© Adobe Stock

Mniej fałszu na Instagramie, czyli w stronę autentyczności

7 udostępnień
7
0
0

Władze Norwegii wprowadzają nowe regulacje, dotyczące zdjęć wykorzystywanych w reklamie. Wszystkie fotografie poddane manipulacji (retusz, filtry itp.) mają jasno informować, że dany obraz nie ukazuje rzeczywistości, lecz jest kreacją. Czy podobne przepisy powinny pojawić się w Polsce?

Dość promowania fikcji i wciskania kitu, dość sztucznych, nierealnych standardów piękna, do których równać ma zwykły człowiek!

Wprowadzane przez Norwegów regulacje są krokiem w stronę zmiany postrzegania ludzkiego ciała, furtką do formowania nowych standardów piękna, zwrotem w kierunku naturalności i ciałopozytywności.

Co ciekawe, regulacje te nie dotyczą wyłącznie reklamy w tradycyjnym ujęciu (billboardy, reklamy w telewizji, prasie czy w internecie itd.), ale także influrence marketingu. Influencer, który z zamieszczonych w sieci fotek może czerpać korzyści, jeśli w jakikolwiek sposób je sztucznie upiększy, będzie tę modyfikację musiał ujawnić poprzez umieszczenie na zdjęciu specjalnego znaczka. Nowe prawo zakłada bowiem, że retuszowane elementy graficzne stanowiące elementy kampanii reklamowych na Facebooku, Instagramie czy Tik-Toku będą w widoczny sposób oznaczane etykietką, zaprojektowaną na zlecenie norweskiego Ministerstwa ds. Dzieci i Rodziny.

Część Norwegów uważa nawet, że nakaz taki powinien dotyczyć wszystkich obrabianych zdjęć, umieszczanych w internecie przez osoby, które mocno wpływają na kształtowanie postrzegania samych siebie przez ludzi, zwłaszcza przez nastolatki.

Idea obostrzeń w reklamie spotkała się z aprobatą norweskiego społeczeństwa, choć od razu zauważono, że w proponowanych regulacjach nie wszystko zostało dopracowane. Brakuje w nich na przykład dokładnej definicji słowa „retusz”. Nie uściślono, czy za taki będzie już uznana korekta oświetlenia lub nasycenie barwy, czy nie?

Kolejnym zastrzeżeniem jest ograniczenie terytorialne działania wspomnianego wyżej prawa – ustawa dotyczy twórców norweskich, nie obejmuje natomiast zdjęć i filmów spoza tego kraju. Oznacza to, że w mediach społecznościowych nadal obecne będą mocno zmodyfikowane fotografie bez specjalnego oznaczenia.

Za złamanie przepisu ma grozić kara grzywny, a w skrajnych wypadkach nawet kara więzienia. Jak jednak stwierdzić czy i w jakim stopniu zdjęcie zostało przerobione? Egzekwowanie omawianego tu prawa może zatem okazać się trudne.

Można natomiast mieć nadzieję, że twórcy reklam i osoby wpływowe zastosują się do przepisów, jeśli nie w trosce o dobrostan nastolatków, które obecnie często mają zaburzony obraz własnego ciała, to może chociaż w oparciu o marketingowy potencjał trendu zmierzania ku naturalności.

Trend ten zresztą już w 2017 roku skłonił Francję do wprowadzenia ustawy, zakazującej magazynom modowym publikowania retuszowanych zdjęć bez wyraźnego oznaczania tego typu działań. Obecnie większość francuskich gazet, czasopism i magazynów respektuje nakaz umieszczania informacji, że zdjęcie zostało poddane przeróbce.

Czy jednak takie odgórne działania rządów mają sens? Czy mogą wpłynąć na nasz stosunek do swojego wyglądu, do naszego ciała?

– Tak, mają sens – zapewnia Anna Kędzierska, psycholożka. – Jeśli dzięki takim przepisom chociaż jedna osoba w swojej własnej skórze, taka jaka jest w naturze, poczuje się pewniej, lepiej, silniejsza i piękniejsza, to moim zdaniem jest to gra warta świeczki.

Oczywiście ekspertka zaznacza, że zmiany postrzegania wymagają czasu. Niemniej coś, co dziś zaczyna się od znaczka, jutro może przynieść bardziej spektakularny efekt.

– To tak, jak z rzuceniem kamienia do wody. Najpierw jest plum, a potem po powierzchni rozchodzą się okręgi – wyjaśnia. – Wprowadzenie takiego znaczka może być takim właśnie kamieniem, dzięki któremu dziesiątki, setki, tysiące ludzi, dla których wyznacznikiem piękna są wizerunki osób na portalach społecznościowych, w końcu doznają olśnienia, że świat wcale nie wygląda tak, jak się go sprzedaje! Że wcale nie jest tak, iż wszyscy są tacy ładni, równi, prości, gładcy. Że ten ładny pan na Instagramie i ta ładna pani na Facebooku, tak samo jak my, mają: piegi, zmarszczki, sińce albo wory pod oczami. I nieproporcjonalną twarz. I mniejsze oczy niż porcelanowa lalka. Że bez retuszu i filtra wcale nie wyglądają tak diametralnie inaczej niż my. Więc może nic z nami nie jest nie tak? Może wcale nie musimy się zmieniać? Może w ten sposób łatwiej uda nam się odróżnić prawdę od fikcji.

Zastanawia jednak to, jak szybko informację o modyfikacji przestaniemy zauważać. Znaczek na fotce za chwilę może okazać się dla nas tak samo niewidoczny jak napis na opakowaniach leków o konieczności skonsultowania się przed ich zastosowaniem z farmaceutą lub hasła na paczkach papierosów o tym, że palenie zwiększa ryzyko powstawania raka, zawału czy niepłodności.

– Owszem, znieczulimy się na ten znaczek – mówi Anna Kędzierska. – Takie „znieczulenie” nazywamy habituacją bodźca i jest to zupełnie naturalne, że po jakimś czasie przestajemy na niego reagować, ale zanim on się nam opatrzy, wiele dzięki niemu możemy zyskać. Według mnie wprowadzenie takich regulacji – jeśli przyjmiemy, że każdy z nas będzie jednakowo rozumiał definicję upiększania zdjęć i uczciwie podchodził do tematu – może w efekcie przynieść szerszą społeczną zmianę. I dlatego chętnie podobne przepisy widziałabym w Polsce.

Warto przeczytać: Życie jest zbyt krótkie, aby używać filtra…

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
ciałopozytywność

Ciałopozytywność

Gdyby przyszło oceniać moją wartość według współczesnego kanonu piękna, pewnie skończyłabym jak małe kogutki, selekcjonowane przez seksera. Według…
wegańskie kosmetyki

7 kosmetyków dla wegekobiety

Trend roślinnienia społeczeństw wysoko postawił poprzeczkę markom kosmetycznym. Klienci zaczęli oczekiwać od kosmetyków, by te nie tylko skutecznie…