Incele – zaburzeni chłopcy, którzy nienawidzą kobiet

25 udostępnień
25
0
0

Trudno incela nazwać mężczyzną, bo choć do takiego miana aspiruje, cechuje go chorobliwa wręcz niedojrzałość. To raczej sfrustrowany, roszczeniowy chłopiec, który w swojej chorej głowie winowajcą wszystkich własnych życiowych niepowodzeń uczynił kobiety.

Kilka dni temu w Plymouth, największym porcie w Wielkiej Brytanii, posiadający pozwolenie na broń 22-latek zabił pięć osób. Wśród nich było m.in. trzyletnie dziecko oraz matka mordercy. Na koniec strzelaniny sprawca popełnił samobójstwo.

„W Wielkiej Brytanii, gdzie posiadanie broni jest na stosunkowo niskim poziomie, czwartkowy sześciominutowy atak był najgorszym tego typu incydentem od ponad dekady” – komentowała tragedię Agencja Reutera.

W innych częściach zachodniego świata ostatni tak szokujący incydent miał miejsce w Toronto w 2018 roku. 25-letni mężczyzna zabił wówczas 10 osób i zranił 16 w ataku samochodem transportowym. Po aresztowaniu przyznał, że identyfikuje się z mizoginicznym ruchem inceli. Co ciekawe, morderca z Wielkiej Brytanii również był aktywnym uczestnikiem forów dla inceli, czyli prawiczków, którzy nienawidzą kobiet, bo nie są w stanie wejść z nimi w żadne relacje.

Na forach incele opisują swoje negatywne doświadczenia z płcią przeciwną i wzajemnie nakręcają się w nienawiści. Zwykle to młodzi, heteroseksualni chłopcy, którzy sami o sobie piszą, że „przegrali genetyczną loterię”.

Incelizm – produkt uboczny patriarchatu

Incel to skrót od involuntary celibate, czyli „celibat mimo woli”. Media definiują inceli jako subkulturę. Jednak to nie subkultura ani zaburzenia psychiczne popychają inceli do morderstw i szerzenia nienawiści, tylko system społeczny, w którym nie ma miejsca na nikogo innego poza „angry white man” (wściekłym, białym mężczyzną).

Termin ten w 2013 roku ukuł Michael Kimmel, socjolog, jeden z najważniejszych badaczy męskości na świecie, założyciel m.in. pisma „Men and Masculinities”. W swojej książce Angry white men. American Masculinity at the End of an Era opisuje mężczyzn, którzy winią kobiety za brak sukcesów w sferze randek. Niektórzy posuwają się nawet do morderstw (rozdział IV, który mówi o przemocy wobec kobiet). Choć w książce nie pada słowo „incel”, cała publikacja doskonale opisuje to zjawisko.

Dosłownie parę dni przed wydarzeniami w Plymonth, Kimmel w rozmowie z nami tłumaczył:

– Incel oznacza „mimowolny celibat”. Słowo „mimowolne” jest tu kluczowe. Mężczyzn żyjących w celibacie jest wielu: księża, niektórzy wdowcy, aseksualni, ale oni nie nazywają swojego celibatu „mimowolnym”. Mężczyźni, którzy używają tego terminu czują się uprawnieni do seksu, ale uważają, że ktoś (nie oni sami, lecz czynnik zewnętrzny) stoi im na drodze do korzystania z tych praw. Są wściekli, bo nie dostają tego, co według nich prawnie im się należy. Widać tu silne powiązanie z ideologią męskości – tym poczuciem przywileju. Oni czują, że są ofiarami. W tym przypadku ofiarami kobiet. Te są seksowne, piękne, a dla nich niedostępne – wyjaśnia. – Można by pomyśleć, że incele są oznaką tego, jak działa patriarchat: mężczyźni czują się uprawnieni do dostępu do kobiet. Ale być może jest to również symbol tego, jak ten patriarchat na naszych oczach się rozpada. Mężczyźni czują się ofiarami silnych, niezależnych, zdolnych do podejmowania własnych decyzji kobiet. Kluczem do powstrzymania rozprzestrzeniania się incelizmu jest zniszczenie poczucia przywileju – dodaje.

Według dr hab. Katarzyny Wojnickiej z Uniwersytetu w Göteborgu, badaczki w nurcie krytycznych studiów nad mężczyznami i męskościami oraz redaktorki pisma „NORMA: International Journal for Masculinities Studies”, przyczyn incelizmu należy szukać przede wszystkim w systemie władzy.

– Niedawno odrzuciłam artykuł jednej psycholożki, która sugerowała, że incelizm to rodzaj zaburzenia psychicznego – opowiada. – Pomijając już to, że metodologia budziła wątpliwości, to tekst ten odwracał uwagę od zdecydowanie ważniejszej przyczyny – systemu władzy, czyli patriarchatu.

Incel to młody, heteroseksualny, biały mężczyzna, najczęściej – choć nie zawsze – z niższej klasy społecznej, o niskim potencjale kulturowym. Lepiej można go zrozumieć na tle teorii o „hegemonicznej męskości” (hegemonic masculinity) R.W. Connell (2005 r.), australijskiej socjolożki, która tym terminem zwraca uwagę na relacje władzy między samymi mężczyznami. Większość z nich nie ma takiego zasobu finansowego, społecznego czy wręcz fizycznego, żeby być samcem alfa – zdecydowanie większość z nich do tego aspiruje i jest podporządkowana tym alfom. Nie wszyscy mężczyźni mają sukcesy w pracy, w łóżku i poważanie w  społeczeństwie.

– Incele to męskość podporządkowana, która na skutek braku kapitału społecznego, erotycznego i finansowego jest poza głównym nurtem męskości hegemonicznej, do którego przynależeć by chciała – konkluduje Wojnicka.

Przegrany superbohater

Incel to najczęściej mężczyzna młody (maksymalnie 35 lat), mający problem z nawiązywaniem relacji, w tym relacji seksualnej. Koledzy „na dzielni” typowego incela nazwaliby zapewne „przegrywem”. W dzieciństwie rówieśnicy go nie akceptowali, być może w szkole doświadczał nawet prześladowań z ich strony i był przez nich odrzucany. Samotny, z niskim poczuciem własnej wartości, realizował się jedynie w czterech ścianach swojego pokoju w domu u rodziców, w wirtualnym świecie gier i w „sieciowych” grupach ludzi ukrytych za avatarami. W tym fikcyjnym świecie mógł sobie swobodnie śnić sny o potędze. Śniąc tak latami, bez realnych interakcji z rzeczywistym światem, systematycznie okopywał się w swoich schematach i urojonych racjach.

Tymczasem fizjologia szła swoim trybem. Hormony buzowały. Kiedy więc ze zdziwieniem odkrywa, że ma potrzeby seksualne, nie wie, co z tym fantem zrobić. Zakompleksienie (na punkcie swojego wyglądu czy statusu materialnego) nie pozwala mu umówić się na randkę. Wirtualne rozwiązania mu nie wystarczają, chce czegoś więcej.

Pewnie siedząc przed kompem nawet nie zauważył, że już jakiś czas temu przestał być dziecięciem, a teraz metrykalnie bliżej mu do dorosłości. On jednak wciąż reaguje jak dziecko. Nie doświadcza wglądu w siebie. Jeśli coś mu się w życiu nie podoba, sprawia mu przykrość, nie może czegoś mieć, gniewa się na świat i rozzłoszczony tupie nóżką. Dlatego też za swój „mimowolny celibat” obwinia dziewczyny, przypisując im nadmierną wybredność w wyborze mężczyzn. Fakt zamieszkiwania wciąż z rodzicami dodatkowo wzmacnia w nim poczucie „przegrywu”, bycia na „straconej” pozycji w staraniach o kobietę. Wina zawsze jest na zewnątrz, on jest tylko ofiarą.

Duża część inceli zmaga się z zaburzeniami psychicznymi: depresją, chorobą afektywno-dwubiegunową, schizofrenią, fobią społeczną i spektrum autyzmu. Tacy nazywają samych siebie mentacelami. Nie mają pieniędzy na wizyty u psychoterapeuty, a od rodziców słyszą, że powinni wziąć się w garść i „stać się mężczyznami”. Tylko co to właściwie znaczy?

W gruncie rzeczy incele nie mają o tym pojęcia. Opierają się na popkulturowych kalkach i stereotypowych ujęciach męskości promowanych w grupach podobnych im „wściekłych i życiowo niezaradnych białych chłopców”.

Skala incelizmu ani prawdziwa liczba jego wyznawców jest nieznana. Nie ma żadnych – ani światowych, ani polskich – badań nad tym zjawiskiem. Może nie jest to subkultura per se, ale na pewno rozproszony ruch, który aktywizuje się wokół takich wydarzeń jak masakra na wyspie Utøya w Norwegii czy ostatnia w Playmouth.

Incele szczególnie boją się wyszczekanych feministek, kobiet wyzwolonych i ruchów emancypacyjnych. Głoszą więc, że kobiety są głupsze i gorsze od mężczyzn. Wielu z nich to potencjalni gwałciciele i sprawcy przemocy. Wyróżniają ich dwa skrajne zachowania – albo biernie przesiadują w internecie grając w gry, czatując na forach dla „swoich” (manosfera), gdzie pławią się w mizoginizmie, albo idą na żywioł i np. popełniają samobójstwa rozszerzone, jak to w Playmouth (najpierw dokonują masakry, potem popełniają samobójstwo).

Za incelizm obwiniane są: złe rodzicielstwo, pornografia, toksyczna męskość, brak edukacji w odniesieniu do zgody seksualnej czy odrzucenia, hollywoodzkie nierealistyczne produkcje o kobietach, miłości i męskiej dominacji, media, poczucie samotności, braki w zdrowiu psychicznym. O ile świat akademicki nie ma wątpliwości ze wskazaniem patriarchatu jako głównego winowajcy, o tyle prawicowe media dopatrują się tu raczej „zgubnej emancypacji kobiet, która poszła za daleko”.

Niegroźne pieniaczenie?

Niektórzy nie zwracają szczególnej uwagi na „incelizm”, tłumacząc to „zbyt małą skalą” zjawiska. Dlatego też twierdzą, że nie jest ono szczególnie groźne. Ot, grupa zakompleksionych chłopców, którzy dają upust swojej frustracji w sieci. Ale czy słusznie?

Do tej pory na świecie odnotowano już około 50 śmiertelnych ofiar, morderstw stricte inspirowanych incelizmem. Prawdopodobnie jednak jest ich dużo więcej, tylko nie są łączone z tym zjawiskiem, choć ich podstawę stanowi ta sama co u inceli, wynikająca z patriarchalnego systemu nienawiść wobec kobiet.

Zachodni incele (Stany Zjednoczone, Kanada, Niemcy) stworzyli własną ideologię, mającą wytłumaczyć ich niepowodzenia w relacjach damsko-męskich. Winne są przede wszystkim kobiety, ale i społeczeństwo jako ogół. Przedstawicielki płci żeńskiej to dla inceli „femonoidy” – nie ludzie, ale podgatunek człowieka, który powinien być kontrolowany.

„Jeśli kobiety mają prawo wyboru i nie wybierają nas, trzeba im to prawo odebrać” – twierdzą w manifeście, gdzie możemy też przeczytać: „Femonoid to worek na spermę” czy „Femonoidy to seryjne morderczynie, które zabijają tysiące nienarodzonych dzieci”.

Incele gardzą kobietami, a jednocześnie ich pragną. Z taką postawą wplatają się w działania konserwatywnych ruchów prawicowych, grup przesiąkniętych patriarchalną religijną ideologią, ruchów nacjonalistycznych pełnych „angry white men”.

Uwagę mediów przyciągają, dając budzący słuszną grozę pokaz mizoginii (publiczne akty terroru i przemocy). Jednym z ich „nieformalnych” idoli jest Anders Breivik, masowy norweski morderca.

– Nieważne, że jest ich niewiele, bo treści, które wypisują w internecie rezonują i mają swoich odbiorców i może to być odbierane jako nawoływanie do nienawiści – uważa Wojnicka.

Ruch #MeToo, postępująca emancypacja kobiet dodatkowo nakręcają inceli. Ich seksistowska agresja rozprzestrzenia się w różnych środowiskach i sytuacjach. Mogą w swoim gronie, bądź na zewnątrz w zemście za swoje porażki życiowe poniżać i wyśmiewać dziewczyny, uprawiać cyberprzemoc, stalkować, a nawet posuwać się znacznie dalej – i część z nich niewątpliwie to robi. Przemoc rodzi przemoc. Spirala nienawiści do kobiet w skrajnych przypadkach przejawia się w postaci brutalnej przemocy (gwałty) lub aktów terrorystycznych (napady z rozszerzonym zabójstwem).

Sposoby na incelizm

Wydaje się, że w dobie internetu i wolności słowa, które umożliwiają incelom egzystowanie w ramach tzw. manosfer, ukrócenie rozprzestrzeniania się tego zjawiska jest mało realne. Policja czy prokuratura również wiele tu nie pomogą – interweniują w przypadku (podejrzenia) zabójstw albo (jawnego) podżegania do nienawiści.

Incele tworzą wiele forów, zwłaszcza na 4chan i do niedawna na Facebooku czy Reddicie – to ostatnie, choć słynie z otwartości na różne poglądy, próbowało zablokować ich pełne nienawiści wpisy. W 2017 roku zamknięto „grupę wsparcia” liczącą ponad 40 tysięcy osób, ale społeczności takie odrastają na innych forach. Dziś na Reddicie istnieje 120-tysięczna antyincelowa grupa IncelTears, ujawniająca screeny z najbardziej mizoginistycznych, zachęcających do przemocy postów inceli rozprzestrzenionych po sieci.

W Polsce incele powiązani są z grupami ultraprawicowymi, które przy okazji głoszą homofobiczno-rasistowskie hasła, co stanowi zagrożenie dla ogółu społeczeństwa.

– Trzeba zdekonstruować toksyczną, patriarchalną męskość – kwituje krótko Wojnicka, podając pierwszy konkretny krok na ścieżce walki z omawianym zjawiskiem.

Taka dekonstrukcja byłaby też z pożytkiem dla samych mężczyzn, którzy wychowywani w patriarchalnych schematach w imię źle pojmowanej „męskości” mają problemy z wyrażaniem uczuć, częściej popełniają samobójstwa i wcześniej umierają, bo nie dbają o siebie, nie badając się czy bagatelizując zdiagnozowane choroby.

Żeby uchronić chłopca przed byciem potencjalnym incelem, przede wszystkim trzeba pracować nad ugruntowaniem w nim poczucia własnej wartości – niezależnie od wyglądu fizycznego czy statusu materialnego. Wychowywać go w duchu porozumienia bez przemocy, by od najmłodszych lat wiedział, że przemoc niczego nie rozwiązuje.

Obecnie świat chłopców jest tak samo ograniczony i pełen stereotypów, jak świat dziewczynek. „Prawdziwy mężczyzna” to nie tylko jeden, sztywny schemat, jest wiele różnych rodzajów męskości i każdy jest w porządku. Stereotypy dotyczące chłopców, którzy muszą być „twardzi”, „męscy”, mogą spowodować u nich wycofanie, prowadzić do gniewu, izolacji, a nawet destrukcyjnych zachowań.

Bardzo ważne jest uczenie chłopców rozpoznawania emocji i ich zdrowej regulacji, a nie odbieranie im prawa do bycia sobą mówiąc: „Chłopaki nie płaczą”, „nie zachowuj się jak baba” czy „różowy jest dla dziewczynek”.

Chłopcy powinni rozumieć, że „Nie” znaczy „Nie” i że ciągnięcie dziewczynek za włosy czy inne „końskie zaloty” są już passe.

Socjalizowanie w duchu równości i poszanowania inności powinno być obecne w podstawie programowej, a każda placówka edukacyjna, od przedszkola zaczynając, winna ją realizować. Niestety, obecna szkoła nie zapewnia tego typu edukacji, raczej nastawiona jest na „wychowanie patriotyczne” i „kształtowanie cnót niewieścich”, dlatego warto sięgnąć po ostatnio wydane publikacje (Jak wychować chłopca – potęga relacji w kształtowaniu dobrych ludzi M.C. Reicherta oraz Jak wychować syna na feministę, czyli świadomego, wolnego i szczęśliwego mężczyznę Aurelii Blanc).

Warto też zauważać i wspierać projekty typu „Sztama w edukacji na rzecz zmiany” – skupiający się na tworzeniu i rozwoju metody edukacji antyprzemocowej dedykowanej chłopcom w wieku szkolnym. Jeden z członków Fundacji Herstory+, która realizuje ten projekt, to trener warsztatów pt. „Fajny chłopak” Centrum Praw Kobiet w Gdańsku, gdzie właśnie przerabiano z nastoletnimi chłopcami, co to znaczy być chłopcem, i do tego fajnym.

Przykład zawsze musi iść z góry – jeśli chcemy, żeby nasi synowie wyrośli na pewnych siebie, zdolnych i wrażliwych mężczyzn, dajmy im wsparcie i dobry przykład. I nie wspierajmy systemu, który uczy nienawiści. Wówczas być może incelizm faktycznie pozostanie zjawiskiem marginalnym i nie będzie zabijał.

Tej autorki: Skandynawski „Vogue” z ekolożką Gretą Thunberg

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
człowiek medytujący na tle panoramy gór

Duchowość, czyli co?

Bycie osobą religijną nie jest tożsame z byciem osobą uduchowioną. Można mieć wysoką inteligencję duchową będąc ateistą i…
żałoba

Jak poradzić sobie z żałobą?

„Jedynym sposobem na odnalezienie spokoju jest pozwolenie przeszłości na bycie przeszłością” – mawiała dr Elisabeth Kübler-Ross, autorka książki…