Nie wszędzie zostały zniwelowane bariery dla wózków

Jak mężczyźni urządzili nam świat?

125 udostępnień
125
0
0

„Nie jestem feministką, ale…” – można często usłyszeć w dyskusjach o równości. Proponuję mały eksperyment. Rozejrzyjmy się wokoło.

Popatrz za okno, wokół swojego domu i wokół siebie. Jak wygląda droga na osiedlu, nawierzchnia chodnika? Czy da się przejść swobodnie z wózkiem, na wysokich obcasach? Czy w ogóle da się przejść? Jak rozmieszczone są pasy dla pieszych? Czy przystanki autobusowe są blisko takich miejsc, jak szpital, przychodnia czy placówki opiekuńcze?

Nie zawsze jest idealnie. Koszmarna kostka Bauma, przystanek pół kilometra od żłobka albo za wąski chodnik. Ktoś to kiedyś zaprojektował i statystycznie był to na pewno mężczyzna, który na co dzień porusza się samochodem, a dzieci widuje w weekendy. Cały transport jest dostosowany do infrastruktury związanej z zatrudnieniem, w którym na masową skalę kobiety uczestniczą dopiero od zakończenia II wojny światowej (i to nie we wszystkich krajach). Nawet odśnieża się najpierw drogi, a dopiero potem chodniki.

Klimatyzacja w miejscach publicznych ustawiona jest tak, żeby to mężczyznom było komfortowo, mimo że kobiety wtedy marzną. Półki w supermarketach zaprojektowane są pod wzrost mężczyzn, choć zakupy statystycznie robią kobiety itp. Przesadzam?

Ślimaczy nurt zmian

Dopiero od bardzo niedawna coś w tym temacie zaczyna się zmieniać. Dzięki unijnym regulacjom i programom typu Dostępność+ (np. każde nowe osiedle musi mieć już drogę, blisko sklep, a w pobliżu placówki edukacyjno-zdrowotne), nie ma mowy o patodeweloperce bez myślenia o realnych potrzebach ludzi, to znaczy i kobiet, i mężczyzn. Do tej pory, kiedy projektanci myśleli o ludziach, mieli na myśli przede wszystkim mężczyzn. Niekoniecznie było to działanie celowe, tak po prostu było zawsze. Gdy od niedawna zaczyna się ten schemat kwestionować, zwraca się na niego uwagę, projektanci są zaskoczeni, otwierają im się oczy.

Dopiero od niedawna manekiny, które testują bezpieczeństwo samochodów nabrały przeciętnej wagi i wzrostu kobiety.

W testach zderzeniowych w Stanach Zjednoczonych manekinów „żeńskich” zaczęto używać dopiero w 2011 roku, a w Europie cztery lata później. W obu przypadkach manekiny żeńskie oparto na danych antropometrycznych dotyczących kobiet, jednak z zastrzeżeniem, że należy ich używać „tam, gdzie są dostępne”, a jak nie są, to po prostu używa się tych mniejszych, choć przecież nie chodzi tylko o wzrost – kobiety mają inną masę mięśniową! Co prawda manekin „w ciąży” stworzono już w 1996 roku, ale testy z jego udziałem nadal nie są obowiązkowe ani w Stanach Zjednoczonych, ani w Europie. (Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony przez mężczyzn Caroline Criado Perez, str. 238–244).

Projektanci Toyoty jako pierwsi wpadli na pomysł, żeby w ogóle zaprojektować samochód dla wygody kobiet. I był to hit. Nie dziwi więc, że do dziś Toyota jest marką najchętniej wybieraną przez panie.

Seksistowski charakter świata

Przykłady można mnożyć. Wystarczy popatrzeć na rynek pracy – kobiety od ponad 50 lat uczestniczą w nim na masową skalę, a urlop ojcowski jest dopiero od niedawna, jakby te kobiety miały dzieci z dzieworództwa!

Nawet w przypadku języka domyślnym jego użytkownikiem są mężczyźni – co w języku polskim jest wręcz groteskowe, gdy kobieta pisze o sobie, że jest członkiem stowarzyszenia albo dziennikarzem.

Warto przeczytać: Feminatywy – woda na młyn snoba

W praktyce wygląda to tak, jakby życie połowy ludzkości było ignorowane. Dobra i usługi są projektowane dla wszystkich, a de facto wychodzi, że są dedykowane mężczyznom. O ile w przypadku dostępu do dóbr luksusowych nie ma to aż takiego znaczenia (dlaczego torebki, które nosi się na ręku są takie ciężkie, a buty na obcasie takie niewygodne?), o tyle w przypadku diagnostyki i leczenia niektórych chorób to już kwestia życia i śmierci.

Większość badań naukowych jest przeprowadzana na próbach złożonych wyłącznie z mężczyzn. Luki w badaniach na temat zdrowia reprodukcyjnego i kobiecych hormonów, a także ich wpływu na inne części ciała, są ogromne. Ból kobiecy jest ignorowany – przez tysiące lat wmawiano kobietom, że „ma boleć”.

Dlatego np. diagnozowanie kobiecych przypadłości, jak dość powszechna endometrioza, średnio zajmuje siedem lat! Niedawno w Polsce zostały zmienione przepisy dotyczące jej leczenia. NFZ zmienił kwalifikację i nie refunduje już operacji, bo to choroba przewlekła i rzekomo można z nią żyć, a operacja kosztuje 30 – 40 tys. zł!

W 2006 roku prezydencja austriacka opublikowała przełomowy raport na temat zdrowia kobiet i problemów z krążeniem – okazało się, że lekarze w większości bagatelizowali problemy sercowo-naczyniowe u kobiet. Te umierały na zawał, bo lekarze nie zauważali u nich objawów, które są inne niż u mężczyzn. Każdy widział na filmie jak zawał przechodzi mężczyzna – zgina się wpół i chwyta za okolice żeber, a kobiety mają zwykle duszności, ból brzucha, nudności i odczuwają ogromne zmęczenie.

Na choroby autoimmunologiczne choruje trzykrotnie więcej kobiet niż mężczyzn, co ma związek z funkcją rozrodczą – są to odkrycia niedawne, bo sprzed 20 lat.

Autyzm u dziewczynek jest niewykrywalny, bo łatwiej się maskują i dostosowują do otoczenia, co też jest efektem socjalizacji w patriarchacie. Pewne niestandardowe zachowania dziewczynek są tępione, chłopcy mają więcej przyzwolenia na zachowania aspołeczne. „Chłopcy tak mają” – mówimy, całkowicie pomijając dziewczynki – traktuje o tym świetna książka Doroty Kotas Cukry. Zaledwie 8 proc. dziewcząt z zespołem Aspergera uzyskuje diagnozę przed szóstym rokiem życia, podczas gdy w populacji chłopców jest to aż 25 proc.!

Pojawiają się też dane świadczące o tym, że dziewczynki cierpiące na anoreksję mogą w gruncie rzeczy mieć autyzm, a mimo to w medycznych wytycznych dotyczących autyzmu nie ma słowa o odmiennych potrzebach kobiet!

Badania z lat 60. dowiodły, że testy psychologiczne dla obu płci były robione pod mężczyzn! „Kiedy więc kobiety nie pasują do standardów psychologicznych oczekiwań, zazwyczaj wyciąga się wniosek, że z kobietami coś jest nie tak” – wnioskowała Carol Gilligan w Innym głosem. Nie było nic z nimi „nie tak” – po prostu kobieta to nie mężczyzna i nie on powinien być „normą”.

Wykluczanie kobiet z prób klinicznych skutkuje tym, że leki neutralne nie uwzględniają np. w ogóle tego, że kobiety mają cykl miesiączkowy, a prawdopodobieństwo wystąpienia skutków ubocznych jest zdecydowanie wyższe u kobiet niż u mężczyzn – nawet o połowę. Dane amerykańskie i europejskie wskazują, że kobiety są częściej hospitalizowane z powodu niepożądanych działań leków.

Co ciekawe, badania na zwierzętach pokazały, jak ważne jest przeprowadzenie próby na samicach i samcach – ten sam lek działa inaczej na obie płcie. Skoro tak samo jest w świecie zwierząt, dlaczego nadal na pierwszym etapie prób klinicznych jest tylko około 20 proc. kobiet?

Weźmy taki poród – Élizabeth Badinter w Historii macierzyństwa opisała, jak dla wygody mężczyzn kobietom kazano rodzić na leżąco, mimo że anatomicznie i fizjologicznie lepiej to robić w kucki. A śmiertelność kobiet i niemowląt w połogu spadła po tym, jak lekarze odkryli, że trzeba myć ręce przed i po badaniu lekarskim.

Po lekturze Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony przez mężczyzn Caroline Criado Perez, z której pochodzi wiele przykładów, można naprawdę zwątpić w sens nauki. Jakim cudem w XXI wieku jest tyle luk w podejściu do zdrowia i bezpieczeństwa kobiet?

Jak to można szybciej naprawić?

Przede wszystkim powinno być więcej kobiet w nauce – nie tylko STEM – jakiejkolwiek! Poza tym kobieca perspektywa powinna być uwzględniana w każdych badaniach! Udowodniono już, że uczennice lepiej sobie radzą z przedmiotami ścisłymi, jeśli na ilustracjach w podręcznikach widnieją przykłady kobiet.

Weźmy do ręki obojętnie jaką książkę do historii dla szkoły podstawowej – ile jest tam postaci słynnych kobiet? Jedna, dwie królowe, Joanna d’Arc i nasza Maria Skłodowska- Curie. Czy faktycznie tak było, że kobiety nie odgrywały żadnej roli w naszej wspólnej historii?

Odgrywały i to bardzo dużą – wydziały gender studies czy studiów kobiecych mają temat do badań na dziesiątki, jeśli nie setki lat. Anna Kowalczyk napisała nawet o tym Brakującą połowę dziejów, której teraz powstaje druga część. Na polskim rynku niemalże co tydzień pojawia się jakaś pozycja typu „pierwsze kobiety taterniczki”, „pionierki reportażu” itp. A w ilu dziedzinach jeszcze nie odkryto wkładu kobiet?

Big data opiera się na algorytmach, które – jeśli nie uwzględniają zmiennej płci – mogą fałszować wyniki. Informacja, dane, statystyki – czy wszystkie są rozbite na płeć? Nie, bo urzędy tłumaczą, że dodatkowa zmienna to dodatkowy koszt i tam, gdzie nie trzeba, nie zbiera się takich danych. Generuje to różnego rodzaju zafałszowanie stanu faktycznego.

Naczelnym przykładem jest to, że w Polsce – na tle innych krajów Unii Europejskiej – jest stosunkowo niska luka płacowa. Dlaczego tak jest? Otóż polski GUS przesyła dane do EUROSTAT-u z wylosowanych paneli zawodów – i tak, gdy w panelu znajdą się np. architekci czy budowlańcy – kobiet jest tam niewiele, ale te, które pracują w tych zawodach są zazwyczaj kierowniczkami budów i zarabiają i tak więcej niż przeciętny robotnik. Sprawdzenie każdego panelu zawodu byłoby za drogie, więc – żeby było sprawiedliwie – są one losowane. Wiedzą o tym i polski GUS, i EUROSTAT (osobiście zajmowałam się wyjaśnieniem tego „fenomenu” w polskim rządzie).

Kobiet nie ma nie tylko w podręcznikach do historii i na pomnikach – nie ma ich na banknotach, w nazwach ulic czy parków. Nie ma wielu postaci kobiet, którymi można grać w gry.

To, co jest uniwersalne i dla wszystkich tak naprawdę wyklucza połowę społeczeństwa i jest tylko dla (białych) mężczyzn.

I na koniec – kobiety na całym świecie wykonują gros nieodpłatnej opiekuńczej pracy – gdyby tak któraś międzynarodowa agencja odważyła się policzyć ile ona kosztuje, wyszedłby pokaźny wkład do PKB. Przecież gdy wynajmujemy opiekunkę do dziecka albo starszej osoby zależnej wiemy, że to kosztuje i że jest to czyjaś ciężka praca. Dlaczego więc obarczamy nią głównie kobiety, nierzadko pracujące jeszcze zarobkowo?

Dopóki system nie zauważy, nie wyceni i nie doceni niewidzialnej pracy kobiet, dopóki wszystkie luki w informacji, która jest podstawą badań naukowych i wszelkiego rodzaju projektów (transportowych, architektonicznych, naukowych) nie zostaną zapełnione przez dane o kobietach – nie ma mowy ani o równości płci, ani o społeczeństwie dla wszystkich, czyli i kobiet, i mężczyzn.

Tej autorki: Jak wychować chłopca feministę?

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Trzy oblicza czasu

Odkąd pamiętam, byłam z czasem na wojnie. Deptał mi po piętach, poganiał, dyszał za plecami, że za wolno,…

Krzyk ma moc

Stoję na łące i krzyczę. Drę się tak, jakby ten krzyk miał rozpłatać niebo. Zdarte gardło rzęzi, pulsuje…
wolne media

Wolne media nie takie znów wolne?

Rządowy pomysł nałożenia na media podatku od wpływów reklamowych zjednoczył w ubiegłym tygodniu konkurujące ze sobą na co…

Ty też możesz być Beatą K.

Fala pomyj wylała się w ostatnich dniach na polską piosenkarkę, którą zatrzymano za jazdę po pijaku. To ciekawe,…