I jak tu być uczciwym?

8 udostępnień
8
0
0

„Hipokryta myli poczucie moralności z dyskrecją. Jego dramat polega nie na tym, że zawsze czuje się pobudzony do występku, ale na tym, że nie może go zataić w idealny sposób, że nie może ukryć swych bezeceństw przed wzrokiem ludzi. To nie naganny czyn jest wstydliwy, lecz jego ewentualne ujawnienie. (…) Hipokryta nie żałuje popełnionego zła, choć czuje zażenowanie z powodu jego istnienia, a szczególnie jego możliwego echa w świadomości innych. Wyjściem jest udawanie i, równolegle, niekończące się i skomplikowane zabiegi służące samousprawiedliwieniu. Hipokryta (…) regularnie oczyszcza swe sumienie z wszelkich brudów, z najmniejszych śladów jakichkolwiek wyrzutów sumienia, z każdego kompromitującego przypadku”.

Podobnie działa niedostatek moralnej spontaniczności, który współcześnie w dobie internetu, mediów społecznościowych i dostępu do rozmaitych teorii, staje się wręcz schorzeniem masowym. Polega on głównie na uwstecznieniu reakcji etycznej, na braku w ludziach odruchu moralnego.

„Nadmiar inteligencji, psychoanalityczne wyrafinowanie, nawyk szukania dla wszystkiego usprawiedliwień, rozważania wszystkiego dialektycznie, wreszcie talent do dostrzegania względności tam, gdzie wrodzone rozeznanie bez trudu rozróżnia dobro od zła – to wszystko są niewątpliwe przesłanki utraty moralnej spontaniczności” – tłumaczy Pleşu i za uczniem Junga, Erichem Neumannem nazywa to zjawisko „Wertunsicherkeit (niepewnością co do wartości), niezdolnością do postrzegania zła jako zła i do przeciwstawiania mu się bez wahania”.

Pleşu nie ma wątpliwości, że każdego z nas dotyka pewien stopień miernoty moralnej. Pytanie więc nie „czy jesteśmy mierni?”, ale „w jakim stopniu?” oraz „jak uchronić się przed postępowaniem tego schorzenia?”.

Zastanawiając się nad pytaniem mojego znajomego: „Jak być uczciwym?”, dochodzę do wniosku, że nie da się tego zrobić bez otwartości, bez uważności i bez odwagi. Otwartość rozumiem tu jako gotowość do poznania, uważność jako gotowość do tropienia samego siebie, a odwagę jako gotowość do konfrontacji z własnym cieniem. Ten ostatni element wydaje się najtrudniejszy. Bo trudno nam zaakceptować fakt, że oprócz cnót, władają nami rozmaite demony. Że jesteśmy zdolni do niecnych postępków i do czynienia zła.

Wydaje się, że to właśnie ta przemożna chęć do myślenia o sobie wyłącznie dobrze, postrzegania siebie jako dobrego człowieka i nieakceptowanie ciemnej strony nas samych wtłacza nas w pęta hipokryzji i samousprawiedliwiania. Być może – jak mówi Pleşu – na zewnątrz będziemy się prezentować się jako prawi, ale w głębi duszy i tak będzie nas trawić zgryzota, podejrzenie własnej „nieświętości”, z którym nie chcemy się pogodzić.

Ta nieakceptacja własnego cienia sprawia, że staramy się ukryć fakt jego istnienia – zarówno przed innymi, jak i przed sobą. Wciąż żyjemy w trwodze, że wiedza o nim wyjdzie na jaw. Zaprzeczamy i uciekamy, usprawiedliwiamy i gubimy się w zeznaniach, i… szukamy winnych wszędzie indziej, byle jak najdalej od nas. Byle tylko czasami nie odkryć, że mieszka w nas zło, że kierują nami haniebne instynkty.

O ile można zrozumieć, dlaczego chcemy tę wiedzę ukryć przed innymi (lęk przed odrzuceniem, ostracyzmem społecznym, samotnością), trudniej pojąć, dlaczego skrywamy ją przed samymi sobą.

Czego się boimy? Co by się stało, gdybyśmy przyznali się do istnienia w nas tej mrocznej strony? Czy świadomość zdolności do podłości zmusza nas automatycznie do podłych zachowań albo unieważnia zdolność do szlachetności? Może jeśli nie będziemy przed tą świadomością uciekać, uda nam się w końcu jej przyjrzeć i właściwie do niej odnieść? Może właśnie wówczas będziemy wreszcie w stanie stosownie pokierować naszymi instynktami? Dokonać właściwego wyboru?

Akceptacja własnego cienia nie jest zgodą na zło, bo cień sam w sobie nie jest zły, ale jest raczej rezygnacją z iluzji doskonałości, rozumianej na kształt „świętości”, „moralnej nieskazitelności”. To widzenie rzeczy takimi, jakimi są, a nie jakimi być powinny czy jakie chcielibyśmy by były.

O ile mniej moralnej mierności byśmy prezentowali, gdybyśmy odważali się na uczciwość wobec samych siebie i nie bali się tego, co możemy w sobie odkryć. Każdy z nas składa się przecież z jasnej i ciemnej strony. Nie ma cienia bez światła. Dlaczego więc usilnie próbujemy utrzymywać, że w nas jest tylko jasność?

Może to dlatego, że w naszej kulturze nie uczy się nas niczego o cieniu, o oswajaniu naszych demonów (np. buddyjska praktyka karmienia demonów)? Jest kult świętości (cnotliwości), kult doskonałości (jasności), ale te uczą nas tylko o życiu w imaginacji, a nie w rzeczywistości. To zapatrzenie w światło zupełnie nas oślepia, summa summarum pogrążając w mroku.

Żeby żyć uczciwie, trzeba odwagi do stawania oko w oko z własnym cieniem. Takie spotkanie najczęściej przynosi świadomość, że cienia wcale nie trzeba się bać. Jeśli zadbamy o odpowiednią dawkę światła, nie pochłonie nas mrok, cień pozostanie cieniem i może nawet dobrze nam służyć.

Tej autorki: Krzyk ma moc

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Kosmos

Ziemia jest maleńkim punktem we Wszechświecie. Warto spojrzeć na nasze pragnienia i problemy z tej perspektywy.
Polska szkoła niszczy dzieci i nauczycieli

Fabryka małp

„Koniec. Dłużej nie mogę. Nie mam już siły do tego obłąkanego systemu. Przemoc, hierarchizacja, zabijanie inicjatywy, wolnomyślicielstwa, dociekliwości.…

Dzień nieodległości

Dzień Niepodległości powinien skłaniać do refleksji o wolności. Niestety, od kilku lat jest okazją do walki ludzi o różnych poglądach. Nadzieja w ludziach młodych i dzieciach, którzy chcą łączyć, nie dzielić.

Co je dusza?

Świadomość tego, że komfort nie jest najważniejszy, a przyjemność nie bierze się tylko z komfortu. Gdyby przyjemność była…
pincher miniaturka

O psie, który śmierci gra na nerwach

Niedawno spotkałam właścicielkę Niki, z suczką w ramionach. – Trzy kilometry przeszłyśmy, zmęczyła się – zaczęła mi tłumaczyć…
starość

O doświadczeniu starości

Prawdopodobnie jestem stara. Pierwszy raz pomyślałam o tym kilkanaście lat temu. Dziś jednak muszę przełknąć tę żabę. W…