„Bardzo często kobiety wstydzą się, że coś je podnieca. Ten wstyd powstrzymuje je od swobodnej ekspresji w sferze seksu” – mówi w rozmowie ze Zwierciadłem Olga Haller, psycholożka i terapeutka. Uważa, że nawet dzisiejsze trzydziestolatki, dość zdawałoby się na pierwszy rzut oka wyzwolone, mają problem z wyrażaniem swoich pragnień w łóżku i raczej skupiają się na tym, aby odpowiadać na to, co inicjuje partner. „Kobietom szczególnie trudno odnaleźć kontakt ze sobą w seksie, gdyż większość z nas po prostu nie zna zbyt dobrze tej strony własnej natury” – stawia tezę psycholożka. I wini za to wciąż obecne w naszym świecie seksualne tabu, które blokuje młode dziewczyny przed poznawaniem własnego ciała, eksperymentowaniem, dotykaniem się w celu sprawdzenia, na co jesteśmy wrażliwe. Młodym kobietom wciąż wmawia się, że jeśli mają seksualne pragnienia czy też po prostu lubią myśleć o seksie, to nie powinny się z tym zdradzać, ponieważ zostaną uznane za „łatwe”.

W naszej kulturze wciąż pokutuje syndrom madonny i ladacznicy. „Błogość w dole brzucha, potrzeba pieszczot i rozładowania seksualnego napięcia (która z nas odważyła się tak to nazwać?!) – to są reakcje naszego ciała w intymnym kontakcie” – mówi psycholożka i zapewnia, że nie powinno być tu miejsca na wstyd. Co więcej, te pragnienia są zupełnie naturalne i nie musimy „być zakochane”, aby je odczuwać!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj imię