wybór
© Adobe Stock

Kwestia wyboru – o tym, jak kształtowała się nasza decyzyjność

7 udostępnień
7
0
0

Droga do wyboru[1] była długa i wyboista. Wciąż zresztą tą drogą, wiodącą do pełnej swobody wybierania, kroczymy. Być może jest to projekt bez końca. A jak się zaczął? Jak się na tej ścieżce znaleźliśmy? Czy przewidywaliśmy ambiwalentne emocjonalnie konsekwencje tej podróży? Wybór to wymagający towarzysz, który pozwala oddychać wolnością, a jednocześnie dokłada do bagażu odpowiedzialność. Tę dźwigamy zupełnie sami. Choć być może moglibyśmy wybrać inaczej.

Brak wyboru

Nie bez przyczyny Ulrich Beck nazywa współczesnego człowieka homo optionis, a Zygmunt Bauman na opisanie ludzkiej kondycji przywołuje kategorię homo eligens człowieka wybierającego. Dziś wybór jest stałym elementem naszej codzienności. Ale nie zawsze tak było.

W czasach przednowoczesnych, czyli mniej więcej do początków XIX wieku, podstawową kategorią społeczną była wspólnota (nie jednostka). Scalały ją więzy krwi, sąsiedztwo, religia, tradycja. Porządek rzeczy i rozumienie świata były przekazywane z pokolenia na pokolenie.

To gdzie oraz w jakiej rodzinie się urodziłeś/łaś, decydowało o Twoim miejscu w strukturze społecznej, o pracy, jaką będziesz mógł/mogła wykonywać, o tym, z kim się zwiążesz. Innymi słowy to, kim będziesz i jaka przyszłość cię czeka, było już zadecydowane, kiedy pojawiłeś/łaś się na świecie. Indywidualny wybór w tamtym czasie praktycznie nie istniał. Nie liczyło się „ja”, tylko „my”.

Wybór jako prawo

Ale świat zaczął się zmieniać. Rewolucyjnie. Czasy nowoczesne to gwałtowny rozwój, przede wszystkim przemysłu i miast. W XIX wieku powstają fabryki, które ściągają do aglomeracji miejskich coraz więcej ludzi z terenów wiejskich. Rola wspólnot tradycyjnych w narzucaniu porządku życia jednostki zaczęła więc słabnąć. Człowiek, który – najczęściej właśnie za pracą – wyruszał do miasta, uniezależniał się od swojego miejsca urodzenia, od wiążących go z grupą więzów. To początki, znanego nam dziś dobrze, indywidualizmu.

Oczywiście, ludzie w mieście także budowali relacje, ale byli bardziej anonimowi niż wcześniej i co innego było powodem zacieśniania więzów. Jeśli przynależeli do jakiejś wspólnoty, to częściej w efekcie własnej decyzji. To moment, kiedy jednostkowy wybór coraz bardziej rzucał się w oczy. Przemykał ulicami, dawał nadzieję. Dzięki niemu można było poczuć smak wolności, zacząć walczyć o swoje prawa, tęsknić za upodmiotowieniem.

Jednocześnie więcej decydujących o sobie jednostek oznaczało większe zróżnicowanie mieszkańców miast. Większa chęć wyróżniania się na tle innych – napędzana szczególnie silnie w połowie XX wieku reklamą i rosnącą konsumpcją – powodowała nie tylko walkę o prawo do decydowania o własnym losie, ale także konstruowania i wyrażania własnej tożsamości. Który samochód kupić? Jaki kolor bluzki wybrać? Co czytać i czego słuchać? Gdzie bywać? W życiu codziennym, w różnych jego obszarach, pojawiło się wiele (do) wyboru.

Re-wybór jako prawo i obowiązek

Jesteśmy już w latach 50. XX wieku, które pamiętają nasi dziadkowie, czyli w okresie nie tak odległym od dziś. Do współczesności, nazywanej przez niektórych późną nowoczesnością, a przez innych ponowoczesnością, zbliża nas rozwijająca się od lat 70. XX wieku globalizacja. Pojawia się Internet. Świat – jak wcześniej dzięki narodzinom kolei i telegrafu (o czym wspomina Edwin Bendyk TUTAJ) – staje się mniejszy. Bardziej dostępny. Kurczy się przestrzeń i czas. Obieg informacji jest coraz szybszy, tak samo tempo życia.

Współczesny człowiek mierzy się więc z ciągłą zmianą, tymczasowością, wielością, wieloznacznością, względnością, coraz większym zróżnicowaniem tego, czego doświadcza. Jak już zostało zauważone w poprzednim fragmencie, zróżnicowanie sprzyja dokonywaniu wyborów – określaniu, co jest „moje”, a co nie. Z czym się zgadzam i identyfikuję, a co odrzucam. W ponowoczesności dokonujemy jeszcze więcej wyborów niż wcześniej, korzystając z większej liczby opcji, które są bardziej niż kiedyś na wyciągnięcie ręki.

Wbrew pozorom jednak, wybory dotyczące nawet drobnych spraw zyskują dziś coraz większą wagę: „(…) moja decyzja o zakupie danego ubrania lub określonego typu jedzenia ma dziś różnorodne konsekwencje globalne. Nie tylko wpływa na życie jakiegoś człowieka na drugim końcu świata, ale może przyczynić się do degradacji środowiska, co z kolei może mieć konsekwencje dla całej ludzkości”[2]. W tym sensie nawet pytanie: „W co się ubrać?” w ponowoczesności przestaje mieć powierzchowny charakter, a staje się deklaracją określonych wartości, przyjmowanych postaw. Dokonujemy więc coraz większej liczby coraz drobniejszych wyborów, coraz bardziej związanych z naszą tożsamością – często więc coraz bardziej świadomych i refleksyjnych.

Może zainteresuje Cię: Żyć eko, czyli jak?

Wybory te są bardziej wymagające. Racjonalny człowiek podejmuje bowiem decyzje analizując dane. Dziś ciągle pojawiają się nowe informacje, względem których należy się ustosunkowywać i w oparciu o które aktualizować swoje poprzednie deklaracje. Nasze wybory stają się re-wyborami. To decyzje z ciągłym potencjałem zmiany, iteracyjne, do których stale się powraca i refleksyjnie weryfikuje.

Dochodzimy do miejsca, w którym widoczny jest paradoks wyboru[3]. Wybór, który dawał wcześniej poczucie wolności, dziś staje się tak wszechobecny, że jest przymusem. 

Z nadmiarem wyboru wiążą się negatywne konsekwencje. Badania pokazują, że choć posiadanie większej opcji wyboru wydaje nam się zawsze bardziej atrakcyjne, ostatecznie staje się źródłem frustracji, braku satysfakcji z dokonanej decyzji oraz wiąże ze spadkiem motywacji wewnętrznej do realizacji działań z niej wynikających[4].

Niekorzystny efekt psychologiczny naukowcy tłumaczą wzrostem odpowiedzialności towarzyszącej „przeładowaniu wyborem”, która staje się trudna do udźwignięcia. Polega ona często na powątpiewaniu w dokonanie słusznego wyboru. Trudno jest też nam pogodzić się z szeregiem utraconych możliwości i potencjalnych dróg, których weryfikację dokonanie wyboru przecież uniemożliwia. Dodatkowe ryzyko polega na tym, że wszelkie niepowodzenia związane z dokonaniem wyboru jednostka bierze na siebie. Wszelkie potencjalne porażki będą efektem jej decyzji. Z konsekwencjami będzie musiała radzić sobie sama.

Warto przeczytać: Ekobójstwo – dlaczego Ziemia potrzebuje dobrego prawnika

Dziś nie wyobrażamy sobie życia bez wyboru. Jednocześnie nadmiar wyboru staje się psychologiczną pułapką. Są też takie wybory, których wolelibyśmy nie dokonywać. I takie, przed którymi w codziennym życiu uciekamy. Świadomy wybór to wolność, ale i odpowiedzialność. Łatwiej byłoby się nim cieszyć i z jego konsekwencjami mierzyć, gdybyśmy wśród wartości, poza niezależnością, pielęgnowali także troskę, solidarność i wsparcie.

Bycie taką wspólnotą również jednak należy wybrać.


Więcej przemyślanych tekstów Darii znajdziecie na Myślniku.


[1] Tekst powstał w oparciu o artykuł: D. Jezierska, Społeczeństwo wyboru czy wybór społeczeństwa? Teoretyczno-historyczna analiza kategorii wyboru na tle ewolucji struktur społecznych, „Kwartalnik Prawo-Społeczeństwo-Ekonomia”, nr 2, 2019, dostęp: http://kpse.pl/node/416.

[2] A. Giddens, Życie w społeczeństwie posttradycyjnym, [w]: U. Beck, A. Giddens, S. Lash. (red.), Modernizacja refleksyjna, Warszawa 2009, s. 81.

[3] Np. Z. Bauman, Płynne życie, Kraków 2007.

[4] S. Iyengar, M. Lepper, Why Choice Is Demotivating: Can One Desire Too Much of a Good Thing?, „Journal of Personality and Social Psychology”, nr 6, 2000, s. 995–1006.

reklama
reklama
może Ci się spodobać

Dobre intencje

Podobno w piekle posadzki i ulice wyłożone są szlachetnymi pobudkami ludzi. Czyżby nasze dobre chęci wcale nie zbliżały…
wolne media

Wolne media nie takie znów wolne?

Rządowy pomysł nałożenia na media podatku od wpływów reklamowych zjednoczył w ubiegłym tygodniu konkurujące ze sobą na co…
jesteśmy nienormalni

Wszyscy jesteśmy nienormalni

– Im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej skłaniam się ku stwierdzeniu, że normalność nie istnieje –…

Zmiana

Mówi się, że zmiana to jedyna pewna w życiu. Generalnie nie lubimy zmian, boimy się ich. Warto jednak…
pogarda

Skąd w nas tyle pogardy?

W polityce, w mediach, w komentarzach na portalach społecznościowych wyziera  niemal z każdego zakątka. Pogarda, niegdyś emocja dość…