ireneusz czop
Ireneusz Czop, fot. Magda Maciejczyk

Ireneusz Czop: Aktorstwo to sport ekstremalny

17 udostępnień
17
0
0

Uważasz siebie za silnego człowieka?

Raczej bywam silnym człowiekiem niż nim jestem na stałe. Uczę się siły, nieskupiania się na słabościach, ale na tym, co jest moją mocną stroną, na tym, co jest we mnie pozytywne. Lubię czytać książki o duchowości, psychologii w dynamice. To są rzeczy, które powodują, że staję się silniejszy.

Bardzo ważna jest dla mnie psychologia sportu, bo tak naprawdę mówi nam ona o wyzwaniach, o podejściu do zwycięstw, porażek i o sposobach motywacji. Czy kogoś motywuje słabość? Raczej nie. Wszystkie terapie, jeśli podejmują temat słabości, jeśli te nasze słabości odkrywają, to po to, by na tym rozpoznaniu zbudować siłę, umieć skoncentrować się na naszych mocnych stronach. 

Niedawno skończyłem dwa  kursy  cyberpsychologii Emitypy, uczące profilowania osobowości według profesora Mariana Mazura. 

fot. archiwum prywatne

Może zainteresuje Cię wywiad z Mariuszem Wilczyńskim: Narysowałem tylko swoją pamięć

Jesteś dla siebie dobry?

Nie jestem. Jestem przede wszystkim pracoholikiem, a to już stan, kiedy człowiek jedzie po sobie i to w łyżwach. To coś, czego w sobie nie lubię, a jednocześnie jestem od tego uzależniony. Czuję, jak mój organizm mówi: „Irek odpocznij”?, a ja i tak brnę dalej. Nie jestem dla siebie dobry. Bywam. Nie nauczyłem się odpoczywać, nauczyłem się energetyzować. Energię mam w ogródku, w majsterkowaniu. Muszę zobaczyć, że zrobiłem coś, co jest materialne: świeci żarówka, którą wkręciłem, coś naprawiłem, zrobiłem remont, zbudowałem skrzynie na warzywa, wyszlifowałem i odnowiłem jakiś mebel, nauczyłem się piosenki, znów zagrałem coś na gitarze, czego od lat nie robiłem. To mnie niezwykle cieszy. Działa jak bomba witaminowa dobrej energii. Zwykle są to rzeczy spoza mojej przestrzeni zawodowej, które uświadamiają mi mój źródłostan, czyli skąd wyszedłem: od chłopaka z gitarą z technikum elektrycznego. 

Na wakacjach nie odpoczywasz? 

Moje odpoczywanie wymaga  bardzo dziwnego systemu. Najpierw przez pewien czas muszę być na detoksie od pracy. To czas bolesny, bo nagle nic nie robię. Łapię się wtedy na tym, że sprawdzam odruchowo telefon czy mail, chociaż wiem, że przecież go wyłączyłem, żeby nikt do mnie nie dzwonił. Taki detoks trwa tydzień, może nawet 10 dni. W tym okresie uczę się bycia bez pracy, tylko dla siebie. Dopiero potem zaczyna się właściwe odpoczywanie, kiedy mogę już przeżywać radość z tego, że pływam, chodzę na spacery, wspinam się, piję wino, jestem razem z bliskimi osobami, ale wtedy zwykle okazuje się, że… już trzeba wracać. Ostatni raz byłem na wakacjach dwa lata temu przez tydzień, więc chyba nie udało mi się odpocząć (śmiech). 

Kiedy pojawiają się w Tobie emocje, to… 

Widzę, że jestem w sobie, od razu rozwibrowany. Oczywiście przez lata treningu i różnego typu profilowania psychologicznego umiem już te emocje rozpoznać i je nazwać. Największy kłopot w tym, by rozpoznać te destrukcyjne i wiedzieć jak się z nimi obchodzić. Gdy czuję spięcie w karku i mrowienie w brzuchu, wiem, że działa lęk. Nie lubię go, bo lęk dezorientuje.

Inaczej jest ze strachem. W nim wiem, czego się boję i to działa na mnie mobilizująco. Jak w słowach kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Strach zapukał do drzwi, otworzyła mu odwaga, i nikogo tam nie było”. Mierzyć się ze strachami nauczyły mnie góry, bliscy ludzie. I to mi bardzo pomaga w codziennym życiu, zwłaszcza w życiu zawodowym, bo dzisiaj aktorstwo to sport ekstremalny.

Masz sposób na emocje, które Cię wyniszczają?

Mam parę sposobów, zarówno zdrowe, jak i niezdrowe. Zdrowe to medytacje, modlitwa, ćwiczenia oddechowe i fizyczne. Chyba umiem się nimi dystansować, zwłaszcza w pracy. Po prostu siadam sobie z boku, oddycham i myślę o tym kim jestem tak w ogóle, a wówczas sytuacja, w której jestem umiejscawia się w tym wszystkim jako coś „tylko przy okazji”. Potrafię aktualizować się tu i teraz.  Skupiając uwagę na fakturze skały czy błękicie nieba, wyciszam się, uspokajam. W życiu prywatnym jest trochę trudniej, bo wydaje mi się, że ludzie się za bardzo na wszystkim fiksują, cały czas czegoś od siebie oczekują. A ja lubię ciszę.

Przejmujesz się cudzymi opiniami na swój temat?

Jasne. Jestem tak uczulony na zdanie innych o mnie, że aż mnie to wkurza do bólu. Wkurza mnie moje wychowanie katolickie. Od dziecka wbijano w moją grasicę przekonanie: „moja wina”, nawet gdy żadnej winy nie było. Teraz muszę przez to nieustannie zmagać się z poczuciem winy wobec kogoś drugiego, z poczuciem, że jestem nie dość dobry, że muszę być lepszy i że nie mogę być gorszy.

fot. archiwum prywatne

Przy takiej postawie non stop potrzebujesz głasków ze strony innych ludzi. W teorii głasków Erica Berne’a mowa o usilnej potrzebie dostawania pozytywnych i negatywnych bodźców.  Niekiedy wystarczy jedna negatywna opinia przeczytana o sobie w złym momencie i zaczynamy się zastanawiać czy to wszystko, co robimy, czemu poświęcamy życie, ma w ogóle jakiś sens. 

A kiedy tak zwyczajnie czujesz się po prostu szczęśliwy?

W radości. Gdy robię rzeczy, które pozornie wydają się mniej ważne: kosząc trawę, grając w bilard, robiąc wspólne rzeczy z ludźmi, których kocham, np. jedząc obiad, gadając. Lubię chodzić z kimś, kto ma w tym przyjemność. Lubię obserwować, jak ludzie się bawią, jak pies po przejściach, znaleziony w stogu siana, który jeszcze pół roku temu był zestresowany, teraz z ufnością podchodzi do ludzi. To mnie cieszy.

Lubię żyć.

Tej autorki: Jak dbać o wzrok w dobie nowych technologii?

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
biodanza

Tańcz i poczuj życie w pełni

Biodanza, czyli taniec życia (w dosłownym tłumaczeniu „bios” z greckiego znaczy życie, „danza” – ruch pełen ekspresji) to…
Ewa Woydyłło

Ewa Woydyłło: Rozwój to zmiana

Jakie cechy, jaką wiedzę trzeba posiadać, jeśli chce się komuś pomagać?Przede wszystkim trzeba umieć dawać ludziom nadzieję, pokazywać,…