ireneusz czop
Ireneusz Czop, fot. Magda Maciejczyk

Ireneusz Czop: Aktorstwo to sport ekstremalny

0 udostępnień
0
0
0

 

Miał być księdzem, a został aktorem. Dziś ma na koncie już niemal dwieście ról filmowych i teatralnych. By zagrać postać himalaisty Macieja Berbeki, przeszedł wyczerpujące przygotowanie wspinaczkowe, zmienił się fizycznie i mentalnie. O tym, jak pracuje i jak rozładowuje emocje opowiada Ireneusz Czop.

Rozmawiamy jeszcze przed premierą najnowszego filmu z jego udziałem. „Broad Peak”, pierwszy film fabularny o tematyce górskiej, wkrótce wejdzie do kin. Spotykamy się w niedzielny poranek w podłódzkim domu Ireneusza Czopa. Podziwiamy warzywa, które posadził w ogrodzie, meble, które własnoręcznie wykonał. W domu pełnym książek siadamy na kanapie i pijemy kawę w kubkach. Mówi swobodnie, ma swoje zdanie, przemyślenia. I ani grama gwiazdorzenia.

Magda Maciejczyk: Aktorstwo – skąd taki pomysł na życie?

Ireneusz Czop: Zdecydowałem o tym tuż przed maturą. Jako olimpijczyk z języka polskiego miałem indeks na polonistykę na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Chciałem zostać encyklopedystą. Śpiewałem wtedy z płocką grupą muzyczną Vox Clamantis. Razem z kolegą z zespołu przyjechaliśmy do Łodzi na przegląd piosenki studenckiej Yapa. Dostaliśmy wyróżnienie i… Rano któryś z chłopaków zaproponował, żeby zobaczyć Filmówkę. Akurat przez podwórko przechodziły dwie zgrabne studentki w obcisłych kostiumach i ze szpadami na plecach. Pomyślałem: „Fajna może być ta szkoła”. Tamtego dnia odbywały się konsultacje dla przyszłych słuchaczy, więc na nie poszedłem. Usłyszałem, że mam zdawać. Dostałem się za pierwszym podejściem.

Dziś czujesz się spełniony zawodowo?

Dla aktora im większa amplituda zadań i różnorodność przestrzeni wypowiedzi, tym owoce słodsze. Tak więc patrząc z perspektywy czasu na przebytą przeze mnie drogę aktorską, chyba mogę powiedzieć, że się spełniam.

fot. archiwum prywatne

Czy za wcielenie się w takie postacie jak  Franciszek Kalina („Pokłosie”), John Proctor („Czarownice z Salem”) czy Maciej Berbeka („Broad Peak”) płaci się psychicznie? 

Mam szczery szacunek dla mistrzów, którzy mówią: „Zakładam skafander roli i zdejmuję skafander roli”. Chciałbym tak, ale nie umiem. Jeśli przed chwilą grałem scenę, stojąc po pas w jeziorze, to nawet gdy słyszę hasło: „Koniec zdjęć”, wychodzę z tego jeziora mokry.

Rola Macieja Berbeki i w ogóle cały ten film były ogromnym krokiem milowym w moim życiu zawodowym i prywatnym. W Karakorum, na wysokości prawie czterech tysięcy metrów, w osadzie Paju  skończyłem 50 lat. Obchodząc te urodziny w łańcuchu drugich najwyższych gór świata, odebrałem to bardzo metaforycznie – będąc w tym wieku mogę iść w górę. 

Włoski alpinista Walter Bonatti mówi:  „Góry są środkiem, celem zaś jest człowiek. Nie chodzi o to, by wejść na szczyt. Człowiek wspina się po to, by stać się lepszym”. Co Ty na to?  

Tak jest.  Powiem więcej: wspinając się na szczyt człowiek staje się lepszym dla tego, kto jest obok. Ja nigdy nie wspinałem się sam, nie wiem zatem, co znaczy iść w pojedynkę. Na planie znajdowałem się w dużej grupie, podczas treningów wspinaczkowych też zawsze mi ktoś towarzyszył. 

Na dole często mówimy takie frazesy: „Jesteśmy związani ze sobą, jesteśmy w partnerstwie, jesteśmy razem. Tak samo myślimy, siebie nie zostawimy”. Góry bardzo szybko to weryfikują. Kończą się frazesy, kończą metafory. Związanie się liną nie jest już metaforyczne. Nie umiesz, nie dajesz z siebie wszystkiego, odpadasz. Nawet więcej – uczciwość wymaga, że jak nie umiesz, to nie zaczynasz. 

fot. archiwum prywatne

Na dole, w wibracjach czasu, skupiając się na rzeczach pilnych, tracimy uwagę odnośnie do rzeczy ważnych. Mało tego, w naszym codziennym życiu, odwołam się tu do aktorstwa, często pojawia się  dezynwoltura: „Jakoś tam będzie, jakoś zagramy, nie musimy wiedzieć, jakoś się przepchnie”. W górach to nie ma racji bytu. Po zejściu z Broad Peak nie wiedziałem, czy jestem w stanie powrócić do dawnego oglądu rzeczywistości. Biłem się nawet z myślami, czy chcę nadal być aktorem. 

Czytałam, że film „Broad Peak” jest pierwszą na świecie fabularną produkcją ze zdjęciami aktorskimi kręconymi na wysokości ponad pięciu tysięcy metrów nad poziomem morza, w bazie pod K2 i na ścianie Broad Peak. To prawda, że kiedy człowiek jest wysoko, rozgląda się dookoła i nie wie, co myśleć? 

Gdy byłem na planie, najważniejsze stawało się to, co mam do zrobienia. Wiedziałem, że cała ekipa na mnie liczy i że nie mogę zawieść. Kiedyś w ręce wpadł mi plan pracy. Wszyscy mieli tzw. backupy, czyli osoby zastępujące, gdyby ktoś był chory, źle się poczuł, skręcił kostkę itd. Ja nie miałem kogoś takiego. A więc jeżeli coś by mi się stało, to film by nie powstał. Tak więc nie mogłem sobie pozwolić na rozglądanie się, ale… na treningach, kiedy szliśmy w górę i nie było zadania aktorskiego… tak, wtedy to czułem.

Maciej Berbeka to człowiek zdeterminowany. Kusiło Cię, by zrozumieć jego motywację? 

Patrząc na świat w kategoriach teorii strun, wszystko jest możliwe, w każdym momencie jesteśmy w jakimś matematycznym wariancie, musimy przyjąć matematyczną superpozycję, żeby w ogóle cokolwiek zacząć rozważać. Jeśli bierzesz więc pod uwagę takiego człowieka, który ma czworo dzieci, niezwykłe osiągnięcia w swojej dziedzinie, który jest spełnionym mężczyzną: posadził drzewo, spłodził synów, zbudował dom przez duże D – dom miejsce, dom przestrzeń, dom ludzi i nagle decyduje się powtórzyć coś, co zrobił kiedyś, ale wyszło mu to połowicznie, więc teraz chce to zamknąć, to wydaje się to piękną postawą. 


może Ci się spodobać

Drzewa – kosmici są wśród nas

Na Ziemi drzewa są kosmitami, od których możemy się wiele nauczyć. Dystansu, wartości posiadania korzeni, sensu bycia tu…

Nie dajmy zwariować się lękowi

„Za mojego życia, może poza stanem wojennym, nie obserwowałam w Polsce tak silnie zestresowanego społeczeństwa jak obecnie. Boimy…