Historyczka sztuki Katarzyna Wąs opowiada „Zwierciadłu” o tym, od czego zależały kanony piękna kobiecego ciała w poszczególnych epokach. Generalnie wszystko opierało się na funkcji, jaką spełniać miało ciało kobiety w konkretnym czasie. Dziś Wenus Boticellego czy kobietę sportretowaną z łasiczką niekoniecznie uznano by za kanonicznie piękne.

Nie ma jednego, ustandaryzowanego wzorca piękna, zwłaszcza w sztuce, która jest po prostu lustrem danej epoki, podobnie jak moda. Kanony zwykle odzwierciedlają to, co jest najważniejsze dla ludzi w określonych czasach. Pękata rzeźba Wenus z Willendorfu z czasów prehistorycznych miała symbolizować płodność, bycie matką, dawczynią życia i pokarmu. W średniowieczu, gdy chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się po Europie, ceniono eteryczny typ urody (gdyż miał odzwierciedlać czystość i wolność od grzechu). Rewolucja francuska przyniosła uwolnienie kobiecego ciała, a w belle époque stawiano na zdrową naturalność. Lata 40. i 50. to perfekcyjna pani domu i pin-up girl w jednym (kobieta miała być gospodynią, a jednocześnie być atrakcyjna dla mężczyzny wracającego z wojny). Te wszystkie kanony łączy jedno – twierdzi ekspertka. To funkcja, jaką nadawano kobiecemu ciału. Z tej perspektywy łatwo zgadnąć, że dzisiejsze, niekoniecznie zdrowe, kanony piękna, podporządkowane są w stu procentach konsumowaniu seksualności i życia. Historyczka uważa, że dziś kanony piękna są zbyt restrykcyjne i mogą wpędzać w zaburzenia. Jest na to rada:

– Podoba mi się myśl, by – jeśli uważasz, że twoje ciało jest nieidealne, niepasujące do jakiegoś wymyślonego wzorca atrakcyjności – sięgnąć do bogatych zbiorów sztuki. Gwarantuję, że każdy i każda odnajdzie w nich swoje ciało. Zarówno to szczupłe, jak i bardziej obfite, z nadwagą i pomarszczoną skórą, i to z ostrymi rysami twarzy czy jakimiś anomaliami. I zobaczy, że każde może być piękne, każde może być sztuką – mówi ekspertka.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj imię