kędziorek łajka historia
© Adobe Stock

Kędziorek naukowiec

1 udostępnień
1
0
0

To opowiadanie powstało w hołdzie zwierzętom, które ludzie wykorzystują na potrzeby swoich spraw. 3 listopada obchodziliśmy 64. rocznicę jednego z wydarzeń, które stało się smutnym symbolem tego typu ludzkich praktyk.

Jaka przyszłość może czekać bezpańskiego psa, którego znajdą gdzieś na ulicy? Oj, zwykle marna. Jeśli nie trafi do rakarza, to pewnie będzie przesiadywał w schronisku – bez końca łudząc się nadzieją, że ktoś go wybierze. Bo przecież psów w schroniskach są tysiące, jeśli nie tysiące tysięcy, a ludzi, którzy by chcieli psa – nierasowego, nieładnego, niemłodego – jest jak na lekarstwo.

Ale Kędziorek miał szczęście. A właściwie miała szczęście, bo Kędziorek to była ona. I, jak na mieszańca, była całkiem ładna. Nawet trochę podobna do samojeda. Takie psy nazywa się żartem oszczekiwaczami, bo mają hardość rasowych i inteligencję kundli. Kędziorek, trafiła do ośrodka naukowego. Można by rzec, kariera stała przed nią otworem.

Bo w innych przypadkach – zastanówmy się – po co ludzie biorą sobie bezpańskie psy? Najczęściej, żeby stróżowały. Siedziały na łańcuchu, przy budzie, w słońcu lub deszczu i szczekały, gdy tylko pojawi się ktoś obcy. Oczywiście można sobie wyobrazić, że ktoś weźmie psa jako towarzysza, że będzie trzymał go w mieszkaniu, pozwalał wskakiwać na kanapę i karmił kąskami ze stołu. Ale ile psów ze schroniska trafi do takich domów? Jeden na sto? Albo na dwieście?

Tym bardziej szczęśliwym przypadkiem jest ten, gdy pies trafia do ludzi, którzy chcą go nauczyć rozmaitych sztuczek. A tak właśnie trafiła Kędziorka.

Kędziorka dostała się bowiem do ośrodka naukowego. I – nie bójcie się – wcale nie robiono jej zastrzyków, nie testowano na niej nowych leków czy jakichś innych chemicznych specyfików.

Zapisano ją do klasy na naukę.

W klasie było dziesięć psów. Zajmowali się nimi poważni ludzie w kitlach. Ale nie byli groźni. Tak naprawdę byli bardzo mili i przyjacielscy. Każdy z psów miał nawet swojego opiekuna, który notował jego postępy w nauce. Po raz pierwszy w życiu Kędziorka poczuła się ważna i potrzebna.

Klasa ćwiczyła do pokazu. Któryś z psów kiedyś Kędziorce powiedział, że widział podobny pokaz w cyrku, z magiczną skrzynią i fikuśnym ubraniem. Ale Kędziorka nie wiedziała nawet co to cyrk. Była przecież psem znalezionym na ulicy.

Z całej klasy najlepsza była Albina. Prawdziwa prymuska, gdzie tam Kędziorce do niej. Kędziorka trzymała się razem z Muszką; ludzie szybko to zaakceptowali i Kędziorka i Muszka ćwiczyły razem: raz jedna, raz druga. Po zajęciach miały też jeszcze jedną przyjaciółkę – Pszczółkę.

Warto przeczytać: Lemur w marketingu

Pewnego dnia okazało się, że Pierwszy Człowiek kazał przyśpieszyć pokaz. Pierwszy Człowiek mieszkał gdzieś daleko, ale był bardzo ważny. Kiedy ktoś przyniósł od niego wiadomość, to naukowcy zaczęli się uwijać jak w ukropie. Może czasem, gdzieś na stronie, ktoś szeptem dzielił się wątpliwościami czy zdążą, ale wszystkie psy były pewne swego. Damy z siebie wszystko! – mówiły (a raczej powiedziałyby, gdyby potrafiły mówić ludzkim językiem).

I tym bardziej cała klasa przykładała się do ćwiczeń.

Kiedy nauczyciele oznajmili, że do pokazu wyznaczono Albinę, Kędziorka nie czuła zazdrości. Wiadomo, starała się, pracowała, razem z Muszką dopingowały się nawzajem. Ale Albina była poza zasięgiem.

I nagle, jak grom z jasnego nieba, gruchnęła wiadomość: Albina jest w ciąży! Wycofano ją z pokazu!

Inne zwierzaki pogrążyły się w psich ploteczkach: Kto jest ojcem?, Jak do tego doszło?, Popatrz-popatrz, jak to się nasza prymuska dobrze kryła! Ale Kędziorki wcale to nie obchodziło. Nurtowało ją zupełnie inne pytanie. Trzy litery: K-t-o? Kto zostanie wyznaczony do pokazu zamiast Albiny? I nadzieja, która wcześniej wydawała się być zupełnie przygaszona, nagle w sercu Kędziorki zaczęła rosnąć z nieprawdopodobną siłą.

Następnego dnia rano psy z podekscytowaniem czekały na wiadomości. Ale nauczyciele nic nie mówili. Rozmawiali między sobą o różnych zagadnieniach, których ona nie rozumiała. Dopiero wieczorem w rozmowach jedno psie imię zaczęło się pojawiać częściej niż inne. A potem jej opiekun przykucnął przy niej i powiedział jej z uśmiechem:

– Kędziorko, to ty zastąpisz Albinę.

I Kędziorka nie mogła z wrażenia zasnąć. Ona, ona, ona! Wybrana do pokazu! Gdybyż jej psi rodzice w jakiś cudowny sposób mogli się tu znaleźć – jakże byliby z niej dumni!

Pierwszy Człowiek będzie ją obserwował. Oczywiście nie przyjedzie tu, do ośrodka. Tu nie ma sceny, nie ma widowni. Jest mnóstwo szaf ze wskaźnikami, rur, stelaży i innych nie wiadomo do czego potrzebnych urządzeń. Pierwszy Człowiek na pewno nie czułby się tu wystarczająco uhonorowany. A zatem Pierwszy Człowiek będzie siedział u siebie w najwygodniejszym fotelu i pokaz Kędziorki będzie oglądał dzięki kamerze.

Kędziorka nie do końca rozumiała, co to jest kamera, ale nie miała jak spytać. Zresztą wstydziła się swojej niewiedzy. Albina na pewno wiedziałaby, co to kamera.

Kiedy wreszcie nadszedł dzień pokazu, Kędziorka była gotowa. Nie będzie gorsza od Albiny! Ostatnie dni ćwiczyła z największym poświęceniem. Będzie lepsza. Zasłuży na nagrodę. Ale co będzie nagrodą? Nikt nie mówił. Pewnie to jakaś wielka niespodzianka.

Kiedy pokaz się zaczął, wszystko było jakieś inne niż podczas lekcji. Niby takie samo magiczne pudło, ale gdy Kędziorce zakładano ubranko, zaobserwowała duże zdenerwowanie wśród nauczycieli. Potem, gdy znalazła się już zamknięta w środku pudła, oczekiwanie było dłuższe, a potrząsanie znacznie mocniejsze niż w czasie lekcji. Kędziorce coś mocno ścisnęło gardło.

Po raz pierwszy od rozpoczęcia nauki Kędziorka nie czuła dumy i energii, tylko strach. Bardzo się bała.

Gorąco. Kiedy wrócą po mnie? Jestem dzielna. Bardzo gorąco. Kiedy wrócą po mnie? Trudno wytrzymać. Jestem dzielna. Dam radę. Zasłużyłam na nagrodę-niespodziankę. Bardzo gorąco. Może magiczne pudło się popsuło? Boję się. Nie wolno się bać. Boję się. Dam radę. Kiedy wrócą? Przecież wystarczy, że otworzą pokrywę pudła. Mają ją na wyciągnięcie ręki. Gorąco. Boję się. Kiedy wrócą? Kiedy?


łajka kędziorek

Suka, która w czasie szkolenia nosiła imię Kudriawka (Kędziorek) została 3 listopada 1957 roku – jako pierwsze zwierzę – wystrzelona na orbitę okołoziemską. Tuż przed lotem otrzymała nowe imię – Łajka. Od początku nie planowano jej powrotu na Ziemię. Gdyby przeżyła 10 dni, w ostatniej porcji karmy miała przyjąć truciznę. Łajka zmarła jednak między piątą a siódmą godziną lotu w wyniku stresu i przegrzania (od statku nie odłączył się prawidłowo ostatni człon rakiety). Usterka była prawdopodobnie wynikiem błędu w przygotowaniach – na polecenie Nikity Chruszczowa, pierwszego sekretarza KPZR, start Sojuza-2 znacznie przyspieszono.

Trzy lata później w kosmos poleciały Muszka razem z Pszczółką. Inaczej niż w przypadku Kędziorki, ich statek miał wrócić na Ziemię. Niestety, w wyniku awarii Sojuz-6 spłonął podczas wejścia w atmosferę.

Tego autora: Zemsta humanistów, czyli potęga opowieści

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
Psy potrafią odczytać ludzkie intencje

Pies rozpozna złego człowieka?

Badania naukowców z Instytutu Nauki o Historii Człowieka im. Maxa Plancka dowodzą, że psy potrafią rozróżniać intencje działań…

Jeszcze w zielone gramy?

W średniowiecznej Anglii i Francji wizytówką arystokracji był nieskażony innymi gatunkami roślin, równo przystrzyżony trawnik. W XXI-wiecznej Polsce…

Buduj i mieszkaj bardziej ekologicznie!

Architektka i youtuberka nagrywająca programy o ekobudownictwie na całym świecie Natalia Szyk-Trocha podpowiada czytelnikom portalu ekologia.pl, jak zbudować…

Sukienka żałobna matki

Kolorem żałoby w południowej Afryce jest czerwony, w Egipcie żółty, w Iranie niebieski. Biały – w kulturach Wschodu.…