małgorzata musierowicz na jowisza 2

Małgorzata Musierowicz – opium dla nastolatek

1 udostępnień
1
0
0

Pokolenie kobiet 40–50+ wychowanych na wczesnych tomach Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz ma nowy prezent od autorki. Drugi tom wspomnień stworzony przez nią wraz z córką Emilią Kiereś, autorką książek dla dzieci.

– artykuł sponsorowany, zawiera linki afiliacyjne –

Sukces pierwszego tomu wspomnień, nowych ilustracji do znanych już książek, zdjęć z archiwum pisarki, Małgorzaty Musierowicz był tak ogromny, że w niecały rok powstał kolejny – Na Jowisza! Nadal uzupełniam Jeżycjadę 2.

Adresatami wszystkich powieści Musierowicz są nie tylko nastolatki, lecz całe rodziny – z powodzeniem mogą być one czytane przez co najmniej trzy pokolenia naraz. Ba, czytają je nawet mężczyźni (z najsłynniejszych czytelników warto wymienić tu choćby Czesława Miłosza czy prof. Zbigniewa Raszewskiego, historyka teatru). Nie dziwi więc nieustająca popularność serii, która obecnie liczy aż 23 tomy. Nie dziwi też zainteresowanie tomami, które zbierają historię powstawania tychże powieści w całość.

Co znajdziemy w drugim tomie wspomnień?

W II tomie wspomnień dowiemy się trochę o rodzinie Musierowicz. Na przykład o tym, że jej bratem był Stanisław Barańczak, znany poeta Nowej Fali, krytyk literacki i tłumacz  (przełożył m.in. Emily Dickinson i uwspółcześnił przekłady Szekspira), którego Musierowicz uczyła czytać na… dżdżownicach i wraz z którym działała później w opozycji demokratycznej.

Z tymi dżdżownicami to ciekawa historia. Staś miał 4 lata, Musierowicz 5,5 roku – nudzili się pod szpitalem, więc odpowiedzialna siostra wymyśliła zabawę dydaktyczną: z dwóch różowych dżdżownic rosówek wijących się w trawie ustawiała patyczkiem literki i tak w ciągu godziny ułożyła całe abecadło. Ponoć Barańczak od tamtej pory nauczył się czytać! (Tym razem serio).

Matka Musierowicz była stomatolożką, specjalizującą się w chirurgii szczękowej. O ojcu wiadomo tylko tyle, że odszedł, gdy dzieci były małe. Sama Musierowicz po skończeniu studiów (graficzno-ilustratorskie) rodziła kolejne dzieci, a ponieważ w ówczesnych czasach zleceń dla grafików było mało, więc – za radą brata – zaczęła pisać książki dla dzieci. Sama projektowała też do nich okładki i ilustracje.

W latach 70. XX wieku zadebiutowała powieścią Małomówny i rodzina, która nieoficjalnie rozpoczęła cykl zwany Jeżycjadą. Dzięki genialnym redaktorkom z kultowego wydawnictwa Nasza Księgarnia, którym Musierowicz wielokrotnie dziękowała za pomoc w redakcji tekstów, powstała opowieść o mitycznym świecie Borejków z ulicy Roosevelta w Poznaniu z dzielnicy Jeżyce (stąd nazwa serii). Napisała także kilkanaście książeczek dla młodszych dzieci (m.in. Czerwony helikopter, Ble-ble, Boję się…), kilka tomów gawęd literacko-kulinarnych (m.in. Łasuch literacki, Musierowicz na Gwiazdkę, Całuski pani Darling), w formie książkowej ukazały się także jej felietony o książkach – Frywolitki czy listy pisane do prof. Raszewskiego. Od ponad 40 lat jej książki są na listach bestselerów.

W rubryce „Frywolitki”, która ukazywała się w „Filipince”, a potem w „Tygodniku Powszechnym” Małgorzata Musierowicz polecała głównie książki, które sama czytała, bądź o których wspominali jej czytelnicy w listach. Rozrzut tematyczny był duży – od Elizy Orzeszkowej, Marka Aureliusza, do Przebudzenia Anthony’ego de Mello i Tao Kubusia Puchatka – te ostatnie były bestselerami pod koniec lat 90.

Warto przeczytać: „Filipinka” – o czym pisano w czasach przełomu

Metaforą stanu wojennego w Polsce było Opium w rosole – autorka w Na Jowisza 2 opowiada, że była załamana tym, iż wydawnictwo Nasza Księgarnia oficjalnie nie miało papieru na dodruk wielkiego hitu Szóstej klepki, a nieoficjalnie karano ją w ten sposób za brata – element antysocjalistyczny, znanego działacza Komitetu Obrony Robotników. Notabene za antykomunistyczną działalność syna zapłaciła też matka Musierowicz – nie została profesorem, mimo że w klinice operowała najcięższe przypadki i była znaną wykładowczynią na Akademii Medycznej.

Opium w rosole opowiada o Geniusi, której brakowało normalności, ludzkiego ciepła, rodziny i bezpieczeństwa, słowem Geniusia była Polską. Książka ta powstawała najdłużej, bo aż pięć lat. Trzy razy ją przepisywano, a wszystko za sprawą redaktorek Naszej Księgarni, które podpowiadały autorce, by ta umieszczała jak najwięcej realiów ówczesnej codzienności, gdyż kiedyś to będzie świadectwo czasów.

W II tomie Na Jowisza! pojawia się wiele ciekawostek. Musierowicz zdradza, że obdarzała swoich bohaterów własnymi upodobaniami – np. miłością do Mozarta, którą zaszczepiła prof. Dmuchawcowi. Zapytana przez czytelników i czytelniczki, z którą postacią najbardziej się identyfikuje, odpowiada: „z Ignacym Borejko” (ot, Pani Bovary à rebours). Opowiada też, jak załatwiła sobie praktyki w drukarni, a potem – po wielu, wielu latach wykorzystała zdobytą tam wiedzę. Kiedy Nasza Księgarnia została sprywatyzowana i nastawiła się tylko na wydawanie Astrid Lindgren, autorka musiała na cito znaleźć wydawcę Noelki. Stał się nim pan, który prowadził antykwariat, gdzie wydała pokaźną sumkę. Ponieważ jednak nie znał się on ani na druku, ani na drukarniach, te Musierowicz musiała załatwić sama, co też zrobiła, korzystając z wiedzy zdobytej na stażu.

Ciekawe są też zwierzenia pisarki o uwagach w dzienniczkach swoich dzieci, które później wykorzystywała w książkach. Na przykład uwaga: W czasie jednej lekcji trzy razy potrzebował iść do toalety, została wykorzystana w Brulionie BB, z tym, że tam Bebe została relegowana z powodu dzienniczkowych ripost Bernarda Żeromskiego.

Musierowicz twierdzi, że pisanie Jeżycjady miało dla niej działanie terapeutyczne, pozwalało jej rozładować stresy.

Fenomen z rysą

Choć w moim pokoleniu nie sposób było wyobrazić sobie czasów podstawówki bez Szóstej klepki czy Opium w rosole, mój osobisty zachwyt dla serii o rodzinie Borejków zakończył się na Noelce. Kolejne tomy czytały już moje siostry, mnie natomiast zbyt dużo rzeczy zaczęło w Musierowiczowskich powieściach drażnić.

Żeby zmierzyć się z tekstem o fenomenie Jeżycjady, ponownie przeczytałam kilka kiedyś ulubionych tomów. Szósta klepka – jedna z najdowcipniejszych powieści z tej serii nadal mi się podobała, ale nawet w niej pojawiały się cytaty, które obecnie, gdy nie jestem już nastolatką i żyję w innych czasach, wywołały zgrzyt.

Tata Cesi: – Naprawdę nie mam nic przeciwko emancypacji kobiet – mówił właśnie ojciec, trzymając w ręce talerz pełen czarnego bigosu i wpatrując się weń z odrazą. – Twórz, kochana Irenko, pracuj, ale niech się to nie odbywa kosztem mojego żołądka.

Ciocia Wiesia do Julii, w towarzystwie jej absztyfikanta Tolka: – Wcale nie żartuję. Unikasz pracy ze wszystkich sił. Twój mąż, jeśli się taki znajdzie, będzie miał ciężkie życie. Współczuję mu gorąco.

Co ciekawe, ten złośliwy tekst do leniwej panny zdziałał cuda, i odtąd Julia zadziwiała rodzinę talentem kulinarnym, serwując francuskie dania. Jednym z nich był deser o nazwie… Murzyn w koszuli.

W Brulionie BB z kolei inny fragment serwuje takie oto kwiatki:

Ida, z hukiem zerwawszy zaręczyny z pięknym Sławkiem, zachowała się jak skończona feministka. Oświadczyła, że w życiu nie wyjdzie za mąż, bo widzi po Sławku, że mężczyzna wcale nie chce mieć wykształconej żony, tylko woli, żeby mu ona w kółko gotowała pierogi. Na medycynie, dodała, jest potwornie dużo kucia, a ona w dodatku zajęła się komputerami w służbie zdrowia, więc naprawdę nie ma już czasu na przekomarzanie się o głupstwa.

Gdy na rodzinę Borejków patrzymy z perspektywy czasu, nawet biorąc pod uwagę początki Jeżycjady i specyfikę tamtego okresu, jakoś trudno dopasować ją do ówczesnych realiów.

Do upadku komuny główne bogactwo rodziny Borejków stanowiły książki – wtedy faktycznie miały dużą wartość, bo z braku papieru nie wznawiano starych nakładów. I w porządku, ale to, że wszyscy bohaterowie Jeżycjady są oczytani, znają mity greckie i sentencje łacińskie, to już pewna autorska idée fixe. Zresztą w Na Jowisza! 1 Musierowicz przyznała, że to, iż chłopaków odwiedzających dziewczyny nazywa się absztyfikantami, wynika z jej miłości do staroświecczyzny.

Marek będzie cały czas gadał z tatą. – Po łacinie. Masz rację, to przecież jest reguła, jeśli chodzi o wszystkich naszych absztyfikantów –  mówi Gabrysia do mamy Borejko w Noelce.

Gorzej już z tym, że niemal każdy kolega, który odwiedza koleżankę w wieku nastoletnim, z automatu staje się później jej mężem. Niemal wszyscy ci męscy bohaterowie mają ironiczne poczucie humoru, znają się na żartach, a nawet układają kalambury.

W ostatniej części Jeżycjady pt. Ciotka Zgryzotka jest już takie nagromadzenie dziwnych treści, że pomijając słabą fabułę opisującą płytkie relacje między bohaterami – nie warto po nią sięgać. Pojawiają się tzw. końskie zaloty, wręcz stalking, jako ich element (motyw podglądania dziewczyny i wysyłania jej esemesów), jakby autorka nie wiedziała, że zabrania tego prawo! Mężczyźni występujący w książce (tak jak i w poprzednich tomach) nie umieją nic ugotować. A scena, w której bohaterka chwali sąsiadkę, która nie sprzedała ziemi Niemcom, zwyczajnie budzi niesmak.

Warto przeczytać: Stalking – czym jest i co robić, gdy padniesz jego ofiarą?

Patrycja w mailu do Idy:

[…] a myśmy się właśnie w sierpniu wyzbyli wszelkich oszczędności, kupując ziemię od sąsiadki, czyli po prostu, nie śmiej się tylko, ten piaszczysty nieużytek (półtora hektara), który nas oddziela od szosy na Kostrzyn. Pomysł był mój, ale i Florek nie wytrzymał, bo chodziły słuchy, że ma tu powstać stacja benzynowa! Inni znów straszyli, że supermarket! U nas, za płotem! Nigdy, to już wolimy być bez grosza.

Florian w mailu do Gaby:

Jak Grzegorz chce, może mi pomagać – możecie się też dołożyć. Tylko się ucieszę, bo właśnie dokupiliśmy 1,5 ha od sąsiadki i trochę się spłukaliśmy – ale wierz mi, musiałem tę ziemię ratować, bo kobiecina chciała sprzedać Niemcowi!

Bardzo dziwne są też teksty ocierające się o rasizm i ksenofobię rodem z W pustyni i w puszczy Henryka Sienkiewicza. Oto w 2019 roku w dużym europejskim mieście Poznaniu widok Azjaty wywołuje niemal przerażenie. Na szczęście okazuje się, że Jacek Tanaka spogląda bystro i mówi do rzeczy, a maniery ma absolutnie bez zarzutu.

Nie lepiej to wygląda, gdy spojrzymy na sceny dotyczące ciąży i macierzyństwa.

Agnieszka nie chodziła całą ciążę do lekarzy, bo ją stresowali (jak to możliwe w XXI wieku w dużym mieście?) – a potem po urodzeniu – bała się brać dziecko do łóżka (i nic dziwnego, bo akurat śmierć łóżeczkowa to poważna sprawa, choć wyśmiewana przez starsze pokolenie kobiet).

Kiedyś świat książek Musierowicz dość wiernie opisywał rzeczywistość, dziś jednak pokazuje, że autorka chyba już za nim nie nadąża – krytykuje zumbę, Niemców wykupujących ziemię na supermarkety, oburza się, że seks jest wszędzie, że antykwariaty zastępują sieciowe kawiarnie itp. O ile kiedyś Jeżycjada (tak do Noelki) dawała nadzieję, że mimo ponurych czasów można żyć i myśleć inaczej, to teraz trochę wstyd kupić nowy jej tom na prezent – bo jak wytłumaczyć 16-latce, że jeśli nie wychodzi za mąż, to wcale nie znaczy, że nikt jej nie chce?

Wczesne tomy Jeżycjady opisują pewne społeczne zjawiska typu: niepełne związki (Gaba), zaniedbane dzieci (Aurelia), przemoc rówieśnicza (Kozio), jednak w żadnym z nich nie ma problemów alkoholowych, z którymi – jak pokazują wydawane dziś książki o przełomie lat 80. I 90. – borykała się duża część polskich rodzin.

Świadome ignorowanie faktów zdaje się będzie również obecne w zapowiadanej na 2025 rok (książka ma już nawet okładkę!) części Jeżycjady – Chucherka. W wywiadzie dla lubimyczytac.pl Musierowicz tłumaczy, dlaczego na tę książkę czytelnicy muszą czekać tak długo:

Z Chucherkiem jest inny problem, bo powiedziałam sobie, że nie będę afirmować żadnych restrykcji i pandemii. A musiałabym o tym pisać, gdybym zachowała aktualny czas akcji, tak jak zwykle to robię, w zgodności z kalendarzem i wydarzeniami bieżącymi. Oczywiście musiałabym mieć w dodatku pióro Orwella. No cóż, zobaczymy. Próbuję sobie tymczasem różnych podejść do „Chucherka”. Pewnie wymyślę coś innego, a może nic nie wymyślę, bo już nie muszę. „Jeżycjada” w zasadzie jest bardzo zgrabnie zakończona „Ciotką Zgryzotką”.

Zgryzota z książkami Musierowicz dotyczy również społecznych mitów, które niczym opium, narkotycznie przenikają do świata nastolatek. Mimo iż czasy się zmieniły, w świecie Jeżycjady wciąż panuje status quo! Matki są (tylko? aż?) matkami, ojcowie w swym ojcostwie niczym tata Borejko, błądzą gdzieś w tle. Kinga Dunin, krytyczka literacka, złośliwie porównała wręcz tatę Borejko do Tatusia Muminka (pisarka sportretowała ją potem w Nutrii i Nerwusie jako złośliwą feministkę w pociągu). Zdaje się, że u Musierowicz jedynym powołaniem kobiety jest małżeństwo (które poprzedzają zazwyczaj tzw. końskie zaloty), potem niemal od razu dziecko (przypadkiem, nie jako wynik planowania, a przy okazji tego taśmowego rozrodu nie ma słowa o terminacji płodu czy poronieniu, co jest niemal niemożliwe statystycznie!). Nie ma znaczenia czy bohaterka ma lat 14 czy 16 – jeśli przyprowadza do domu chłopaka, to znaczy, że jest to jej potencjalny mąż.

Matrona Borejków czyli Mila nie zdradza się przed rodziną, że jest słynnym dramaturgiem Kalem Amurką (znaczące, że kobieta obrała męski pseudonim), choć w innej scenie widzimy, że patriarchat rodu o tym wie, lecz tego nie zdradza, bo żonie zależy na dyskrecji. Trochę dziwna relacja jak na ideał szczęśliwego małżeństwa.

Echa tego jak kontrowersyjny jest odbiór nowych książek, tych pisanych już po Noelce, musiały dotrzeć i do samej Małgorzaty Musierowicz, bo odnosi się do nich we wspomnianym wywiadzie dla lubimyczytac.pl:

Jeśli mowa o błędach odbioru – tym razem błąd taki popełniają zajadli krytycy, sądząc z całą powagą, że cokolwiek powie którakolwiek z moich postaci, to jest to na pewno odzwierciedlenie moich poglądów i moich przekonań. A przecież bohaterowie powieści muszą mieć zupełnie różne, często kontrowersyjne poglądy, muszą istnieć pomiędzy nimi wyraźne różnice zdań. Buduję przecież postacie, które myślą i rozmawiają, i każda ma swoją własną historię. Ale moja własna historia jest jeszcze inna. Nie narzucam jej nikomu, także bohaterom moich powieści.

Nie będąc zwolenniczką kultury cancelizmu, mogę po części zrozumieć tłumaczenie autorki Jeżycjady, jednak jeśli pisze się dla nastolatków, ma się świadomość tego, jak niewielu rodziców czy nauczycieli rozmawia z nimi dziś o ich młodzieżowych lekturach. Oraz że nastolatki czytają te kolejne tomy i uczą się z nich życia, czyli jeśli ma się świadomość swojego wpływu na młodsze pokolenie, można oczekiwać czegoś więcej od autorki, niż tego, że pokaże ona świat opisujący stosunki społeczne oparte na archaicznych i szkodliwych stereotypach.

Tym bardziej że Musierowicz czuje misję wychowawczą, do czego przyznała się w ww. wywiadzie:

Zaszczycono mnie ostatnio przyznaniem nagrody „Skrzydła Dedala” – to ważna nagroda Biblioteki Narodowej. Otóż najbardziej ze wszystkiego uradowało mnie jedno zdanie w obszernej laudacji: to, że się mnie postrzega jako mądrą wychowawczynię. To mi dopiero pochwała! Otóż, podobnie jak wychowałam własne potomstwo, tak też staram się wychowywać te swoje inne dzieci, czytelniczki i czytelników, których mam już naprawdę setki tysięcy, jeśliby tak policzyć nawet z grubsza. Mam obowiązki zarówno wobec własnych dzieci, jak i wobec czytelników. To poważna odpowiedzialność. Więc też traktuję tę swoją wesołą pracę z całkowitą i należną powagą.

Trudno do końca dać wiarę tłumaczeniom Musierowicz – że nie zasklepiła się w swoich poglądach, że poglądy jej bohaterów nie są jej własnymi, gdy spojrzy się na to, jak traktuje wszelką krytykę jej twórczości.

Reżyserkę Weronikę Szczawińską, autorkę spektaklu, w którym krytycznie odnosiła się do wartości przedstawionych przez Musierowicz, spotkał proces sądowy i zakaz używania tytułowej sagi.

Świat Jeżycjady za komuny opisywał świat inteligentów, którzy byli inni od reszty, bo nie ganiali za pieniędzmi, tylko dyskutowali o łacińskich tekstach przy herbatce, delektowali się Myślami Pascala czy przerzucali erudycyjnymi aforyzmami (Naturam si sequemur ducem, nunquam aberrabimus (łac.) Jeśli będziemy szli za naturą jako przewodnikiem, nigdy nie zbłądzimy. Język Trolli).

Jednak w nowej epoce bohaterowie ci kompletnie się nie odnaleźli – za to ich wyjątkowość polega na tym, że kontestują nowoczesność, rozwój, to, że czasy się zmieniają, przez co wydają się groteskowo wręcz konserwatywni.

Niemniej na forum, które oficjalnie funkcjonuje na stronie internetowej autorki można od kilku dni przeczytać li i jedynie zachwyty nad nową książką Na Jowisza! 2 oraz odnieść wrażenie, że wszyscy są melomanami, bo oglądali zakończony właśnie Konkurs Chopinowski.

To dobre odzwierciedlenie tego, jak wybiórczy i nieadekwatny obraz współczesnego świata kreują książki Musierowicz. I jak bardzo utrzymywanie tej iluzji niektórym z nas pasuje.

Ale sentyment pozostał…

Nihil adeo malum est, quin boni mixturam habeat (łac.) Nic nie jest tak złe, żeby nie miało przemieszki dobrego – rozbrzmiewa sentencja  w Idzie sierpniowej.

Choć obecnie wiele treści i poglądów prezentowanych przez bohaterów Jeżycjady jest dla mnie nie do zniesienia, zawsze będę wdzięczna autorce, że w wieku nastoletnim mogłam dorastać z rodziną Borejków. Na tamte czasy to były świetne lektury. Przez lata byłam nimi tak mocno zafascynowana, że pewnego dnia pojawiłam się u drzwi autorki Jeżycjady niczym Aurelia Jedwabińska, chcąc bliżej poznać pisarkę, która tak mocno ze swoimi bohaterami weszła do mojego życia. Spędziłam z Małgorzatą Musierowicz jeden dzień w Poznaniu. Poszłyśmy razem na targ, gdzie kupiła paczkę drogiego müsli firmy Jordans, a następnie zabrała mnie na audycję w Radio Merkury. Potem opisała moją wizytę w „Filipince”, a na koniec wysłała mi jeszcze jedną z maszyn do pisania po Stanisławie Barańczaku! Widziałyśmy się później w Łebie, gdzie miała swoje spotkanie autorskie.

Książkę „Na Jowisza 2! Nadal uzupełniam Jeżycjadę” możecie kupić TUTAJ

Nadal mam do tej pisarki i jej książek wyjątkowy sentyment. W pewnym okresie mojego życia pojawiła się ze swoimi bohaterami i pokolorowała mój świat. Ale… czasy się zmieniły. Ja się zmieniłam. I choć przyjemnie jest niekiedy powspominać dawne dzieje, jestem za tym, by iść z duchem czasu, a nie na siłę utrzymywać status quo.

Wspomnienie tej autorki o Dance Wawiłow znajdziesz TUTAJ

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Pomagając innym pomagasz sobie

„To stało się zupełnie przypadkiem. Teraz jest naszym życiem”, „Nie mogłam nic nie zrobić” – mówią ludzie, na…

Patriotyzm w chocholim transie

Prawicowa obsesja niepodległościowa nie ma nic wspólnego z miłością do ojczyzny. Obsesja karmi się lękiem, miłość zaś buduje…