Jolanta Mąkosa, poetka, malarka, scenografka i scenarzystka
Jolanta Mąkosa, poetka, malarka, scenografka i scenarzystka, fot. Kamil Witkowski

Miejsce dla duszy

1 udostępnień
1
0
0

Ale tam pani jednak nie została?

Bo Jarosław Iwaszkiewicz dał mi w swoich opowiadaniach dom dla duszy, dom, w którym mogłam zamieszkać. Dzięki niemu wreszcie znalazłam się u siebie, dzięki niemu mogłam w końcu poczuć spokój. Zapewne to dlatego, że Iwaszkiewicz też nie mieszkał w swoich rodzinnych stronach. Być może tęsknił za Kalnikiem, za domem, który został na Ukrainie.

O tym pozostawieniu wszystkiego gdzieś daleko napisał Sławę i chwałę. Mówi w niej o rodzinach, które po rewolucji zmuszone były uciekać z miast, z ziemiańskich dworów na Ukrainie do nowej Polski. Osiadały w Warszawie i w podwarszawskich miejscowościach. Dramat życia tych ludzi polegał na poczuciu wykorzenienia, utracie spokoju. I odczuwały to także potem ich dzieci i dzieci ich dzieci.

To nie Warszawa i podwarszawskie miasteczka są pani miejscem, ale jest nim literatura?

To ten spokój, który narodził się w spotkaniu z miejscami związanymi z literaturą polską, z architekturą, z dawnymi grobami, na których są polskie nazwiska i imiona. A więc to moje miejsce nie jest tylko miejscem spotkania z książkami, ale z miejscami, gdzie mieszkali ludzie, którzy je tworzyli. Kiedy zamieszkałam w Warszawie i wybraliśmy się na wycieczkę choćby pod Puszczę Kampinoską, to odkrywaliśmy, że tam bywał Henryk Sienkiewicz. Kiedy jechaliśmy do znajomych do Podkowy Leśnej, to byliśmy tuż obok domu Iwaszkiewiczów. Gdy przechadzaliśmy się warszawskimi ulicami, wiedzieliśmy, że chodzili nimi Prus, Nałkowska, Gałczyński, Dąbrowska, Tuwim, Wierzyński, Lechoń. Trochę dalsza podróż i byliśmy w Reymontowskich Lipcach czy na cmentarzu w Żelechowie, gdzie pochowany jest Józef Chełmoński. No więc tu, pod Warszawą, poczułam, że jestem na miejscu. Znajduję nazwiska polskich pisarzy i malarzy, domy, pamiątki po nich…

Ojczyzna – miejsce, gdzie rodzi się literatura?

Na początku lat 80. odrzuciłam pomysł o emigracji, którą się wtedy bardzo serio rozważało. To było wiosną 1981 roku. Mieszkaliśmy wtedy we Wrzeszczu. Tramwajem do Gdańska jeździło się wzdłuż lipowej alei. Pomiędzy drzewami każdej wiosny kwitły tam mlecze. Rzeka złocistych kwiatów ujęta w dwa rzędy dwustuletnich lip. Wysiadałam z tramwaju, żeby się na nie napatrzeć. I pamiętam, że wtedy pomyślałam: w Australii nie ma mleczów kwitnących każdej wiosny. Ja nie mogę stąd wyjechać na zawsze, bo to znaczyłoby, że już nigdy nie zobaczę jak kwitną.

Drzewa, kwiaty są nie tylko tłem w pani wierszach. Pierwszy tomik nosi tytuł prawie jak Iwaszkiewiczowski zbiór – Ogrody wieczorem.

To ukłon w stronę mojego ulubionego pisarza. Pisząc tamte wiersze poszłam tropem drzew, tropem ogrodu. To była dla mnie przygoda. Impulsem do powstania tego tomiku stał się wiersz poświęcony mojej przyjaciółce polonistce, Maryli Morawskiej, która dostała bezwzględny nakaz wycięcia brzóz w swoim ogrodzie. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby ten nakaz wykonać i zamordować drzewa, które własnymi rękami posadziła, pielęgnowała i były jej radością oraz miłością. Nawiasem mówiąc, drzew nie wycięła, urzędowa sprawa przycichła, nieposłuszeństwo obywatelskie dało efekt, drzewa zostały do dziś. No i powstał zbiór wierszy poświęconych ogrodom.

Pisałam od zawsze, ale tylko dla siebie, potem dla Maryli i potem też moje wiersze czytał mój mąż. Nigdy nie myślałam o publikowaniu. Może byłam dla siebie zbyt surowa, zbyt wymagająca? No, ale tak naprawdę to się zmieniło, kiedy poznałam Anię Janko, poetkę i pisarkę. Ania dodała mi odwagi. Znałam ją pośrednio od dawna, bo mój kolega z roku był mężem Mileny, jej siostry, więc znałam jej poetyckie książeczki. Jednak Anna Janko była zawodową poetką. A potem okazało się jeszcze, że mój mąż podczas studiów na gdańskiej polonistyce był jej chłopakiem, o czym dowiedziałam się z jej powieści Dziewczyna z zapałkami. Poślubiłam postać literacką (śmiech).

To mi się strasznie spodobało! No więc, kiedy w 2007 roku Anna Janko odbierała nagrodę za tę powieść w warszawskim Domu Literatury, poszliśmy tam, a ja podarowałam jej angielski kubeczek do herbaty. I jakoś zakolegowałyśmy się. Zaczęłyśmy do siebie pisać maile. Ona wtedy w Gdańsku, ja – w Warszawie. Miałam już gotową większość wierszy do Ogrodów wieczorem. I chciałam, żeby ktoś poza mną, moim mężem i przyjaciółką przeczytał je i wyraził opinię, zdanie. Wysłałam więc wiersze do Ani i ona powiedziała, żeby koniecznie wydawać! Bo do szuflady piszą tylko grafomani (śmiech). I tak to jakoś się zaczęło.

Pisząc wiersze ze zbioru Czytająca list zjeździła pani Europę, żeby obejrzeć większość z 34 obrazów Jana Vermeera. Dlaczego mówi pani ustami bohaterek jego obrazów?

Poezja jest dla mnie skrótem. Mogę na jednej stronie opowiedzieć całe życie. W zbiorze Czytająca list i inne wiersze dużo jest takich opowieści. Ich bohaterami są kobiety, które opowiadają swoje historie. Jakkolwiek mogę powtórzyć za Flaubertem: Pani Bovary – to ja, jednak staram się uciekać od ekshibicjonizmu, od opowiadania tylko tego, co sama przeżyłam, czego doświadczyłam. Zaglądam pod podszewkę świata. No i ostatnio dostał mi się niezwykły prezent od losu. Otóż na obrazie Vermeera „Czytająca list”, który znajduje się w Muzeum w Dreźnie, konserwatorzy całkiem niedawno odsłonili zamalowany fragment pustej ściany i okazało się, że za plecami kobiety malarz umieścił obraz z nagim Kupidynem, tym samym, który wisi m.in. w komnacie bohaterki „Pani stojącej przy wirginale”. Czy to przypadek, że w jej usta włożyłam słowa listu od zdradzieckiego uwodziciela? Przecież równie dobrze mogła to być lista zakupów czy list od ciotki z Amsterdamu?

Jakie to przyjemne, że wiersz nie stracił prawdy, kiedy obraz zmienił się po renowacji, a wręcz został wzmocniony. Mój wiersz mówi o miłości, a przecież w tym liście, który kobieta czyta mogło być coś innego. Na przykład…

…pożegnalne wyznanie przyjaciółki, która odeszła.

Właśnie! Jak pisze dyrektor Galerii Starych Mistrzów Stephan Koja, dopiero po odzyskaniu Kupidyna w tle obrazu rzeczywista intencja malarza z Delft stała się rozpoznawalna. A więc nie tylko o miłosny kontekst chodzi, ale o fundamentalne stwierdzenie o naturze miłości. Jego zdaniem stało się jasne, że to kluczowy obraz w twórczości Vermeera. Dziewczyna czytająca list” to pierwszy z serii obrazów, na których Vermeer pokazuje kobietę w cichym, refleksyjnym momencie.

Mottem pani wieczoru poetyckiego w galerii Bluszcz był właśnie fragment z tego wiersza: „Jest gdzieś w zamorskim mieście Cyzyk taka studnia, z której woda pozwala kochankom zapomnieć”. Muszę zapytać: dlaczego obok Iwaszkiewicza – Vermeer?

Vermeer przypomina mi Iwaszkiewicza w tym emanowaniu spokojem. W wierszu, który napisałam do obrazu „Artysta w pracowni” malarz zapytany o to, dlaczego nie maluje scen bitewnych i kłębiących się nagich ciał, jak Caravaggio czy Rubens, odpowiada, że nie wie. Ja także nie wiem, dlaczego, kiedy idę do muzeum nie oglądam wszystkich wielkich obrazów, tylko te kilka płócien, na których odnajduję spokój…

Czym jest ten spokój?

To Sérénité! Uspokojenie, ale nie po wzburzeniu, tylko wynikające z ostatecznej zgody na świat. Uspokojenie, które rodzi się, gdy jesteśmy gotowi na przyjęcie wszystkiego, co przynosi życie. A czy możemy tego nie zaakceptować? Nasz spokój zależy właśnie od tego, czy to zrobimy, od zgody na życie! Sérénité oznacza więc łagodną pogodę zewnętrzną i wewnętrzne rozjaśnienie, tak tłumaczył to słowo Iwaszkiewicz w opowiadaniu pod tym tytułem.

I znów malarstwo i poezja się splatają!

Otóż opowiadanie Iwaszkiewicza powstało z inspiracji obrazem francuskiego malarza impresjonisty Henri Martina. Jego obraz „Sérénité” przedstawia płynące między drzewami postaci w białych sukniach. Postaci unoszą się do nieba za lecącym z lutnią w dłoniach Aniołem.

Obraz Martina przedstawia Pola Elizejskie, tak jak je opisał Wergiliusz w Eneidzie, a więc jako miejsce, gdzie trafiają dusze dobrych ludzi, nim zostaną poprowadzone przez anioły do Arkadii, krainy spokojnego i pogodnego szczęścia.

Sérénité to ogród duszy, mój ogród. Ten obraz to moja dusza! Dla mnie na nim ważne są drzewa, ważne postaci, ale najważniejsze to, że lecą. Mogę w nim fruwać w wyobraźni między moimi drzewami bez zaczepiania szatą o gałęzie.

Muszę wyznać, że od czasu, kiedy tu pod Warszawą, wokół naszego domu mam swój własny ogród, z drzewami, które sami posadziliśmy, z kwiatami, które sami wybraliśmy, nie opuszcza mnie wszechogarniający spokój i nieomal błogość. Pamiętając ten pusty kawałek pola, czuję się niemal jak stwórca, a przynajmniej jak twórca tego kawałka raju na ziemi. Długo się zastanawiałam nad imieniem dla naszego domu, przymierzałam w myślach rozmaite nazwy. I chyba już wiem, że chciałabym, żeby się nazywał Sérénité, szafirowe ceramiczne litery nad wejściem. Powinnam jeszcze zapytać męża, czy będzie mu się to podobało.

A zatem w życiu najważniejszy jest spokój wewnętrzny?

Spokój wewnętrzny i pogoda ducha, które pozwalają człowiekowi kłaść się spać i budzić bez niepokoju czy lęku. Jeśli się go nie ma w sobie, to nawet gdy wokół nas nie dzieje się nic złego, spokoju nie odczuwamy. A co dopiero jeśli przyjdzie nam żyć w niepokojących czasach. Spokój wewnętrzny jest najważniejszy, bo pozwala w pełni doświadczać codzienności, a to jest dla mnie największe szczęście. Doświadczanie życia samego w sobie. Gdy smażenie konfitur, pisanie wierszy, pieczenie ciasta, malowanie, rysowanie czy podróżowanie do krain legendarnych – wszystko tak samo cieszy. To nie jest przepis na odnoszenie sukcesów w świecie, tylko mój sposób na życie. Nie napinać się, nie ścigać, nie popisywać, nie zazdrościć, nie porównywać się z innymi – żyć w swoim rytmie w swoim ogrodzie. Niby niewiele, a jednak bardzo dużo.

Tej autorki: Po co nam stare historie?

może Ci się spodobać
terapia ilona gajak

Kiedy i dlaczego warto skorzystać z pomocy terapeuty

Wiele osób, które mają problemy z radzeniem sobie z emocjami, ma opory przed skorzystaniem z fachowej pomocy. Ilona Gajak rozwiewa mity na temat psychoterapii i mówi, jaki cel można osiągnąć z pomocą terapeuty.
mądra babcia

Mądra Babcia z internetu

Mądra Babcia ma 300 tys. fanów na Facebooku. Jest youtuberką, blogerką i realizuje telewizję śniadaniową na kanale „Silver…