Julia Mafalda
Julia Mafalda, fot. Agnieszka Sopel

Możemy więcej, niż nam się wydaje

19 udostępnień
19
0
0

Zaraża pozytywną energią. O wszystkim mówi tak, jakby nie było rzeczy niemożliwych. Marzy o tym, by świat był lepszy – Julia Mafalda, pomysłodawczyni międzynarodowego projektu Ethy (ekomapa świata i ekoedukacja), edukatorka, podróżująca dziennikarko-fotografka, człowiek orkiestra.

Marta Dudziak: Julia Mafalda – dziewczyna multizadaniowa?
Julia Mafalda:
Po prostu uważam, że dla chcącego nic trudnego. Wiadomo, zawsze jest ryzyko, że coś nam się nie uda, ale myślę, że ludzie mogą osiągać więcej, niż im się wydaje.

Skąd takie przekonanie?
Z doświadczenia, z obserwacji, z wychowania – podobnie myślały moja mama i babcia. W mojej rodzinie, w linii żeńskiej, kobiety od pokoleń są aktywne, potrafią robić różne rzeczy, są ciekawe tego, co nowe. A jak masz taką aktywną postawę, próbujesz różnych nowinek, eksperymentujesz, testujesz i zobaczysz, że coś ci całkiem nieźle wychodzi, to załapujesz bakcyla i się rozkręcasz.

W moim przypadku doprowadziło to do powstania projektu Ethy, w ramach którego połączyłam moją fascynację ekologią i szeroko pojętą naturoterapią, ze szczególnym uwzględnieniem aromaterapii. Poza tym od zawsze fotografuję, piszę teksty, a czasem nawet param się tłumaczeniem z kilku języków i pracą lektorską. Moje doświadczenie zawodowe związane z pracą w branży kreatywnej (fotografia, film, produkcja, publicystyka) nauczyło mnie pracy przy wielu różnych projektach w jednym czasie. Powstał taki oto człowiek orkiestra, co w jednoosobowej działalności, kiedy wiele rzeczy trzeba robić samemu, bardzo się przydaje.

reklama
reklama

Ale chyba potrafi też być męczące?
Nie jest to może najzdrowsze, ale czasami po prostu tak trzeba. Ja czuję satysfakcję i wdzięczność z tego powodu, że wiele spraw potrafię ogarnąć sama. Wdzięczność zamiast marudzenia i frustrowania się „och, jak ciężko, że wszystko muszę sama, że kręgosłup boli”. Według mnie, jeśli czegoś bardzo pragniemy i podchodzimy do tego z otwartością, pozytywnym nastawieniem i czystym sercem, czyli nie na zasadzie wykorzystywania ludzi czy manipulowania nimi, wszystko się układa. Nawet jeśli są potknięcia, jeśli pojawiają się problemy – a zawsze jakieś się pojawiają – dzięki nim uczymy się. Uczymy się robić coś lepiej, rozwijamy się. Dlaczego więc nie sięgać po marzenia?

Może zainteresuje Cię: Chcieć to móc – ograniczenia są tylko w nas

Zanim doszłaś do punktu, w którym pojawiła się koncepcja stworzenia Ethy, pracowałaś w Los Angeles jako dziennikarka, fotografka i filmowiec. Jak to się stało, że zrezygnowałaś z wielkiego świata i praktycznie wywróciłaś całe swoje życie do góry nogami?
Los Angeles to był skok na głęboką wodę. Pojechałam tam ze względów prywatnych, a szybko zaczęłam rozwijać tak zwaną „karierę”. Ale tego typu „ryzykowne” sytuacje nigdy mnie nie przerażały. Chyba dlatego, że strach przed nieznanym jest mi czymś obcym – nieznane raczej mnie ekscytuje, w końcu to coś nowego, czyli dalszy samorozwój. A może też dlatego, że przenoszono mnie co chwilę do innej szkoły – łącznie 13 razy – więc oswoiłam się ze zmiennością.

Ale jak to się stało, że zostałaś tam fotografką gwiazd?
Jak nie boisz się, to jest ci dużo łatwiej. Masz większą pewność siebie, większą otwartość na innych i na nowe doświadczenie, a to z kolei otwiera wiele drzwi. Gdy trafiłam do USA, nie miałam planu, dopiero stawiałam pierwsze kroki w fotografii komercyjnej. Ale w Los Angeles jest taki klimat, że wszystko i wszyscy motywują cię do działania. Ludzie na ulicach są mili, kontaktowi, szukają okazji, żeby się do ciebie uśmiechnąć, podkreślić, co im się w tobie podoba, powiedzieć ci chociażby, że masz fajne buty. Dzięki temu od początku miałam tam super energię i wiedziałam, że będzie dobrze.

Pewnego dnia wysłałam znajomemu swoje skromne portfolio fotograficzne, a ten wysłał to innemu znajomemu z Warner Brothers, który zaraz się do mnie odezwał z opinią, jakby to, co zobaczył, to był kolejny cud świata. Potem zaczęłam dostawać następne opinie, m.in. z Los Angeles Opera czy Paramount Pictures, że moje zdjęcia i mój sposób pracy bardzo im pasuje i że chętnie mnie zatrudnią lub dadzą mi miejsce na czerwonych dywanach. Zdaje się, że byłam wtedy jedyną osobą z Polski i nieliczną wśród kobiet, która dostąpiła tych dywanowych „zaszczytów”. Większość „red carpetowych” fotografów to wielcy i silni faceci, którzy przepychają się i robią wszystko, żeby pozbawić cię miejsca z przodu. Pamiętam, że moja naćwiekowana skórzana kurtka i kobiecy spryt były jedyną opcją, żeby faktycznie uchwycić czyjś portret.

Twój pierwszy czerwony dywan to była premiera filmu teraz już sióstr Wachowskich – „Cloud Atlas”. Robiłaś zdjęcia Tomowi Hanksowi, Susan Sarandon i wielu innym…
Potem wskakiwały mi różne eventy, gdzie byłam polecana. Ot, trochę takie szczęście debiutanta. Jasne, że to docenienie w pewnym stopniu było fajne (choć naprawdę nie wiem, czym się wyróżniałam wśród innych utalentowanych i doświadczonych fotografów z dużo lepszym sprzętem), ale świat mediów i glamour nie rezonował z moją duszą.

W międzyczasie pisałam jeszcze do polskich magazynów, tworzyłam przewodniki po Los Angeles, reporterskie rzeczy. Moje zdjęcia były też publikowane w Stanach w różnych magazynach. Ktoś inny na moim miejscu może skakałby z radości i niedowierzania, ale mnie to doświadczenie nie wydawało się wtedy spełniające – dało mi natomiast przestrzeń w głowie na to, żeby zadać sobie pytanie, gdzie bym chciała być i co robić.

Kiedy, ze względów prywatnych, skończył się mój amerykański epizod, zaczęłam zwiedzać Europę. W 2017 roku trafiłam do Portugalii. Zamarzyło mi się, by przekazywać wiedzę, którą zaczęłam zdobywać, bo lubię dzielić się z ludźmi tym, co dobre. W międzyczasie życie nauczyło mnie, że to, co dobre dla wielu, nie musi być dobre dla każdego, a to jeszcze bardziej wzmogło moją chęć by pomagać, ale właściwie. Odezwała się we mnie taka dziennikarska cecha – ten drążący sprawę detektyw, który pragnie znaleźć najlepszą pomoc dla tych, którzy jej potrzebują.

Warto przeczytać: A gdyby tak rzucić wszystko i… wyjechać do Szwajcarii

Poszłaś za tym pragnieniem?
W pewnym momencie poznałam chłopaka, który też funkcjonował w świecie mediów i filmu. Oboje mieliśmy podobne odczucie, że to nie jest docelowe, nie jest dla nas. Podczas naszej pierwszej wycieczki – a była to Szkocja – jednego dnia przeszliśmy 30 kilometrów po tamtejszych lasach. Szliśmy praktycznie w milczeniu, zachłystując się energią i mistyką tamtego miejsca. To właśnie wtedy coś się w nas zmieniło. Wiedzieliśmy już, że nie wrócimy do miasta, że będziemy już zawsze blisko natury – która właśnie do nas przemówiła, a wręcz zawołała nas. Chwilę później, w wakacje, on wyjechał do Portugalii do szkoły surfingu, gdzie co roku sezonowo pracował i odpoczywał od polskiego świata mediów. Ja zaś w tym samym czasie dostałam zaproszenie na ślub znajomych niedaleko Lizbony. Nie ma zbiegów okoliczności. Skoro życie skierowało nas do Portugalii, to właśnie tam zaczęliśmy razem sprzątać plaże. Potem zrobiliśmy tour po Europie Zachodniej, gdzie sprzątaliśmy śmieci w lasach.

W międzyczasie chłonęłam wiedzę o tym, jak żyć bliżej siebie i natury, a mój dziennikarski nos szukał informacji o tym, jak powstają produkty, którymi zalane są sklepy. Wtedy założyłam Instagram o nazwie Ethy. Zaczęłam odzywać się do ludzi, których serca – tak samo jak moje – biły najmocniej do spokojnego życia w harmonii z przyrodą, z szacunkiem do życia. W swojej narracji edukacyjnej (wtedy jeszcze tylko na Instagramie) starałam się stworzyć bezpieczną przestrzeń – dla tych, którzy szukają inspiracji i motywacji do zmiany swojego życia na lepsze, jednocześnie chroniąc środowisko.

reklama
reklama
może Ci się spodobać
Tomek Gruba cel egzystencji

Jesteśmy tu po to, aby doświadczać

Kim właściwie jesteśmy i jaki jest cel naszej egzystencji? – warsztat zabierający uczestników na poszukiwanie odpowiedzi właśnie na…

Stołówka marzeń

Działalność Gośki Mazur, szkolnej intendentki z Leżajska, to nie tyle przykład urzeczywistnienia kuchennych pasji, co dowód na to,…
miłość nie ma płci

Miłość nie ma płci

Nie trzyma ich przy sobie nic, co powszechnie uważane jest za spoiwo związku. Nie mają ślubu, nie mają…