na przełaj statek na tle zachodzącego słońca
Grafika na podstawie “Na Przełaj”, 27.08.1989

„Na Przełaj” przez transformację

1 udostępnień
1
0
0

Przeglądając polski tygodnik dla młodzieży sprzed 30 lat, trudno nie odnieść wrażenia, że od obecnych czasopism dla młodych dzieli go intelektualna i moralna przepaść. Bynajmniej nie z korzyścią dla współczesności.

Moja podróż do przeszłości zaczęła się od chwili, gdy koleżanka odkryła na działce swojej babci dawne roczniki „Filipinki” i „Na Przełaj”. Egzemplarze pochodziły z lat 80. i 90. XX wieku, czyli z czasów sprzed internetu, mediów społecznościowych, elektronicznej poczty czy telefonów komórkowych. Chodziłam wtedy do liceum i zarówno dla mnie, jak i dla moich znajomych oba te magazyny stanowiły źródło wiedzy o świecie.

Przeglądałam je z wypiekami na twarzy, przypominając sobie, że lata przełomu dla młodych w Polsce z wielu powodów nie były łatwe, choć czasy to były barwne i ciekawe. Ludzie, którzy właśnie kończyli liceum – jeśli nie wybierali się na studia – starali się o pierwszą pracę. A szukanie pracy w czasach raczkującego kapitalizmu, w okresie upadających przedsiębiorstw państwowych, restrukturyzacji, narastającego bezrobocia (rekordowe miało ponad 20 proc.), galopującej inflacji połączonej ze zmianą systemu wyborczego i przetasowaniem na scenie politycznej, nierzadko było drogą przez mękę.

W „Na Przełaj” z 1991 roku znajduję właśnie rozmowę z ministrem pracy Michałem Bonim, która zaczyna się od pytania Czy bardziej niż ministrem pracy nie czuje się pan ministrem bezrobocia?

Dziwne to były czasy. Wystarczy wspomnieć, że w pierwszych wolnych wyborach prezydenckich z Lechem Wałęsą (!) konkurował nikomu nieznany Stan Tymiński, który twierdził, że wszędzie chodzi z teczką „pełną dolarów”.

„Na Przełaj” starało się tę całą dziwność „oswoić” młodym ludziom.

Czuj, czuj, czuwaj!

Z założenia „Na Przełaj” było pismem harcerskim (jego redakcja mieściła się w budynku Głównej Kwatery ZHP w Warszawie). Ukazywało się najpierw w 20-leciu międzywojennym, później wróciło w latach 60. i trwało aż do roku 1992. Jak na branżowe czasopismo dla harcerzy niewiele było w nim jednak o zbiórkach i hufcach. Oprócz rubryki „Czuwaj! Z Finką w dłoni” (i to nie w każdym numerze) stricte harcerstwu nie poświęcano wiele uwagi. Jeśli już ją poświęcano, to zastanawiano się w nim na przykład, na ile prawdziwe są intencje harcerzy, którzy palą świeczki na kwaterach powstańczych na Powązkach albo czy to dobrze, że pół wieku po wojnie dzieci nadal bawią się w „zabijanie Szwabów”; i czy to nie jest czasem wina harcerstwa właśnie.

Kompatybilna z „Na Przełaj” była działająca w tamtych czasach Rozgłośnia Harcerska (to tam debiutował Wojciech Mann). Rozgłośnia miała wtedy opinię medium lansującego alternatywę młodzieżową i co tydzień drukowała w „Na Przełaj” swoje listy przebojów.

Podobnie jak „Filipinka”, „Na Przełaj” było czasopismem interaktywnym jak tylko się dało w czasach zwykłej poczty i telefonów – kreowało miejsce dla młodych ludzi, żeby mogli wykazać się niemal w każdej dziedzinie: poetyckiej, fotograficznej czy muzycznej. Kultowe rubryki to:Klub Młodych Autorów”, „Klub Młodych Fotoreporterów” i „Koalang” – prezentująca teksty kapel punkowych. Czytelnicy i czytelniczki, których twórczość została opublikowana, stawali się członkami klubu, dla których organizowano np. zimowiska. Tygodnik organizował bądź współorganizował też festiwale piosenki i kultury alternatywnej oraz imprezy skierowane do miłośników twórczości poszczególnych autorów (np. słynna Stachuriada). Dla równowagi były też artykuły wyśmiewające Stachuriadę.

Może zainteresuje Cię: Poezja? A po co nam ona?

Kuźnia talentów

Na łamach „Na Przełaj” pierwsze kroki dziennikarskie stawiały takie postacie życia publicznego, jak: Eryk Mistewicz, Ewa Charkiewicz (ekonomistka, jedna z pierwszych promotorek ekologii i feminizmu), Jurek Owsiak (jeszcze jako organizator Letniej Zadymy w Środku Zimy i Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników), Mariusz Szczygieł, Wojciech Tochman, Marek Sierocki, Jacek Żakowski czy Jacek Szmidt, który dziś jest szefem magazynu „Twój Styl”, a w „Na Przełaj” głównie przybliżał czytelnikom upadek komunizmu. To właśnie w tym piśmie Tomasz Raczek wygrał konkurs na recenzję filmu i redakcja zamieściła jego zdjęcie na okładce w mundurku harcerskim, a potem zaprosiła do stałej współpracy w kąciku kulturalnym!

Od debiutu w „Na Przełaj” rozpoczęła się dziennikarska przygoda wielu uznanych dziś postaci świata mediów.

– „Na Przełaj” jeszcze przed przełomem 1989 roku było pismem niezwykle – jak na PRL – progresywnym – wspomina jedna z tych postaci, reporter Mariusz Szczygieł. – To tam pojawiały się wkładki z tekstami utworów niezależnych zespołów, które grały w Jarocinie („Koalang”). Tam w 1987 roku powstał młodzieżowy ruch ekologiczny „Wolę Być”. Tam po raz pierwszy w 1986 roku pisano szeroko na tematy społeczności LGBT (cykl „Rozgrzeszanie”). Tam w 1988 roku pojawił się pierwszy w polskiej prasie plakat informujący o niebezpiecznych zachowaniach, grożących zakażeniem HIV. Pamiętam też wywiad Beaty Prasałek z seksuologiem o zmianie płci pt. „Jakie życie, taka płeć”.

Wszystko to istniało dzięki bardzo otwartemu redaktorowi naczelnemu, który był… harcmistrzem ZHP. Nazywał się Jan Witkowicz. Był wtedy panem pod sześćdziesiątkę, ale jego zastępcami zostali bardzo młodzi dziennikarze: Jacek Szmidt i Wieńczysław Zaczek. Nie mieli jeszcze trzydziestki.

Na Przełaj – rozmowa z Wojciechem Mannem

Zacząłem pracę tam nie mając jeszcze dwudziestu lat – w 1986 roku i do wiosny 1990 roku, kiedy odszedłem do „Gazety Wyborczej” były to najpiękniejsze lata mojego życia. Do dzisiaj sporo osób mnie zagaduje albo pisze i wyznają, że wychowały się na „Na Przełaj”.

Zacząłem tam pisać jako licealista w 1983 roku, bo naczelny wymyślił dział „Tu Korespondent”, gdzie czytelniczki i czytelnicy przysyłali swoje pierwsze artykuły. Ja napisałem pierwszy tekst o tym, że w systemie szkolnym nie ma sprawiedliwości… I dostałem za to honorarium. Nagle byłem szesnastoletnim „dziennikarzem ze Złotoryi”. Już wiedziałem, że zdam na dziennikarstwo i muszę pracować w „Na Przełaj”.

Kilka lat po mnie w tej samej rubryce zadebiutował wybitny potem reporter Wojciech Tochman i zaraz po przyjeździe na studia do Warszawy – jak ja – zaczął pracę w „Na Przełaj”.

Ważko, inteligentnie, bez zadęcia

W tygodniku w rubrykach „W skrócie” i „Signum temporis” zawsze na wstępie prezentowano skrót wydarzeń z danego tygodnia, zupełnie jak w ówczesnych pismach dla dorosłych. Młodzież mogła się dowiedzieć z nich, kiedy np. Służba Bezpieczeństwa przeobraziła się w Urząd Ochrony Państwa, poczytać o zawiłościach prywatyzacji (w czasopiśmie dla harcerzy!) albo pośmiać się z dowcipów o święceniu giełdy przez księdza – jak większość z nas pamięta – wcześniej była to siedziba Komitetu Centralnego PZPR:

Ksiądz biskup w gmachu byłego KC??? Nic dziwnego, teraz to będzie świątynia pieniądza!

Również ton i poziom artykułów nie odstawał poziomem od tygodników dla dorosłych. W numerach z czasu przełomu możemy znaleźć reportaże na naprawdę wysokim poziomie prawie na każdy trudny czy kontrowersyjny temat, zarówno dotyczące kraju, jak i zagranicy.

Moją uwagę zwróciły szczególnie materiały o: stalinizmie w Polsce (!), żebractwie dzieci, księdzu drużynowym (prezentowanym jako anomalia), handlarzach narkotyków, pobycie w oflagu, o Arabach, o trudnym losie Wietnamczyków w Laosie, o masakrze na placu Tiananmen z Chin, o Czarnobylu, o światowym zjeździe młodzieży w Indiach, czy też o tym jak trudno jest być żydowską nastolatką w Polsce:

Gdy usłyszała w szkolnej szatni: „Żydom wstęp wzbroniony”, rozpłakała się i wybiegła ze szkoły.

W „Na Przełaj” prezentowano treści, które pokazywały jak po upadku komunizmu stopniowo tracimy państwo świeckie – prezentowana była walka o niewprowadzanie religii do szkół, relacjonowano demonstracje przeciwko restrykcyjnym projektom ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży (wcześniej była legalna z powodów społecznych). Żeby zasłużyć na miano medium obiektywnego (dziś byśmy powiedzieli, że było to w duchu symetryzmu), publikowano też apele katolickiej młodzieży, żeby wysłuchać ich argumentacji za zakazem aborcji w sekcji Hyde Park i wywiad z Markiem Jurkiem, posłem OKP, przeciwnikiem referendum w sprawie aborcji (Nie można czynić przedmiotem referendum kwestii dobra i zła).

Dziwne to były czasy. Nikogo nie dziwiło np., że Mietek Szcześniak wspominał, iż pierwsze wprawki jako wokalista miał na… pielgrzymkach. A z drugiej strony w tygodniku pojawiały się rozmowy takie, jak ta ze zmarłym rok temu Stanisławem Rymuszką, dziennikarzem i inicjatorem Stowarzyszenia na rzecz państwa neutralnego światopoglądowo „Neutrum”, w których rozmówca prognozuje: Religia w szkołach zostanie oraz Prawdopodobnie żądania kościoła zostaną spełnione (…) nie wierzę natomiast, by obecny Sejm (mowa o 1990 roku – przyp. red.) zatwierdził senacki projekt ustawy o karaniu za aborcję.

może Ci się spodobać
Aleksander Doba

Szerokiej drogi, Panie Aleksandrze!

Aleksander Doba… Rozmawiałam z nim zaledwie pięć tygodni temu. Zadzwoniłam do niego z pytaniem, czy udzieli mi wywiadu.…

Fortuna z sałaty

Trzeba mieć głowę na karku i smykałkę biznesową, żeby zbić fortunę na… uprawie sałaty.  Udało się to Arturowi…