miłość nie ma płci

Miłość nie ma płci

62 udostępnień
62
0
0
Kusiło Was w trakcie tego ćwierćwiecza, by poszukać szczęścia przy boku kogoś innego?

Y&A: Miałyśmy wiele takich pokus.

A: Po obu stronach doświadczałyśmy takiego kuszenia, ale obie zdecydowałyśmy się jednak mu nie ulec. Wartość tego, co razem zbudowałyśmy okazała się ważniejsza niż te wszystkie inne, atrakcyjnie wyglądające oferty. Ale to wcale nie znaczy, że tak już będzie na zawsze. Że kiedyś któraś z nas nie zdecyduje się jednak wybrać inaczej. Tego nie można przewidzieć. Człowiek zmienia się, rozwija, doświadcza nowych rzeczy, czasem zbacza z drogi, czasem okazuje się, że musi znaleźć inną niż ta, którą kroczył wcześniej. Na tę chwilę jestem z Ygą i z nią właśnie chcę być, niemniej, jak już mówiłam, nie jesteśmy swoją własnością. My nawet unikamy mówienia o sobie MOJA Żona. Żona tak, ale nie MOJA.

Niektórzy uważają, że dobrze funkcjonujący związek zasadza się na właściwym podziale ról. W związkach heteroseksualnych niektórzy forsują sztywny podział na role damskie i męskie. A jak z tym jest u Was?

Y: Kiedyś mój świętej pamięci wujek powiedział, że jak mieszkają ze sobą dwaj faceci, to w domu jest nieporządek, bo nie ma kto sprzątać. Oczywiście to kompletna bzdura. Poznałam różne konfiguracje związków: damsko-męskich, męsko-męskich, damsko-damskich. Z moich obserwacji wynika, że najlepiej funkcjonują te, w których podział ról po prostu polega na tym, że każdy robi to, co umie robić, co robi lepiej lub co woli robić. Wszystko zależy od indywidualnych potrzeb bądź wspólnych ustaleń. U nas wygląda to tak, że jak coś trzeba wywiercić czy uprać, to zwykle robię to ja, jak trzeba coś ugotować, to robimy to na zmianę, na zmywanie mamy ustalone dyżury, ja nie znoszę prasować, więc robi to Anka. A kiedy pęka rura czy są jakieś problemy z elektryką, to wzywamy osobę fachową.

A może miłość w ogóle nie zna ról i nie ma płci? Zaczęłam się nad tym zastanawiać, gdy moja uważająca się za heteroseksualną koleżanka raptem poczuła, że się we mnie zakochała. Nigdy nie podejrzewała siebie o to, że przyjdzie do niej takie uczucie, a jednak przyszło. Więc może my wszyscy tak naprawdę zakochujemy się niezależnie od wszystkiego? Może nie obowiązują w tym względzie żadne normy?

Y: Jesteśmy inni. Wszyscy się od siebie czymś różnimy. Mamy inne konstrukcje psycho-fizyczne, inny sposób przeżywania emocji, inne doświadczenia za sobą, a tymczasem próbuje się nas przypisać do jednego wzorca. Stąd właśnie rodzą się problemy. Płeć to konstrukt społeczny. Już przecież Freud mówił o tym, że człowiek jest biseksualny. Ale tu nawet nie chodzi o heteronormę, tylko o wszystko, co związane ze sztywnymi podziałami.

W ramach tzw. normy dostajesz litanię wytycznych: jak masz myśleć, jak się zachowywać, co czuć. Jak jesteś facetem – to tak, a jak kobietą – to tak. Po co to?

Kiedyś jakaś kobieta zwróciła mi uwagę, gdy paliłam papierosa na ulicy. Była oburzona, że ja – kobieta – palę papierosy, i to publicznie. Gdyby to był facet, to byłoby OK, ale widok palącej kobiety już nie spinał się z obrazem w jej głowie.

Ile takich klatek sobie budujemy? Według mnie, gdybyśmy mniej przywiązywali się do konstruktów, bylibyśmy szczęśliwsi, mniej sfrustrowani, skończyłoby się wiele wojen.

A: Ja ostatnio miałam kontakt z kobietą, która ma imię kobiece, ale określając siebie, używa męskich zaimków. Zadałam jej wprost pytanie: „Jak chcesz, żebym się do ciebie zwracała?”. A ona na to: „Jak masz ochotę”. Używałam więc żeńskich końcówek. I spoko. Gdybym nie zapytała jej wprost jak ona woli, w moim sercu i w mojej głowie rozpętałaby się cała batalia myśli i odczuć: „a może ona by chciała, żebym zwracała się inaczej, a może czuje się urażona, gdy używam końcówek żeńskich itp.” – czyli szereg imaginacji, jakie zwykle ludzie tworzą sobie na czyjś temat. Tymczasem zdobycie się na szczerość i konfrontacja własnych wątpliwości z rzeczywistością wszystko to ukróciła.

To są proste rzeczy.

Bądźmy tylko otwarci, zadawajmy pytania, słuchajmy odpowiedzi, ale też dawajmy drugiej stronie prawo do tego, by nam nie odpowiedziała, a jak już odpowie, starajmy się zaakceptować jej punkt widzenia, a nie na siłę wciskać jej własny. Wówczas naprawdę będzie nam się przyjemniej żyło.

My tak robimy z Ygą w naszej relacji i może dlatego przez 25 lat ze sobą jesteśmy i nadal chcemy być.

A co lubicie w sobie nawzajem? Co lubicie razem robić?

Y: Bardzo lubimy podróżować. Oczywiście pandemia trochę nam to teraz uniemożliwia, choć i tak udało nam się wyjechać w tamtym roku do kilku miejsc w Polsce. Ja zwiedziłam w sumie już z 50 krajów, a zwykle jeździmy razem. Anka planuje nasze podróże, bo robi to dobrze i zna się na tym. Ona ma taką decyzyjność w sobie, jest zorganizowana. Co jeszcze w niej cenię? Porusza mnie jej wrażliwość, delikatność. No i to, że jest osobą, z którą nie da się nudzić, bo ona non stop ma jakieś ciekawe pomysły. W tamtym roku, kiedy wybuchła pandemia, postanowiła zająć się uprawą warzyw i mnie w to wkręciła. Uprawiamy więc razem warzywa, robimy przetwory, no i łączy nas też wspólna misja, bo obie jesteśmy aktywistkami LGBTQ+.

A: Yga nauczyła mnie sprzątania oraz tego, by nie ukrywać swojej twórczości, nie pisać do szuflady. Dzięki niej dziś z dumą mogę o sobie mówić: autorka książek dla dzieci. Poza tym jest osobą, która nie stopuje moich pomysłów, nie tłamsi mojej kreatywności, tylko pomaga mi je urzeczywistniać. To ona przeszła ze mną linię brzegową polskiego Bałtyku wzdłuż i wszerz. Kiedyś było to moim marzeniem. Postanowiłam sobie, że pójdę przez życie z kimś, kto przejdzie ze mną plażą Bałtyku. I ona to zrobiła. Wędrowałyśmy z 30-kilogramowymi plecakami na plecach od wschodu na zachód, raz nawet obudziłyśmy się rano na poligonie pod ostrzałem ostrej amunicji, ale zrobiłyśmy to. Ona to ze mną zrobiła. A w Meksyku, gdy w mojej głowie wciąż buzowała myśl o tym, jak edukować dzieci w obszarze tolerancji dla różnorodności (Ania z wykształcenia jest pedagogiem –red.), to wspólnie z nią powstał projekt serii książeczek dla dzieci pt. „Pamiątka Pierwszej Komunii Świętej”.

O planach i marzeniach Aleksandra Doby przeczytaj: Aleksander Doba: Życie jest najważniejsze. Niczego lepszego nie wymyślono

może Ci się spodobać
marta rybicka

Fotografka intymności

Od pracy w korporacji uciekła aż do Indonezji, gdzie przez trzy miesiące jedynym jej towarzyszem był aparat fotograficzny.…

Moje ciało należy do mnie

O sekspozytywności i ciałopozytywności, o tym czym jest slut-shaming, a także dlaczego biczujemy się za nieidealne ciała i…