przemoc w rodzinie
© Adobe Stock

Lockdown sprzyja przemocy w rodzinie

9 udostępnień
9
0
0

Epidemia koronawirusa i wymuszony nią lockdown przynoszą przerażający skutek uboczny. Organizacje pozarządowe i szpitale pediatryczne alarmują, że znacząco wzrosła liczba przestępstw związanych z przemocą domową, w tym z przemocą seksualną.

Jak wyjaśnił już w maju tego roku Didier Reynders, komisarz ds. sprawiedliwości UE, zaobserwowano znaczny wzrost niektórych typów przestępstw, w tym przestępstw związanych z przemocą domową. Symptomy tego zjawiska raportowały również organizacje pozarządowe czy szpitale pediatryczne. Londyński szpital dziecięcy Great Ormond Street doniósł o 15-krotnym zwiększeniu liczby małych pacjentów przyjętych w związku z poważnymi przypadkami przemocy w rodzinie tylko w pierwszym miesiącu lockdownu. Równie drastyczne dane spłynęły z całego świata.

Zapewne widzimy przy tym tylko wierzchołek góry lodowej. Większość przypadków przemocy w rodzinie, której doświadczają dzieci, pozostało w czterech ścianach domów, skoro dzieci nie chodziły do szkół i przedszkoli. Również w przypadku osób dorosłych – zwłaszcza kobiet – praca zdalna sprzyjała niezauważaniu skutków przemocy fizycznej, zwłaszcza wobec kobiet. Tym razem nie musiały już stosować ostrych makijaży ani wymyślać entej historyjki o zderzeniu z drzwiami, bo wystarczyło zmniejszyć ostrość w obiektywie kamery.

Tego autora: Przemoc w rodzinie – co o niej mówi polskie prawo?

Przemoc seksualna

Jedną z najstraszniejszych postaci przemocy domowej (przemocy w rodzinie) jest przemoc seksualna. Gruchocze ona nie tylko ciało osoby pokrzywdzonej, ale również – i przede wszystkim – psychikę.

Przytoczę opowieść pewnej kobiety, która była gwałcona przez swojego ojca w dzieciństwie, a dziś jest dojrzałą kobietą z dorosłymi dziećmi. W przypadkowej rozmowie rzuciła ona, że do dzisiaj bardzo zwraca uwagę na strój i makijaż, bo kiedy wychodzi na ulicę, to ma wrażenie, że wszyscy na nią patrzą i myślą, że jest brudna. Dlatego używa mocniejszych perfum i mocno się maluje. Cały czas boi się, że przechodnie na ulicy wpatrują się w nią, bo „wiedzą, że jest brudna”. Przyznam, że ta opowieść mną wstrząsnęła. Dodam, że mówimy tu o wspaniałej, pozornie silnej kobiecie, która przeszła terapię psychologiczną i obecnie już właściwie publicznie mówi o traumie z dzieciństwa.

Co jest zgwałceniem?

Polski kodeks karny zawiera bardzo niebezpieczną definicję zgwałcenia. Zgodnie z art. 197 § 1 k.k., karze podlega ten, kto „przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego”. Wyczuwa się w tej konstrukcji intuicyjnie wręcz, że w działaniu gwałciciela musi wystąpić element „przełamywania oporu” – przemoc, groźba bezprawna czy podstęp. Tymczasem art. 36 Konwencji (stambulskiej) Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej ma zupełnie inną konstrukcję. Zgodnie z nim państwa będące stronami Konwencji muszą zapewnić, by odpowiedzialność karna groziła za umyślną penetrację waginalną, analną lub oralną o charakterze seksualnym ciała innej osoby jakąkolwiek częścią ciała lub przedmiotem, bez jej zgody. W Konwencji stambulskiej kluczowe jest więc nie to, że sprawca przełamał opór ofiary, ale to, że nie miał jej zgody. Takie ujęcie zmienia zupełnie perspektywę: to nie osoba pokrzywdzona ma dowodzić swojego oporu i tego, że została wykorzystana, ale tak naprawdę to sprawca musi być pewien, że druga strona zgodziła się na współżycie, wyrażając „entuzjastyczne tak”, jak to niegdyś celnie określiła pani profesor Monika Płatek na jednej z konferencji naukowych.

Współczesne orzecznictwo odnotowuje tę ewolucję poglądów, wynikającą z rosnącego przekonania o potrzebie poszanowania autonomii seksualnej człowieka, zgodnie z którym tylko uświadomiona i jednoznaczna w danych okolicznościach zgoda na podjęcie współżycia czyni to współżycie „legalnym”, a brak takiej zgody decyduje o negatywnej ocenie prawnej.

Warto przeczytać: Sylwia Chutnik: Czasem bywam odważna

Ale również współczesnemu orzecznictwu zdarzają się wpadki. W wyroku z 2017 roku (sygn. IV KK 369/16) Sąd Najwyższy uchylił wyrok skazujący za zgwałcenie mężczyznę, który „wielokrotnie przemocą doprowadzał swoją żonę (…) do obcowania płciowego, raz lub więcej razy w miesiącu w ten sposób, że bił ją ręką po głowie, następnie jedną gołą ręką lub poduszką zatykał jej usta, a drugą przyduszał za szyję i ściągał jej majtki, wpychając palce do pochwy i odbywał z nią stosunek płciowy”. Uchylając ten wyrok Sąd Najwyższy wypowiedział zdanie, które – jak się wydaje – nie powinno było paść w XXI wieku w Polsce. Zacytujmy: „rozpoznając ponownie sprawę Sąd (…) dokona również pogłębionej analizy dowodów dotyczących świadomości oskarżonego co do bezprawności jego zachowań w zakresie czynu z art. 197 § 1 k.k. Należy zauważyć, że z zeznań pokrzywdzonej wynika, że przez wiele lat uważała zachowania męża w sferze intymnej za normalne i dlatego im się nie sprzeciwiała i nie stawiała rzeczywistego oporu przed odbyciem stosunku, ponieważ uważała go za normalną małżeńską powinność. Podobnego zdania była również jej teściowa. Skoro więc pokrzywdzona poddawała się woli męża i dopiero po wielu latach oceniła jego zachowania krytycznie, to należy wyjaśnić, czy zachowania oskarżonego nie wynikały z jego błędnego przekonania co do ich legalności i normalności, zakorzenionego w środowisku”.

Jeszcze raz: zdaniem SN, skoro z zeznań teściowej pokrzywdzonej i wyjaśnień oskarżonego męża wynika, iż pokrzywdzona przez wiele lat znosiła zmuszanie jej biciem do współżycia i nie protestowała, to znaczy, że sprawca mógł być po prostu błędnie przekonany, iż to normalne i legalne, bo w takim środowisku oboje się obracali.

Trudno formułować ocenę takiego stanowiska bez uchybienia powadze Sądu Najwyższego, ale podejmę ten trud. Otóż nie jestem przekonany, czy nawet w środowisku jaskiniowców – a nie sądzę, aby w tej scenerii i układzie podmiotowym zmaterializowały się okoliczności, o których pisał Sąd Najwyższy – zmuszanie kobiety biciem do znoszenia wpychania paluchów do jej pochwy mogło wiązać się z przekonaniem posiadacza paluchów, że to co robi jest „legalne i normalne”. Nie znam żadnego środowiska, w którym takie zachowania mogłyby zostać uznane za „legalne i normalne”, a doświadczenie zawodowe zmusiło mnie do poznania naprawdę szerokiej palety barw ludzkiej egzystencji.

Czytaj także: Władza i kontrola – jak przerwać krąg przemocy

Efekt #MeToo

Dlaczego o tym piszę? Mijają właśnie trzy lata od ujawnienia afery Harveya Weinsteina, znanego producenta filmowego, którego skazano za molestowanie całych pokoleń artystek zmuszonych do znoszenia jego, nazwijmy to delikatnie, awansów. Sprawa Weinsteina spowodowała skok świadomościowy, polegający na tym, że tysiące kobiet na całym świecie ujawniły, iż były molestowane lub po prostu gwałcone przez mężczyzn. Tysiące kobiet odważyły się powiedzieć „me too” – „ja też”. W ogromnym nieszczęściu pandemii, która nas spotyka, mamy jedno szczęście: po aferze Weinsteina kobiety na całym świecie wiedzą, że nikt nie ma prawa od nich wymagać, żeby udowadniały stawianie oporu sprawcom przemocy seksualnej. To sprawca ma pamiętać, że tylko „entuzjastyczne tak” (chwała pani prof. Płatek za to trafne spostrzeżenie!) oznacza zgodę na współżycie seksualne.

Do walki z przemocą seksualną nie potrzebujemy nieustającego wzmożenia represyjności (podwyższania kar za przestępstwa), tylko empatii i skuteczności.

Wystarczy np. przestrzegać zasady, że już pierwszy kontakt osoby pokrzywdzonej z funkcjonariuszem Policji powinien być podporządkowany zasadzie, iż na życzenie osoby pokrzywdzonej (o czym należy ją w przystępny sposób pouczyć) zawiadomienie o przestępstwie powinna odbierać funkcjonariuszka lub funkcjonariusz tej samej płci. Wynika to wprost z art. 23 ust. 2 lit. d dyrektywy 2012/29/UE i prawo to nie ogranicza się do pokrzywdzonych przemocą seksualną – dotyczy również ofiar przemocy w rodzinie. Co więcej, w sprawach dotyczących przemocy seksualnej należy oczekiwać, aby również – na życzenie pokrzywdzonego – sędzia prowadzący przesłuchanie (bo w przypadku takich przestępstw powinno być właściwie jedno przesłuchanie, od razu prowadzone przez sędziego, aby pokrzywdzony nie musiał kilkakrotnie wracać myślami do traumatyzujących przeżyć) także był tej samej płci, co pokrzywdzony. Zorganizowanie tego nie wymaga żadnych nakładów finansowych, tylko odrobiny wrażliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać
dostęp do dokumentacji medycznej

Dostęp do dokumentacji medycznej

Osoby wykonujące zawody medyczne są zobowiązane nie udzielać informacji na temat stanu zdrowia i udzielanych świadczeń nikomu innemu niż sam pacjent lub osoba przez niego upoważniona.