psychologia pozytywna dominika harasim
Dominika Harasim, fot. Katarzyna Strzelecka

Gra w pozytywność

22 udostępnień
22
0
0

Kto oglądał film „Poradnik pozytywnego myślenia”, zapewne doświadczył bijącej z niego mocy wywoływania na twarzy uśmiechu i kierowania spojrzenia widza na jaśniejszą stronę rzeczywistości. Podobne do filmu moce zdaje się mieć Dominika Harasim, specjalistka psychologii pozytywnej, mentorka well-being i autorka psychoedukacyjnego narzędzia „aleFajna gra”, z którą o duchu pozytywności rozmawia Marta Dudziak.

Marta Dudziak: Skąd w Tobie tyle optymizmu?

Dominika Harasim: Urodziłam się z tym, ale co ciekawe optymizmu można się nauczyć i świadomie go wzmacniać. Optymizm to oczekiwanie, że przyszłość przyniesie to, co najlepsze przy równoczesnym działaniu, by tak się stało. Bez wątpienia to także jedna z cech, która sprzyja pozytywności. Co więcej optymizm został ujęty w klasyfikacji 24 sił sygnaturowych, jak to określa Martin Seligman, twórca psychologii pozytywnej, czyli mocnych stron. Każdy ma mocne strony i nad wszystkimi można pracować.

Czyli nawet jak ktoś jest skrajnym pesymistą, może stać się optymistą?

Dokładnie. Pozytywność można rozbudowywać. Niesamowitą jej właściwością jest to, że działa w sposób nieliniowy, czyli jeżeli wzmacniamy ją w jakimkolwiek wybranym obszarze, ta przekłada się na pozostałe. Słowem, jeśli rozwijamy pozytywność w obszarze na przykład swojego związku, to ona automatycznie pojawia się też w pracy, w życiu towarzyskim itd. Wzmacnia nas.

To udowodnione?

Tak, udowodnione naukowo. Cała psychologia pozytywna, czyli dyscyplina, którą się zajmuję, mimo że jest stosunkowo młoda, bo jej początki sięgają końca XX wieku, jest potwierdzona wieloma badaniami.

Warto przeczytać: Psychologia pozytywna: co daje satysfakcję, poczucie szczęścia i wpływa na dobrostan człowieka?

Jak to działa? Jeśli jesteś optymistą, to znaczy, że we wszystkim znajdujesz coś fajnego i zawsze widzisz szklankę do połowy pełną?

Pozytywność nie jest równoznaczna z patrzeniem przez różowe okulary, jak niekiedy się może wydawać. Ludzie często myślą, że pozytywność to jednorożec, tęcza i malowanie trawy na zielono. Tymczasem ta zdecydowanie nie wyklucza negatywnych emocji, wręcz przeciwnie – daje im wybrzmieć i sprawdza, o czym te emocje nas informują, o jakich naszych potrzebach czy granicach. I to jest bardzo ważne, bo trudne sytuacje będą się w naszym życiu pojawiać.

Pozytywność daje nam zasoby, żeby sobie lepiej radzić w sytuacjach stresowych, umożliwia dostrzeganie nowych możliwości, zwiększa elastyczność działania. 

Czym zatem jest pozytywność?

Dobrym życiem. Dobrostan zaś to przeżywanie i doświadczanie pozytywnych emocji, samorealizacja, zdrowie. Pozytywność ma wiele kolorów i odcieni. Barbara Fredrickson – czołowa badaczka pozytywności – mówi o dziesięciu podstawowych jej formach. Pojawia się tu między innymi duma, zainteresowanie, spokój, radość, miłość, zachwyt, rozbawienie – wszystkie te piękne energie, które lubimy czuć, którymi lubimy się otaczać, które sprawiają, że możemy przenosić góry.

Nie sądzisz, że obecnie nie potrafimy za bardzo dostrzec pozytywów wokół nas?

Myślę, że w naszym kraju nawarstwiło się pokoleniowo bardzo dużo przekonań odciągających nas od pozytywności. Przykłady: „Pieniądze nie rosną na drzewie”, „Trzeba zbierać na czarną godzinę” albo „Co się szczerzysz jak głupi do sera?”. W tych wszystkich stwierdzeniach chowa się, niekoniecznie znajdująca uzasadnienie w tu i teraz, negatywność, która ogranicza pole widzenia. Zdarza się też, że wszechobecny pęd sprzyja zapominaniu o sensie życia. Ten często znajduje się na końcu jakieś długiej drogi, a w jej trakcie często jest po prostu przegapiany, gdzieś umyka.

Psychologia pozytywna podaje rozwiązania, gdzie tego sensu szukać, gdzie go odnajdywać?

Psychologia pozytywna nie daje jedynie słusznych rozwiązań i odpowiedzi. Ona uzupełnia dotychczasową wiedzę z zakresu psychologii, która do tej pory zajmowała się przede wszystkim naprawianiem tego, co nie działa. Szukaniem tych obszarów, które gdzieś tam wymagają poprawy. Seligmanowska dyscyplina koncentruje się na tym, co sprawia, że „życie jest warte życia”. My naturalnie dążymy do pozytywności, a psychologia pozytywna daje nam narzędzia, żeby odkrywać ją każdego dnia, żeby osiągać zadowolenie oraz satysfakcję we wszystkich obszarach, w których działamy.

Warto przeczytać: Życie jest zbyt krótkie, aby nie cieszyć się z drobiazgów…

A co sprawia, że życie jest warte życia?

Wszystko to, co pozwala smakować życie tu i teraz, przeżywać w pełni wszystkie pojawiające się emocje, budować zdrowe relacje, realizować się, odczuwać przyjemność i satysfakcję. Aby tego doświadczać w pełni, warto wiedzieć, czego chcemy, co nam dodaje skrzydeł, jakie są nasze mocne strony, zasoby i potrzeby, umieć rozpoznawać i nazywać emocje oraz stawiać granice.

Dlaczego warto być pozytywnym?

Pozytywność działa na wiele obszarów. Przede wszystkim sprawia, że mamy po prostu lepsze samopoczucie. Z jej pomocą poszerzamy horyzonty, zauważamy więcej i jesteśmy bardziej twórczy. Potrafimy znaleźć więcej rozwiązań w trudnych sytuacjach. Jesteśmy w stanie zmieniać problemy w wyzwania. Stajemy się bardziej otwarci, przez co nawiązujemy lepsze relacje społeczne, a te z kolei nas nakręcają. Jesteśmy bardziej życzliwi, kreatywni i efektywni. To jest takie koło, które się pięknie kręci i rozpędza. Jedną z najważniejszych cech pozytywności jest właśnie ta, że pielęgnowana rośnie.

Mówisz, że pozytywności się uczymy. Ponoć w Australii powstała szkoła, która w takiej nauce właśnie się specjalizuje?

Tak, w Australii powstała szkoła Geelong Grammar School pod patronatem Martina Seligmana, która działa w duchu psychologii pozytywnej. Wszyscy, począwszy od kadry niższego szczebla – ogrodników, sprzątaczek, kucharzy, po wykładowców, rodziców i dzieci, które trafiają do tej szkoły, są przeszkoleni pod kątem wspierania pozytywności.

Placówka ta jest bezpiecznym środowiskiem, w którym dzieci mogą wzmacniać to, z czym przychodzą na świat, czyli swoje siły sygnaturowe, a rozkwit jest równoznaczny z dobrym samopoczuciem i dobrymi uczynkami.

W tej szkole, gdy dzieciom coś nie wyjdzie, dostają od innego ucznia nagrodę np. za to, że były wytrwałe. Nie są ganione za to, że czegoś nie potrafią. Uczone są medytacji czy mindfulness czyli technik uważności, dzięki którym zdobywają zasoby, pozwalające im lepiej radzić sobie w sytuacjach stresowych.

To przepiękna inicjatywa i mam nadzieję, że niedługo rozprzestrzeni się także na inne kraje.

Więcej o mindfullness przeczytasz TUTAJ

A jeśli nie mamy okazji uczyć się w takiej szkole, co zrobić, żeby zbudować w sobie pozytywność?

Możesz próbować wzmacniać pozytywność we własnym zakresie i rozbudowywać ją w różnych obszarach, czyli szukać takich działań, emocji i przekonań, które tę pozytywność zwielokrotniają i sukcesywnie wdrażać kolejne. Jeśli czujesz, że brakuje ci w tej mierze kompetencji, skorzystaj z pomocy specjalisty, który cię ukierunkuje i wskaże konkretne zadania, podsunie odpowiednie narzędzia.

W jaki sposób może pomóc taki specjalista?

Przede wszystkim może nam pomóc zdiagnozować, czego potrzebujemy, by rozwijać pozytywność. Każdy przypadek jest indywidualny i rozbudzanie pozytywności u każdego wygląda trochę inaczej. Na jedną osobę będzie bardziej działać praca z życzliwością, na inną wdzięczność. U jeszcze kogoś innego sprawdzi się docenienie, duma lub delektowanie się. To proces, który wymaga uważności, życzliwości, otwartości i zaciekawienia. Warto sprawdzać co nas cieszy, karmi, wzmacnia nasze siły sygnaturowe i sprawia, że rozkwitamy.

Jest szansa, że rozwijając pozytywność, przestaniemy narzekać?

Zdecydowanie tak! Narzekanie zawęża pole widzenia i sprawia, że natłok negatywnych myśli często po prostu przytłacza, a my nie posuwamy się do przodu. Jednym ze sposobów przeciwdziałania tzw. ruminacji jest ćwiczenie uważności. Zaczynając pracę z jedną energią pozytywności, dążymy do tego, by pojawiało się ich coraz więcej. Zapraszamy życzliwość, wdzięczność, zaciekawienie, gdzieś tam wzmacniana jest miłość. Jeśli do tego dołożymy pracę na naszych zasobach, dostrzeżemy, jak pozytywność rozprzestrzenia się na rozmaite aspekty naszej rzeczywistości i skutecznie odciąga nas od narzekania.

Staniemy się najlepszą wersją siebie, jak to się modnie ostatnio mówi?

Uważam, że każdy jest najlepszą wersją siebie i tutaj nie ma nic do poprawiania. Można jedynie wzmacniać to, co mamy, wydobywać to i pielęgnować. Dążenie do najlepszej wersji siebie oznacza, że czegoś nam brakuje. A my jesteśmy całością, jesteśmy kompletni i wszystko, czego potrzebujemy jest w nas. Naszym zadaniem jedynie jest wybierać z tego repertuaru to, co najbardziej nam służy.

Wspomniałaś, że jedną z metod wspierających pozytywność jest trening uważności. Mogłabyś podpowiedzieć jakieś proste ćwiczenie na uważność?

Jednym z moich ulubionych ćwiczeń jest metoda pięciu zmysłów, angażująca kolejno: wzrok, dotyk, słuch, węch i smak. Najpierw szukam i nazywam pięć rzeczy, które widzę. Powiedzmy, że widzę lampę, kwiatki, białą ścianę, książkę i kubek. Potem nazywam cztery rzeczy, które odczuwam w ciele lub ciałem, czyli ciepły sweter na plecach, albo twarde krzesło, podłogę, czy spięty kark. Następnie trzy rzeczy, które słyszę. Dwie rzeczy, których zapach czuję i na koniec jedną rzecz, której czuję smak. To ćwiczenie sprawia, że nasz umysł „nie wędruje” i nie analizuje, tylko skupia się na tym, co jest dookoła nas, w tak zwanym tu i teraz.

Stworzyłaś niedawno ciekawe narzędzie do pracy z pozytywnością. Opowiesz o nim?

Z przyjemnością. Stworzyłam „aleFajną grę”, czyli narzędzie, którego celem jest wzmacnianie pozytywności i dobrostanu. Można z niego korzystać w towarzystwie, zabrać na spotkanie z przyjacielem, ze znajomymi, z partnerem albo potraktować je jako punkt wyjścia do pracy własnej.

„AleFajna gra” to talia kart, których tematyka obejmuje trzynaście kategorii (po dwadzieścia pytań każda), wzmacniających pozytywność, m.in. radość, spokój, duma. Odpowiadając na poszczególne pytania, otwieramy się na nowe sposoby patrzenia na pozytywność, znajdujemy jej źródła, uczymy się nazywać momenty, w których się pojawia, a w konsekwencji łatwiej wdrażamy ją w życie.

Gra jest moim autorskim projektem. Zanim trafiła do sprzedaży, była testowana w wielu środowiskach – z moją rodziną, z przyjaciółmi, z nieznajomymi, nawet z panem kelnerem w kawiarni. Każdorazowo wzbudzała pozytywne emocje, choć często na początku słyszę „Ojej, jakie trudne”.

Jaki jest jej cel?

To raczej misja, nie cel, a brzmi ona: uśmiechnąć świat, czyli zwiększyć zadowolenie, satysfakcję z życia, sprawić, by było ono lżejsze, przyjemniejsze, żeby wybrzmiewały w nim pozytywne emocje.

Gra jest tylko w wersji online, prawda?

Tak, to wersja elektroniczna, przygotowana do samodzielnego wydruku. I zdecydowanie warto ją wydrukować. Projekt ma sprzyjać rozmowie, budowaniu i zacieśnianiu relacji, aktywnemu byciu z drugim człowiekiem. Odkrywaniu wspólnych płaszczyzn, ale też badaniu i eksplorowaniu swoich światów, często znacząco od siebie różnych.

W dołączonym do gry e-booku spisałam wskazówki, które mogą być pomocne w trakcie gry i nie tylko. Mówią one między innymi o tym, żebyśmy nie tylko słuchali, ale też słyszeli. Żebyśmy zapewnili drugiej osobie i sobie bezpieczną przestrzeń. Żebyśmy sobie nie przerywali. Żebyśmy sprawdzali, co się za każdą odpowiedzią kryje. Nawet jeśli czasem nam się wydaje, że coś jest nie na temat, to może po prostu warto tam choćby zajrzeć i zobaczyć nieznany nam obszar, do którego zaprasza nas druga osoba.

Bywa, że to samo pytanie zadane po raz kolejny, przynosi inną odpowiedź. W zależności od energii dnia, od energii danej osoby, od tego czy jest ona dzisiaj w dobrym nastroju czy może ma kiepski moment, przychodzą różne odpowiedzi. To jest moim zdaniem duży atut tej gry. Możemy w nią grać wielokrotnie i wciąż coś nowego w sobie samych i w sobie nawzajem odkrywać. Dokładnie tak jak w życiu, które ze szczyptą otwartości, życzliwości i miłości po prostu inaczej smakuje.

Tej autorki: Ciało to nasz dom, bez niego nie istniejemy

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
polka na zanzibarze

Polka na Zanzibarze

Prowadzoną przez nią kawiarnię w podwarszawskiej Podkowie Leśnej ludzie z tęsknotą wspominają do dziś. Obecnie, żeby posmakować jej…