jak wychować feministę
© Bess Hamiti/Pexels

Jak wychować chłopca feministę?

20 udostępnień
20
0
0

„Dziewcynki tak nie umią” – powiedział mój niespełna trzyletni syn, szurając kaloszami w żwirze, przez co wznosił w powietrze obłok czarnego pyłu. – „Kto tak powiedział?” – zapytałam spokojnie, choć w środku aż się zagotowałam. Wychowujemy go w duchu równościowym, a tu taki tekst. – „Oliwier”. – „Aha”– odetchnęłam, słysząc, że to kolega syna. A potem dowiodłam, że słowa kolegi mijają się z prawdą.

Żyjemy w kulturze patriarchalnej, przesiąkniętej tradycją i oczekiwaniami, że „dziewczynki będą pielęgnować cnoty niewieście” (dosłowny cytat z niedawnej wypowiedzi ministra edukacji), a „chłopcy walczyć za Ojczyznę”. W kulturze takiej nie jest łatwo wychować dziecko w duchu wolności i równości. Niedobrze, że cechy, które są kojarzone z mężczyznami, inaczej/wyżej się ocenia czy postrzega, niż cechy kojarzone z kobietami. Czy dziewczynki nie mają prawa być odważne, silne i umieć logicznie myśleć? Czy „kobiece” wrażliwość, opiekuńczość, intuicja wykluczają bycie „prawdziwym mężczyzną”, bo przecież „chłopaki nie płaczą”?

Nawet jeśli rodzice wyjątkowo się starają i nie chcą wtłaczać dziecka w świat stereotypowych zabawek i ubrań, stereotypy pojawiają się z innych źródeł. A to oglądając bajkę dziecko usłyszy: „Dziewczyny są głupie!”, a to babcia, kiedy chłopczyk zaczyna jęczeć wyparuje: „Nie zachowuj się jak dziewczynka” lub rówieśnicy w przedszkolu czy szkole powiedzą: „Dziewcynki tak nie umią”.

A trzeba pamiętać, że w młodym wieku dzieci uczą się przede wszystkim przez naśladowanie i traktują usłyszane z zewnątrz informacje, zwłaszcza te od jakichś ważnych dla nich postaci (rodzic, dziadkowie, koledzy), niczym prawdę objawioną. Co zatem robić w takich wypadkach? Jak wychować chłopca feministę?

Dziewcynki też umią

Gdy mój syn powtórzył po koledze, że zabawy w żwirze są domeną rozrywki zarezerwowaną dla chłopców, powiedziałam krótko: „To nieprawda”. I na poparcie tych słów zaczęłam tworzyć chmurę kurzu ze żwiru, przy okazji rujnując sobie buty. Potem zapytałam go jeszcze: „Czy mama jest dziewczynką?” „Jest” – przyznał cicho z głupią miną. „No i widzisz, umiem robić kurz ze żwiru” – powiedziałam.

A po przyjściu do domu włączyliśmy na YouTube nagrania z olimpiad – najpierw Anitę Włodarczyk, a potem Agatę Wróbel. Syn z rozdziawioną buzią oglądał te niezwykle silne kobiety. Dodałam jeszcze, żeby zapamiętał, że nie zawsze Oliwier ma rację. Na razie wystarczyło. Pytanie: na jak długo? Co jeszcze trzeba robić, żeby nie uległ stereotypom? Czego unikać?

Myślałam, że jasne porady znajdę w niedawno wydanej książce francuskiej dziennikarki Aurelii Blanc Jak wychować syna na feministę, ale okazuje się, że i ona takich prostych rad w tym względzie nie ma. Jej książka jest raczej apelem do dorosłych (nauczycieli, rodziców), by zastanowili się nad sobą – na ile refleksyjnie, a nie tylko deklaratywnie, podchodzą do „równościowego wychowania”. Bo można wychowywać w duchu równości – kupować różnokolorowe ubranka, różnorodne zabawki, ale jeśli samemu gdzieś na głębszym poziomie nie pracuje się nad stereotypami w nas, to wówczas o wiele łatwiej o to, że będziemy je powielać. Że na przykład w jakieś trudnej czy konfliktowej sytuacji na placu zabaw wymsknie nam się coś głupiego typu: „dziewczynki tak nie mówią” lub „nie bądź jak baba”.

Zapytałam swoich znajomych z różnych krajów, jak oni się na te kwestie wychowania do równości zapatrują. I rzeczywiście przyznają: żeby „wychować chłopca na feministę”, najpierw samemu trzeba stać się feministką/feministą.

Wychowanie do równości

– Edukacja równościowa zaczyna się w domu – opowiada Anna Jassem, mieszkająca w Brukseli mama trojga dzieci. – U nas nie ma podziału obowiązków na męskie i żeńskie. Jedenastoletni Ignacy, siedmioletni Janek i czteroletnia Mila wspólnymi siłami dwa razy w tygodniu wynoszą śmieci. Cała trójka solidarnie nakrywa też do stołu i sprząta po kolacji. Plus – co pewnie najważniejsze – widzą, że rodzice sprawiedliwie dzielą się obowiązkami domowymi: na zmianę gotują, wyprawiają do szkoły i czytają do snu, choć np. pranie to domena taty, który jest maniakiem sortowania.

Jasne, że zdarzają nam się wpadki. Pamiętam, jak raz, kiedy Ignacy płakał z powodu stłuczonego kolana, rzuciłam odruchowo: „Bądź dzielnym facetem”. Jednak generalnie staramy się być uważni na to, co mówimy i prostować seksistowskie stereotypy. Np. gdy chłopcy stwierdzili, że „różowy jest tylko dla dziewczyn”, wytłumaczyliśmy im, że to tylko arbitralna umowa społeczna i że jeszcze kilkadziesiąt lat temu róż był kolorem dla chłopców, a błękit dla dziewczynek. Gdy Janek postanowił pomalować paznokcie u stóp, nie protestowaliśmy, przygotowaliśmy go tylko na możliwe docinki na basenie.

W belgijskiej szkole nie widzimy jawnego stereotypowania dzieci ze względu na płeć, choć zdarzają się stwierdzenia typu „trudna klasa, bo więcej chłopców” czy usadzanie dzieci dziewczynka-chłopiec w ramach dyscyplinowania klasy. W nauczaniu początkowym jest zdecydowanie więcej nauczycieli mężczyzn niż w Polsce, a główną lekturą są genialne belgijskie komiksy Petit Poilu, w których tytułowy „mały włochacz” stawia czoło różnym przeciwnościom losu. W jednym z odcinków – wraz z małą Ewą – wpada w łapy szalonej naukowczyni, która próbuje nakłonić dzieci do zabawy „odpowiednimi dla ich płci” zabawkami. Oboje uznają pomysł za absurdalny i wspólnie zastawiają zasadzkę na swoją oprawczynię.

Kiedy mój syn zaczyna marudzić albo jęczeć, pytam go czy uważa, że jest mały czy duży. On wtedy oczywiście odpowiada, że jest duży, więc mówię: „Duże dziecko tak się nie zachowuje”. Kiedy tylko się da, zawsze mówię o nim per „dziecko”, bez niepotrzebnej seksualizacji – dzieci do około piątego roku życia nie mają w ogóle świadomości różnicy płci na poważnie, więc po co psuć im dzieciństwo niepotrzebną na tym etapie wiedzą?

Na placu zabaw mam ochotę oderwać wszystkie matki przyklejone do swoich dziewczynek, które trzymają je za rączkę przy wchodzeniu na zjeżdżalnię. Jest to tak częste, że jak mam dobry humor, to zagaduję „Nie chce pani, żeby sama się nauczyła?”. Pada wtedy: „Ale się ubrudzi”. „No i co z tego?” – mam ochotę krzyczeć – „Ale przynajmniej szybko nauczy się sprawdzać własne granice i będzie umiała ich bronić”. Mam też ochotę zerwać z tych biednych małych, ledwo chodzących dziewczynek tiulowe spódniczki i plastikowe baletki, które utrudniają swobodną zabawę i bieganie po placu zabaw. „Nie biegaj, bo się przewrócisz”, „Nie dotykaj, bo się ubrudzisz” – czy też bym tak wołała do córki, gdybym ją miała?

– Wraz z bratem wychowywałam się w domu zdecydowanie równościowym – opowiada Greta Gober, mama trzyletniego Henia. – Mama zawsze dbała o to, żeby nikt w domu nie był „na usługach” innych domowników. Zawsze mówiła, że każdy z nas ma dwie ręce i wszyscy byliśmy odpowiedzialni za prowadzenie domu. Wspólne sprzątanie, zakupy, zmywanie na zmiany. W moim domu nigdy też nie było specjalnych rozkminek, że coś jest dla dziewczyn, a coś dla chłopaków. Dlatego to, że podział ról w społeczeństwie na damskie/męskie jest tak sztywny zaczęłam zauważać dość późno. Chyba dlatego tak zafascynowały mnie podyplomowe gender studies, które studiowałam na IBL-u w PAN-ie.

W domu, który tworzę teraz z moim mężem jest podobnie jak w tym, w którym się wychowywałam. Dzielimy się wszystkimi obowiązkami, gotowaniem, sprzątaniem, praniem, zakupami, opieką nad synem, łącznie z karmieniem, kąpaniem czy usypianiem. Ale przyznam się, że bardzo się cieszę, że syna wychowujemy w Szwecji, a nie w Polsce. Tu nie muszę być ciągle „na baczność”, słysząc jak np. pani sprzedająca zabawki na straganie w Polańczyku przekonuje Henia, że „chłopaki nie płaczą” (po tym, jak negocjował przez łzy zakup kolejnej koparki). W tej konkretnej sytuacji powiedziałam tylko z uśmiechem: „E tam, czasy się zmieniły i dzisiaj chłopaki już płaczą”. Ale szczerze współczuję i chłopcom, którzy słyszą tego typu komunikaty, i dziewczynkom, którym babcie i mamy ciągle zwracają uwagę, żeby „uważały”, „nie biegały” czy nie wchodziły na ślizgawkę, bo na pewno „upadną”.

Jeśli chodzi o wychowanie chłopca na feministę, to dla mnie chyba najważniejsze jest, żeby umiał szanować moje granice i tym samym granice innych kobiet, w ogóle ludzi. Dlatego np. jak wspina się na mnie, mówię mu, że mama tak nie chce, nie lubi. Tak samo jeśli ktoś mówi, że nie chce być dotykany – to trzeba to szanować. Uczę go, że mama ma „swój czas” (np. jak ogląda wiadomości), a Henio już rozumie, że wtedy mamie się nie przeszkadza i że przez chwilę powinien pobawić się sam.

Dużą wagę przywiązuję też do tego, że ma dbać o dom. Nie chodzi tylko o to, by odkładał na miejsce swoje zabawki, ale również pomagał w sprzątaniu, wyrzucał po sobie śmieci (segregując je), rozpakowywał zakupy etc. A także żeby szanował to, że ktoś inny posprzątał, a więc np. nie wchodził na umytą podłogę w butach.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
samotność

Samotność

Dlaczego tak wielu z nas boi się samotności? Czym właściwie jest samotność? Czy jest nią życie w pojedynkę,…
Polska szkoła niszczy dzieci i nauczycieli

Fabryka małp

„Koniec. Dłużej nie mogę. Nie mam już siły do tego obłąkanego systemu. Przemoc, hierarchizacja, zabijanie inicjatywy, wolnomyślicielstwa, dociekliwości.…

Przebodźcowani

Słyszeliście kiedyś o przyznaniu prestiżowej nagrody literackiej za twórczość niekoncentrującą się na jakiejś ludzkiej, zwierzęcej, lokalnej lub globalnej…

Dzień nieodległości

Dzień Niepodległości powinien skłaniać do refleksji o wolności. Niestety, od kilku lat jest okazją do walki ludzi o różnych poglądach. Nadzieja w ludziach młodych i dzieciach, którzy chcą łączyć, nie dzielić.

Widzę ciemność, ciemność widzę

Żeby widzieć, trzeba wiedzieć – powtarzał na moich studiach jeden z profesorów. „Tia” – powątpiewałam wespół z innymi…