© lawendowepole. pl

Lawendowe pole – slow life na Warmii

17 udostępnień
17
0
0

Ta opowieść mogłaby się zaczynać podobnie jak u Karen Blixen, która w swoim autobiograficznym Pożegnaniu z Afryką pisała: „Miałam farmę w Afryce u stóp gór Ngong”. Ale historia dotyczy naszej rodzimej Warmii i plantacji lawendy. No i toczy się w teraźniejszości, bo na Lawendowym Polu Joanny Posoch właśnie trwa pełnia sezonu.

– Właśnie przycinamy wyschnięte pędy lawendy. Część była zmarznięta, większość bardzo ładnie przezimowała. I kosimy, jak to na wsi. Remontujemy też specjalne platformy, na które zbieramy lawendę. W ten sposób przygotowujemy się do warsztatów florystycznych i alchemicznych. Oprócz bukietów będziemy też robić kremy, mydła, olejki eteryczne – opowiada mieszkanka Nowego Kawkowa o swoim slow life na Warmii.

Pani Joanna po wyprowadzce z Warszawy długo zastanawiała się, jak po porzuceniu pracy brokera ubezpieczeniowego, dobrych zarobków i korporacyjnego sznytu zintegrować się z nowym, wiejskim środowiskiem. Idea uprawy lawendy nie pojawiła się od razu, pierwszym pomysłem była hodowla zwierząt. Ale na zwierzętach się nie znała. Poza tym sporo czasu zajęłoby jej terminowanie u doświadczonego hodowcy.

Stwierdziła więc, że zajmie się roślinami. Musiała wybrać takie, które w klimacie Warmii będą miały najlepsze warunki. Padło na lawendę, a ściślej biorąc – Lavandula officinalis, bo gatunków lawendy jest około 40.

Lawendowe Pole – jak na dobre opuścić miasto

„Gdy kupiłam ziemię na Warmii, zamarzyłam o lawendowej plantacji na zboczu małej górki. Wystarczyło pójść do sklepu ogrodniczego po nasiona, poprosić sąsiada o zaoranie pola, przeczytać to i owo o lawendzie, poeksperymentować. Następne działania to już tylko konsekwencja tego pomysłu.

Po jakimś czasie można odnaleźć się – prawda, że będąc nieco spracowanym – w dojrzałym i pięknym, wymarzonym świecie. Może to być dom wśród fioletowych łanów lawendy, z suszarnią kwiatów, gdzie na werandzie sączymy lawendowe wino i zdumiewamy się, że wszystko to wydarzyło się naprawdę. Nasz piękny dom może też stać wśród dorodnych winorośli, zaś w piwnicy ustawione będą, aż po łuki sklepień, stojaki z butelkami wyśmienitego wina. Nasi goście będą rozkoszować się jego smakiem, z uznaniem kiwając głowami i cicho pomrukując. Albo może zdarzyć się, że dom i ogród będzie pełen niespotkanych form i instalacji artystycznych, znakomicie współgrających ze sobą i ciekawie wkomponowanych w otaczający krajobraz. Wielu ludzi zapragnie nas wtedy odwiedzić, aby pozwolić zainspirować się tą niecodzienną galerią sztuki gdzieś na końcu świata”.
fragment książki Joanny Posoch

Lawendowy chleb

– Lawenda nie jest trudna w uprawie. Tylko nie można jej zachwaścić, nie lubi też przeciągów. Dużo więcej pracy trzeba włożyć w jej przetwarzanie, choć to bardzo nośna roślina. Bardzo dobrze się destyluje i świetnie aromatyzuje kremy czy wody. Lawenda sprawdza się także w mieszankach z płatkami róży, aromatem pomarańczowym, werbeną cytrynową. W nowych połączeniach lawenda staje się ciekawym, korzennym tłem – tłumaczy pani Joanna.

Ulubionymi produktami plantatorki, w których pierwsze skrzypce gra lawenda, są syrop lawendowy oraz lawendowy chleb.

– Recepturę na lawendowy chleb opracowałam sama. Ciasto wyrabiam ręcznie, a piekę z trzech rodzajów mąki: żytniej, pszennej i orkiszowej, wszystkie pochodzą z warmińskich i mazurskich upraw. Oprócz lawendy dodaję też czarnuszkę – opowiada.

Pytana, za co lubi lawendę, mówi że za jej niepowtarzalną urodę i wspaniały zapach.

– Aromat lawendy nieustannie usiłują naśladować rozmaite firmy kosmetyczne. Jednak żywa lawenda, taka która rośnie na polu, ma zupełnie inną, niepowtarzalną woń – uśmiecha się.

O sensorycznym zwiedzaniu Polski przeczytasz TUTAJ

może Ci się spodobać

Drzewa – kosmici są wśród nas

Na Ziemi drzewa są kosmitami, od których możemy się wiele nauczyć. Dystansu, wartości posiadania korzeni, sensu bycia tu…

Biznes oparty na wartościach

Zmienia się podejście młodych ludzi do biznesu. Jeśli wchodzą już w jakieś przedsięwzięcia, podejmują jakąś pracę czy tworzą…