Wiktoria Majcher jak zacząć jogę
Wiktoria Majcher, fot. archiwum prywatne

Joga nie jest samowystarczalna. Brakuje w niej wielu ruchów, których nasze ciało potrzebuje

5 udostępnień
5
0
0

Czy joga jest aktywnością doskonałą? Czy trzeba być rozciągniętym, żeby zacząć praktykę? I jak to jest z jogą w domu – gorsza czy lepsza od zajęć w profesjonalnej szkole? Na te i wiele innych pytań odpowiedziała Wiktoria Majcher, certyfikowana instruktorka jogi.

Katarzyna Zawolik: W zachodnim świecie często myślimy, że joga to rozciąganie i asany. A są przecież odmiany jogi, w których o asanach nie ma mowy. Skupiają się wyłącznie na medytacji.

Wiktoria Majcher: Lubię mówić, że joga jest jedna, ale jej odmian jest tyle, ile osób ją praktykujących. Dla kogoś joga to tylko asany i rozciąganie, dla drugiej osoby dodatkowo medytacja, a dla trzeciej jeszcze ajurweda i filozofia życia.

Ale wszystkie style jogi – może poza jogą królewską, w której chcemy doświadczyć Prawdziwej Istoty – są po prostu odmianami fizycznej pracy. Mamy vinyāsę, w której ruchy są dynamiczne, a cała praktyka wzmacniająca. Spokojną, powtarzalną hatha jogę. Yin yogę – statyczną, bazującą mocno na pracy z oddechem. Wszystkie je łączy fakt, że są odmianami praktyki fizycznej.

Ale czy rzeczywiście możemy praktykować jogę czysto fizycznie, w oderwaniu od jej filozoficznego i duchowego kontekstu? Czy wtedy nie mówimy po prostu o fitnessie?

Moim zdaniem to kolejny mit związany z jogą – że żeby być joginem, musisz do asan dołączyć aspekt duchowy. A wystarczy, że nasza joga będzie uważna, będziemy się czuć po niej lepiej i z każdą praktyką będziemy lepiej znać siebie i swoje ciało.

Nie myślmy: wszystko albo nic. Albo duchowość, albo fizyczność. Dla ciebie joga to mogą być wyłącznie asany, ale jeśli będziesz wykonywać je uważnie i w bliskości ze swoim ciałem, możesz nazwać siebie i czuć się joginką. Nie musisz medytować, nie musisz być weganką.

A na polskim jogowym podwórku mamy coraz mocniej do czynienia z pewną odmianą sekciarstwa. Nie jesteś weganinem, nie medytujesz, nie uprawiasz pranajamy, to jak możesz nazwać siebie joginem?

W innych krajach się z tym nie spotkałam, a my, Polacy, praktykujemy podejście w stylu „wszystko albo nic”. Jak się odchudzasz, to nie możesz zjeść ciastka, nawet jeśli te kalorie wliczysz do dziennego bilansu. Co więcej, uwielbiamy wytykać innym, że nie robią czegoś na sto procent. Próg wejścia w jogę może być więc wysoki – ze względu właśnie na tę skłonność do krytykowania siebie nawzajem.

Co byś doradziła osobom, które chcą zacząć, ale spotykają się z takimi komunikatami i to je blokuje?

Nie wymagajcie od siebie zbyt wiele. Starajcie się po prostu zrobić dla siebie coś dobrego. To nie musi być od razu godzina praktyki, rytuały, które wydają się Wam dziwne. Wystarczy nawet pięć minut codziennie, żeby wypracować sobie rutynę.

Czy zaczynając kontakt z jogą, potrzebujemy nauczyciela?

Kiedyś usłyszałam, że my sami jesteśmy swoim najlepszym nauczycielem. To brzmi ładnie, ale na początku wcale nie będziemy dla siebie najlepszymi nauczycielami. Kiedy więc poczujemy, że joga to coś dla nas, dobrze byłoby znaleźć nauczyciela, który nas pokieruje. Ale takiego, przy którym będziemy czuć się bezpiecznie i który będzie z nami rezonował.

Bo to, że nauczyciel dwie minuty po rozpoczęciu praktyki robi efektowny szpagat, nie musi oznaczać, że jest dobrym nauczycielem.

Przede wszystkim szukajmy nauczyciela, który da nam konkretne pomysły na to, jak prawidłowo wykonać daną pozycję. Unikajmy takiego, który mówi rozkazującym tonem, że masz zrobić to w taki i taki sposób. Bo to nasz głos ma być w praktyce najważniejszy – oczywiście w momencie, w którym znamy podstawy i potrafimy krytycznie spojrzeć na sytuację.

I tak, to nie musi być nauczyciel, który ma świetne ciało i potrafi zrobić szpagat czy skorpiona. Wielu nauczycieli nigdy nie będzie w stanie zrobić tak wymagających pozycji, bo nie trenowali w dzieciństwie akrobatyki czy gimnastyki – aktywności wymagających rozciągania. Takie pozycje nie są w ogóle potrzebne naszemu ciału do zdrowego funkcjonowania.

Ale jeśli zdecydujemy się na rozpoczęcie przygody z jogą poprzez zajęcia w grupie, to być może trafimy jako jedyni początkujący do grupy, która już coś umie i będziemy odstawać? Czy to uzasadniona obawa?

Coraz więcej szkół ma podział na zajęcia dla początkujących, średnio zaawansowanych i zaawansowanych. Jeśli wybierzemy zajęcia dla początkujących, taki strach jest nieuzasadniony, ale i tak zrozumiały, bo wszystko, zanim stanie się znane i łatwe, jest trudne. Dobra alternatywa to wybranie kursu jogi dla początkujących.

Warto przeczytać: Poradnik dla początkującego jogina

Joga w grupie wcale nie jest lepsza od jogi w samotności, wykonywanej w pokoju?

Nie jest. Ja bym powiedziała nawet, że lepsza jest ta, którą wykonujemy sami, w pełni skupiając się na sobie.

Natomiast wiele osób mówi, że w domu nie mogą zmotywować się do praktyki – bo dzieci przeszkadzają, bo home office i trudno jest im wydzielić przestrzeń w pokoju tylko na ćwiczenia. Dla nich joga w grupie będzie lepsza, bo w ogóle będą mieli warunki do regularnej praktyki.

Najlepiej jest połączyć domową jogę ze stacjonarną, bo wtedy na zajęciach mamy szansę sprawdzić, czy poprawnie wykonujemy pozycje i skorygować ewentualne błędy, może poznać nowe rzeczy, a w domu to szlifować.

Prowadzisz zajęcia jogi od dawna. Czy rzeczywiście joga jest kobiecą aktywnością?

W krajach zachodnich frekwencja rozkłada się w miarę równo – kobiet na zajęciach jest tylko odrobinę więcej. W Polsce natomiast na całej sali mamy dwóch, może trzech mężczyzn – i to jest sukces. Tym bardziej że jeszcze niedawno w ogóle się nie pojawiali. Sprawa jest tym ciekawsza, jeśli przypomnimy, że klasyczna joga była aktywnością męską.

Paulina Młynarska mówiła wręcz, że joga powinna zostać zredefiniowana pod kątem kobiet. Nasza psychika jest inna, nasze ciała też.

Ale jednak kobietom joga przychodzi łatwiej. Mamy skłonność do elastyczności i rozciągnięcia. A większość stylów bazuje na ruchach rozciągających. I panom – choćby przez to, jaką mają budowę kostną – jest trudniej. Ich ciała są bardziej sztywne i napięte. To może być powód, dla którego nie pojawiają się zbyt chętnie na zajęciach. To działa też w drugą stronę. Na zajęciach jogi mamy sporo rozciągniętych kobiet, które mają braki w aspekcie siłowym i wytrzymałościowym.

A co z tezą, że joga jest dla każdego? Mit?

To niestety duże uproszczenie. I może powodować, że ktoś, kto ma za sobą kilka praktyk i czuje, że joga nie jest dla niego, będzie myślał, że coś jest z nim nie tak. Bo nie czuje się tak zrelaksowany jak inni. Może nawet czuje się jeszcze gorzej.

Joga nie jest dla każdego i na pewno nie jest dobra na każdym etapie życia. Ale próbuj, a jeśli poczujesz, że to nie gra, znajdź coś innego, co zadba o Twoje ciało i umysł. To nie musi być joga.

A czy trzeba być rozciągniętym albo mieć doświadczenie w sporcie, żeby zacząć praktykować jogę?

Nie trzeba, ale bycie rozciągniętym na pewno ułatwia wejście w praktykę. Z kolei doświadczenie w sporcie może to albo ułatwić, albo utrudnić. Bo z jednej strony daje pamięć mięśniową i stworzyło przyzwyczajenie do ruchu, a to pozwala szybciej i łatwiej wprowadzić jogę do codziennej rutyny. A z drugiej – jeśli ktoś był kulturystą, często trenował siłowo lub zawodowo uprawiał sport, prawdopodobnie ma dysproporcje w ciele i na jodze będzie początkowo odczuwał dużą niewygodę.

Ale joga jest świetna też dla osób, które do tej pory nie uprawiały sportu i prowadziły mało aktywny tryb życia. Bo jest fajnym narzędziem na ogólne wyleczenie ciała i zapewnienie mu podstawowej sprawności, potrzebnej do zdrowego funkcjonowania na co dzień.

Warto też wspomnieć o genetycznych uwarunkowaniach, które mogą utrudniać wykonywanie niektórych pozycji.

Po pierwsze, predyspozycje płciowe, o których już wspomniałyśmy, a po drugie, budowa anatomiczna. Różnice mogą występować nawet u osób o niemal identycznej sylwetce. Dobrym przykładem jest pozycja psa z głową w dół, która u kogoś będzie wyglądała podręcznikowo, a u kogoś z lekko ugiętymi kolanami i łokciami i piętami wysoko w górze. To nie musi oznaczać, że dana osoba jest niewystarczająco rozciągnięta, a że ma po prostu taką budowę anatomiczną – w tym przypadku krótką łydkę czy szerzej rozstawione barki.

Ja zawsze mówię, że nasza pozycja nie musi wyglądać tak, jak w podręczniku. To tylko wzór. Trzeba zadbać o kluczowe elementy danej pozycji, ale najważniejsze to pozycję czuć. Jeżeli w jej trakcie czujemy się dobrze i nie musimy zaciskać zębów, to jest okej. Nasza pozycja nie musi wyglądać jak na ładnych zdjęciach z Instagrama – to komunikat, który powinien dotrzeć przede wszystkim do początkujących. Nie warto rozglądać się po matach obok, a skupić na sobie – tego uczy joga. Pokory i wglądu w siebie.

Możemy więc spytać, co jest wyznacznikiem dobrej praktyki jogi. Bo to nie musi być umiejętność stania na głowie czy założenia za nią nogi.

Chodzi o nasze samopoczucie – to, czy po praktyce czujemy się lepiej niż przed nią. Dlatego zawsze zachęcam do zadania sobie na początku pytania o to, jak się czujemy i jak chcielibyśmy czuć się po praktyce. Mieć więcej energii? A może więcej spokoju? Wtedy tak płyniemy przez praktykę i tak kierujemy swoje myśli w trakcie, by zaplanowany efekt uzyskać. Co ważne, to nie musi być efekt „wow”. Wystarczy delikatna poprawa.

Ale kiedy po jodze jesteśmy obolali i czujemy, że nigdy więcej nie wrócimy na matę, to coś poszło nie tak. Najczęściej odczuwamy lędźwie i tyły ud, a to jest sygnał, że za mocno weszliśmy w wygięcia i skłony; że następnym razem musimy podejść do praktyki łagodniej i dać sobie więcej czasu.

I to też jest świetne w jodze – że uczy łagodności względem samego siebie w świecie, który cały czas krzyczy, żeby dawać z siebie sto, dwieście, trzysta procent.

Wspomniałaś o bolących lędźwiach. Czy można więc mówić, że joga zawsze jest dobra dla zdrowia?

To kolejny stereotyp. Zwłaszcza na początku mamy tendencje do tego, żeby przesadzać i wykonywać niektóre ruchy tak, że raczej naszemu zdrowiu zagrażają zamiast pomagać. Dlatego polecam przynajmniej pierwsze praktyki wykonywać przed lustrem i porównywać swoje pozycje do tych, które widzimy na ekranie lub w książce. Nie na zasadzie „jeden do jednego” – z tych powodów, o których już mówiłyśmy, ale słuchać wskazówek, łagodnie wchodzić w pozycje i jeśli nie czujemy bólu, działać dalej. A jeśli w przeszłości mieliśmy kontuzję lub uraz, to zanim zaczniemy działać z pierwszą z brzegu praktyką, udać się do fizjoterapeuty, który doradzi, na które ruchy trzeba uważać.

Wspomniałaś o lędźwiach. Obciążamy je przy wszystkich mocnych wygięciach do tyłu. Na początku większość osób je odczuwa, ale one mogą boleć tak, że nie będziemy mogli się ruszyć albo może to być tylko dyskomfort. Jeśli kończy się to tylko na dyskomforcie, z czasem problem minie, ale jeśli będziemy cały czas przesadzać i nadmiernie obciążać lędźwie zbyt mocnymi wygięciami, to może doprowadzić do kontuzji.

Mówi się, że pozycja nieboszczyka – ta, którą wykonujemy na końcu i nic w niej nie robimy poza leżeniem – jest najważniejsza. Właśnie dlatego, żeby obserwować, co się stało w trakcie praktyki – czy nie przesadziliśmy i czy nie czujemy więcej bólu niż rozluźnienia.

A czy z jogą można schudnąć?

Można. Ale bez jogi też można. Bo to zależy od bilansu kalorycznego – tego, ile kalorii przyjmujemy, a ile zużywamy. I joga może być dobrym narzędziem, by schudnąć, ale jeśli chcemy przeprowadzić ogromną metamorfozę, lepiej wybrać intensywniejsze aktywności.

To pytanie jednak najczęściej zadają osoby, które albo w ogóle się nie ruszają, albo ze względu na sytuację życiową nie mogą pozwolić sobie na inną aktywność. I wtedy joga będzie świetna, zwłaszcza jej dynamiczne odmiany: vinyāsa czy ashtanga, ale proces chudnięcia i tak będzie dość długi.

Dzięki jodze zaczynamy też inaczej na siebie patrzeć – bardziej lubić i szanować swoje ciało. Raczej zaczynamy myśleć o swoim zdrowiu, a odchodzimy od myśli, że muszę spalić mnóstwo kalorii i zrobić mordercze cardio. A kiedy chcemy dbać o swoje zdrowie, spada ochota na fast foody i słodycze w wielkich ilościach. Joga zaczyna więc cały, duży proces zmian, po których będziemy przede wszystkim zdrowsi, a dodatkowo też szczuplejsi.

Ale sprawia też, że jesteśmy bardziej świadomi każdego spięcia w ciele i na przykład po przebudzeniu czujemy je mocniej niż inni. Częściej też myślimy „trzeba się poruszać”. To z jednej strony świetne, ale z drugiej…

Jako ludzie powinniśmy być w ciągłym ruchu, dzięki któremu choćby krew przepływa szybciej, a oddech jest głębszy. I fakt, że stajemy się bardziej świadomi potrzeby ruchu jest super. Przez to czasami czujemy zniechęcenie lub irytację. Bo wczoraj godzina jogi, a dyskomfort w plecach i tak się pojawia. Ale ostatecznie i tak wychodzimy na plus, bo czujemy ten ból teraz i mamy motywację, żeby coś z nim zrobić – i prawdopodobnie zrobimy. A osoby, które całe dnie siedzą, odczują go dopiero na starość, kiedy może być już za późno na naprawę.

Kiedy joga stała się popularna, automatycznie na rynku pojawiły się piękne maty i seksowne legginsy do jogi za kilkaset złotych. Czy potrzebujemy takich rzeczy, żeby praktykować?

Do jogi potrzebujemy wyłącznie maty i na to warto wydać pieniądze, kiedy już ustalimy, że to aktywność dla nas. Bo dobra mata podnosi praktykę na wyższy level. Ma ogromne znaczenie nawet w tak podstawowych pozycjach, jak pies z głową w dół. Bo jeśli się rozjeżdżamy i przez to nie czujemy tej pozycji, zaczynamy się frustrować. A mata, na której jesteśmy stabilni, nie bolą nas kolana ani dłonie, a która dodatkowo jest ładna i nam się podoba, sprawia, że chcemy do praktyki wracać.

Cała reszta jest niepotrzebna, zwłaszcza na początku przygody z jogą. Tak naprawdę najwygodniej ćwiczy się w jak najmniejszej ilości ubrań.

Joga nie musi być naszą jedyną aktywnością. Może być, a może nawet powinna być uzupełnieniem dla fitnessu czy siłowni, prawda?

Joga nie jest samowystarczalna. Brakuje w niej wielu ruchów, których nasze ciało potrzebuje. Na przykład wzmacniających mięśnie pośladkowe, bardzo ważne mięśnie, które stabilizują miednicę i przez nią też kręgosłup, a które są osłabione przez siedzący tryb życia. W jodze brakuje też ćwiczeń wzmacniających plecy.

Dlatego jeśli chcemy kompletnie zadbać o nasze ciało, wręcz powinniśmy dołożyć do jogi trening typowo wzmacniający. Ale to też nie oznacza, że mamy trzy razy w tygodniu chodzić do siłowni. Wystarczy do praktyki dodać chociaż jedną sekwencję z gumami oporowymi czy niewielkimi hantlami.

Ale praktykowanie wyłącznie jogi też zdaje się być efektem sekciarskiego podejścia do niej. Bo jak można łączyć magiczną jogę z topornym naciąganiem gumy czy podnoszeniem hantli?

To jest spory problem – że osoby bardzo zaangażowane w jogę skupiają się wyłącznie na niej, w ten sposób mocno zaniedbując ważne partie mięśniowe. A to prosta droga do kontuzji. I można złapać się za głowę, że osoba, która tak dużo ćwiczy, jest tak rozciągnięta i tak łapie kontuzje. Ale tak, joga jako jedyna aktywność prowadzi do dużych dysproporcji w ciele.

To jakie jest Twoje przesłanie do świata jako wielbicielki i instruktorki jogi? Świata jogowego i niejogowego.

Żebyśmy wszyscy po prostu wyluzowali. Żebyśmy zaczęli traktować sami siebie jak ukochanego przyjaciela, jak dziecko, dla którego chcemy jak najlepiej. Żebyśmy tego ukochania samych siebie się nie bali i nie wstydzili. W miłości do siebie wszystko, za co się złapiemy, będzie po prostu kolejną, ciekawą przygodą. Drogą, na której będziemy się uczyć, doświadczać, wzrastać. I nieważne czy będzie to ścieżka jogowa, czy jakakolwiek inna – po prostu idźmy nią za rękę z miłością do siebie.

Warto przeczytać: Joga i biznes, czyli jak połączyć pasję z pracą

Wiktoria Majcher – pasjonatka filozofii jogi i certyfikowana nauczycielka jogi, dla której luksus to ciepła kawa, dobra książka i błoga cisza. Razem z partnerem prowadzą kanał na YouTube – Hello Yogi oraz szkołę jogi w Rzeszowie pod tą samą nazwą. Na zajęciach promuje dążenie do równowagi między dynamiką i relaksacją. Skupia się nie tylko na treningu ciała, ale dużą uwagę poświęca także kondycji umysłu. Oprócz jogi zajmuje się również filmem i fotografią ślubną.

może Ci się spodobać