Łukasz Jakóbiak: Pozwalam życiu, aby się wydarzało

53 udostępnień
53
0
0

Na początku był łowcą autografów. Potem stworzył youtube’owy talk-show „20m2”. Dziś prowadzi autorski kurs „Święty spokój”, w ramach którego niczego nie uczy, za to oducza wszystkiego, co ludziom nie służy. Z Łukaszem Jakóbiakiem rozmawiamy o jego ścieżce rozwoju i zmianach, jakie nastały po tym jak… zaufał życiu.

Marta Dudziak: W październiku 2020 roku na YouTube pojawił się Twój trwający niemal godzinę film „Autograf Miłości”. Dawno nie oglądałam czegoś równie inspirującego, poruszającego, prostego w przekazie, a przy tym tak ważnego i ponadczasowego. Czym dla Ciebie samego jest „Autograf…”?

Łukasz Jakóbiak: Oryginalny tytuł tego wideo miał brzmieć „Autograf od Boga”. Użyłem słowa „Miłość”, ponieważ dla mnie to jest to samo. Poza tym wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach słowo „Bóg” ma tak dużo znaczeń, że używając go trudno wyrazić nim jednoznaczny przekaz. Ostatecznie powstał więc tytuł „Autograf Miłości”. Materiał mówi o moim poszukiwaniu spokoju, akceptacji. O tym, że szukałem ich długo na zewnątrz siebie.

Olbrzymia część świata, w którym żyjemy opiera się właśnie na tego typu poszukiwaniach i wierzy w to, że goniąc za sukcesem, pieniądzem, rzeczami, odnajdziemy spokój. Ja też w to wierzyłem. Zatraciłem siebie w tej pogoni. Zapomniałem, kim jestem.

Dopiero doświadczenie bezgranicznej Miłości, którą poczułem podczas pierwszego zamknięcia kraju w marcu 2020 roku, powoli zaczęło wyzwalać mnie z szukania spokoju przez rzeczy zewnętrzne.

Ta Twoja droga do miejsca, w którym jesteś dziś, zaczęła się od zdobywania autografów…

Wszystko, co mogło zaimponować innym, a dzięki czemu przez chwilę mogłem poczuć się lepiej, było mi bliskie. Nie wiem, czy chciałem być lepszy od innych, chyba chciałem tylko poczuć się dobrze. Chociaż nie ukrywam, że owo hobby – łowienie autografów – stało się dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Dopiero teraz doceniam tę siłę, która za wszelką cenę chciała, abym zrozumiał, że na zewnątrz jest tylko iluzja. Że dopiero gdy spojrzę do wewnątrz, odkryję to, co da mi upragniony spokój. Ta siła mówiła mi wielokrotnie: „Zatrzymaj się”, lecz ja uparcie przez ponad 20 lat parłem do przodu. Mówiła mi: „Zwróć uwagę na serce”, a ja z uporem trzymałem się głowy. Wierzyłem w to, co usłyszałem, co pochodziło z zewnątrz, a nie w to, co czułem.

Do swojego talk-show „20m2” zapraszałeś znanych ludzi. Pamiętasz na czyjej wizycie zależało Ci wtedy najbardziej?

Każda wizyta miała dla mnie znaczenie. Wszystkie te osoby zbudowały program, ale i zbudowały mnie. Starałem się traktować doświadczenia gości jak książkę, z której mogę wyciągnąć coś dla siebie. Tyle przepięknych rozmów. Coś nadzwyczajnego. Mógłbym wymienić dziesiątki gości, których historie są nadzwyczaj inspirujące: Ewa Liegman czyli Anioł w kawalerce, Ewelina Stępnicka z sercem i skromnością na dłoni, Olga Szwajgier, tak jasne postacie nieczęsto się spotyka, Piotr Mudyn, czyli historia od ciemności do miłości… Tyle tego było.

Może zainteresuje Cię: Jesteś doskonały, jaki jesteś

A potem pojawił się kurs „Święty spokój”. Prawdopodobnie w czerwcu odbędzie się już czwarta jego edycja…

Tak. To wszystko w jakimś stopniu się pojawia, toczy. Niewiele już wychodzi z mojego umysłu. Pozwalam się prowadzić. Zaufałem życiu. Na kursie niczego nie uczę. Na kursie oduczam tego, w co uwierzyliśmy, a nam nie służy. Rozluźniam umysły. Powoli opadają męczące schematy, przywiązania, a w to miejsce pojawia się jasność, spokój.

A co się wydarza?

Miłość.

Doświadczenie Miłości, czyli doświadczenie Boga?

Zgadza się. Dla mnie to wszechogarniające uczucie, które w zasadzie jest nie do opisania. Myślę, że w „Autografie Miłości” udało mi się jakoś uchwycić namiastkę tego. Poczucia, że wszystko, co się wydarza, jest idealne. Dokładnie takie, jakie być powinno. To rodzi spokój i zaufanie. Wystarczy pozwolić życiu żyć. Wystarczy nie napierać na nie. Ta Miłość cały czas do nas przemawia, chce dla nas najlepiej, nie straszy, nie rozlicza, nie wymaga od nas niczego, a jedynie zaprasza nas do bycia bliżej niej, bliżej siebie. Tyle że my, wciąż skupieni na tym, co na zewnątrz nas, nie słyszymy głosu tej Miłości.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Po co nam stare historie?

Ostatnimi czasy polski rynek wydawniczy raczy nas książkami o podróżach i podróżnikach z lat 20. i 30. ubiegłego…
żałoba

Jak poradzić sobie z żałobą?

„Jedynym sposobem na odnalezienie spokoju jest pozwolenie przeszłości na bycie przeszłością” – mawiała dr Elisabeth Kübler-Ross, autorka książki…