Marcin Wicha
Marcin Wicha, fot. Paweł Krzywicki

Marcin Wicha – o skutkach artystycznej rewolucji sprzed 100 lat

1 udostępnień
1
0
0

Zmarnowałem dzieciństwo i młodość. Nie słuchałem Stonesów ani Depeche Mode. Moimi rockmanami byli graficy. (…) Gust mojego ojca przez długie lata określał nasze życie. Jego werdykty były gwałtowne i ostateczne. Żyliśmy na estetycznym polu minowym” – pisze w swojej książce Jak przestałem kochać design Marcin Wicha, syn architekta, grafik, eseista i autor książek dla dzieci. Czy rzeczywiście przestał kochać design? Czy udało mu się porzucić estetyczne pole minowe? – o tym między innymi rozmawiamy z laureatem Paszportu „Polityki” 2017 i nagrody Nike 2018.

Monika Ksieniewicz-Mil: W jednym z wywiadów opowiadasz, jak wmawiałeś sobie, że „nie jesteś pisarzem”. A to właśnie po to, żeby móc pisać. Kokieteria? Przecież jesteś pisarzem, choć tworzącym bardzo wymagające dzieła. Kierunek zwiedzania recenzent „Dwutygodnika” określił nie tyle jako książkę, ale… budynek.

Marcin Wicha: Bardzo mi się podoba ta formuła. Wyraża coś, co jest dla mnie ważne: pisanie książki też jest rodzajem projektowania. Tekst to przestrzeń, którą się wymyśla, planuje – w taki sposób, żeby w niej pomieścić pomysły, postacie, wydarzenia.

Skąd u Ciebie zainteresowanie typografią awangardy, grafiką radziecką?

Zawodowo zajmuję się projektowaniem graficznym. Interesuję się typografią, drukiem. A nowoczesne projektowanie zaczęło się właśnie od awangardy. Do dzisiaj na różne sposoby korzystamy z dorobku pierwszych trzydziestu lat XX wieku. Chciałem zobaczyć, jak różne awangardowe pomysły i utopie stworzyły współczesny świat i czego dzisiaj jeszcze mogą nas nauczyć.

Jesteś z pokolenia, które doskonale pamięta czasy sprzed komputerów i internetu. Czy ma to wpływ na to, jak tworzysz?

Bardzo szybko i z entuzjazmem zacząłem używać komputera do projektowania, ale długo rysowałem i malowałem na papierze. Potem z rysowaniem też się przeniosłem do komputera. Teraz myślę, że to był błąd. Brakuje mi farby, tuszu, papieru – tej materialności.

Warto przeczytać: 7 polskich graficzek i grafików, których warto znać

Projekty Twoich książek i grafiki dla dorosłych są minimalistyczne, jakbyś skąpił koloru i słów. „[Matka] nie pozwalała kombinować ze słowami” – wspominasz w Rzeczach, których nie wyrzuciłem. Kto jeszcze, oprócz niej, miał wpływ na to, że tak oszczędnie operujesz słowem i formą?

Siergiej Dowłatow.

Rosyjski pisarz-dysydent? Coś jak nasz Czesław Miłosz albo może Stanisław Barańczak?

Chyba żadna z tych analogii nie jest do końca trafna. Może z analogiami tak już jest… Dowłatow nie miał wiele wspólnego z Miłoszem ani Barańczakiem, chociaż też zamieszkał w Ameryce. Nie był dysydentem, chociaż żadna z jego książek nie mogła ukazać się w ZSRR, a on sam został zmuszony do emigracji.

Ale nie chodziło mi o życiorys, poglądy czy narodowość, tylko o rodzaj prozy. Jej humor, lakoniczność, rytm.

W Jak przestałem kochać design przywołujesz postać Philippe’a Starcka i jego słynną wyciskarkę. Czy naprawdę „design ma uzasadnić cenę”, a nie „zajmować się „tornistrem ośmiolatka i dziesięcioma kilogramami podręczników, które niesie do szkoły”?

Historia designu to ścieranie się dwóch nurtów. Jedni mówią, że chodzi wyłącznie o komercję, tworzenie atrakcyjnych produktów. Inni uważają, że design powinien rozwiązywać problemy społeczne: walczyć z nierównościami, dostarczać tanich mieszkań, promować edukację, ograniczać skutki katastrofy klimatycznej.

Ale ponieważ oba nurty istnieją jednocześnie, to właśnie ich spór sprawia, że historia designu jest tak ciekawa. A teraźniejszość jeszcze bardziej.

Na jednym z wykładów powiedziałeś: „W projektowaniu najbardziej interesują mnie rzeczy, które są w zasięgu ręki. Architektura, w której mieszkamy. Urbanistyka, po której chodzimy. Design, który podstawia nam nogę lub kopie w kostkę”.

To był wykład w ramach cyklu „Stan czuwania” katowickiej ASP, skierowany do osób, które dzisiaj studiują. Chciałem im powiedzieć, że kiedy mówimy o architekturze i designie, powinniśmy mieć przed oczami najbardziej codzienne przykłady projektowania. Dom, w którym mieszkamy, swoje osiedle, szkołę, park. Stojak na rowery. Zwykłe rzeczy, często anonimowe, od których zależy jakość życia.

Warto przeczytać: Architektura po pandemii – nowe trendy

W „Tygodniku Powszechnym” dałeś się poznać również jako satyryk: „Racja powinna wybierać, kto ją ma” czy „Uwaga! Po przejściu do historii reklamacje nie będą uwzględniane” oraz jako komentator wydarzeń bieżących: „Demokracja byłaby do zniesienia, gdyby nie wybory”.

Stare czasy! Przestałem tam publikować chyba w 2014 roku. Wcześniej przez parę lat co tydzień wysyłałem rysunki – komentarze do wydarzeń mijającego tygodnia. Zawsze robiłem kilka, żeby redakcja miała wybór. Zabawne, że po paru latach niektóre z tych komentarzy nadal wyglądają aktualnie.

Ostatnio oprowadzałeś gości po Muzeum nad Wisłą (części Muzeum Sztuki Nowoczesnej) w ramach festiwalu „Warszawa w Budowie 13”. Jest tam animacja Macieja Chodzińskiego z Twoim tekstem. Jak się odnajdujesz w takiej roli?

W Muzeum Sztuki Nowoczesnej jest zwyczaj gościnnych oprowadzeń – i w którąś niedzielę byłem właśnie takim gościnnym oprowadzaczem. Wystawa nosiła tytuł „Jak robić szkołę”. Dotyczyła warszawskich budynków szkolnych i w ogóle edukacji, jej dzisiejszych problemów i różnych pomysłów na przyszłość. Przy okazji odbywały się debaty, spotkania, premiery książek.

To, że MSN jest naturalnym miejscem dla podobnej dyskusji, przestrzenią rozmowy o przyszłości, to także odległy skutek artystycznej rewolucji sprzed stu lat. Rewolucji, do której przyczynił się także Kazimierz Malewicz, bohater książki, od której zaczęliśmy naszą rozmowę.

Tworzysz nie tylko dla dorosłych, ale i dla dzieci. W jednej z części dziecięcej serii o Klarze odkryłam, że narysowałeś siebie…

„Wszelkie podobieństwo do realnych postaci jest dziełem przypadku”.

Słyszałam, że nie cierpisz tego pytania, więc zostawiam je sobie na koniec: co teraz czytasz?

Teoryę jestestw organicznych Jędrzeja Śniadeckiego.

Hmm… Poważnie?

Najpoważniej.

Warto przeczytać wywiad tej autorki z Michałem Rusinkiem: Michał Rusinek: Seksizm jest dziaderski

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Biznes oparty na wartościach

Zmienia się podejście młodych ludzi do biznesu. Jeśli wchodzą już w jakieś przedsięwzięcia, podejmują jakąś pracę czy tworzą…
uta przyboś

Uta Przyboś: Jestem w życiu po uszy

Imię Uta z japońskiego znaczy „poezja”, zaś poszczególne znaki tworzące to słowo oznaczają „świątynię” i „mowę”. Posiadając takie…

Kobieta z misją, Królowa we flow

Wszechświat jest studnią obfitości, możemy z niej czerpać garściami. Pytanie czy jesteśmy na to gotowe. O tej gotowości…