© lawendowepole. pl

Lawendowe pole – slow life na Warmii

132 udostępnień
132
0
0

Ta opowieść mogłaby się zaczynać podobnie jak u Karen Blixen, która w swoim autobiograficznym Pożegnaniu z Afryką pisała: „Miałam farmę w Afryce u stóp gór Ngong”. Ale historia dotyczy naszej rodzimej Warmii i plantacji lawendy. No i toczy się w teraźniejszości, bo na Lawendowym Polu Joanny Posoch właśnie trwa pełnia sezonu.

– Właśnie przycinamy wyschnięte pędy lawendy. Część była zmarznięta, większość bardzo ładnie przezimowała. I kosimy, jak to na wsi. Remontujemy też specjalne platformy, na które zbieramy lawendę. W ten sposób przygotowujemy się do warsztatów florystycznych i alchemicznych. Oprócz bukietów będziemy też robić kremy, mydła, olejki eteryczne – opowiada mieszkanka Nowego Kawkowa o swoim slow life na Warmii.

Pani Joanna po wyprowadzce z Warszawy długo zastanawiała się, jak po porzuceniu pracy brokera ubezpieczeniowego, dobrych zarobków i korporacyjnego sznytu zintegrować się z nowym, wiejskim środowiskiem. Idea uprawy lawendy nie pojawiła się od razu, pierwszym pomysłem była hodowla zwierząt. Ale na zwierzętach się nie znała. Poza tym sporo czasu zajęłoby jej terminowanie u doświadczonego hodowcy.

Stwierdziła więc, że zajmie się roślinami. Musiała wybrać takie, które w klimacie Warmii będą miały najlepsze warunki. Padło na lawendę, a ściślej biorąc – Lavandula officinalis, bo gatunków lawendy jest około 40.

Lawendowe Pole – jak na dobre opuścić miasto

„Gdy kupiłam ziemię na Warmii, zamarzyłam o lawendowej plantacji na zboczu małej górki. Wystarczyło pójść do sklepu ogrodniczego po nasiona, poprosić sąsiada o zaoranie pola, przeczytać to i owo o lawendzie, poeksperymentować. Następne działania to już tylko konsekwencja tego pomysłu.

Po jakimś czasie można odnaleźć się – prawda, że będąc nieco spracowanym – w dojrzałym i pięknym, wymarzonym świecie. Może to być dom wśród fioletowych łanów lawendy, z suszarnią kwiatów, gdzie na werandzie sączymy lawendowe wino i zdumiewamy się, że wszystko to wydarzyło się naprawdę. Nasz piękny dom może też stać wśród dorodnych winorośli, zaś w piwnicy ustawione będą, aż po łuki sklepień, stojaki z butelkami wyśmienitego wina. Nasi goście będą rozkoszować się jego smakiem, z uznaniem kiwając głowami i cicho pomrukując. Albo może zdarzyć się, że dom i ogród będzie pełen niespotkanych form i instalacji artystycznych, znakomicie współgrających ze sobą i ciekawie wkomponowanych w otaczający krajobraz. Wielu ludzi zapragnie nas wtedy odwiedzić, aby pozwolić zainspirować się tą niecodzienną galerią sztuki gdzieś na końcu świata”.
fragment książki Joanny Posoch

Lawendowy chleb

– Lawenda nie jest trudna w uprawie. Tylko nie można jej zachwaścić, nie lubi też przeciągów. Dużo więcej pracy trzeba włożyć w jej przetwarzanie, choć to bardzo nośna roślina. Bardzo dobrze się destyluje i świetnie aromatyzuje kremy czy wody. Lawenda sprawdza się także w mieszankach z płatkami róży, aromatem pomarańczowym, werbeną cytrynową. W nowych połączeniach lawenda staje się ciekawym, korzennym tłem – tłumaczy pani Joanna.

Ulubionymi produktami plantatorki, w których pierwsze skrzypce gra lawenda, są syrop lawendowy oraz lawendowy chleb.

– Recepturę na lawendowy chleb opracowałam sama. Ciasto wyrabiam ręcznie, a piekę z trzech rodzajów mąki: żytniej, pszennej i orkiszowej, wszystkie pochodzą z warmińskich i mazurskich upraw. Oprócz lawendy dodaję też czarnuszkę – opowiada.

Pytana, za co lubi lawendę, mówi że za jej niepowtarzalną urodę i wspaniały zapach.

– Aromat lawendy nieustannie usiłują naśladować rozmaite firmy kosmetyczne. Jednak żywa lawenda, taka która rośnie na polu, ma zupełnie inną, niepowtarzalną woń – uśmiecha się.

O sensorycznym zwiedzaniu Polski przeczytasz TUTAJ

może Ci się spodobać

Goniące myśli

Wielu z nas zna to uczucie. Kiedy myśli i pomysły nabierają tempa, za którym nie sposób nadążyć. Gdy…