żałoba
© Adobe Stock

Jak poradzić sobie z żałobą?

36 udostępnień
36
0
0

„Jedynym sposobem na odnalezienie spokoju jest pozwolenie przeszłości na bycie przeszłością” – mawiała dr Elisabeth Kübler-Ross, autorka książki On Death and Dying (Rozmowy o śmierci i umieraniu). Czy jej rewolucyjne jak na 1969 rok teorie na temat żałoby dziś wciąż są aktualne? Co o procesie żałoby wiemy dziś? Rozmawiamy o tym z psycholog i psychoterapeutką Fundacji „Nagle Sami” Anną Bajkowską.

Elisabeth Kübler-Ross to amerykańska lekarka, która zasłynęła wydaną pod koniec lat 60. ubiegłego wieku książką o śmierci i umieraniu. Opisała w niej psychologiczną teorię reakcji pacjenta na wiadomość o nieuleczalnej chorobie i bliskiej perspektywie śmierci.

Pracując w jednym z chicagowskich szpitali, przeprowadziła około 200 rozmów z chorymi i ich rodzinami. Na ich podstawie doszła do wniosku, że emocje osób terminalnie chorych podobne są do tych, jakie przeżywają ludzie po śmierci swoich bliskich. E. Kübler-Ross wyróżniła pięć etapów procesu żałoby (umierania).

  • „Zaprzeczenie”. Niezależnie od tego czy bliscy z powodu choroby liczyli się ze stratą, czy nie, pojawiają się szok i niedowierzanie.
  • „Gniew i bunt”
  • „Targowanie”.

Zarówno drugi, jak i trzeci etap są próbami zrozumienia śmierci, przy jednoczesnym zmaganiu się z wątpliwościami. Człowiek wie, że musi pogodzić się ze stratą, ale uważa ją za niesprawiedliwą.

  • „Depresja”, ale nie jako jednostka chorobowa, lecz załamanie, któremu mogą towarzyszyć symptomy natury fizjologicznej: zaburzenia snu, bóle żołądka, brak apetytu.
  • „Akceptacja”, czyli początek adaptowania się do nowej sytuacji. Na tym etapie pojawia się też potrzeba przeorganizowania życia.

Edyta Brzozowska: Pomaga pani osobom po stracie uporać się z żałobą. Czy przebiega ona zawsze tak, jak opisała to Elisabeth Kübler-Ross?
Anna Bajkowska: Od czasu powstania teorii amerykańskiej lekarki przeprowadzono wiele badań uszczegóławiających jej koncepcję. Pokazały one, że może stanowić pewien punkt wyjścia potrzebny do przepracowania żałoby. Im jednak dłużej pracuję terapeutycznie z osobami w żałobie, tym częściej dochodzę do wniosku, że warto wziąć w poważny nawias sztywne ramy pięciu etapów oswajania straty.

Dlaczego?
Są osoby, które nie przejdą wszystkich tych faz, lub przeżyją je w innej kolejności. Może też zdarzyć się, że któryś z etapów nie wyodrębni się u nich w wyraźny sposób albo będą po wielokroć wracały do jednego z nich, na przykład gniewania się na los za to, co ich spotkało. Mogą się wręcz złościć na bliskiego, który ich opuścił. Osobiście wolałabym koncepcję Kübler-Ross nakreślić jako metaforę schodów.

Po których każdy może wspinać się w swoim własnym tempie?
Tak skonstruowane porównanie rzeczywiście odzwierciedla indywidualny rytm przeżywania żałoby, bo przecież na poszczególnych stopniach owych schodów znaleźć się mogą różne emocje, myśli i zachowania tych, którzy właśnie pochowali kogoś bliskiego. Po tych schodach jeden będzie się wspinał powoli, noga za nogą. Drugi potknie się i raptem trafi o kilka stopni niżej. A jeszcze inny przysiądzie na jakiś czas na tym konkretnym stopniu po to, żeby właśnie w tym miejscu dłużej przeżywać utratę ukochanej osoby.

Można też pewne schodki przeskoczyć?
Oczywiście. Znam osoby, które wędrując, pewne etapy omijają. Tak po prostu się dzieje.

Istnieje niebezpieczeństwo, że te metaforyczne schody staną się dla kogoś w żałobie matnią bez wyjścia?
Wierzę, że dla wielu osób, którym umarł ktoś bliski, ten szczyt schodów prędzej czy później będzie widoczny. Ten ostatni stopień bowiem to coś, co psycholog nazwałby zakończeniem żałoby, jej domknięciem. Pod warunkiem że żałobnik wpisze doświadczenie straty w historię swojego życia i postanowi: „Moje życie nadal jest dla mnie ważne. I może być dobre”.

Pytania osób zrozpaczonych po śmierci bliskich pewnie zawsze są podobne: „Dlaczego odeszła/odszedł, dlaczego tak szybko”?
A także: „Zastanawiam się, czy to co przeżywam, jest normalne?”, „Czy mam prawo czuć wściekłość na męża, że mnie opuścił?”, „Boję się, że wariuję”. Osobom po stracie często towarzyszy lęk o dalsze życie bez tego, kto im zmarł albo poczucie winy za tę śmierć. Emocje, jakie targają człowiekiem po stracie mogą wydawać się pozornie sprzeczne albo się ze sobą przeplatać: ból i cierpienie ze złością, żalem, ze smutkiem. Każdy ma prawo przeżywać żałobę po swojemu, nie ma ani dobrych, ani złych reakcji.

Czytaj także: Rozmowa z wybitnym pisarzem Pawłem Huelle o upływie czasu

Z rodzinnych przekazów znam opowieść o ciotce, której krótko przed wojną zmarła maleńka córka. Płakała, rozpaczała i tęskniła do tego stopnia, że zapłaciła grabarzowi, aby rozkopał grób. Kiedy zobaczyła zmienione rozkładem ciało, kazała zamknąć trumnę i już nigdy nie wracała do tematu.
Czasem tego rodzaju gwałtowne działania i nietypowe potrzeby mogą być związane z tym, że na naturalnie przebiegający proces żałoby nakłada się coś jeszcze, na przykład choroba: depresja lub inne zaburzenie psychiczne. Ale przytoczona przez panią historia może świadczyć o przemożnej potrzebie pożegnania się z osobą zmarłą, pewnego domknięcia. Niektórym osobom w żałobie nie wystarcza sam pogrzeb, potrzebne im są kolejne pożegnania, na przykład pisane do zmarłych listy.

Jako substytut rozmowy?
Nie tylko. Niektóre osoby, poza uroczystością pogrzebową, mają potrzebę w sposób symboliczny uczcić pamięć bliskiego: sadzą drzewo, fundują stypendium jego imienia. Sposobów jest wiele, a wszystkie są jakąś formą pożegnania.

Barbara Niechcic z Nocy i dni Marii Dąbrowskiej spędzała na grobie Piotrusia całe godziny, nie zważając na mróz i śnieg. Uciekała na cmentarz w każdej możliwej chwili.
Takie sytuacje zdarzają się nie tylko w powieściach. Czasem może to być potrzeba towarzysząca osobie w żałobie przez pewien czas. Sposób radzenia sobie z utratą. Zdarza się jednak, że trwa to na tyle długo, że u osób bliskich zapala się czerwona, ostrzegawcza lampka. Bo czym innym jest naturalny proces żałoby, reakcja na śmierć ukochanej osoby i odnajdowanie się w świecie bez niej, a czym innym depresja. Te stany mogą być do siebie podobne i trudne do rozgraniczenia. Tym bardziej, jeśli człowiek pogrążony w żałobie nie śpi, nie je, chudnie, nie wywiązuje się z zawodowych obowiązków, jego życie staje się coraz bardziej zdezorganizowane i nie jest w stanie funkcjonować tak, jak wcześniej.

W takich sytuacjach pomóc mogą osoby z najbliższego otoczenia?
Tak, często zresztą tak się dzieje. Zaniepokojeni członkowie rodziny lub przyjaciele mówią: „Martwię się o ciebie. Wydaje mi się, że powinieneś porozmawiać ze specjalistą”. Lekarz przyjrzy się tym trudnościom, zaproponuje terapię indywidualną, spotkania w grupie wsparcia lub nawet leczenie farmakologiczne.

Podczas spotkań grup wsparcia dla osób po stracie uczestnicy rozdrapują rany?
Do takiej formy pomocy zgłaszają się najczęściej osoby, które nie czują wsparcia otoczenia i nie znajdują w nim zrozumienia. Bywa, że nie mają wokół siebie kogoś, komu mogłyby opowiedzieć o swoim cierpieniu, uczuciach, wątpliwościach, czy choćby powspominać lub podzielić się opowieścią o tym, jak zmieniło się ich życie.

Spotykają się tam osoby, które mają różne doświadczenia. Straciły córki, synów, rodziców, dziadków, żony, mężów. I ich ból jest nie do porównania, nie do zmierzenia. Łączy ich to, że nie są w stanie się z nim uporać. Z czasem dochodzą do wniosku, że choć każdy cierpi po swojemu, to wszyscy doznają pustki, tęsknoty, dojmującego braku z powodu nieobecności.

W czym jeszcze pomaga grupa wsparcia?
Choćby w tym, że ktoś powie: „Rozumiem, co czujesz”. Grupa każdemu pomaga inaczej, a kiedy po rocznym cyklu spotkań rozmawiamy o tym, co komu grupa dała i w jakim momencie żałoby się znajduje, to niektórzy dziękują, że zwyczajnie mogli zostać wysłuchani. Innych satysfakcjonuje, że nauczyli się radzenia z trudnymi emocjami, że mieli przestrzeń na ich wyrażenie.

Czytaj także: Bóg jest miłością? – rozmowa z terapeutką Dominiką Radwańską

Jak najlepiej towarzyszyć osobom pogrążonym w żałobie, bo czasem boimy się je urazić?
Z jednej strony obawiamy się, aby nie przysporzyć takiej osobie większego cierpienia nieuważnie zadanym pytaniem. Zastanawiamy się, jak je sformułować, w efekcie wolimy nie powiedzieć nic, wycofujemy się. Wtedy te osoby czują się jeszcze bardziej samotne, opuszczone, niezauważone, niezrozumiane. Czasem nie pytamy, bo boimy się odpowiedzi. Wolimy stwierdzenia typu: „Wszystko będzie dobrze”, „Widzę, że nieźle się trzymasz”, „Nie jest z tobą tak najgorzej”.

Lepiej unikać takich formułek?
Tak, ponieważ mogą nieść rozgoryczenie, zamykać na rozmowę o potrzebach, emocjach. Sprawiają, że osoba po stracie macha ręką i myśli sobie: „Nie warto nic mówić”.

Pytać: „Jak się czujesz?”
Albo jeszcze inaczej: „Jak się czujesz dziś?”. Bo w żałobie lepsze dni przeplatają się z gorszymi. Takie dookreślenie świadczy o naszym zainteresowaniu konkretnym fragmentem tej drogi, na której osoba w żałobie się znajduje. Zbyt ogólne pytanie może sprowokować odpowiedź: „A jak mam się czuć? Właśnie straciłam najbliższą osobę”.

Oczywiście warto pytać: „Co mogę dla ciebie zrobić?”, „Czego potrzebujesz”?, „Jak mogę cię wspierać?”.

Ile trwa żałoba?
Nie ma na to dobrej odpowiedzi. Choć przyjęło się uważać, że żałoba zazwyczaj trwa około roku, wolę stwierdzenie „Trwa tyle, ile potrzebuje”. Dla jednych krócej, dla innych dłużej. Spotkałam osoby, które mówiły: „Moja żałoba nigdy nie przestanie mi towarzyszyć”. Doświadczenie straty bliskiej osoby już zawsze będzie stanowić ważną część ich życia. Ważną, ale nie jedyną.


Anna Bajkowska – psycholog, psychoterapeutka. Absolwentka Wydziału Psychologii na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie zrealizowała specjalizację z psychoterapii. Ukończyła całościowe szkolenie psychoterapeutyczne w nurcie Gestalt, organizowane przez Instytut Gestalt w Krakowie. Doświadczenie zawodowe zdobywała m.in. w Akademickim Ośrodku Psychoterapii, Oddziale Dziennym Leczenia Nerwic ZOZ Wola, Ośrodku Wsparcia dla Osób z Zaburzeniami Psychicznymi, Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii, a także w Zespole Psychologów Fundacji Itaka i na oddziale chorób afektywnych w IPiN.

W Fundacji „Nagle Sami” prowadzi konsultacje, psychoterapię indywidualną, grupy wsparcia dla osób dorosłych, szkolenia oraz wyjazdowe interwencje kryzysowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać

Opiekun. Zawód czy misja?

„Jesteśmy wołami, wielbłądami, górnikami i hutnikami życia codziennego. Nikt w tym chorym kraju nie pracuje ciężej od nas.…