Piotr Torchała kolonizacja marsa
Piotr Torchała, fot. archiwum prywatne

Kolonizacja Marsa to już nie science fiction

24 udostępnień
24
0
0

 
Przeprowadzka na Marsa mogłaby też stanowić plan awaryjny w obliczu przyszłych pandemii?

Nie sądzę, żeby pandemie były inspiracją dla eksploracji kosmosu i chęci jego poznania. Pandemia to coś, czemu możemy przeciwdziałać, wymyślać szczepionki, wprowadzić rygor sanitarny. Poza tym pandemia może się też rozwinąć na innej planecie, więc to nie byłoby rozwiązanie. Uważam, że największą inspiracją dla kosmicznych odkryć jest ludzka ciekawość oraz to, że chcemy żyć tam, gdzie jeszcze nie byliśmy, dowiadywać się zupełnie nowych rzeczy.

Krótko mówiąc, jako potencjalny gatunek międzyplanetarny, nie chcemy być obecnymi tylko na jednej planecie. To ludzka ciekawość i pociąg do eksploracji sprawiły, że Krzysztof Kolumb – by skrócić drogę do Indii – odkrył Amerykę. Współcześnie też chcemy wiedzieć, co znajduje się po ciemnej stronie Księżyca. To dlatego CNSA wysłała tam łazik „Yutu 2” i próbujemy rozwikłać zagadkę ostatniego odkrycia na Wenus fosfiny.

Co to takiego – fosfina na Wenus?

Gaz, zwany też fosforowodorem. W ubiegłym roku odkryto jego istnienie w atmosferze Wenus. Naukowcy nie znają procesu niebiologicznego na Ziemi, który mógłby wytworzyć ten związek w takiej ilości. Może to oznaczać, że w chmurach Wenus funkcjonuje jakaś forma życia.

Może zainteresuje Cię: Kosmos

Chcemy zasiedlać nowe planety, a tymczasem na Ziemi narobiliśmy już tyle szkód, że planeta ledwo dyszy…

Dlatego ważne jest, aby eksplorować kosmos w sposób racjonalny, a nie rabunkowy, nie produkować także tylu śmieci, jak na Ziemi. Cóż, trzeba przyznać, że nasza orbita jest bardzo zanieczyszczona. Wynika to z tego, że jeszcze do niedawna obowiązywało nieco inne podejście niż współcześnie. Kiedy w kosmos coś wysyłano, to wszystko tam zostawało. Teraz satelity, które tam lecą, człowiek stara się zdeorbitować lub przenosić na orbitę mniej używaną, gdzie nie będą przeszkadzać. Trwają też prace nad „kosmicznymi sprzątaczami”, czyli pojazdami kosmicznymi, których zadaniem jest usuwanie kosmicznych śmieci lub serwisowanie satelitów, aby przedłużyć ich życie.

A więc i kosmos zdążyliśmy już zaśmiecić?

Ten najbliższy owszem. Problem w tym, że brakuje nam prawnych regulacji w tej kwestii, bo te które obowiązują, pochodzą z lat 70. ubiegłego wieku. Zupełnie też nie ma takich, które mówiłyby o wykorzystywaniu surowców, na przykład helu 3, który jest obecny na Księżycu. A właśnie ten kosmiczny pierwiastek mógłby całkowicie zrewolucjonizować energetykę, bo wykorzystywany jako paliwo pozwoliłby na produkcję czystej energii, bez dwutlenku węgla i odpadów radioaktywnych.

Jak życie na Marsie czy Księżycu mogłoby realnie wyglądać?

Na początku trzeba by było skupiać się na tym, aby przeżyć w oparciu o dostawy najpotrzebniejszych surowców z Ziemi, gdyż na przykład na Marsie nie sposób wytworzyć choćby elementów wykorzystywanych do budowy zaawansowanej elektroniki w krótkim czasie. Więc przede wszystkim najpierw trzeba by było wszelkie technologie przystosować do warunków marsjańskich. Panuje tam przecież inna grawitacja, inna jest atmosfera. Choć niewykluczone, że dzięki tym odmiennym okolicznościom możliwe byłoby wyprodukowanie w kosmosie nowych technologii, np. nowego stopu żelaza, bardziej wytrzymałego i lżejszego, który mógłby zrewolucjonizować przemysł również na Ziemi.

Tej autorki: Sztuka celebrowania chwili według Skandynawów

A co z jedzeniem?

Gdy zaczniemy kolonizować Marsa, konieczna będzie produkcja żywności na miejscu, ale dieta będzie bezmięsna. Wyprodukowanie mięsa oznacza zużycie dużej ilości energii oraz wody, a w zamian dostajemy mało energii po jego spożyciu. To nieefektywne. Dieta ludzi będzie oparta na roślinach: algach i zbożach. Ich produkcja jest dużo prostsza, zasadza się na hydroponice lub areoponice, czyli uprawie bezglebowej, z użyciem wody lub powietrza jako podłoża. Technologia, jaka będzie funkcjonować w warunkach marsjańskich, może pomóc nam zmniejszyć problem głodu na Ziemi, ponieważ zmodyfikowane rośliny czy ulepszony proces hodowli pozwolą oszczędzić wodę, jednocześnie dostarczając większe ilości składników odżywczych.

Nadal wszystko to przypomina scenariusz filmu z gatunku science fiction.

Ale powoli staje się rzeczywistością. Przecież technologie kosmiczne już teraz oddziałują na nasze codzienne życie. Na przykład gdyby nie satelity, nie byłoby systemu GPS, który codziennie pozwala nam znaleźć drogę.

Więc to, co kiedyś powiedział John F. Kennedy: „Zdecydowaliśmy się w ciągu nadchodzących dziesięciu lat polecieć na Księżyc i dokonać innych rzeczy nie dlatego, że są łatwe, ale właśnie dlatego, że są trudne” jest wciąż aktualne?

Jego słowa najtrafniej oddają to, czego człowiek szuka w kosmosie: pokonywania granic i odkrywania nieodkrytego. Jednak celu nie osiągniemy nigdy, gdyż będzie się on przesuwał coraz dalej. Na razie celem jest Księżyc i Mars, potem przyjdzie czas na Wenus i realizację koncepcji tzw. latających miast. Wenus to jest bardzo nieprzyjazna planeta, z kwaśnymi deszczami, dużym stężeniem siarki w atmosferze, a ponadto 90-krotnie większym ciśnieniem niż na Ziemi i temperaturą dochodzącą do 400 stopni. Ale na odpowiedniej wysokości, około 50 – 65 km, atmosfera przypomina ziemską: jej ciśnienie oraz panujące tam temperatury są zbliżone do ziemskich warunków. I to jest punkt wyjścia, o którym można myśleć w kontekście życia człowieka na Wenus. To jednak na razie odległa, futurystyczna przyszłość.


może Ci się spodobać

Trening mózgu – pamięć

Jak mózg zapamiętuje? Prawidłowy proces przetwarzania informacji przez mózg zawiera trzy składowe: kodowanie, przechowywanie i odtwarzanie informacji. Kodowanie,…
polka na zanzibarze

Polka na Zanzibarze

Żyjesz na Zanzibarze od kilku lat. Nie ciągnie cię do dalszych podróży? Zanzibar to w sumie mała wyspa…