechcianych prezentów w postaci własnego samopoświęcania się. Obdarowywani przez Męczennicę są jak ludzie zmuszeni do spłacania kredytu, którego nawet nie wzięli, którego wziąć nie chcieli, a i tak zmuszeni są spłacać od niego odsetki.

Nic nowego?

Zapewne wiele kobiet w charakterystykach poszczególnych typów rozpozna fragmenty siebie samej. To rozpoznanie, pewnie podobnie jak i mnie, uświadomi im, że gramy role, które wcale nam nie odpowiadają, pracujemy ponad siły i surowo oceniamy się za najmniejsze uchybienia. Umniejszamy się, uznajemy za mniej ważne, niezasługujące na miłość, uwagę czy szacunek.

Przeglądając opinie czytelniczek o książce de Barbaro zauważyłam, że wiele z nich czuło się poirytowanych nazwami „typów podstawowych”, zarzucało autorce uproszczenia czy wielokrotne tłumaczenie stawianych tez. Te, które od lat znajdują się na ścieżce samorozwoju czy zacieśniania komunikacji z własnymi potrzebami, denerwowały się, iż lektura nie wniosła do ich zasobów wiedzy nic odkrywczego.

– Ciekawe – pomyślałam ze smutkiem. – Tak bardzo koncentrujemy się na ewentualnych błędach, niedociągnięciach, że nie wystarcza już miejsca na wdzięczność. Inne kobiety (w tym wypadku de Barbaro) oceniamy surowo, bez sentymentów. Ścigamy się, pokazujemy swoją perfekcyjność czy bezwzględność. Zero delikatności, tak samo jak robimy to z samymi sobą. A przecież mogłybyśmy po prostu wziąć z tej książki dla siebie jakiś maleńki fragment, ciesząc się, że resztę już wiemy. Mogłybyśmy próbować zrozumieć, że wciąż są kobiety, którym potrzebna jest całość, wiedza od podstaw, bo dopiero wkraczają na drogę do zrozumienia siebie. Mogłybyśmy być dla siebie samych i siebie nawzajem czułymi przewodniczkami, ale my wciąż lecimy schematem – i trącimy jędzą.

Ja również nie przeczytałam u de Barbaro niczego, o czym bym nie wiedziała. Ale mnogość przykładów z życia innych kobiet, jakie autorka przytacza, sprawiła, że wszystko, co przeczytałam zyskało nowy sens.

Niby nie jest to odkrywcza lektura, a jednak potrafi wiele uświadomić. Co innego widzę w niej ja, co innego moje córki. Dla pokolenia moich rodziców zapewne byłaby wstrząsem, a nawet przewrotem.

Jak przekąska w fondue

Sama zabrałam z tej książki miniopowieść o pokoju.

Niemal 17 lat mieszkałam w sporym domu, z wieloma pomieszczeniami. Mimo tak dużej przestrzeni sama wraz z laptopem egzystowałam w jakimś dziwnym przykurczu na brzegu stołu, znajdującego się w drodze z kuchni, między jadalnią a schodami na górę do sypialni dzieci. Mogłam mieć swój własny, zamykany na klucz pokój, ale coś we mnie uznało, że jakieś tam pisanie, którym się zajmuję dorywczo, jest mało poważnym zajęciem. „Tak sobie tylko drobię tu w przysiadzie, zawsze w blokach startowych, gotowa na obsługę prawdziwego życia” – mówiłam całą swoją przez wiele lat pielęgnowaną postawą. I tak przeżyłam wszystkie te lata, wetknięta w kąt na skrzyżowaniu dróg między karmieniem a spokojnym snem mojej czwórki dzieci.

Na stronie 202 Czułej przewodniczki znalazłam taki fragment:

„Poza singielkami, których pokoje są siłą rzeczy własne, kobiety często przyjmują, że będą funkcjonować w przestrzeni wspólnej. (…) Kobiety anektują „kącik” – stolik w kuchni, biurko w salonie. (…) Jeśli nie będziesz mieć we własnym domu osobnej przestrzeni, pozwolisz się zanurzać we wspólnej rzeczywistości, jak przekąska w serowym fondue”.

– No bez przesady! – oburzyłam się. – Wcale się tak nie czuję!

Ale zaraz potem zobaczyłam zdanie na końcu następnej strony.

„Jeśli myślisz, że to nie o tobie, przywołaj uczucie, które pojawia się w tobie, kiedy zostajesz sama w domu”.

SAMA W DOMU! Odkąd pamiętam, to był moment ulgi, uspokojenia, poczucia bycia sobą, w kontakcie z własnymi myślami.

– Jednak jestem jak ta przekąska w fondue – uświadomiłam sobie.

Myślę, że każda z nas znajdzie w tej książce trochę siebie, a pewnie i swoją mamę, babcię, siostrę czy przyjaciółkę. Nawet jeśli my nie potrzebujemy tej pozycji tak bardzo, z pewnością mamy kogoś, kto akurat teraz potrzebuje czułego, pełnego zrozumienia przeprowadzenia przez proces odkrywania motywów, jakimi kierujemy się w życiu, poznawania podwalin naszych wyborów.

Wszystkim, którzy wolą słuchać niż czytać, polecam rozmowę Weroniki Wawrzkowicz z autorką Czułej przewodniczki na kanale Rozmawiam bo lubię.

Czule, z klasą i na temat.

Tej autorki: Płynąc przez las. Rzecz o leśnych terapiach

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
terapia ilona gajak

Kiedy i dlaczego warto skorzystać z pomocy terapeuty

Wiele osób, które mają problemy z radzeniem sobie z emocjami, ma opory przed skorzystaniem z fachowej pomocy. Ilona Gajak rozwiewa mity na temat psychoterapii i mówi, jaki cel można osiągnąć z pomocą terapeuty.