Jak w czasie lockdownu dają sobie radę restauracje?

14 udostępnień
14
0
0
No właśnie. Aleksandrów jest małym miastem. Dlaczego właśnie tutaj zdecydowaliście się otworzyć lokal?

To jest moda zaczerpnięta z Zachodu, gdzie najlepsze restauracje znajdują się poza metropoliami. Chcieliśmy być trochę inni, otworzyć lokal na wyższym poziomie. W okolicy mają domy prezesi łódzkich firm, dyrektorzy urzędów, ludzie spędzający tydzień pracy w Warszawie. Dajemy im możliwość odpoczynku trochę w stylu slow, mogą do nas przyjść z przyjaciółmi, z rodzinami. Dzieci, ale nie tylko, bardzo chwalą nasze desery.

I mimo że nie jesteśmy ulokowani w żadnej metropolii, dotarli do nas inspektorzy żółtego przewodnika „Gault and Millau”, docenili naszą kuchnię i umieścili w swoim wydawnictwie. To dało nam tytuł jednej z najlepszych restauracji w województwie łódzkim. Jesteśmy w gronie najlepszych restauracji w Polsce.

Coraz więcej ludzi w Polsce rezygnuje z jedzenia produktów odzwierzęcych. Czy zauważacie ten trend i reagujecie na niego? Jesteście w stanie zorganizować przyjęcie dla grupy wegan?

Tak, wegetarian i wegan jest coraz więcej. Także w Kamienicy nr 6 kadra menedżerska nie je mięsa. Oczywiście możemy przygotować przyjęcie lub catering z produktów roślinnych i strączkowych. Ale w karcie mamy także dania mięsne i rybne, bo takie jest zapotrzebowanie rynku. Z tym że każdego dnia goście mają wybór i wśród dań jest także coś dla wegetarian.

Ale znani jesteście przede wszystkim z ciekawej, stylowej piwniczki i jej zawartości…

Stara zasada amerykańska brzmi: „Wyróżnij się albo zgiń”. Otworzenie kolejnej restauracji, jakich w okolicy jest sporo, niosło ryzyko porażki. Dlatego od początku postawiliśmy na jakość i unikatowość. Piwniczka z winami to znak rozpoznawczy naszego lokalu. Zresztą, mając taką zabytkową piwniczkę w budynku musieliśmy pójść w tym kierunku (śmiech).

© Kamienica nr 6

Co ciekawe, właśnie ta specjalizacja także częściowo ratuje nas w trakcie lockdownu. W naszym lokalu mamy znakomitego sommeliera, pana Przemysława Kowalskiego. Goszcząc u nas, klienci mieli okazję słuchać jego opowieści o winnicach i szczepach. Teraz, kiedy osobiste spotkanie jest utrudnione, oferujemy możliwość zakupu wina i wieczoru tematycznego. Wybieramy wina z konkretnego rejonu świata (ostatnio była to Toskania), goście je zakupują, a potem uczestniczą w webinarze na temat tych trunków oraz rejonu, z którego one pochodzą. Takie spotkania zaplanowane są na dwie godziny, ale z reguły znacznie się przeciągają, ponieważ pan Przemek ma naprawdę ogromną miłość do win i wiedzę o nich. Jest możliwość zadawania pytań na żywo, więc można spędzić przyjemnie czas i wiele się dowiedzieć.

Co ciekawe, w sytuacji pandemicznej niektóre firmy zdecydowały się na taki upominek dla pracowników, zamiast tradycyjnego spotkania wigilijnego czy wielkanocnego.

Rozmowę ze znawcą win Przemysławem Kowalskim przeczytasz TUTAJ

Czy przychodząc do Waszej restauracji mogę skosztować dowolnego wina z piwniczki?

Dobrą restaurację z winami rozpoznaje się właśnie po tym, ile rodzajów win można w niej spróbować, to znaczy kupić na kieliszki. U nas można ich skosztować naprawdę sporo. Aby móc zapewnić duży wybór, mamy specjalne urządzenia, które pozwalają na przechowywanie otwartego wina bez utraty walorów. Jedno z tych urządzeń wtłacza do butelki utracony podczas otwierania win musujących dwutlenek węgla.

W Polsce nie ma tradycji picia win. Czy obecność sommeliera nie peszy gości?

Sądzę, że okazja porozmawiania o winie, spytania o dobór trunku do posiłku może być cenna dla wielu klientów. Jeśli ktoś nie ma ochoty na alkohol, bo np. przyjechał samochodem, a nie chce zachować się nietaktownie, powinien wziąć przyniesioną przez sommeliera lub kelnerkę kartę win, przekartkować ją i położyć na stoliku. To dla obsługi czytelny sygnał.

A jak zamówić wino, żeby nie popełnić faux paus?

Przede wszystkim warto pamiętać, że to my jesteśmy od tego, żeby państwu doradzić. Ludzie przychodzący do restauracji są gośćmi, a kelnerzy wiedzą, co warto danego dnia polecić, jakie wino zaserwować. Powinni zapytać o preferencje kulinarne, ustalić, czy ktoś z gości nie jest alergikiem. Jeśli goście już zamówią, rolą sommelliera jest dopasowanie wina do potraw. Pewien problem może się pojawić, kiedy jest kilkoro gości, a wybrane dania są z zupełnie innych światów. Ale z tego też można wybrnąć, szczególnie kiedy ma się za sobą lata praktyki. Dobrze jest dyskretnie zapytać gospodarza przyjęcia, osobę zapraszającą, ile pieniędzy chce przeznaczyć na butelkę wina. Ważne jest, żeby klienci wyszli zadowoleni z restauracji i zechcieli do niej wrócić. Biznes restauracyjny w dużej mierze opiera się na stałych gościach (przyjezdnych mamy może 30 procent), a oni wymagają odpowiedniej obsługi, nazywamy ją hospitality.

może Ci się spodobać

Lawendowe pole – slow life na Warmii

Ziołowa alchemia Dziś plantatorka o lawendzie wie niemal wszystko. Wiedzę tę zdobywała metodą prób i błędów, przeprowadzała doświadczenia.…
Sonia Alicja Bednarek

Uwolnić kobiecość

Gdzie w ciele lokalizuje się kobiecość?Jej domem jest całe nasze ciało, dlatego ważne jest, abyśmy czuły się w…