Monika Socik, fot. archiwum prywatne

Jak izolacja z powodu COVID-19 może wpływać na psychikę dzieci?

Od kilku miesięcy staramy się ograniczać kontakty z ludźmi, część z nas pracuje zdalnie, dzieci uczą się online. Jak tłumaczyć dzieciom tę trudną sytuację? Jak dbać o ich dobre samopoczucie? Na te pytania odpowiada psycholog Monika Socik.
94 udostępnień
94
0
0

Czas pandemii możemy wykorzystać na zmianę nastawienia do życia – mniej martwić się o przyszłość, bardziej skupić się na dobrym życiu tu i teraz. Słuchać swoich emocji i zatroszczyć się o jakość relacji z ludźmi – twierdzi psycholog Monika Socik.

Emilia Baranowska: Izolacja, maseczki, to, że spędzamy czas w domach, że martwimy się o przyszłość naszą i naszych bliskich, że ograniczamy kontakty społeczne do niezbędnych, jaki to może mieć wpływ na naszą psychikę?
Monika Socik: Jedną z pierwszych typowych reakcji, jakich doświadczamy, kiedy się boimy, jest wstrzymywanie oddechu i zamrożenie lub ucieczka. Im dłużej jesteśmy na bezdechu i zamrożeni, tym dłużej tkwimy w spirali lękowych myśli i zachowań. Działa ona mniej więcej tak: boję się – zostaję w domu – nie nawiązuję kontaktów społecznych – mam coraz więcej napięć, bo zostaję sam/sama ze swoimi myślami – cierpię i jest mi coraz gorzej – mam coraz mniej ochoty na kontakty z innymi – coraz częściej zostaję sam/sama – myśli, napięcie, cierpienie potęgują się. W takiej sytuacji dobrze jest “strząsnąć” to napięcie już teraz i nie czekać aż cokolwiek minie, tylko natychmiast zacząć wprowadzać drobne kroki, które będą prowadziły do wyjścia z chaosu, do względnej normalności.

Tylko czy to będzie ta sama normalność, którą znaliśmy wcześniej?
Być może okaże się całkiem nową normalnością. Jeśli jednak nie zaczniemy zmian teraz, to nawet na tę nową normalność przyjdzie nam długo czekać. A bierne czekanie nie służy radzeniu sobie z lękami.

Konsekwencje obecnej sytuacji mogą być długofalowe?
Mogą być poważne, długoterminowe, mogą pojawić się za jakiś czas w postaci zaburzeń psychicznych wynikających właśnie z lęku i izolacji. Szczególnie narażone są na nie dzieci i młodzież, które do prawidłowego rozwoju potrzebują przede wszystkim kontaktów z innymi i poczucia bezpieczeństwa. Od marca otoczenie przesiąknięte jest strachem (zakazy, komunikaty przez megafony, informacje o zgonach, coraz to nowych objawach i itp.), media bardziej budują stan zagrożenia niż uspokojenia. Nie chodzi o to, by problem bagatelizować, ale by równoważyć informacje pozytywne i negatywne.

Sposób przekazywania informacji wywołuje u wielu osób je śledzących wręcz poczucie bezradności, bo jakże uchronić się przed wirusem, który może być wszędzie. Mogę się tylko schować, znieruchomieć i czekać, aż minie. A gdyby większy nacisk kłaść na komunikaty, które miałyby nas zachęcić do aktywności i dać nam poczucie sprawczości? Informacje o profilaktyce są bardzo ważne. Możemy chodzić na spacery, dbać o ruch, zdrowo się odżywiać, robić częste przerwy w pracy, wysypiać się, dbać o regulację emocji, dużo się śmiać i przytulać z najbliższymi.

Zatroszczyć się o to, jak myślimy, ponieważ ma to ogromny wpływ na kreowanie naszej rzeczywistości. Bezradność versus sprawczość – to zupełnie inne energie. Proszę pomyśleć, ile tak naprawdę jest rzeczy, które możemy zrobić.

Dzieci nie rozumieją tego, co się dzieje. Dlaczego nie mogą spotykać się z przyjaciółmi, dlaczego dorośli są nerwowi, smutni. Ich reakcje na tę sytuację są różne: płaczliwość, agresja, nerwowe tiki. Jak tłumaczyć najmłodszym ten świat?
Zdolności poznawcze dzieci nie są na tyle ukształtowane, by mogły one dokonywać złożonej analizy świata i same regulować swoje emocje. One doświadczają świata i zapamiętują go przez pryzmat emocji. I do tego potrzebny jest wspierający, bezpieczny dorosły. Zanim więc wejdziemy w kontakt z dzieckiem, dobrze jest zadbać o swoje emocje, bo to my tworzymy świat najmłodszych. Jeśli będziemy ciągle rozdrażnieni, sfrustrowani i wystraszeni, wysyłamy informację o zagrożeniu w naszym otoczeniu. Poza tym dziecku będzie łatwiej poradzić sobie z dziwnym zachowaniem osoby przypadkowej, gdy ma u boku rozumiejącego, czułego i spokojnego rodzica. Agresywne reakcje dzieci są naturalną odpowiedzią na izolację społeczną i brak kontaktu z rówieśnikami.

Jedną z form zmiany stanu emocjonalnego jest zorganizowanie otoczenia w taki sposób, by bodźców zagrażających było jak najmniej. Druga to uczenie samoregulacji. Pamiętajmy, że dzieci uczą się przez naśladowanie.

Czyli aby zacząć pomagać dzieciom, musimy najpierw pomóc sobie? Zupełnie jak w samolocie w chwili zagrożenia – najpierw załóż maskę tlenową sobie, potem dziecku. Łatwo powiedzieć, ale chyba trudniej zrobić, zwłaszcza w sytuacji paniki?
Obecna ochrona zdrowia skupia się na strategiach profilaktycznych, mających na celu uniknięcie choroby. Być może skorzystanie ze strategii promowania zdrowia, które uwzględniają środowisko życia ludzi, w tym różne jego dziedziny, i mobilizują do aktywnego uczestniczenia w procesie, dałoby większe poczucie wpływu i równowagi. Pamiętajmy, że drobne, pozornie nieistotne decyzje kształtują nasze życie. A my mamy dbać nie tylko o zdrowie fizyczne dzieci, ale również o ich rozwój emocjonalny. Troska o to, żeby nie zarazić się wirusem to jedno, ale nie możemy przy tym ignorować naszych emocji. Warto uważnie obserwować dzieci i uwrażliwić się na ich potrzeby, m.in. potrzebę kontaktów z rówieśnikami. Tak naprawdę to rodzice, opiekunowie stwarzają ten najważniejszy dla dziecka świat.

Możemy sporo zrobić, żeby dzieci się nie bały, wiedząc, że zależność poczucia bezpieczeństwa od kontaktów międzyludzkich jest bardzo duża. Znam rodziców, którzy w rozsądny sposób dbają o kontakty z innymi dziećmi i wspólną zabawę. Można robić to w bezpieczny sposób. Dużo zależy od nas, od tego, czy potrafimy zachować spokój. Ważna jest nie tylko treść, ale i sposób przekazywania informacji. Jeżeli będziemy mówić w nerwach, w stresie, koncentrując się na zakazach i braku możliwości, może to generować frustrację i lęki. Maluchy bardzo szybko odbierają nasze napięcie, więc zadbanie o siebie jest elementem troszczenia się o dziecko.

Cztero-, pięciolatki zadają dziś pytania o to czy umrą, albo dlaczego nie mają przyjęcia urodzinowego z dziadkami. Jak mówić o koronawirusie, żeby nie okłamywać, ale jednocześnie nie straszyć?
Powstała taka fajna książeczka dla dzieci o koronawirusie, w której jest on przedstawiony jako kuzyn grypy i przeziębienia. Jest nieprzyjemną postacią, bo kiedy się pojawia, to wywołuje kaszel i duszności oraz wysoką temperaturę. Ale w książeczce jest napisane, żeby się nie martwić, bo ten wirus szybko opuszcza człowieka. Jest także podjęty motyw prewencji – żeby chronić się przed wizytą koronawirusa, trzeba myć ręce, stosować żel do dezynfekcji, odwracać głowę i zakrywać twarz, kiedy kichamy i kaszlemy. Wyjaśniono w niej podstawowe problemy, omówiono zasady postępowania. Opowiadanie napisała kolumbijska psycholog Manuela Molina Cruz. Treść jest dostępna bezpłatnie w kilkunastu wersjach językowych na stronie www.mindheart.co/descargables. Można ją czytać z dzieckiem, w ten sposób przekazując mu wiedzę i pracując z emocjami przez powtarzalną zabawę. Jednocześnie będzie to też okazja do nauki języka angielskiego czy hiszpańskiego. Sądzę, że trzeba właśnie koncentrować się na tych podstawach.

A jeśli chodzi o tłumaczenie dzieciom, dlaczego niektórzy nie chcą się teraz spotykać, dlaczego nie odwiedzamy dziadków, to można powiedzieć, że są to różne sposoby chronienia się przed wirusem. Oczywiście kiedy dziecko zadaje pytanie, powinniśmy starać się odpowiedzieć w sposób najbardziej zgodny z prawdą, nie bagatelizować, nie udawać, że nas to nie dotyczy.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać