Załoga Niebostanu

Ludzkie historie: Jak przetrwać mimo pandemii?

57 udostępnień
57
0
0

Kryzys przeciśnięty przez sito

Agnieszka Stanasiuk, matka dwójki małych dzieci, od dziesięciu lat utrzymująca się z prowadzenia pracowni sitodruku, początkowo zupełnie się załamała. Wraz z lockdownem stanęły warsztaty, jej największa pasja i platforma spotkań z ludźmi, jaką do tej pory stanowiła pracownia, zamarła.

– I co teraz? Co dalej? – pytała samą siebie, czując jak narastają w niej strach i poczucie beznadziei.

Nie wszyscy na kryzysy reagują tak samo. Jedni potrzebują więcej czasu na oswojenie się ze zmianą, inni potrafią działać od razu. To właśnie ci drudzy stali się dla Agnieszki inspiracją. Gdy bowiem zobaczyła, że w sieci coraz więcej ludzi rusza z różnymi warsztatami online, również ona postanowiła zgłębić ten temat.

– Na początku widziałam same minusy prowadzenia zajęć przez internet – opowiada. – Bo gdzie w nich miejsce na tak istotny czynnik ludzki, na energię i humor spotkań w grupie na żywo? Poza tym jak niby miałabym poprowadzić te warsztaty bez wyposażenia uczestników w niezbędne materiały, jak nagrywać i jednocześnie odpowiadać na ich pytania, służyć radą? Może w przypadku innego typu zajęć to zadziała, ale przy sitodruku? Nie widziałam takich możliwości.

Ponieważ jednak alternatywa – siedzieć i załamywać ręce – też Agnieszce zbytnio nie odpowiadała, drążyła temat dalej, aż w końcu na drodze stanął jej Feblik. Feblik to platforma oferująca warsztaty twórcze online, która wspiera prowadzących je w przygotowaniu i obsłudze technicznej zajęć, np. dbając o to, by uczestnicy warsztatów otrzymali niezbędne do przejścia przez nie narzędzia i materiały, zapewniając właściwą komunikację między prowadzącym a uczestnikami, oferując pomoc we właściwym przygotowaniu zajęć w wersji internetowej itp.

Weszłam w to – wyznaje. – I dziś dostrzegam też plusy edukacji online. Okazuje się, że

najlepsze pomysły przychodzą ludziom po warsztacie, gdy mają czas na spokojnie przemyśleć ewentualne pytania, zastanowić się twórczo nad tym, co chcą osiągnąć, a potem mogą się z tym zwrócić do mnie. Dodatkowo w momencie, gdy uczestnicy pracują przed komputerami w swoich domach, często do warsztatów dołączają też inni członkowie rodziny: dzieci, partnerzy. Przez co więcej ludzi ma szansę złapać bakcyla twórczości. Myślę, że taka forma warsztatów to przyszłość. Sama zresztą w tą przyszłość patrzę już z nadzieją – dodaje.

Czarownice i szeptuchy wychodzą z szafy

Dla Katarzyny Enerlich, pisarki, joginki i zielarki, rok 2020 to czas wielu zmian.

– Musiałam się dostosować do nowych warunków – opowiada. – O ile spotkania z czytelnikami online dość szybko stały się dla mnie oczywistością, drugi rodzaj mojej działalności, to znaczy warsztaty zielarskie i kosmetyczne w sieci, stanowił dla mnie nie lada wyzwanie.

Katarzyna Enerlich nie należy jednak do osób, które uciekają przed wyzwaniami, a kiedy życie rzuca im pod nogi kłody, zatrzymują się przy nich i złorzeczą na los. Dlatego nie debatując długo nad problemem, postanowiła przenieść naukę wytwarzania domowych kosmetyków do sieci.

– Filmiki instruktażowe nagrywam zwykłym telefonem, którego operatorem jest mój mąż – śmieje się. I dopowiada. – No dobrze, pomaga mi kręcić te krótsze, natomiast do dłuższych za statyw służy mi sztaluga.

Może zainteresuje Cię: Dlaczego warto tworzyć naturalne kosmetyki i gdzie szukać inspiracji

Surowce potrzebne do wyprodukowania kremów, szamponów, peelingów Kasia pakuje w nieduże słoiczki oraz butelki i wysyła do uczestników warsztatów kurierem. Tak samo przy kursach zielarskich – klienci otrzymują od niej zioła, które zwykle zbiera wiosną i latem. Dodatkowo dostają link do pobrania plików z materiałami tekstowymi.

– Po każdych warsztatach proszę uczestników o podzielenie się efektami naszej pracy – mówi. – Dzięki temu wiem, że mam już spore grono internetowych czarownic i szeptuch, które uzyskały nową umiejętność. Potrafią robić naturalne i pełne zdrowia kosmetyki dla siebie i na prezenty. To cieszy… Bardzo. Choć oczywiście kontakt wirtualny nie zastąpi spotkania twarzą w twarz.

Online jako proteza

Również Aleksandra Kopp, chórmistrz, dyrygent, trener wokalny (ta sama, która przygotowywała Joannę Kulig do wykonania „Dwóch serduszek” na ścieżkę dźwiękową „Zimnej wojny” ), prowadząca 10 lat przeróżne chóry na Mazowszu czy warsztaty emisji głosu dla chóru Uniwersytetu Warszawskiego, zmuszona była pogodzić się z pracą w warunkach wirtualnych. Pandemia COVID-19 jednym cięciem zabrała jej uczniów, studentów i miłośników wspólnego śpiewania. Zdecydowała się więc na próbę przetrwania dzięki technologii. Dziś prowadzi w internecie warsztaty nauki gry na pianinie oraz śpiewu.

– Jest, jak jest. I cieszę się z tego, co udało się utrzymać – mówi. – Ale zajęcia online to raczej proteza niż prawdziwy, żywy narząd. Wygodna, nie trzeba wychodzić z domu, jednak efekty i przekaz to trochę półśrodek. Nad niektórymi rzeczami nie da się pracować w ten sposób, np. poprawić ułożenia dłoni, oddechu, postawy. Nie można dotknąć. Repertuar też raczej lekki, przyjemny. Szczególnie w przypadku dzieci. No i trzeba mieć wzgląd na sąsiadów, rodzinę, żeby nie grać czy nie śpiewać za głośno.

Dlatego w swoim fachu Aleksandra nie wyobraża sobie pracować w taki sposób na dłużej.

Może zainteresuje Cię: Chcieć to móc – ograniczenia są tylko w nas

– Na pewno pozostanie pomysł wykorzystywania warsztatów online w czasie choroby czy wyjazdu – twierdzi. – Czekam jednak na czas, kiedy wszystko wróci do normy.

Gdy Mahomet nie może przyjść do góry

Pracownicy krakowskiej ARTzony już na początku 2020 roku mieli dokładnie zaplanowaną akcję „Mały Twórca”. Miała ruszyć wraz z dofinansowanym przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego projektem „Dotknij Sztuki – kultura dostępna dla dzieci” i polegać na zgromadzeniu dzieci w specjalnie przygotowanej na tę okoliczność przestrzeni ARTzony, by tam mogły one oddać się żywiołowi wolnego malowania całym ciałem.

– Niestety, pandemia pokrzyżowała nam plany – opowiada związana z akcją Paulina Maciaszek, animatorka kultury. – Ponieważ dla osób twórczych zwykle repertuar rzeczy niemożliwych do wykonania jest dość niewielki, szybko dokonaliśmy zmiany formy, w jakiej przewidywaliśmy realizować akcję i… „wprosiliśmy się” ze sztuką do domów.

Akcja przybrała formę online. Tym razem do jej realizacji trzeba było zaangażować również rodziców.

– Nie mogliśmy ich tym obarczyć, nie dając im wskazówek i narzędzi. Dlatego poprzez webinaria i spotkania live przygotowaliśmy cały program wsparcia rodziców w zakresie tego, jak zorganizować dzieciom w warunkach domowych przestrzeń do kreatywności – wyjaśnia. – Dzieci w domach otrzymały też od nas „Sztukoboxy”, czyli zestawy zawierające wszystkie przybory artystyczne, potrzebne do wykonania zadań. Łącznie spotkaliśmy się cztery razy – przed i po wolnym malowaniu w domu.

Akcja ARTzony spotkała się z bardzo pozytywnym feedbackiem od rodziców, którzy – mimo wizji totalnego bałaganu w mieszkaniu – odważyli się zapewnić dzieciom czas i miejsce do wolnej twórczości.

– Nam ta akcja pozwoliła nabrać pewności siebie – mówi Paulina Maciaszek. – Poczuliśmy się twórcą wielkiej ARTzonowej rodziny, która ufa naszym wskazówkom i umiejętnościom. Jesteśmy dumni ze wszystkich małych i dużych twórców.

Rozmowa z Pauliną Maciaszek o oswajaniu dzieci ze sztuką: Obcowanie ze sztuką – jak obudzić kreatywność dzieci

Łącznie w akcji ARTzony uczestniczyło 60 dzieci w wieku od roku do ośmiu lat oraz 46 rodziców. Teraz szykowana jest wystawa prac powstałych w ramach „Małego Twórcy”. Prace zawisną początkowo w wirtualnej galerii, ale w przyszłości być może pojawią się także w siedzibie Ośrodka Kultury im. C. Norwida w Krakowie.

***

Wiemy, że podobnych historii Polaków, którzy dzielnie radzą sobie w dobie kryzysu, jest wiele. Jeśli macie ochotę podzielić się nimi z nami, zapraszamy do kontaktu. Dobrych, budujących i dających nadzieję przykładów nigdy za wiele. Niech moc będzie z Wami!

może Ci się spodobać
uchodźcy niechciani

Niechciani

– W dorosłym życiu chcę być pogranicznikiem – postanawia nastoletnia Khava, jedna z siedmiorga dzieci Mainy, czeczeńskiej uchodźczyni.…
Anna Bilinska-Bohdanowiczowa 1887 autoportret

Anna Bilińska: portret w drodze

Przystanek: Sukces. Przystanek: Tragedia Wytężona praca przyniosła Bilińskiej wymierne efekty. Rok 1884 zaczął się dla artystki bardzo dobrze.…