jak wychować feministę
© Bess Hamiti/Pexels

Jak wychować chłopca feministę?

32 udostępnień
32
0
0

W wychowywaniu syna dla Grety istotne są również rozmowy z chłopcem o emocjach. Kiedy Henio jest smutny, zły, Greta uczy go rozpoznawać te stany i je nazywać. Zresztą tego uczy się również dzieci w szwedzkich przedszkolach.

– Podoba mi się, że dzieci bawią się tam w przebieranki, wchodzenie w różne role, odkrywają przyrodę, segregują śmieci, dbają o przedszkole, budują budki dla ptaków – wymienia. – Bawią się dużo na zewnątrz, niezależnie od pogody, wszyscy mają specjalne kombinezony, mogą bawić się np. w kałuży. Jak to zobaczyłam pierwszy raz, to mnie zmroziło, a opiekunka się śmiała, że dzieci to lubią. W przedszkolu są suszarnie, więc jak mają mokre kombinezony, buty, to to wszystko potem jest suszone.

Grecie podoba się również, że w przedszkolach dziecko od pierwszego roku jest traktowane „poważnie”, a opiekunowie dziecka równościowo.

– Od małego dziecko siedzi przy stole, pije ze szklanki, je na normalnych talerzach, nikt nie panikuje, jak się coś zbije. Zupa stawiana jest na stole w wazie i nie ma paniki, że na pewno się wyleje.

Rodzice dostają od wychowawców sprawozdania ‘pedagogiczne’ – które są adresowane do „najlepszych opiekunów Henry’ego”, a nie do mamy i taty. Z takiego sprawozdania dowiadujemy się, czym w danym tygodniu dzieci się zajmowały i jaką umiejętność rozwijały. Służy to m.in. temu, żebyśmy mogli z mężem dalej te tematy czy umiejętności rozwijać.

Nierówności w równości

Pamiętam, że gdy dowiedziałam się, że urodzę chłopca, odetchnęłam z ulgą, bo naiwnie wierzyłam, że dużo łatwiej będzie mi go wychować – oczywiście na feministę! Wydawało mi się, że dziewczynkom trzeba uświadomić tyle zagrożeń, mocniej je wspierać i dopingować. Ostatnio jednak, gdy coraz więcej mówi się i pisze o „wzmacnianiu dziewczynek”, zaczęłam zastanawiać się, czy aby wahadło równościowe na pewno jest na równym poziomie.

Wpajamy dziewczynkom, że mogą być kim chcą, mogą być odważne, a chłopcom zabraniamy się mazać i płakać, czyli zabraniamy im okazywać emocje i być sobą. A przecież samoregulacja i odzyskiwanie poczucia bezpieczeństwa jest istotne dla dobrostanu nas wszystkich, bez względu na płeć. Zarówno dziewczynki, jak i chłopcy powinni uczyć się o emocjach, uczyć się odczuwać swoje granice i szanować granice innych.

Dziewczynki mogą być inżynierkami, policjantkami, mogą być silne i odnosić sukcesy w stereotypowo męskich zawodach oraz profesjach i nie odejmuje im to uroku. Ba, nawet są chwalone za to, że przekroczyły granice stereotypu! A chłopcy?

Za każdym razem jak kupuję synowi ubranie z cekinami czy w jaskrawych kolorach albo gdy rzuca się na wózek dla lalek – widzę po minach, że wzbudza to jednak sensację i rzadko kiedy spotyka się z aplauzem obserwatorów. Dlaczego chłopiec z różowym wózkiem albo tulący lalę nie zasługuje na pochwałę? Przecież to, że jest opiekuńczy i chętnie wykonuje pomocnicze prace sprawi, że sam w przyszłości będzie kochającym i dbającym o swoje dziecko ojcem!

Mój syn w którymś momencie zaczął uważać wielkiego pluszowego Pikachu za swojego „sinka” – tulił go do snu, przykrywał kołderką, żeby nie było mu zimno i zabrał go nawet do żłobka, żeby pokazać mu „gdzie chodzi do pracy”. Na spacerze w upalny dzień poił go swoją wodą! Rozpierała mnie duma, bo w żaden sposób nie inspirowałam tego zachowania. Wcześniej dawałam mu do zabawy duże lale z postaciami Berta i Erniego z „Ulicy Sezamkowej”, ale nie wzbudziły u niego żadnych, o opiekuńczych nie wspominając, uczuć. Podejrzewam też, że zachwyt nad wózkami dla lalek byłby taki sam, gdyby to były po prostu pchacze – coś, co się wprawia w ruch.

Ostatnio na grupie dla matek do czerwoności rozgrzana była dyskusja pod postem matki, która opisywała, jak mąż nie chciał kupić – przy aplauzie sprzedawczyni – synowi kolorowej opaski, bo jak uznał: „Wyrośnie z ciebie gej”. Dlaczego robimy to chłopcom? Ośmieszamy ich wybory, nie pozwalamy być sobą z podszytego niewiedzą strachu, że wyrosną z nich nieheteronormatywne dziwolągi? Przecież nauka już przyniosła odpowiedź, że hetero czy niehetero już się rodzimy. Zresztą gdyby było inaczej, brutalne „terapie korekcyjne” odnosiłyby skutek, a nie odnoszą.

– Najgorsi są rodzice, którzy zakładają małym chłopcom koszulki z napisami typu: „Jestem taaaaki zły” albo „Specjalista od kłopotów” z postaciami zwierząt z wyszczerzonymi kłami albo pięściami zaciśniętymi do bicia – twierdzi Joanna Amado, matka trojga dzieci, w tym jednego chłopca. – Taki mały chłopiec w okropnej koszulce nie jest słodki, a na dodatek wzmacnia to kulturę przemocy wśród chłopców i kliszę, że „chłopcy pozostaną chłopcami” – w domyśle „spuszczającymi manto każdemu, kto stanie na ich drodze”, co w Ameryce jest aż groteskowe.

Dopiero około piątego roku życia dzieci zauważają, że obie płcie mają inne zadania i role, ale wcześniej jak gąbka wchłaniają wszystko, co dzieje się wokół nich i uczą przez obserwację.

– Jeśli chodzi o wychowanie, to najlepiej po prostu jak dziecko widzi, że oboje rodzice przewijają, gotują, sprzątają itp. Ostatnio byłam z czteroletnią córką na wystawie o robotach. Obsługa zwracała się do Novy jak do chłopca, bo tam w ogóle nie było dziewczynek – wspomina Amado, mama Novy.

Obecnie jest dużo programów zachęcających dziewczynki do nauki STEM (akronim: nauka, technologia, inżynieria, matematyka – red.), nie ma za to dobrej książki wprowadzającej chłopców w czas dojrzewania.

Po wielkim sukcesie projektu Moonka o ciałopozytywności dla dorastających dziewczynek, jego autorki – zainspirowane oczekiwaniami czytelniczek – rozpoczęły prace nad podobnym przewodnikiem dla chłopców. O tym jak brakuje na polskim rynku takich pozycji świadczy chociażby to, że zbiórka na ten cel ogłoszona w czasie pandemii przyniosła 125 proc. zysku!

Te potrzeby dostrzega też Łukasz Gabler, tata siedmioletniego Franka:

– Od samego początku uczymy syna, że wszyscy ludzie (tu zaczęliśmy od dziewczynek i chłopców) są równi i mogą robić to samo – mówi. – Ciekawe jest to, że nieprofilowany przez nas żadnymi stereotypami Franek stosuje feminatywy automatycznie. Często nie są to formy poprawne, jednak i tak pokazują, jak postrzega on i jak konstruuje świat. Dla Franka nie jest problemem granie w piłkę z dziewczynkami. Bawi się z nimi tak samo jak z chłopcami – bez zbędnego ograniczania się tylko do wyboru „chłopięcych” zabawek. Pamiętam jaką konsternację wywołał na podwórku, gdy w pożyczonym różowym wózku woził misia. Sporym wyzwaniem było i jest mierzenie się ze stereotypem mężczyzny – silnego, wysportowanego, odważnego, niepłaczącego, najlepszego, walecznego. Tutaj znacznie trudniej jest mi rozmawiać i tłumaczyć synowi świat. Muszę mierzyć się z własnymi ograniczeniami i obawą, jaka gdzieś się we mnie pojawia, że być może będzie „za miękki”.

Tak samo jak wmawianie matkom, że to kobieta jest ważniejsza dla dziecka, jest niekorzystne dla kobiety, bo nie można jej sprowadzać do roli inkubatora i karmicielki, tak samo izolowanie ojca na etapie wczesnego niemowlęctwa („bo matka karmi piersią”) jest niedorzeczne – to kiedy ten ojciec ma poczuć instynkt ojcowski?

W moim przypadku wiele ułatwiło to, że urodziłam przez cesarskie cięcie – dzięki temu to ojciec kąpał, bo miał większe ręce i więcej siły i nie bolało go wszystko przy schylaniu się. Tata pielęgnował synowi pępek, bo ja się brzydziłam. Trzymał go na szczepieniach, bo ja się bałam. Przejął usypianie synka, jak tylko ten został odstawiony od piersi. I spędzał z nim dużo czasu, bo przez pierwszy rok po jego urodzeniu kończyłam studia podyplomowe. Wiele koleżanek mi zazdrościło, że u nas stało się to wszystko tak „naturalnie”, bez kłótni, negocjacji i szantażu. Ale też jednym z pierwszych słów syna było „tata”, nie „mama”. Do dziś zresztą to tata robi pizzę, naleśniki i kotlety, a mama – placki, kaszki i koktajle. Dziecko widzi, że nie ma czegoś takiego jak „kobiety do garów”. Tata idzie z nim i do lekarza, i na spacer. Najważniejsze jest to, że tata jest dostępny, spędza z nim czas i syn może nauczyć się od niego wszystkiego, co jest mu do życia potrzebne.

Ale nie chodzi tu też o to, że do wychowania konieczny jest tata. Współcześnie model rodziny się zmienia, nie zawsze już jest to rodzina atomowa, czyli 2+2. W rodzinie samodzielnej albo nieheteronormatywnej takie funkcje z powodzeniem może pełnić wujek, dziadek czy przyjaciel rodziny. Najważniejsze, by dziecko otrzymało potrzebny mu do zdrowego funkcjonowania w społeczeństwie system wartości, umiejętności, wiedzę o sobie samym i o tworzeniu dobrych relacji z innymi.

– Staram się wychować syna na wrażliwego na los innych i opiekuńczego człowieka – opowiada Anna Grędzińska, mama trzyletniego Adasia. – Bardzo zależy mi na tym, żeby dostrzegał on nierówności płci i nie wstydził się, nie bał na nie reagować. Chciałabym, żeby szanował granice i wybory innych ludzi (te zasady stosuję również w naszej relacji z synem).

W Wielkiej Brytanii, w której spędziłam dwa lata, zwróciłam uwagę na dużą neutralność genderową w przedszkolu, do którego chodził Adaś. Wychowawczynie w równym stopniu zachęcały tam chłopców i dziewczynki do zabawy w kuchnię, gotowanie, odgrywanie różnych ról, wożenie wózkiem zabawek, majsterkowanie itp. Nie istniał podział na aktywności i zabawki dziewczęce oraz chłopięce. Jeśli chłopczyk chciał przyjść w sukience do przedszkola, to nikt nie robił z tego problemu czy sensacji (zarówno rodzice, jak i wychowawczynie i inne dzieci traktowały to jako normę).

Wszystkie bajki opowiadane na dobranoc, książeczki i filmiki zawsze filtruję pod względem genderowym i jak wyczuwam stereotypy, to okraszam je odpowiednim komentarzem. Wiele bajek, które ogląda mój syn jest o dziewczynkach pilotkach, mechaniczkach, strażaczkach etc.

Od urodzenia Adasia nie różnicuję kolorów, ubrań i zabawek ze względu na płeć. Zawsze bardzo mnie to dziwi i żenuje, jak ktoś pyta o płeć dziecka przy wyborze piżamki albo nocnika (w Anglii też się to zdarzało). Staram się zawsze dawać synkowi wybór co do zabawek – ma samochody, samoloty, lalki, przytulanki. Adaś wybiera zazwyczaj wszystko co jeździ i lata, wydaje mi się, że to dlatego, że rzeczy takie są o wiele bardziej atrakcyjne od „stacjonarnych” lalek, też tak miałam, gdy byłam małą dziewczynką.

Jak synek widział, że pomalowałam paznokcie i też chciał, mógł sobie wybrać kolor i pomalowałam mu jeden paznokieć. Jak będzie chciał mieć długie włosy, to również nie będę go zniechęcać. Wystrzegam się jak ognia tekstów typu „typowo jak dziewczynka”, „nie dla chłopców”, „chłopaki nie płaczą”. Nigdy nie różnicuję żadnych rzeczy czy aktywności na dziewczęce i dla chłopców. Normalizujemy i akceptujemy wszystkie emocje. Przegadujemy płacze i smutki.

Podsumowując…

Jeśli zależy nam na wychowaniu dzieci w duchu równościowym, to – w myśl Korczakowskiego „Nie ma dzieci – są ludzie” – traktujmy je poważnie. Zatrudniajmy więcej mężczyzn w żłobkach, przedszkolach i szkołach. Nie tylko jako „złota rączka” czy nauczyciel wf. Nie, nie wszyscy mężczyźni są pedofilami i utrudnianie im dostępu do zawodów opiekuńczych (wystarczy, że zostaną podniesione płace) jest krzywdzące dla nas wszystkich, nie wspominając o zasadach niektórych linii lotniczych, że samotnie podróżujące dziecko trzeba posadzić koło kobiety, a nie mężczyzny! Dzieci uczą się przez osmozę – obserwując świat rodziców, dorosłych oraz inne dzieci.

Najważniejsze cechy (cnoty, jak by powiedział minister edukacji), które warto gruntować w dzieciach niezależnie od płci to: asertywność, własne zdanie, krytyczne myślenie, odpowiedzialność, poczucie sprawczości, niezależność, empatia, współczucie, poczucie sprawiedliwości i umiejętność samoregulacji. Wzmacniajmy w tym tak samo dziewczynki, jak i chłopców, także w ich decyzjach i planach.

Wspierajmy w obszarach związanych z opiekuńczością, bazujących na współpracy z ludźmi, ale też w działaniach wymagających odwagi i przekraczania granic. Obu płciom wyjdzie to na dobre w przyszłości – na pewno na rynku pracy! Chcemy przecież dla naszych dzieci bez względu na płeć świata lepszego, bardziej przyjaznego, tolerancyjnego i równego – zacznijmy więc sami dawać im dobry przykład.

Tej autorki: Seksizm nasz powszedni

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Wojna?

Na ulicach, w mediach, w sieci wybrzmiewają obecnie hasła: „To jest wojna!”, „To rewolucja!”, a my w SiedemÓsmych…

Wszystko jest ściemą

„Mózg nie widzi świateł i nie słyszy dźwięków” – wyjaśnia naukowiec. – „Nasze odczucia to tylko przypuszczenia co…
dlaczego ludzie nie rozumieją

Dlaczego ludzie się nie rozumieją?

Ile razy zdarzyło Ci się toczyć dyskusję, w której próbujesz przekonać drugą osobę do swoich racji? Albo złościłaś…

Dlaczego nie jemy psów?

4 września ulicami Warszawy po raz kolejny przeszedł Marsz Wyzwolenia Zwierząt. O co chodzi z tym wyzwoleniem? –…