ochrona jeży Jerzy Gara

Jerzy dla jeży – o wiosennym przebudzeniu i jeży chronieniu

213 udostępnień
213
0
0

Od 14 lat ratuje jeże. W Kłodzku na Dolnym Śląsku zbudował dla nich specjalny, wyposażony w wybiegi i domki Ośrodek Rehabilitacyjny „Jerzy dla jeży”. Pytany o to, dlaczego zaczął się nimi opiekować, Jerzy Gara odpowiada, że… to one go znalazły.

– Pewnego jesiennego dnia, szukając pomocy, przyszły do mojego ogrodu i zostały na dłużej – opowiada pan Jerzy. – Okazało się, że to mama z czwórką jeżyków. Później zaczęły przychodzić już tylko młode, a mnie zastanowiło, dlaczego maluchy pojawiły się jesienią. Jesień to nie czas dla młodych. Tymczasem były to jesienne sierotki, jeżyki z drugiego miotu. Jeżowa mama zaczęła się przygotowywać do zimowej hibernacji, więc jej dzieci nie miałyby szans na przetrwanie zimy. Postanowiłem się nimi zaopiekować. Następnie znajomi i miejscowi uczniowie, a potem ludzie z całej Polski zaczęli przywozić do mnie jeże. A pewnego razu nasz Ośrodek odwiedziła Olga Tokarczuk.

Balbina i inne jeże

Do ośrodka Jerzego Gary przyjeżdżają jeże schorowane, poparzone, pogryzione przez psy lub te, które zbyt wcześnie obudziły się z zimowego snu i są za słabe, żeby przeżyć.

– Leczył się u mnie jeżyk z Kamieńca Ząbkowickiego, któremu podkaszarka ścięła pół mordki, rana sięgała kości. Nie miał większych szans, ale szczęśliwie udało się go uratować i wrócił na wolność – wspomina jednego ze swoich podopiecznych pan Jerzy.

Pamięta też poparzoną jeżynkę Balbinę, która została znaleziona w czasie wypalania liści w parku. Jej kolce się stopiły, a skóra pod nimi była odparzona. W Ośrodku dostała antybiotyk i leki przeciwbólowe. Po trzech miesiącach leczenia wróciła na wolność. Był też jeż, który na Jerzego się obraził. Po tym jak ten zaaplikował mu zastrzyk, na sam widok Jerzego zwierzak uciekał, fuczał i zwijał się w kulkę.

Pan Jerzy leczył też jeża, który był niewidomy. Wpadł do studzienki kanalizacyjnej, wychłodził się, a w jego gałkach ocznych muchy złożyły jaja. Wyklute z nich larwy dobrały się stworzeniu do oczu. Jeżyk stracił wzrok.

Olga Tokarczuk
Olga Tokarczuk w Ośrodku Rehabilitacji Jeży w Kłodzku

Pracy przy jeżach Jerzy Gara ma sporo. Musi je nakarmić, posprzątać domki i zabezpieczać wybieg, aby żaden zwierzak nie uciekł.

– O mały włos udałoby się to raz temu niewidomemu biedakowi – wspomina opiekun. – Całe szczęście zbieg został zauważony w akcji i umieszczony w bezpiecznym miejscu w lecznicy.

Pan Jerzy nigdy nie liczył, ile jeżych istnień ochronił, ale szacuje, że setki. Tysiące zaś po wyleczeniu wypuścił na wolność.

Są odważne i dają się przytulać

Wszystkie jeże, które do pana Jerzego trafiają, mają imiona.

– Moim ukochanym jeżykiem był Henio, przywieziony do mnie z Henrykowa. Imię przeważnie wybieram kierując się miejscem, z którego zwierzak pochodzi. Dlatego jednego z nich, z Lądka-Zdroju, nazwałem Zlądkiem, tego z Polanicy-Zdroju Wypoldziem, a innego, który przyjechał z Wałbrzycha – Wywałbkiem. Miałem też jeże o „zwyczajnych” imionach, jak Zbolałek, Balbina czy Wyjasna – wylicza.

może Ci się spodobać
ratownik medyczny

Spowiedź ratownika medycznego

Ratownicy medyczni nie leczą, ich zadaniem jest nie dopuścić do śmierci pacjenta. Czasem czują się jak bogowie, choć…

Biznes oparty na wartościach

Zmienia się podejście młodych ludzi do biznesu. Jeśli wchodzą już w jakieś przedsięwzięcia, podejmują jakąś pracę czy tworzą…