Mikrokosmos kobiety na zakręcie

150 udostępnień
150
0
0

Banalny temat: kryzys wieku średniego, pusty dom, zmęczenie sobą, nigdy nieoczyszczone żale, zdrewniałe urazy i przemożna chęć, by… ciepnąć wszystkim: rzucić dom, rodzinę i… No właśnie: I co dalej? To pytanie zadaje sobie bohaterka książki Grażyny Jagielskiej Wszystkie moje domy.

Kiedy mąż, oblatywacz samolotów przechodzi na emeryturę, a drugie i ostatnie dziecko opuszcza rodzinne gniazdo, jej dotychczasowy, choć niełatwy, świat się rozpada. Musi ustalić plan nowego życia. Postanawia zacząć od znalezienia nowego domu, który stanie się bezpieczną przystanią i pomoże jej i mężowi nauczyć się żyć w zmienionej rzeczywistości – czytamy w nocie wydawcy o bohaterce Wszystkich moich domów.

Bohaterka Jagielskiej to kobieta w wieku średnim, która pewnego dnia, budząc się w pustym domu, czuje życiowe zmęczenie i zaczyna sobie uświadamiać, ile energii zainwestowała w rzeczy: meble, ogród, książki czy płyty, w dzieci, które nagle zniknęły z domu, a także w życie pod dyktando pasji męża.

W nagromadzonych przez lata przedmiotach desperacko usiłuje odszukać siebie. Ale te stają się raczej balastem, w które próbuje uciekać, mamiąc się ułudą zmierzania do jakiegoś celu. Dlatego niczym deski ratunkowej łapie się dawno zarzuconej pasji – pisania. Pisanie narzuca jej codziennym działaniom rytm, daje poczucie kierunku i sprawczości, poczucie własnego miejsca, bo to ono właśnie ucieka jej spod stóp najbardziej. I z nim na początku postanawia zrobić porządek – zamknąć fizycznie przeszłość, wyczyścić ją ze zbędnych rupieci, zobaczyć, co zostanie i dopiero wówczas zdecydować, co dalej.

Kiedy trzy dni później Witek wrócił ze zjazdu byłych oblatywaczy, nie miał domu, mebli, ostatniego dziecka i płyt kompaktowych. Rozmroziłam również lodówkę.

Kobieta w desperacji

Co byś zrobiła, gdybyś miała supermoce albo gdyby puściły ci wszystkie hamulce?

Wyszłam na ganek i zabiłam sąsiadkę, najdokładniej jak potrafiłam, nie niszcząc cynii. Boeinga zdjęłam przy okazji – rozleciał się jeszcze lepiej niż szopa ogrodowa, zastanowiłam się nawet czy nie wetknąć go w otwór pieca. (…) Ale w życiu każdego człowieka przychodzi taka chwila, kiedy musi zrobić coś dla siebie, nawet jeśli potem trudno mu się z tego wytłumaczyć najbliższym. Z kuli ognia wyłoniły się srebrzyste kawałki skrzydła, trwały w zawieszeniu, nim runęły na ziemię, zasypując kawałkami metalu ogród, trawnik przed domem i ścieżkę do furtki. Pomyślałam: bałagan, a świeżo skoszone.

Tok myślenia bohaterki Wszystkich moich domów niekiedy trudno zrozumieć. Jawa miesza się u niej ze snem, fakty z myśleniem życzeniowym. Ale z jej zrozumieniem raczej nie będzie miał problemu ten, kto choć raz w życiu stanął na krawędzi. W sytuacji, gdy opadają pielęgnowane latami iluzje, gdy dawna, bezpieczna rzeczywistość rozpada się niczym domek z kart.

Może zainteresuje Cię: Niewidzialna praca kobiet

À propos domku, bo on figuruje w tytule, symbolizując fundament, ostoję, ukorzenienie, w przypadku bohaterki książki Jagielskiej, dom staje się raczej budowaną przez nią latami fortecą. Zapełniany dekoracjami, rzeczami, które miały nadawać mu właściwej ciężkości, wprowadzać odpowiedni klimat, cementować związek, dopełniając wizję wymarzonego własnego kąta, w gruncie rzeczy sukcesywnie przepoczwarza się w coraz ciaśniejszą klatkę.

Stając na krawędzi, bohaterka zaczyna czuć, że pojęcie własnego kąta, własnej przestrzeni, nie jest chyba kwestią natury zewnętrznej. Skoro kolejne wypełniane przedmiotami domy raczej pozbawiały ją wolności, autentyczności, oddalały od siebie, może trzeba je wszystkie porzucić i wyruszyć w drogę? Tylko dokąd?

Przy tego typu pytaniach i wątpliwościach na scenę wchodzą kolejni coachowie, duchowi doradcy, poradniki, warsztaty i teorie rozwojowe, którzy interpretują poczynania bohaterów, naprędce diagnozują i oferują cudowne rozwiązania. Te jednak – zamiast realnych zmian – wprowadzają w ich życie informacyjny zgiełk, dezorientują, zwodzą.

Dość długo tłumaczył mi, dlaczego z punktu widzenia psychologii behawioralnej przesiadywanie na fundamencie jest w pełni zrozumiałe, a w sytuacji Witka nawet konieczne. (…) Chodziło mu zdaje się, o to, że Witek cierpi na depresję, ponieważ sprzedałam dom w trudnym dla niego okresie, kiedy nie przebolał jeszcze utraty atrakcyjnej pracy i nie odnalazł się w nowej rzeczywistości. Doprowadziło go to do dezorientacji, wycofania, zaburzeń ego, utraty tożsamości, trudności werbalnych i niechęci do kontaktów społecznych.

może Ci się spodobać
Okładka książki Klary Wojtkowskiej : „Będziemy się za Was modlić. Z Polski do Zimbabwe ścieżkami Przodków”.

Szaman – człowiek budujący mosty

To opowieść o drodze do szamanizmu, drodze kobiety z kręgu kultury dalekiej od mistycyzmu i pierwotnych wierzeń. Językiem…

Legendy z Nowej Rudy

Poeta i krytyk literacki Karol Maliszewski spisał baśnie i legendy swojego regionu, a ilustracjami opatrzy je Tatiana Tokarczuk,…
borderline

Borderline: instrukcja obsługi

Jeśli jesteś „borderem/borderką” lub w gronie bliskich osób masz kogoś z taką diagnozą, sięgnij po „przewodnik po życiu…