© Adobe Stock

Klasyczny dress code jednak przetrwa

0 udostępnień
0
0
0

„Magazyn Sukces” w maju wieścił koniec klasycznego biurowego dress code’u, jednak teraz stawia tezę, że ów rodzaj uniformu przetrwa nawet pandemię i czasowy lockdown. Redaktorzy zasięgnęli języka u specjalistki, twórczyni marki Cafardini, szyjącej ubrania na miarę.

– Budowanie wiarygodności w biznesie jest mocno związane z tym, jak się wygląda. Wizerunek to jedna z wartości korporacji. Degradacja dress code’u jest więc dla mnie nielogiczna – mówi Marta Stefańczyk. –  Owszem, w interesie mojej firmy jest, by mężczyźni nosili garnitury, ale w dobrze skrojonym ubraniu człowiek wzbudza po prostu szacunek i zaufanie. Zwłaszcza że my akurat koncentrujemy się na topie biznesu, a tam dbanie o jakość dress code’u niezmiennie jest ważne. T-shirty zamiast uszytej na miarę marynarki? Warto zadać sobie pytanie, co chcemy osiągnąć poprzez własny wizerunek.

Dziś garnitur biznesmena niekoniecznie musi oznaczać szary, czarny czy granatowy. Na przestrzeni lat zmieniły się także kroje – marynarki i spodnie są lżejsze i bardziej dopasowane, nogawki w przypadku mężczyzn już nie ciągną się po ziemi – a tak jeszcze noszono się piętnaście lat temu. Koszule nie muszą już być zapięte pod szyję. „Klienci są też coraz odważniejsi. Jeśli wybierają zestaw koordynowany, to marynarka zazwyczaj ma wyraźną fakturę i mocną barwę, na przykład zieleni, fioletu czy bordo. W przypadku krat są to brązy z granatem, łączone zielenią. Jak mówi Marta Stefańczyk, dziś krata to nie dwa czy trzy kolory, ale taka, na której znajdzie się ich sześć lub więcej. A wszystko to nadal wygląda elegancko” – pisze „Sukces”.

Reasumując, wzrasta świadomość siebie i szacunek do rzemiosła, a wiarygodność w biznesie jeszcze długo łączyć się będzie z wizualnym pierwszym wrażeniem.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać