sylwia sitkowska dzieciństwo do poprawki

Kochani Drakulowie. Rzecz o toksycznych rodzicach

17 udostępnień
17
0
0

Bardzo trudno jest przyznać, że rodzice nas skrzywdzili. Podobnie jak trudno dostrzec, że te krzywdy z dzieciństwa wpływają na nasze dorosłe życie: na relacje, na nasze wybory, na pracę. Jednak bez tej prawdy nie znajdziemy radości życia – twierdzi Sylwia Sitkowska, autorka książki Dzieciństwo do poprawki. Uwolnij się od cienia rodziców energetycznych wampirów.

Beata Pawłowicz: Porównuje pani niektórych rodziców do energetycznych wampirów. Co to właściwie znaczy? Jacy to rodzice?

Sylwia Sitkowska: Niestety, są takie matki i tacy ojcowie, którzy zamiast wspierać swoje dzieci, pomagać im rozwinąć skrzydła, odnaleźć własną drogę, przysysają się do nich. Traktują je jak żywicieli dla różnych własnych deficytów. Poprzez życie tych dzieci owe deficyty próbują sobie zrekompensować, zniwelować. Właśnie te matki i ojców, którzy nie dają dzieciom prawa do własnego życia można porównać do energetycznych wampirów. Ich wpływ na dzieci nie kończy się nawet wtedy, gdy te opuszczą rodzinny dom. Wlecze się on za nimi jak cień, towarzyszy wszystkim ich poczynaniom. Bo to, jak traktowali nas rodzice, programuje nas, ustala pewne wzorce, którymi będziemy się posługiwać w dalszym życiu. Wpływa na to, jak będziemy sami siebie traktować, jak będziemy funkcjonować w świecie, w relacjach z innymi ludźmi.

Jakie deficyty rodzice próbują zniwelować kosztem dzieci?

Własne niezrealizowane potrzeby, pragnienia, ambicje. Zmuszają dzieci, by szły ich niedokończoną drogą. Takim rodzicem jest np. mama, która jako dziewczynka miała ochotę grać na fortepianie, ale ponieważ sama nie skończyła szkoły muzycznej, bo zabrakło jej samozaparcia i wiary w siebie, teraz to niespełnione marzenie, które trwało w niej jako tęsknota, deficyt, próbuje zrealizować przez swoje dziecko. I zmusza je do nauki gry na instrumencie, mimo że ono nie ma na to ochoty. Irytuje się, kiedy dziecko odmawia nauki lub się do niej nie przykłada, oskarża je wówczas o to, że mu się nie chce, wyzywa od leni, baranów, osłów!

Wbija w nie zęby!

Dokładnie! Chłopiec, który nie chciał zrealizować marzeń mamy, pójdzie w świat z przekonaniem, że jest leniuchem, osłem i baranem! Jako mężczyzna może zrobić wiele ważnych rzeczy, może nawet osiągnąć sukces, zyskać sławę, ale zabraknie mu poczucia szczęścia, poczucia bycia wartościowym człowiekiem. Dlaczego? Jego samoocena została wypaczona w dzieciństwie. Wiele skrzywdzonych dzieci osiąga szczyt, bo napędza ich właśnie potrzeba udowodnienia samym sobie i innym, że nie są tacy, jak mówili mama czy tata! Że nie są osłami! A kiedy naszym motorem działania – nauki czy pracy – jest potrzeba kompensacji braku miłości rodziców, a nie nasze własne zainteresowania, pasje czy potrzeby, to wciąż będziemy żyć skierowani ku przeszłości, ku naszej ranie.

„Leń, baran i osioł” zawsze położą się cieniem na naszych sukcesach i przyćmią radość z nich?

Właśnie. Pewnego razu przyszedł do mnie dobiegający pięćdziesiątki profesor nauk humanistycznych, którego w dzieciństwie ojciec – inżynier wyzywał od debili i imbecyli. Powodem było to, że chłopiec nie miał takiego talentu do matematyki, jakiego spodziewał się po nim tato. Ten profesor przyszedł do mnie, bo nadal miał w sobie tę ranę, tę truciznę, to przekonanie, że jest idiotą i do niczego się nie nadaje, do niczego nie dojdzie w życiu. Co więcej miał w sobie ogromny lęk, że jak inni odkryją jego głupotę, to mu tę profesurę odbiorą!

Nie czerpał radości ani siły ze swoich osiągnięć, bo były one tylko efektem kompensacji. Dlatego cały czas czuł, że ma za mało sukcesów, wciąż pracował, wciąż publikował. Stał się typem pracoholika, do tego stopnia, że nawet nie założył rodziny.

Sukcesy nie dawały mu frajdy?

Sukcesy nie były dla niego nagrodą za starania. Chciał nimi udowodnić, sobie i innym, że jest jednak coś wart. Chciał pod nimi ukryć to bolesne przekonanie o samym sobie, jakie wyniósł z domu.

Czy ojciec kiedykolwiek go docenił?

Gdzie tam! Ojciec-inżynier widział w synu tylko kontynuację siebie. Nie widział w nim osobnego człowieka z jego talentami, brakami, marzeniami, prawami. Widział przedłużenie rodu inżynierów. Miał jasną wizję, jakie to jego dziecko ma być i co ma robić w życiu. Nie był zainteresowany tym, żeby zobaczyć syna, dostrzec, że ten ma ogromny talent, tyle że w innej dziedzinie. Dla niego nawet to, że jego syn miał profesurę, nie było istotne, bo to była profesura z humanistyki. Czyli bez znaczenia!

Mój były teść, także inżynier, po spektaklach, w których grał jego syn, zawsze go pytał: „No, ale gdzie ty tam na scenie byłeś? Nie widziałem cię”.

W tym właśnie rzecz, syn był dla tego ojca wręcz dosłownie niewidzialny! Jakby go nie było. A w takiej sytuacji każdy człowiek poczuje się unieważniony, nieistotny. Niestety, często tak jest, że dziecko wampirycznych rodziców, cokolwiek by zrobiło – nie będzie dla nich widzialne! Może grać pierwszą rolę, może być profesorem. I nic! A każda taka sytuacja, potwierdzająca tę niewidzialność, to kolejna rana…

O życiu w zgodzie ze swoimi pragnieniami i według swoich zasad przeczytasz TUTAJ

Jakimi sposobami możemy kompensować sobie brak miłości?

Forma kompensacji zależy od wielu czynników zewnętrznych, ale też od wrażliwości dziecka. Nie wszyscy, jak ten profesor, pójdą w pracoholizm, aby zapomnieć, co słyszeli od taty. Wielu uzna, że skoro są nic nie warci i do niczego nie dojdą, to nie mają po co się starać. Całkiem sobie odpuszczą, może nawet na tyle, że doprowadzi ich to do samobójstwa. Inni być może popadną w alkoholizm, który też jest kompensacją, bo odrywa od swoich myśli i emocji. Wszystkie te „holizmy” mają nam dać chwilową ulgę od bolesnych i trudnych myśli na swój temat, od poczucia niespełniania oczekiwań, które uważamy za własne i konieczne. Tymczasem one często wcale nie są nasze. Mimo to są tak w nas zakorzenione, że traktujemy je jak swoje. Rodzic może nawet nie żyć, a my nadal słyszymy: „Ty debilu!”, „Ty idioto!”.

Kobiety i mężczyźni wynoszą takie same zranienia z wampirycznego domu?

Miałam wiele klientek, które wyniosły z domu przekonanie, że są nieważne. Jedna z nich czuła się tak, ponieważ jako dziewczynka musiała zajmować się swoim dużo młodszym rodzeństwem, zawsze też stawianym przez mamę przed nią. Na pierwszej sesji powiedziała: „Nie ja sobie te dzieciaki zrobiłam, ale ja musiałam się nimi zajmować. To było dużo pracy. Moje potrzeby wcale nie były ważne. Nie było nigdy pieniędzy na książki dla mnie, nie było na ubrania. Wciąż tylko słyszałam: dziewczynki, dziewczynki!”. Myślę, że zapewne musiała czuć się nieważna zanim pojawiło się rodzeństwo, a narodziny sióstr tylko przypieczętowały ten proces.

Moja przyjaciółka po takim dzieciństwie nigdy nie chciała mieć i nie ma dzieci. A z czym ta pani klientka przyszła do pani?

Przyszła do mnie, bo od dziesięciu lat była na tym samym stanowisku. Nie awansowała. Twierdziła, że robi bardzo wiele, ale nikt tego nie widzi, nie docenia. Nie umiała się upomnieć o swoje, pokazać swoich zasług. Jak w tzw. wyuczonej bezradności, była przekonana, że cokolwiek zrobi, nie ma to sensu, bo i tak nic się nie zmieni. Zapytałam ją, czy ta sytuacja w pracy nie przypomina jej jakiejś relacji z dzieciństwa? Dostrzegła analogie: „Często prosiłam mamę o różne rzeczy, ale dla mnie nigdy nic nie było. Dla dziewczynek, tak!”. Pracowałyśmy nad zmianą tego jej przekonania o byciu nieważną.

Czy zrozumienie i zmiana przekonania wystarczą, by zabliźnić dawne rany?

To początek. Na głowę wtedy już wiemy, jak było i że jesteśmy ważni, ale wciąż jeszcze nie czujemy tego w sercu. A jak nie ma tego w sercu, to realne poczucie własnej wartości stoi na dość niestabilnych posadach. I w trudnych sytuacjach, w silnym stresie wracają do nas te przytłaczające emocje, krzywdzące oceny…

Nieśmiertelne jak wampiry?

Owszem. Ale wampira można pozbawić mocy, tylko wymaga to odwagi i determinacji. Przede wszystkim pacjent musi uznać, że rodzic go skrzywdził. Problem w tym, że nawet ci, którzy jako dzieci byli torturowani, często bronią rodziców, idealizują ich, usprawiedliwiają. Zrzucenie rodzica z piedestału jest trudne.

może Ci się spodobać