Wszechświat jest studnią obfitości, możemy z niej czerpać garściami. Pytanie czy jesteśmy na to gotowe. O tej gotowości właśnie, o tym jak ją osiągnąć, czym ona jest oraz o obietnicy cudownych wydarzeń, które przychodzą wraz z odkryciem i realizacją życiowej misji – opowiada Katarzyna Jagiełło, autorka książki „Queen in flow. Odkryj swoją moc i zacznij realizować misję życiową”.

Izabela Marczak: Co skłoniło Cię do napisania książki dedykowanej kobietom i wskazującej im ścieżkę do transformacji siebie, swojego życia, biznesu?
Katarzyna Jagiełło: Od dawna czułam potrzebę podzielenia się z innymi kobietami własnym doświadczeniem i wiedzą, które przez lata zdobywałam. Jednak bardzo długo blokowało mnie w tym niskie poczucie własnej wartości. Wiem, że ci, którzy teraz mnie poznają, zapewne nawet nie pomyślą, że mogłam być kiedyś postacią z mnóstwem kompleksów, ale to, co widzą dziś, jest efektem intensywnej pracy nad sobą, przerobienia różnych trudnych tematów zarówno terapeutycznie jak i niestandardowymi metodami. W każdym razie od zawsze chciałam się z ludźmi dzielić, od kilku lat chodziło mi po głowie napisanie książki, natomiast nie miałam odwagi wyrazić tego, co naprawdę chciałam i co gdzieś głęboko czułam. Sądziłam, że jeśli już pisać, to trzeba to robić bardzo biznesowo, leadershipowo, dawać ludziom twardą, mocno rzeczową wiedzę. Kiedy jednak odkryłam mądrość kobiecej energii i tego, ile w niej można zdziałać, postanowiłam poddać się temu i napisać po kobiecemu i dla kobiet. Przy czym nie jest to żaden zabieg, mający zniechęcić czy pominąć mężczyzn, tylko raczej świadome działanie nakierowane na to, żeby kobiety mogły być zauważone i żeby same zwróciły na siebie uwagę.

Dlaczego to takie ważne?
Zauważ, jak to jest choćby w języku. Gdy w pracy jakiś zespół pracuje przy danym projekcie i kiedy w tym zespole prócz kobiet jest choć jeden mężczyzna, to mówi się „zrobiliśmy, osiągnęliśmy”, w odwrotną stronę to nie działa. Nie podkreśla się aspektu żeńskiego, gdy w męskim gronie znajdzie jakaś kobieta. Wtedy również mówi się w rodzaju męskim. Dlaczego nie zacząć tego zmieniać?

Rewolucja?
Powiedziałabym raczej ewolucja. Tę ewolucję staram się pokazać w książce na własnym przykładzie. Sama przez wiele lat funkcjonowałam z przekonaniem, że ciągle coś muszę, coś powinnam, że trzeba w życiu coś ważnego osiągnąć. Im bardziej na to kładłam nacisk, tym większy też następował opór. Pracowałam bardzo ciężko, w fajnych zespołach, zarabiałam mnóstwo pieniędzy, a nieustannie czułam się niespełniona, odczuwałam ciągły brak, myślałam: „kurczę, to nie to”. Po totalnym kryzysie, jaki wydarzył się w końcu w moim życiu (bankructwo, rozwód, depresja), postanowiłam poszukać tego „czegoś”. Kiedy to odnalazłam, narodziłam się na nowo.

Co się wydarzyło?
Odkryłam, że wszystkie odpowiedzi na moje pytania noszę w sobie, zrozumiałam, co jest moją misją (pomagać ludziom w procesie transformacji). I wtedy pomysł na książkę przyszedł sam, bez wysiłku. Wiedziałam już, że będzie to przedłużenie mojej wizji, podzielenie się swoją ideą, która dla innych kobiet, może stać się przewodnikiem do transformacji siebie i ich życia.

Mówisz o wizji, misji… o co w tym chodzi?
Wizja to koncepcja świata, jaki chciałabyś widzieć. To twoje wyobrażenie świata idealnego. Misja natomiast to, jak tę koncepcję, wizję swojego świata realizujesz. Moja wizja to świat, w którym ludzie żyją pełnią swoich potencjałów, zgodnie z tym jakie mają talenty, predyspozycje, umiejętności, wiedzą po co tutaj, na ten świat przyszli i realizują w nim swoją misję. Istotą tego spojrzenia jest przekonanie, że nasze dary, umiejętności są dla innych, dzięki nim budujemy wspaniały świat, w którym wszyscy nawzajem się rozumieją. Tak, wiem, być może ktoś powie: „ależ to utopia!”, ale ja w taki świat wierzę. Być może potrzebujemy na stworzenie takiego świata dziesiątek, a może setek lat, ale wierzę, że on taki będzie. Co więcej, uważam, że jeśli nasza wizja jest do zrealizowana w tym wcieleniu, to znaczy, że jest za mała.

W zasadzie większość wielkich idei, pomysłów dawniej wydawała się utopią, póki nie stały się rzeczywistością…
Dokładnie. Tak więc to jest moją wizją, natomiast moją misją jest pomaganie ludziom w realizacji ich wizji. Gdy ktoś jest gotowy na transformację, czyli gdy bliski jest odkrycia swojej życiowej misji, ale jeszcze nie wie, jak do tego dojść, jak przejść przez ten proces, a następnie jak zacząć tę misję realizować, jestem tu dla niego, żeby go przez to przeprowadzić.

A dlaczego ta misja jest tak ważna? Piszesz w książce, że jej odkrycie Cię dopełniło.

Znaleźliśmy się na tym świecie po to, żeby zrealizować naszą misję. To nasz życiowy cel. Nie po to, żeby robić karierę, zarabiać pieniądze, ale właśnie, żeby wypełnić swoją misję.

Jak się tę misję odkrywa?
W zasadzie to nie tyle się ją odkrywa, co sobie człowiek o niej przypomina. Przede wszystkim trzeba się odrobinę cofnąć, żeby sobie przypomnieć, po co się tutaj znaleźliśmy. Tu nie chodzi o to, czego nas do tej pory nauczono, ale co kryje się głęboko pod tym, czego nas nauczono. Potrzeba do tego wyciszenia, spokoju, kontaktu ze sobą, z naturą. Chodzi o to, że nie da się odkryć swojej misji życiowej wyłącznie intelektualnie. Ja przez lata edukowałam się, wydałam na to setki tysięcy złotych, kursy, terapie, szkolenia, warsztaty. Wiedziałam o sobie więcej niż przeciętny człowiek i to nie tylko intelektualnie, emocjonalnie, ale także energetycznie i fizycznie, nadal jednak nie znałam swojej misji. Dopiero dwie rzeczy, pozwoliły mi się do niej zbliżyć. Pierwsza – pewnego dnia wybrałam się na grób mojego ukochanego dziadka i rozmawiałam z nim. Poprosiłam go, by pomógł mi odkryć, kim naprawdę jestem. Druga – przeszłam zaawansowany kurs medytacji u cenionego hinduskiego mistrza. Po tych dwóch zdarzeniach, w końcu udało mi się skontaktować ze swoją duszą. Jakiś czas później, obudziłam się rano i poczułam, że wiem po co tu przyszłam, po co pojawiłam się na tym świecie. Tak więc uważam, że kluczowym elementem w poszukiwaniach swojej misji jest dotknięcie ducha. A gdy to się stanie w życiu zaczyna dziać się magia.

W książce dużo piszesz o bardzo ciekawej metodzie biznesowej, którą pracujesz ze swoimi klientami – o Talent Dynamics. Ale twierdzisz też, że można jej również używać w życiu pozazawodowym.
Tak. Talent Dynamics, stworzył Roger James Hamilton, dedykując go biznesowi. To raczej narzędzie niż metoda. Hamilton oparł je na I-Ching, czyli chińskiej Księdze Przemian. Oprócz tego, że jest jednym z najbardziej praktycznych, znanych mi narzędzi biznesowych, to równie dobrze może też służyć nam w życiu poza pracą. Chociaż w sumie dzielenie życia na zawodowe i prywatne z perspektywy osób, które znają swoją wizję i misję życiową przestaje mieć sens.

Dlaczego?
Bo ten podział w założeniu zawiera myślenie o pracy jak o jakimś przymusie, obowiązku, czymś, co jest ciężkie, trudne, rodzi stres, w przeciwieństwie do czasu po pracy, w którym dopiero jest miejsce to dopiero oddajemy się przyjemnością, odzyskujemy wolność i luz. Tymczasem, gdy realizujesz swoją misję, wówczas właściwie nie czujesz, że pracujesz, bo praca sprawia ci ogromną frajdę, bo robisz to, co kochasz. I w tym nie ma żadnej rewolucji, to raczej powrót do właściwych wzorców. Czy starożytni filozofowie czynili podział na: filozofowanie od 8 do 16.00, a potem życie prywatne? No, nie. Filozofia była ich życiem, a życie było ich pracą. Tymczasem od kiedy zapatrzyliśmy się na ekonomię, która kładzie nacisk na efekt, cofnęliśmy się na osi człowieczeństwa. Wiadomo, że dziś, gdy rozwój psychologii i innych nauk skłonił nas do zwracania uwagi na nasze potrzeby fizyczne i psychiczne, funkcjonujemy i tak lepiej niż 200 lat temu, gdy ludzie pracowali po 12 h na dobę niczym maszyny, ale sądzę, że to, co dopiero kiełkuje, a co jest szalenie istotne w tej naszej ewolucji, to dostrzeżenie także potrzeb ludzkiego wnętrza, naszych potrzeb duchowych.

Jakie to może mieć przełożenie na biznes?
Takie, że stanie się on bardziej ludzki. Nie człowiek dla pracy i zysków, lecz praca i zysk dla człowieka, dla dobra wspólnego. Patrząc na człowieka holistycznie jako na ciało, umysł i ducha, zamiast zmuszać ludzi do pracy ponad ich siły, niezgodnie z ich potrzebami, możemy zacząć wykorzystywać ich naturalne talenty, brać pod uwagę ich pasje, zainteresowania, tworzyć miejsca pracy w taki sposób, by ludzie mogli się w nich naturalnie i w pełni realizować. Sama tak prowadzę swoją firmę.

Tylko jak nad takimi wolnymi, zadowolonymi ludźmi sprawować kontrolę?
Po co kontrolować kogoś, kto kocha to, co robi? Ci, którzy pragną kontroli, to ludzie, którzy sami nie czują sprawczości swojej rzeczywistości. Osoby, które znają swoją misję, realizują ją, mają zaufanie do Wszechświata. Nie potrzebują niczego kontrolować, bo wiedzą, że Wszechświat jest wspierający i że to, co się wydarza, jest takim, jakie być powinno. Kiedyś pracowałam dużo, ponad moje siły, owszem osiągałam dobry wynik, ale przypłacając to zdrowiem i nerwicą, dziś pracuję mniej, więcej zaś czasu poświęcam swoim dzieciom, kontaktowi z naturą i mam większą efektywność niż dawniej, co więcej to wszystko przychodzi mi z lekkością. Dziś nikt mnie do pracy nie musi w żaden sposób motywować. Kiedy znam i realizuję własną misję, od rana jestem pozytywnie nakręcona, by działać, by robić to, do czego zostałam stworzona.

Rzeczywiście Talent Dynamics wydaje się narzędziem wolnym od jakiejkolwiek autorytarności, presji, nacisku.
Model TD opiera się na czterech porach roku i pokazuje, że wszelkie formy nacisku, są równie mało skuteczne w holistycznym ujęciu biznesu czy człowieka, co próba zatrzymania pór roku. TD pokazuje, że życie musi płynąć. Co się dzieje, jeśli usilnie próbujemy zatrzymać lato? Nic. Nie da się tego zrobić. Za to my, gdy nadchodzi jesień, nie potrafimy się tą jesienią cieszyć, tylko wciąż rozpaczamy, że minęła nasza ulubiona pora roku. Sami więc sobie szkodzimy, gdy nie godzimy się z tym, jak to stworzyła natura. Gdy usilnie staramy się zatrzymać jedno, nie dając szansy czemuś kolejnemu, co zaplanowało dla nas życie, tylko na tym tracimy. W naturze nie ma muszę, w naturze jest dostosowanie do przepływu, podążanie z cyklem. Natura jest elastyczna. TD w biznesie pokazuje, że ten też musi działać elastycznie, musi reagować na zmiany, dostosowywać się, działać zgodnie z energiami, a takich w tym modelu mamy cztery Dynamo (wiosna), Blaze (lato), Tempo (jesień), Steel (zima). Energia piąta, poza modelem to energia Spirit, czyli ta która te wszystkie energie spaja i wprawia w ruch. Jej właśnie przypisana jest nasza wizja, o której rozmawiałyśmy.

W książce piszesz również, że przełomowe dla Ciebie było poznanie Natalii Jefimowej i jej koncepcji kobiecych energii.
Tak, bo to również uświadomiło mi, dlaczego przez tyle lat wszystkie moje osiągnięcia przychodziły mi tak ogromnym nakładem sił. Dzięki Natalii zrozumiałam, że działo się tak dlatego, iż większość swojego życia działałam w energii męskiej. Owszem, osiągałam sukcesy, zarabiałam pieniądze, ale jakim kosztem? Co ciekawe, metodologia Natalii dotycząca kobiecych energii bardzo pokrywa się z koncepcją Talent Dynamics. Ona również pochodzi z tradycyjnych nauk Wschodu, a w tych zawsze jest miejsce dla ducha. Dziś obserwuję, że coraz więcej ludzi po te nauki sięga i będzie sięgać, i w końcu wyewoluuje to do masowej praktyki, bo nie można tworzyć lepszego świata, zaprzeczając czy pomijając duchowy aspekt człowieka.

Poznałam ostatnio liderkę, która zarządza 300-osobową grupą ludzi i ona mi powiedziała, że dla niej najważniejsze jest to, żeby wiedzieć dokładnie, czego potrzebują jej pracownicy. Czyż to nie piękne podejście? Ona zna, rozumie swoich pracowników, działa w energii kobiecej, wykorzystuje miękkie umiejętności w zarządzaniu i ma tego znakomite efekty.

Życie według swojej naturalnej energii, w zgodzie ze swoimi talentami, pozwala człowiekowi płynąć. Bez stawiania oporu, wchodzimy wówczas na wysoki poziom flow.

Co znaczy flow?
Według Talent Dynamics, a właściwie Wealth Dynamics, bo TD jest pomyślane dla zespołów, a WD dla jednostek, flow to droga najmniejszego oporu. Czyli nie tak, jak nam się wmawia od dzieciństwa, że praca musi być ciężka i że aby coś osiągnąć, trzeba się bardzo starać. Nie. Gdy działasz we flow, nie robisz rzeczy na przekór, nie idziesz pod prąd, ale płyniesz z nim. Jeśli spojrzysz na naturę, to tam wszystko dzieje się zgodnie z przepływem pór roku. Kwiaty „nie wpadają na pomysł”, by zakwitać w środku zimy. Tak samo powinno być też z nami. Jeśli jestem kreatywna, to nie staję na głowie, by pracować w księgowości, i na odwrót, gdy kreatywność nie jest moją dominującą cechą, to nie porywam się bycie innowatorem, lecz wybieram taki zawód, takie wykształcenie, które da mi szansę wykorzystać mój naturalny potencjał. To jest właśnie działanie we flow.

Napisałam tę książkę, bo ludzie od lat żyją w systemie, który ich mami chorymi założeniami. Kto nam mówi w dzieciństwie „odkryj swoją misję”? Wszyscy nas pytają: „gdzie chcesz pracować?”, „ile chcesz zarabiać?”.  Ja też, choć nikt mnie do tego nie nakłaniał, wybrałam kierunek studiów, który miał mi zapewnić intratną pracę. I co? 13 lat funkcjonowania w niezgodzie ze swoim flow przypłaciłam zdrowiem i ostatecznie zostałam z niczym. Jeśli działasz zgodnie ze swoim flow możesz zrobić dużo więcej dla innych, pracując jako kwiaciarka, niż ktoś kto został lekarzem, ale kto nie działa w zgodzie z przepływem, kto nie działa w zgodzie ze swoją misją.

Czy czyjąś misją może być zarabianie pieniędzy?
Według mnie misja musi zawierać w sobie aspekt drugiego człowieka. Jeśli pytasz czy zarabianie dla samego zarabiania, bogacenia się może być misją, to moim zdaniem, nie. Jeśli ja mam pieniądze i nic się w świecie nie zmienia dzięki nim, to z mojej perspektywy ta misja nie jest realizowana. Ale jeśli za posiadaniem dużych pieniędzy, idzie jakaś głębsza idea, to już co innego. Weźmy przykład Richarda Bransona. Branson ma 400 firm, dorobił się fortuny, ale jak wynika z jego biografii dla niego pieniądze nigdy nie były celem, dla niego celem była dobra zabawa własna i ludzi wokół. Myślę, że pieniądze są świetnym narzędziem do realizacji celów, ale nie mogą być celem samym w sobie. Wspomniana tu już Natalia Jefimowa, która dziesiątki lat przepracowała w wielkim biznesie mówi: „Pieniądze są przyjemnym skutkiem ubocznym działania zgodnie ze swoimi talentami”.

Kultura Zachodu uczy dość niezdrowego podejścia do pieniędzy.
Owszem. Tym, którzy ich pragną, przypisuje się chciwość, cnotą czyniąc swoistą ascezę i nieopływanie w dobra materialne. Często sami sobie limitujemy obfitość, a tymczasem, gdy popatrzy się na Wszechświat, łatwo dostrzec, że on jest nieskończenie szczodry. Czy ktoś limituje drzewom ilość liści jakie mogą mieć? Dlaczego więc my mielibyśmy zadowalać się skończonością tej obfitości. Mamy prawo do nieograniczonej obfitości, jak drzewa do liści czy niebo do gwiazd. Mamy prawo być bogatymi materialnie, ale generalnie chodzi o to, że pieniądze mają być tylko narzędziem, które umożliwi nam realizację naszej wizji i misji.

W książce opisuję jedną fundację, która oczywiście, jak każda tego typu organizacja, potrzebuje pieniędzy, ale gdyby nawet dostała miliony złotych, a nie miałaby misji, gdyby nie miała wizji, to te pieniądze byłyby stracone. Obserwuję zresztą taką zależność, że jak jest idea, to pieniądze się znajdą.

Każdy kto zaczyna na poważnie pracować z narzędziem TD, wchodzi we flow i zwiększa swój przepływ finansowy. Zaczyna działać zgodnie ze swoim talentem, realizuje siebie, swoją misję. Oczywiście to musi się dziać holistycznie. Trzeba być spójnym ze sobą, dobrze siebie znać, być też dobrym człowiekiem, bo to także niezwykle wiele daje w szerszej perspektywie. Ale gdy działamy w zgodzie ze sobą i gdy wierzymy, że Wszechświat nam wiele daje i jest wspierający, to tak się dzieje. I podobnie, jeśli dostrzegamy braki, niedobór, niedostatek to też to dostajemy czy to w kategoriach naszego ciała, czy portfela.

Myśl stwarza rzeczywistość.
Powiedziałabym nawet, że myśl jest już tym ostatnim etapem stwarzania, bo tę jesteśmy już w stanie wyartykułować. Wszystko zaczyna się dużo wcześniej i dużo głębiej. Przed myślą jest uczucie, intuicja, a jeszcze przed nimi intencja, wypływająca z naszej duszy. Myśl jest już konsekwencją całego takiego cyklu. I znów można to ukazać na podstawie układu pór roku Talent Dynamics. Najpierw jest energia nadrzędna Spirit (dusza), potem jest energia Dynamio (intencja; lato), energia Blaze (uczucia; wiosna), energia Tempo (ciało – gdy to, co czujemy, objawia się fizycznie; jesień) i energia Steel (myśl – ostateczny wynik, kalkulacja; zima). Więc jeśli koncentrujemy się wyłącznie na naszych myślach, to już jest za późno. Ale jeśli cofniemy się do wcześniejszych etapów, dotrzemy do intencji, to możemy pojąć, co zrodziło myśl, co do mnie wróciło i dlaczego. A jeszcze lepiej jak w naszej pracy zaczynamy mieć kontakt z naszą duszą.

W kontekście swojej wizji i misji, czego oczekujesz po swojej książce?
Pisałam ją z myślą o kobietach, które są na takim etapie, w którym już wiedzą, że coś chciałyby w swoim życiu zmienić, czują, że gdzieś głębiej czeka na nie więcej, ale nie potrafią się do tego dostać. Kobiety, które uważają, że mają jakiś potencjał, uwiera je jakaś niezrealizowana potrzeba, chciałyby się rozwijać, ale potrzebują głębszego pochylenia się nad tematem rozwoju, bo nie zadowalają ich powierzchowne odpowiedzi. Ta książka jest transformująca. Jeśli podejdzie się do niej z zaangażowaniem, jeśli przerobi się zawarte w niej ćwiczenia, to wierzę, że dokona się zmiana. Co więcej, jestem przekonana, że nikt, kto na taką zmianę nie jest gotowy, po tę książkę nie sięgnie. Liczę na to, że po przeczytaniu „Queen in flow…”, wiele kobiet poczuje ulgę, zrobi wielkie „uff”, zrzuci z siebie ciężar wyimaginowanych potrzeb „że muszę”, „że powinnam” i przypomni sobie te prawdziwe potrzeby oraz zrozumie, że można żyć w pełnej obfitości i realizować siebie w dowolnie abstrakcyjny sposób.

Nie boisz się, że ludzie uznają Twoje podejście za zbyt utopijne, zbyt magiczne?

Zgodnie z profilem Talent Dynamics jestem Creatorem. Mam wizję, mam misję i to, co ludzie o mnie pomyślą, już dawno przestało mnie zajmować. Dzięki temu czuję się wolna.


Katarzyna Jagiełło – ekspert personal leadership, certyfikowany trener i partner globalny Talent Dynamics – systemu szkolenia przywództwa, współwłaścicielka firmy Talent Up. Członek EntrepreneursInstitute. Opracowała autorską metodę My Talent Up służącą do akceleracji biznesu. Łączy ona odkrycie naturalnego talentu z byciem świadomym liderem i budowaniem silnej marki organizacji. Ukończyła finanse i bankowość, oraz podyplomowe studia o kierunku Kształtowanie Umiejętności Przywódczych na SGH. Doświadczenie zawodowe zdobywała m.in. w Informedia Polska – firmie z grupy Międzynarodowych Targów Warszawskich, Aegon, bankach Fortis i DNB, kanale telewizyjnym FOX Life. Zdobyte w korporacjach umiejętności wykorzystuje w swojej firmie, w pracy z właścicielami firm oraz ich zespołami. Szkoli, doradza i konsultuje w obszarach przywództwa, komunikacji i strategii. Autorka testu Twój Naturalny Styl Przywództwa, który wykonasz na stronie www.styllidera.pl

Książkę Katarzyny Jagiełło „Queen in flow. Odkryj swoją moc i zacznij realizować misję życiową” można zakupić na stronie: www.queeninflow.com/ksiazka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj imię